Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Te słynne narzędzia tortur prawdopodobnie nigdy nie były używane!

73 782  
194   28  
Jakoś tak utarło się, że średniowiecze to taki parchaty okres historii, w którym to przestępców zamykano w skrzyniach naszpikowanych kolcami, wiedźmy podtapiano w rzekach, a gejom aplikowano do zadków urządzenie do rozrywania mięśni zwieracza. Jeśli wierzyć filmom, komiksom i książkom z akcją osadzoną w tamtym okresie, twórcy narzędzi tortur mogli pochwalić się wyjątkowo chorą wyobraźnię, a kaci mieli pełne ręce roboty. Tymczasem okazuje się, że średniowieczne męki są mocno przereklamowane.

#1. Gruszka rozpaczy, czyli średniowieczne urządzenie do „leczenia” homoseksualizmu

To ustrojstwo jest bardzo częstym eksponatem w muzeach. W zależności od źródła – takie narzędzie tortur stosowane było wobec zboczeńców, gwałcicieli i homoseksualistów. Gruszkę wkładało się w wybrany otwór w ludzkim ciele, a następnie zwalniało mechanizm sprężynowy lub odkręcało śrubę, która otwierała stalowe elementy tego gadżetu, rozrywając lub mocno okaleczając nieszczęśnika.
Problem z tym okrutnym wynalazkiem jest taki, że prawdopodobnie nie pochodził on z okresu wieków średnich, a raczej powstał w okolicach drugiej połowy XIX wieku i służył do swoistego „kneblowania” przestępców. Jedynym starszym dowodem na używanie „gruszki” jest opis urządzenia, którym w XVII wieku swoje ofiary zamęczał pewien paryski kryminalista.


Australijski historyk Chris Bishop po dokładnych oględzinach wielu z tych muzealnych „hitów” doszedł do wniosku, że sprężynowy mechanizm byłby zbyt słaby, aby otworzyć gruszkę w czyimś tyłku. Uczony twierdzi, że te intrygujące gadżety mogły być narzędziami chirurgicznymi. Bardziej jednak prawdopodobne, że były to popularne wśród zamożniejszych rodzin bajeranckie przyrządy do rozciągania skarpet, rękawiczek albo butów. Skąd zatem pomysł, że kaci za pomocą tych akcesoriów poszerzali nie tylko części garderoby, ale także i zadki oraz waginy swoich ofiar? „To moment, w którym ludzka ciekawość prowadzi nas do iście nikczemnych pomysłów...” - twierdzi Bishop.


#2. Żelazna dziewica – klasyk katowskich lochów

Skazany na śmierć, umęczony torturami więzień umieszczany jest w przypominającej sarkofag skrzyni. Kiedy wieko zostaje zamknięte, kolce zamontowane w jej wnętrzu wrzynają się w ciało nieszczęśnika. Nie zabijają go jednak, ale sprawiają mu niewyobrażalny ból. Wrzeszcząc i błagając Boga o skrócenie agonii, skazaniec spędzi w „żelaznej dziewicy” długie godziny, a czasem i całe dni, zanim ostatecznie wyzionie ducha.
Wynalazek ten przypisuje się samej Elżbiecie Batory – siostrzenicy polskiego władcy, która według legend miała wyjątkowo sadystyczne skłonności, a swój młody wygląd zawdzięczała regularnym kąpielom we krwi dziewic.


Jedna z niewielu wzmianek o faktycznym używaniu tego urządzenia pochodzi z XVIII wieku. Autor przewodnika po Norymberdze Johann Philipp Siebenkees twierdził, że trzysta lat wcześniej pewnego przestępcę zamknięto w sarkofagu pełnym ostrych szpikulców. Znaleziono nawet ten eksponat. I chociaż w czasie II wojny światowej uległ on zniszczeniu, współcześni historycy są przekonani, że był to falsyfikat, podobnie zresztą jak większość, o ile nie wszystkie, zachowane do dziś „żelazne dziewice” (które zazwyczaj konstruowano w XIX wieku, kiedy szalenie popularną rozrywką były „muzea tortur”). Wielu historyków jest przekonanych, że Siebenkeesa nieco poniosła wyobraźnia. Jeśli takie sarkofagi faktycznie istniały, to zginęła w nich naprawdę mała ilość skazańców i absolutnie nie należały one do „typowego” wyposażenia kanciapy każdego średniowiecznego kata.


#3. Byk z brązu – średniowieczne narzędzie, którego nie było

Wśród wielu średniowiecznych mechanizmów i gadżetów służących do zadawania niewyobrażalnego bólu, byk z brązu utrzymuje jedną z najwyższych pozycji. Czymże był ten wynalazek? Ano, jak sama nazwa wskazuje, mamy tu do czynienia z naturalnej wielkości wykonanym z brązu zwierzęciem. Na grzbiecie miał on otwór zamykany klapą. Umieszczano w nim skazańca, a następnie rozpalano pod bykiem ogień. Piekący się wewnątrz biedak wrzeszczał wniebogłosy, ale oglądający egzekucję gapie zamiast słyszeć te rozpaczliwe kwiki, zachwycali się melodyjnymi dźwiękami wydobywającego się z byczej paszczy. To efekt pomysłowo zaprojektowanych rurek, które modulowały ryki umierających.


Brzmi to jak kolejny, nudny dzień z życia XII-wiecznego kata? Cóż, to urządzenie nawet nie powstało w średniowieczu. Opis tego wynalazku znamy z doniesień Diodora Sycylijskiego – historyka z I wieku przed naszą erą! Według niego żyjący 400 lat wcześniej Falaris, władca miasta Akragas, miał zamówić u lokalnego rzeźbiarza Perillusa wykonanie takiego posągu, który jednocześnie byłby muzycznym instrumentem. Artysta postanowił jednak stworzyć narzędzie kaźni. Falaris, mocno zaintrygowany tą konstrukcją, poprosił Perillusa o zademonstrowanie działania „byka z brązu”. Kiedy tylko rzeźbiarz znalazł się w jego wnętrzu, władca kazał zamknąć wieko i podłożyć ogień. Podobno faktycznie – melodia wydobywająca się z rurek była całkiem miła dla ucha.


Czy są jakiekolwiek dowody na istnienie tego wynalazku? Nie. Według Diodora byk z brązu został zatopiony w 554 roku przed naszą erą. Zaskakujące jest jednak to, że legenda o tym okrutnym narzędziu przez setki lat rozpalała ludzką wyobraźnię. Słynny byk pojawiał się na obrazach i miedziorytach, a według pewnych źródeł chrześcijański męczennik, święty Eustachy Rzymski, miał dokonać żywota w takim właśnie upiornym posągu. Tymczasem wielu kościelnych historyków twierdzi, że historia ta jest fałszywa i nie ma absolutnie żadnych dowodów potwierdzających rzekomy los świętego.

#4. Pas cnoty – simlock dla niewiernych żon

Na koniec zostawiliśmy sobie gadżet, który może i z założenia narzędziem tortur nie jest, ale jego używanie mogłoby sprawiać kobiecie ogromne cierpienia, gdyby tylko pas cnoty faktycznie był kiedykolwiek używany. A wygląda na to, że wcale nie był...
Zgodnie z popularnym, chociażby w kinie, motywem – takie stalowe majtki zakładali swoim żonom rycerze wyruszający na wojnę. Tego typu „bielizna” miała sprawić, że białogłowa nie będzie gzić się z paziami po chaszczach, gdy tylko małżonek zniknie z pola widzenia.


Pierwsze opisy pasów cnoty pochodzą z początków XV wieku i miały być jedynie niezbyt smacznym żartem na temat złego prowadzenia się ówczesnych dam.
„W żadnych poważnych kazaniach, kronikach, tekstach prawniczych czy dydaktycznych nie pojawia się wzmianka o tzw. pasach czystości prawdopodobnie dlatego, że już jego podstawowa idea sprzeczna jest z podstawowymi potrzebami ludzkiego (kobiecego) ciała”
- uważa Albrecht Classen, autor książki, w której przedstawił wyniki swojej naukowej pracy na temat tych urządzeń. Według niego noszenie takiej „garderoby” w ciągu kilku dni doprowadziłoby do paskudnych, ropiejących ran i niegojących się obtarć w okolicach pachwin.


Inny historyk, Lesley Smith twierdzi, że w całej swojej karierze widział setki średniowiecznych kolekcji i nigdy nie było mu dane oglądać pasa cnoty, co do którego nie byłoby wątpliwości, że został on skonstruowany w średniowieczu. Tymczasem Sarah Bond, profesor z uniwersytetu w Iowa twierdzi, że popularny, współczesny mit mówiący o używaniu pasów czystości przez kobiety wynika z naszego przekonania o tym, że wieki średnie były okresem skrajnego zacofania.

Większość tych eksponatów to pochodzące z XVIII i XIX wieku „medyczne” gadżety mające zniechęcić pacjenta do masturbacji. Istnieją też dowody na to, że niektóre kobiety dobrowolnie zakładały takie pasy, aby uchronić się przed napaściami na tle seksualnym.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5
11

Oglądany: 73782x | Komentarzy: 28 | Okejek: 194 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało