Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Historia po słowiańsku III: XIX-wieczne wiejskie śluby

34 869  
150   40  
Dzisiaj czas na kwestię, która dotyczy – lub będzie dotyczyła – większości z nas. Mowa o ślubach i weselach, które w XIX wieku odbywały się na polskich wsiach nieco inaczej niż dzisiaj. Było zdecydowanie więcej rytuałów, a cały sakrament miał nieco bardziej mistyczny charakter. Najpierw niezbędne były oczywiście przygotowania do wielkiego dnia.
l_184669629b0741d2.jpg

W czasie kończącej się jesieni, gdy wszystkie zbiory trafiły już do spiżarni, a co za tym idzie, rodzina dysponowała odpowiednią ilością pożywienia, aby przetrwać zimę, uważano, że jest to dla młodych ludzi dobry czas, by, jak pisze Kolberg, "sposobić się do stanu małżeńskiego". Do czego zresztą młodzi byli bardzo zachęcani przez rodziców.

Ślub poprzedzały swaty. Była to bardzo ważna ceremonia w przebiegu całego ślubu. Co najmniej tydzień przed ślubem, a bywało, że i znacznie wcześniej, pan młody razem ze swoim ojcem byli zobowiązani, aby trzy razy przyjść do swata i do swatowej, za każdym razem przynosząc flaszkę wódki jako poczęstunek oraz okazany w ten sposób szacunek. Kiedy taka flaszka stała już na stole, ojciec pana młodego nalewał pierwszy kieliszek, symbolizujący szczęście. W takiej miłej, biesiadnej atmosferze całe towarzystwo przez trzy dni rozmawiało o wdziękach panny młodej oraz chwaliło jej imię. Tak wyglądało to w teorii, możemy domyślić się jednak, że w praktyce po prostu bardzo mocno świętowano zmianę stanu cywilnego pana młodego. Dzisiaj tę rolę przejął poniekąd wieczór kawalerski, jednak trzeba przyznać, że nasi przodkowie za kołnierz nie wylewali – trzy dni z rzędu picia wódki to naprawdę niezła impreza, a jesteśmy przecież jeszcze przed samym weselem. Po zakończeniu swatów, rano czwartego dnia, ojciec i syn dostawali od swatów obfite śniadanie w zamian za kolejną flaszkę gorzałki. W ten sposób oficjalnie kończył się ten zwyczaj, który – nie oszukujmy się – był dobrym pretekstem do ostrego melanżu.

184669729a5e4db3.jpg

Następnym przedślubnym rytuałem były zwiady. Tym razem to swat i swatowa kupują flaszki wódki, a następnie przychodzą do domu przyszłej panny młodej. Intrygować może fakt, że kiedy swatowie przychodzą, panna młoda chowa się za piecem, symbolizując tym zachowaniem dziewictwo i niewinność. Następnie swatowie przechodzą do żartobliwych targów o pannę młodą z jej rodzicami.

Padają takie pytania:

"Czy nie macie towaru na sprzedaż, który młody kupi i dobrze zapłaci?"

"Kupisz nie kupisz, potargować nie zawadzi".
Teściowie najczęściej odpowiadali równie dowcipnie, ale ton ich wypowiedzi był zależny od sympatii do przyszłego zięcia. Kiedy negocjacje dobiegały końca, panna młoda, jeśli była chętna, aby wyjść za mąż, wychodziła zza pieca, brała kieliszek w dłoń, piła, a następnie jadła przygotowane wcześniej na tę okazję jabłka oraz inne przekąski. Było to uznawane za zgodę na małżeństwo. Jeśli zaś panna mimo wszystko nie była przychylna zamążpójściu, nie wychylała głowy zza pieca. Swatowie odchodzili wówczas z niczym, a pan młody otrzymywał tzw. grochowy wianek, czyli brak zgody dziewczyny na ślub.

Takie zwiady odbywały się najczęściej w sobotni wieczór. Gdy swatowie otrzymali zgodę na ślub od panny młodej, dzień później "dawali na zapowiedzi" do najbliższego kościoła. Tak wyglądał cały rytuał uzyskania oficjalnej zgody, zupełnie zastępujący dzisiejsze zaręczyny.

l_1846699059d72474.jpg

Kiedy dano już na zapowiedzi do najbliższego kościoła, przed ostatnią z nich, po której ma już nastąpić ślub, panna młoda wraz z wcześniej wybraną druhną, czyli swoją towarzyszką podczas ślubu, chodzi do wszystkich znajomych, a nawet odwiedza przydrożne chaty, by uzyskać błogosławieństwo. W tym celu druhna jako pierwsza kłania się, a następnie przyklęka przed gospodarzem odwiedzanego domu, następnie to samo robi panna młoda, w uniżony sposób prosząc o błogosławieństwo na nowej drodze życia. Kiedy już je uzyska, kobiety proszą o wsparcie w dowolny sposób przyszłego gospodarstwa młodych. Kolberg pisał, że "prośba zawsze była wysłuchana, w okolicy Zamościa, tak między Mazurami, jak i na Rusi". Oznacza to, że ludzie byli bardzo związani z obyczajami przedślubnymi i po prostu dobrze życzyli młodym na nowej drodze życia.

Jeśli chodzi o samą ceremonię, nie miała ona już żadnych znamion słowiańskich, oczywiście pomijając czysto kościelne rytuały, które mają słowiańskie korzenie – jest to efekt mieszania się kultur w naszej części świata. Oczywiście inne było słownictwo i samo przeprowadzenie mszy. W kościołach używano więcej łaciny, niezrozumiałej dla ludzi, a pieśni trzeba było znać na pamięć ze względu na niepiśmienność mieszkańców wsi i w rezultacie brak możliwości korzystania ze śpiewników. Poza tymi różnicami sam ślub przebiegał w radosnej atmosferze, ludzie cieszyli się szczęściem swojej rodziny bądź przyjaciół, zupełnie jak dziś.

l_18467006d7d6d825.jpg

Po wyjściu pary młodej z kościoła zgromadzeni sąsiedzi i krewni zabierali młodych na furę. Powoli, nie pospieszając za bardzo konia, państwo młodzi, siedząc pomiędzy innymi ludźmi na wozie, podróżowali do domu, po drodze jednak wstępując i pijąc w każdej napotkanej knajpie. Na furze znajdował się także grajek, który uświetniał tę podróż muzyką. Zazwyczaj grał na skrzypcach, rzadziej na basetli, naszym polskim instrumencie strunowym, dzisiaj praktycznie już zapomnianym. Podczas takiej objazdowej biesiady uczestnicy zabawy śpiewali ślubne piosenki, które, cytując Kolberga: "powszechnie są improwizowane bez ładu i składu, w miarę ich pijanego humoru".

W ten sposób młodzi zajeżdżali do domu rodziców panny młodej. Po co tam jechali, co było dalej i przede wszystkim – jak wyglądało ich wesele? O tym wszystkim przeczytacie w kolejnym odcinku Historii po słowiańsku.

<<< W poprzednim odcinku: Czarownice



Źródła: 1, 2, 3, 4
15

Oglądany: 34869x | Komentarzy: 40 | Okejek: 150 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało