Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Ile jest prawdy w legendach miejskich na temat popularnych narkotyków?

50 555  
139   88  
Legendy miejskie i plotki związane z popularnymi narkotykami okrążyły już świat kilkukrotnie. Jedne z nich mają za zadanie odstraszyć od ich zażywania potencjalnych „ćpunów”, inne wręcz przeciwnie – służą temu, aby przekonać odbiorcę, że dragi wcale nie są takie straszne, jak się wszystkim wydaje. Dziś sprawdzimy sobie, ile prawdy jest w powtarzanych do znudzenia historiach o tych używkach.

Niania pod wpływem LSD upiekła dziecko w mikrofalówce

Tę przerażającą anegdotę przytacza się zawsze przy okazji demonizowania efektów działania kwasu lizergowego. W zależności od wersji – sprawa dotyczy hippisowskiej matki lub uzależnionej od dragów niani opiekującej się noworodkiem. Kobieta po zarzuceniu epickiej dawki LSD myli purchlaka z kurczakiem i postanawia upiec dziecię w mikrofalówce. Aż trudno uwierzyć, że ta miejska legenda liczy już sobie 60 lat! Oczywiście nie ma w niej nawet krzty prawdy i prawdopodobnie ta upiorna opowieść miała za zadanie przestrzec małoletnich hippisów przed sięganiem po popularny wówczas zmieniacz świadomości.



Warto odnotować, że objawy agresji i okrucieństwa rzadko kiedy dotyczą ludzi na kwasowym haju. Takie zachowania można za to częściej obserwować wśród osób będących pod wpływem PCP, czyli fencyklidyny, która jest dysocjantem, a nie psychodelikiem. Tymczasem bodajże jedyny dobrze udokumentowany przypadek zabicia dziecka za pomocą mikrofalówki dotyczył sprawy z 2005 roku, kiedy to pewna Amerykanka zamordowała w ten sposób swoją miesięczną pociechę. Kobieta nie znajdowała się jednak pod wpływem LSD, tylko była upiornie wręcz pijana.

Jerzy Waszyngton* jarał blanty!

Jakim cudem rząd ma prawo walczyć z użytkownikami maryśki, skoro już pierwszy prezydent USA jarał grube gibony? Historia o tym, jakoby Waszyngton by miłośnikiem blantów została spopularyzowana przez film „Dazed and confused”, znanego u nas pod paskudnym tytułem „Uczniowska balanga”. Czy to znaczy, że mamy do czynienia jedynie z niepodpartą żadnymi dowodami plotką? Nie do końca.



Zarówno Waszyngton, jak i Jefferson hodowali konopie włókniste, aby z nich produkować odzież dla swoich niewolników. Zastanawiający jest jednak pewien wpis do pamiętnika, który to Jerzy zamieścił w 1765 roku. Dotyczył on oddzielania żeńskich roślin od męskich – czynności, której zazwyczaj nie robi się w przypadku konopi włóknistych. Procedura ta jest natomiast obowiązkowym elementem uprawy konopi indyjskich – wszakże to jedynie „dziewczynki” mają swój psychoaktywny potencjał. Czy to dowód na to, że polityk palił trawkę? Nie. Męskie krzaki odmian włóknistych są bardziej wytrzymałe, natomiast z żeńskich roślin Waszyngton mógł wypreparować nasiona.
Mimo że nie ma na to bezpośrednich dowodów, pewne źródła wskazują, że prezydent mógł korzystać z medycznych właściwości konopi w celu złagodzenia silnego bólu zęba. W dalszym jednak ciągu są to bardziej plotki niż historyczny fakt.

*Was też wkurwia spolszczanie zagranicznych imion i nazwisk? I czemu właściwie na George'a Washingtona mówimy Jerzy Waszyngton, a Steviego Wondera nie nazywamy Stefanem Dziwiszem, Michaela Jacksona Michałem Jackowskim, a Arnolda Schwarzeneggera Arnoldem Czarnymczarnuchem ?


W paczce papierosów Lucky Strike czasem można trafić na jointa

Ta historia to czysty nonsens, aczkolwiek jest na tyle absurdalna, że warto i o niej tu wspomnieć. Według tej legendy, nazwa popularnej marki miała wziąć się stąd, że czasem w paczce można było trafić na papierosa zawierającego przedniej jakości marihuanę. Plotka głosiła, że taka „niespodzianka” znajduje się w jednej na tysiąc paczek, a producenci Lucky Strike’ów wyraźnie sugerowali ten fakt reklamując swój produkt sloganem: „It’s Toasted!”. Wyraz „toasted” był bardzo często używany w slangowym określeniu osoby będącej pod silnym wpływem THC. Oczywiście nie ma na świecie żadnej osoby, która znalazłaby w paczce fajek „szczęśliwego” papieroska.


MDMA zamienia mózg w ser szwajcarski

Jakieś 20 lat temu miłośnicy MDMA dowiedzieli się, że ich ulubiona używka, po dłuższym jej zażywaniu, tworzy w ludzkim mózgu dziury podobne do tych, które zobaczyć można w szwajcarskim serze. Brzmi strasznie? No, cóż – prawda nie jest już tak bardzo przerażająca. Nie, MDMA nie dziurawi ośrodkowego narządu układu nerwowego, robiąc z niego sito. Jest jednak ziarenko prawdy i w tej plotce. Niektóre narkotyki faktycznie prowadzą do powstania w ludzkim mózgu patologicznych zmian. Często takie objawy towarzyszą osobom uzależnionym od metamfetaminy, a także ludziom, którzy nadużywają ketaminy lub PCP . Przeginanie z dwoma ostatnimi środkami może doprowadzić do powstania martwicy w obrębie neuronów i pojawienia się niewielkich, płytkich dziur w istocie białej, czyli tkance leżącej pod korą mózgu.



Człowiek pod wpływem PCP zerwał sobie twarz i nakarmił nią psy!

Kolejna legenda znana od dekad – człowiek, który przesadził z dawką PCP, miał za pomocą ostrego przedmiotu zerwać sobie skórę z twarzy, wydłubać oczy i rzucić taki ochłap swoim psom na pożarcie. Makabryczna historia stała się później inspiracją dla jednej z wyjątkowo obleśnych scen opisanych przez Thomasa Harrisa w kontynuacji „Milczenia owiec” pt. „Hannibal”.


Ile jest prawdy w tej strasznej historii? Okazuje się, że dość sporo. Pewien nowojorski policjant, Vernon J. Geberth, napisał książkę będącą zbiorem najbardziej trudnych śledztw, które przeprowadzał. Autor twierdził, że brał udział w dochodzeniu dotyczącym mężczyzny imieniem Michael, który w narkotycznym amoku faktycznie okaleczył się w sposób identyczny, w jaki było to przedstawione w znanej, miejskiej legendzie.

Grzybki z gry o przygodach Mario są psychoaktywne!

No, coś musi być na rzeczy, skoro mamy do czynienia z małym, wąsatym hydraulikiem, który po zjedzeniu muchomora staje się owładniętym szałem berserkera psycholem rozgniatającym butami niewinne żółwie. Czy łączenie bohatera gry z psychodelicznymi odpałami ma sens? Ależ jak najbardziej. Specyfik, którym raczy się Mario to muchomor czerwony, czyli Amanita Muscaria. Zjedzenie świeżego muchomorka może wywołać dość silne zatrucie z uwagi na obecny w grzybie kwas ibotenowy. Dopiero po wysuszeniu toksyczna substancja przechodzi w muscymol. Ten związek chemiczny już tak bardzo szkodliwy dla ludzkiego zdrowia nie jest. Ma za to silne właściwości psychoaktywne – w mniejszych dawkach może wywołać delikatne halucynacje, w większych – wywołać stan zbliżony do świadomego snu.



Chociaż wydawać by się mogło, że twórcy „Super Mario” faktycznie dobrze znali się na narkotycznych wojażach, to tak naprawdę Shigeru Miyamoto – pomysłodawca gry – tworząc wizerunek grzybka wzorował się na powieści Lewisa Carrolla pt. „Alicja w Krainie Czarów”, gdzie muchomor służy tytułowej bohaterce do zmieniania swojego wzrostu (a być może także i do wkraczania do Krainy Czarów). Sporne natomiast pozostaje to, czy autor słynnej książki zdawał sobie sprawę z psychoaktywnego działania niektórych grzybów, czy po prostu poniosła go wyobraźnia.
11

Oglądany: 50555x | Komentarzy: 88 | Okejek: 139 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało