Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

O tym, jak stworzyłem Klamore Mio i co z tego wynikło

42 524  
213   35  
Siemka, kochani! Na imię mi Marek. Niektórzy z Was mogą kojarzyć mnie z paru tekstów opublikowanych tu jakiś czas temu, a dotyczących wychodzenia z bagna nałogów. Ale dziś nie nałogi będą priorytetem, choć temat miejscami będzie się przewijał.


W telegraficznym skrócie: od ponad dwóch lat jestem szczęśliwym, czystym od wódy i nikotyny (od tej trochę krócej), żyjącym pomiędzy dwoma krajami człowieczkiem. Jednak w sytuacji, gdy ten popieprzony rok co rusz serwował kolejne udziwnienia, które groźnie napełniały dupę frustracją, trochę nadplanowo zrejterowałem z krainy euro płynącej, chroniąc tym samym swój pijacki kuper przed niewykluczonym zalaniem, i wróciłem do Polski. Wróciłem, uspokoiłem myśli, nabrałem oddechu i... zacząłem spełniać swoje marzenia!

To taki następny kroczek na ścieżce ku wolności. Wolności, w której różnych aspektach rozsmakowałem już na dobre i która jest mi bezcenna. Samochodzik z opcją pomieszkiwania - taki wyższy level namiotowego życia, jednak nie aż tak wysoki, by zaopatrywać się w dużego, niezgrabnego kampera. Autko fajne na wakacje, ale i funkcjonalne w codziennym użytkowaniu. Takie było założenie. Z racji tego, że jestem leń, a działania trwały chyba z 7 tygodni, więc pozwolę sobie pozbierać i posklejać całą historię z postów fejsbuniowych, którymi skrzętnie i regularnie katowałem biednych "czytaczy". Wrzucam też linki, pod którymi jest więcej fotek z poszczególnych etapów działania.
W trakcie zmieniały się koncepcje, nazwa, założenia... Pragnę zaznaczyć, że nie jestem żadnym profesjonalistą w dziedzinie przerabiania aut w ten sposób; inspiracje i rozwiązania były czerpane z internetów, choć pomysłów było tyle, że czasem lepiej było wyłączyć wszystkie tutoriale i zrobić coś "po swojemu".

A wyszło to tak:

Pierwszą kupioną rzeczą - jak przy każdej poważnej budowie - był turystyczny sraczyk, na który w końcu zabrakło mi miejsca na pokładzie. Pomińmy więc ten gówniany epizod.
Co jakiś czas mętnie coś tam przebąkiwałem, że będzie coś kupowane, ale bez konkretów. Napięcie się budowało. Jak u Hitchcocka...

22 czerwca
Dobre gumki to podstawa! W końcu przyszły szykowne pantofelki.


23 czerwca
Księżniczka już jedzie. Z racji tego, że ostatnio była trochę zapomniana, to jedzie z gracją na lektyce - jak na księżniczkę przystało! Teraz wizyta u pana, który wie, gdzie księżniczki się łaskocze, żeby było dobrze, założy nowe pantofle i w ogóle... Księżniczka jest trochę przy kości, bo ponaddwutonowa, ale za to ponoć bardzo dobrze się prowadzi... Taka sytuacja:


(...autko pojechało na kilka dni prosto do gabinetu odnowy mechanicznej - na wymianę wszystkiego, co potrzebne: wszystkich soków i innych niezbędnych rzeczy wymagających wymiany po ponad pięcioletnim niejeżdżeniu).

Aż wreszcie:

27 czerwca
Melduję posłusznie, iż orzeł wylądował. Jeżeli ktoś czekał na jakąś sport-rakietę, to, niestety, ale srogo się zawiedzie, ponieważ w podeszłym wieku celuje się już raczej w praktyczniejszy segment.
Chevrolecik Astro - salonka - mgliste marzenie od ładnych kilku lat, a zarazem pierwszy konkretniejszy zakup od bez mała 16 lat - bo potem gorzała coraz bardziej kolidowała z prowadzeniem aut, więc później nie kupowałem już nic jeżdżącego. Ochrzczony został "Klamore mio", ma swoje lata, nie grzeszy perfekcją czy przesadną urodą i parę rzeczy tam nie działa - tak więc idealnie do siebie pasujemy! Ale to jest nieistotne - najważniejsze, że autko - po 5 latach marnowania się - dostało drugą szansę, by znowu nacieszyć ucho swoim zmysłowym mruczeniem. A stare, amerykańskie, 6-cylindrowe 4,3 litra mruczy nawet całkiem ładnie.
Tak więc autko jest w trakcie swoistego restartu i niejako otrzymywania drugiego życia - znam to piękne uczucie! Jako że Klamorek ma dość dużą chuć i pije więcej niż "stary" ja, dlatego też zostanie jeszcze oddelegowany do szkoły, która przekona go jeszcze do picia gazowanego, by przy pojeniu nie płynęły łzy, i po tej operacji zostanie już li tylko cieszyć się brykaniem. W środku 7 miejsc do siedzenia, na postoju 2 miejsca do spania; jest trochę boazerii i dużo światełek; jest tv i wypaśne audio, które jeszcze nie działają; docelowo będzie dokładane jeszcze trochę kabelków, drugi aku, inne radio, kosztem jednego fotelika pewnie jakaś turystyczna lodówka, palniczek gazowy, może jakiś malutki zlew i mini toi-toi. Ale to powoli - najważniejsze, że Klamorek znowu żyje! Dość istotne będzie też zwracanie uwagi, by nie pomylić lodówki z toaletą, bo mogłoby być trochę niezręcznie.

Całkowity koszt imprezy powinien zamknąć się gdzieś w kwocie 32-33 tys. PLN, więc można śmiało powiedzieć, że podobne pieniądze przehuśtałbym i przepaliłbym przez te dwa-i-trochę latka, które upłynęły już od mojego "restartu". A myślę, że dobrze się stało, że skończyłem pracę trochę jakby przed czasem, bo sam już chwytałem się na tym, że coraz częściej zacząłem przeglądać lepsze/nowsze/droższe/większe auta do turystyki, a z moimi predyspozycjami to pewnie wyszłoby tak, że niebawem w zasięgu byłby duży autobus, z tym że miałbym już 90 lat na karku. Szkoda czasu na następne zatracenia.

Pierwsza destynacja, za parę tygodni, to pewnie jakiś wypad w stronę Bieszczad (Podlasie również kusi), bo tam, prawdopodobnie, można będzie fajnie się naładować ciszą, bo ten rok - jak chyba u wszystkich - jest dość obfity w, niekoniecznie niezbędny, nadmiar różnych zdarzeń. Będą to też pierwsze wakacje, z których planuję co nieco pamiętać. Jeśli ktoś byłby chętny na taką chwilową odskocznię w dzicz, to dawać znać - dołożymy jakieś namioty i zmontujemy razem jakiś "rajd ku trzeźwości"...
A skoro już znowu zlazłem na smęcenie o trzeźwości, to chciałem tylko napomknąć, że na tym froncie również nieustannie dzieje się coś niesamowicie pięknego. I - obok materialnych radostek - to są sprawy najważniejsze, bo na to nie ma ceny!
A razem z Klamorkiem i z około siedmioma Chevrolecikami na sprzedaż z drugiego końca wsi, to - pod względem ilości Astro Vanów na liczbę mieszkańców - nasza wieś jest już chyba potentatem w skali kraju!
Dobra, koniec elaboratu. Powiem Wam tylko jedno: Cieszę się.
Pięknego dnia!


A tu Klamorek od buzi strony i z kolegą:

29 czerwca
Mikro-zlot jeżdżących łóżek.


Czas na pierwszą, grubszą operację:

1 lipca
Z familijnego albumu: Wczoraj Klamorek był u pana, który wytłumaczył mu, jak chodzić, żeby nie za szybko zużywać buciki, a dziś mały urwisek pobrykał na kilka dni do szkoły, gdzie pobierze lekcje picia napojów gazowanych. Och, mój Bobrze, byle tylko jakiego refluksu się tam nie nabawił! Tyle emocji!!!
Równolegle dochodzą różne pierdołki, które niewątpliwie wzbogacą i ukształtują wnętrze tegoż małego dżentelmena; tworzy się plan jego zagospodarowania; warto będzie też chwilę czasu przeznaczyć na wydobycie wewnętrznych głosów do poziomu słyszalności, a także poprawić nieco klimat w środku... Docelowo Klamorek zamierza być całkiem fajnym huncwotem, choć daleko mu do bycia perfekcjonistą! No i bardzo dobrze - sobą ma być! A niebawem dostanie też - fikuśnym fontem pisany - tatuaż ze swoim imieniem, umieszczony gdzieś w okolicach dupska... Nie ma lekko być rodzicem, ale starania rekompensuje fakt, iż berbeć już coraz mniej kaprysi. I nie będę go zmuszał do kąpieli, bo brudne dzieci to szczęśliwe dzieci! Dobra, wystarczy już tych głupot. Trza się na chwilę przeprosić z małym, rudym autkiem i do przodu! Pozdro! Madka Maroo & Bombelek Klamorek.



Zakupy... Dużo zakupów:

2 lipca
To może być niezwykle przydatne wydawnictwo: "Polska niezwykła". Zamiast jakichś pe-de-efów - wersja cudownie-tradycyjnie-papierowa, bo i przeca część składową całości z zeszłego wieku stanowić ta lektura będzie. Ponad 700 stron inspiracji, dużo obrazków - me gusta!
No, cześć! Chwytajmy dzień!


Inspiracje:

3 lipca
...kiedy w kwestii szukania inspiracji na stworzenie wnętrza zabrniesz trochę zbyt głęboko... Chyba już dość internetów na dziś...


I jeszcze więcej zakupów:

6 lipca
Pomaluśku, drobnymi kroczkami... Tu akurat nieśmiało kompletuje się zgrabna, pokładowa kuchnia. Będzie czym się parzyć, w czym parzyć, tudzież podgrzewać wykwintne słoiki z Biedry!
Udanego poniedziałku!


Dodajmy Klamorkowi nieco indywidualności:

7 lipca
Taki wielki synek, a takie małe numerki dali! Ale i tak są fajne. Hamerykańskie. Ale olać jakieś tam cyferki - ważniejsze, że nowy tatuaż na lewym pośladku (prawie dobrze) Klamorkowi się przyjął. Tym samym zyskał status tak bardzo ekskluzywnie-do-porzygu-limitowanej-edycji, że ani wujek Google nic na ten temat nie wie. Jeszcze. Klamorek jest pojętny huncwot - w miarę szybko oswoił się z gazem, już teraz chleje po taniości, aż miło!
Tak więc, Klamorku, grzeczny bądź i prowadź się spokojnie, a nie tak, jak tatuś za młodu!
No! Styknie tej pisaniny na dziś, czas przepalić trochę gazu.
Fajnego!


Testunek różnorakich rzeczy:

9 lipca
Wakacje na pełnej, a ten jeszcze ani z placu nie wyjechał. Test nośności nowego stoliczka, za obciążenie robi kapsalon. Tak mogę żyć!
...& bonus: fikuśny, świecący breloczek. Szewroletów nie mieli. Fajrant na dziś.



Krótkie wypady w nie najbrzydsze miejscówy:

11 lipca
Pogoda dla bogaczy! Cała Olza dla siebie! Coś czuję, że Klamorek polubi takie miejscówy. I nawet nie trzeba fatygować się do wody, żeby być cały mokry. Drugie śniadanko zaliczone, to czas na sjestę w domu stacjonarnym, bo pokładowe łoże jeszcze niegotowe. A jak pogoda nas olewa, to też na nią lejmy! Dobrego dnia!


Poszukiwania niektórych komponentów metodą "na ślepca":

13 lipca
Siema, Kochani! Trzeba mi dwóch składanych rurek, z jakiegoś starego namiotu, altanki ogrodowej, albo coś w ten deseń. Z amelinium chyba. Takie, żeby (+/-) 2 razy po 1,80 metra były. Czy może komuś z Was ciąży/zawadza/nadbywa wyżej wymieniony produkt? Płacę lepiej niż złomiarze. Ktoś, coś?


Na pokładzie pojawia się lodówka turystyczna, powstaje minianeks kuchenny. W tworzeniu wykorzystano stare meble i ojca:


15 lipca
A co tam u Klamorka? Moduł kuchenny w fazie już dosyć zaawansowanej - dzisiaj były pierwsze przymiarki. Tę sekcję projektu "Klamor" objął ojciec Jurek. Turystyczna chłodziareczka też już znalazła swoje miejsce, tak samo jak i składany stoliczek. Na dalsze działania trzeba dozbierać komponentów, które już są w drodze. Do zrobienia jeszcze: stworzyć obniżalny stolik pomiędzy tylną kanapą a obróconym fotelem, który na noc będzie częścią łóżka; ogólnie dorobić demontowalną przedłużkę łoża; przedni kokpit okrasić 7- calowym radiem z navi i kamerą cofania; do poskładania również boczna daszko-markiza pod kolor Klamorka. Plan docelowy wygląda mniej więcej tak: wersja sypialniana: 5 miejsc do jazdy, 2 wygodne miejsca do spania (~190x150 cm), wyposażona kuchnia, chłodziarka, solarny prysznic wystawiany na zewnątrz, zwijana markiza + siedziska i stolik pod nią. Opcja pasażerska: wszystkie mieszkalne graty demontowalne, po wrzuceniu i obróceniu foteli powrót do wersji 7-osobowej, gdy jest taka potrzeba.
To wszystko pewnie jeszcze trochę potrwa, ale jest motywacja do działań, tak by na woodstockową domówkę dokulać się już w miarę kompletnym mieszkankiem.
Trza się dokształcać, czytać, podglądać, mierzyć, kombinować i szukać dobrych cen... Projekt ulega zmianom i ewoluuje - to absorbuje, ale i daje niesamowity fun!
Oj, jest z tego radocha!
Pozdrawiam!



Pierwsze pomiary - ile Dzidzia żłopie:

18 lipca
Dzidziuś wypił pierwszy bak. 65 litrów gazowanego wystarczyło na 360 km spacerku, głównie po terenach wiejskich, więc przy każdych 100 kilometrach Klamorek prosi o 18 litrów picia + troszeczkę konkretów na rozruch. Prawdopodobnie przy dłuższym truchciku po kilkupasmowej bieżni spożycie jeszcze trochę zmaleje. No i fajnie - chłopak nie jest zanadto rozrzutny. I nigdzie się nie spieszy - jest jak duży, dobrze ułożony piesio. Nie szczeka co chwilę na wszystkie inne psiaki jak jakaś pierdolnięta cziłała, za to leniwie snuje się po ulicach, słodko se przy tym mrucząc. Co nie znaczy, że nie umie zawarczeć! Umie, i to dość skutecznie. Ale nie pokazuje kłów za często, bo i po co? Klamorek nic nie musi!
A dziś była krótka wycieczka do woj. opolskiego, gdzie, po drodze, obadano ładną miejscówę z jeziorkiem. I zlokalizowaliśmy też ładne miejsce na biwak - kawałek dalej od utartych szlaków - za to ciche, spokojne i bez rzeszy wypoczywaczy, a tylko paręset metrów od oficjalnych "kurortów". Dojazd trochę dziurawy, ale nie trzeba mieć nóżek 4x4, żeby tam dospacerować. Me gusta. Tak więc, jeśli ktoś będzie niedaleko Kędzierzyna-Koźla, a najdzie go ochota na pomoczenie się w ładnym miejscu, to jeziorko Dębowa jest dobrym ku temu punktem.
No! To dobrego weekenda!
Pinezka
W pobliżu: 47-200 Kobylice


Gdy kuchnia gotowa, to można brać się za wypełnienie reszty autka łóżkiem:

21 lipca, rano
Na dziś przewidziano dużo rżnięcia i stukania.


21 lipca - kilka godzin później...
A je to! Kolejny mały kroczek w drodze do mieszkalności! Z kupy deseczek i paczki gwoździ zostały zmajstrowane drewniane, składane stelaże, które później będą obłożone poducho-materacykami. Projekt powstawał w bólach, przy stoisku z deskami w Bricomarche, gdzie zamieszkałem chyba na godzinę, więc pani z obsługi była przekonana, że to jakieś mega skomplikowane przedsięwzięcie jest:
"Nie, droga pani, ja się po prostu na tym nie znam. To musi potrwać" - rzekłem.
Na część łóżka "za kierowcą" składają się dwie drewniane skrzynki, przykryte nakładanym, drewnianym deklem, więc powstało miejsce na jakieś drobiazgi, co w małym Klamorku jest na wagę złota. Po tej stronie udało się uzyskać ponad 190 cm długości do spania. Część "za kuchnią/pasażerem" została "ostelażowana" zazębiającymi się deseczkami, które, gdy nie będą potrzebne, to jakimś cudem udało się schować pod tylną kanapę. Nie było to najprostsze, bo na chwilę obecną trzeba upchać również koło zapasowe, ale jakoś to pykło. Na milimetry. Ta strona łóżka będzie krótsza (nieco ponad 170 cm), bo dalej koliduje już moduł kuchenny.
Teraz - po spasowaniu wszystkiego - można rozglądać się za materiałem na 3 osobne materacyki, które przykryją i wyrównają całą instalację, a do tego - najprawdopodobniej - użyta będzie pianka tapicerska, opakowana w poszewki pod kolor foteli, choć absolutnie nie jest wykluczone, że zostaną podjęte jakieś inne, improwizowane kroki.
Ogólna szerokość spania to ok. 130 cm plus jeszcze po ok. 10 cm szpary z każdej strony między łóżkiem a drewnianymi parapetami, które też jakoś wyrównam, o ile będzie mi się chciało.
Dotychczasowy koszt strefy łóżkowej: deski + gwoździe: 80 PLN (Bricomarche); 2 skrzynki drewniane: 2x21 PLN (Action). Do zwielebienia jeszcze: arkusz pianki tapicerskiej (80-100 zł) i materiał na poszewki plus usługa szycia. Całość nie powinna przekroczyć 300 złotych. Konstrukcja sprawia wrażenie dość nawet stabilnej i funkcjonalnej, co wcale nie było taką oczywistością, więc zadowolenie: bezcenne.
To na razie tyle. Można działać dalej. Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrego dnia!
Projekt: Marek. Wykonanie: Jurek&Marek



Zachciało się taniej markizy. Najpierw trzeba było zamocować mocowanie:



24 lipca
Jak, z francuskiego, nazywa się osoba wykonująca markizy i inne zadaszenia?
La Dasznica!
Dziś zaczęte, reszta po weekendzie...


Oraz w części drugiej, na którą serdecznie zapraszam!
37

Oglądany: 42524x | Komentarzy: 35 | Okejek: 213 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

01.10

30.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało