Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Historia po słowiańsku II: Czarownice

28 139  
119   40  
Tym razem czas na kilka słów o czarownicach. Może się wydawać, że obawy o czary i wynikające z nich nieszczęścia były domeną średniowiecza, kiedy z kobietami uznawanymi za czarownice rozprawiano się w brutalny sposób. Tymczasem okazuje się, że mieszkańcy małych wsi w Polsce wiarę w czarownice podtrzymali aż do XIX wieku.


W tamtym czasie od bardzo dawna w całej Polsce panowało chrześcijaństwo, natomiast wiele starych wierzeń i rytuałów zostało z nami nawet do dziś. Warto pamiętać, że w roku 1850 w małych wsiach panował analfabetyzm, a prości ludzie wierzyli w legendy oraz historie przekazywane z pokolenia na pokolenie. Co ciekawe, w różnych rejonach Polski wizerunek czarownicy był zależny od lokalnego folkloru i historii. Swój wpływ na wizerunek wiedźm miał też Kościół, który jednoznacznie obwiniał je o przywoływanie zła do okolicy, a także o bezpośrednie kontakty z Szatanem. W ten sposób chciano zniechęcić ludzi do praktykowania czynności sprzecznych z naukami Watykanu.

Oskar Kolberg, wybitny polski etnograf, który w XIX wieku spisał tradycje i wierzenia ludzi w całej ówczesnej Polsce, szczegółowo przedstawił to jak nasi przodkowie (w tym przypadku z Lubelszczyzny) mówili o rzekomych czarownicach. Kluczowe było przysłowie: "Nie wdaj się z tą kobietą, bo ma kozła w oczach". Pozostawiło wizerunek kobiety spółkującej ze złym duchem, bo właśnie taka definicja czarownicy była obecna w wielu regionach Polski około 1850 roku. Taka kobieta miała mieć oczy na wierzchu, patrzyła na innych przerażającym wzrokiem, chodziła ociężale, a kiedy się odzywała, mówiła chropowatym głosem. Ponadto jej uśmiech był szyderczy, zawsze była złośliwa i niewdzięczna. Czarownica budziła się o północy, by – jak uważali mieszkańcy wsi – spółkować z czartem.



Wiara ludzi w takie rytuały pozostała przede wszystkim na wsiach jeszcze kilkaset lat po wprowadzeniu chrześcijaństwa. Przekazy ustne, stare ludowe legendy, przekazywane z pokolenia na pokolenie – to wszystko pozostało w świadomości ludzi. Oczywiście dzisiaj już jest to wiedza częściowo zapomniana, ale jeszcze 100, a nawet 50 lat temu nasze babcie mogły nam opowiedzieć echa tych historii z pamięci, bez potrzeby sięgania do starych kronik.

Oprócz wizerunku czarownicy istniały pewne rytuały, mające ustrzec niewinnych ludzi przed jej rzekomym złym wpływem. Kiedy czarownica przechodziła przez drzwi, osoba idąca za nią nie mogła dotknąć klamki gołą dłonią. Musiała robić to przez ubranie, ponieważ ręka czarownicy miałaby pozostawić na klamce ślad oczarowania, który mógłby później przejść na kogoś innego. Idąc za nią, z tej samej przyczyny nie można było też stawiać stóp na jej śladach. Krótko mówiąc, należało unikać jakiegokolwiek związku z kobietą, która uznawana była za wiedźmę.



Co ciekawe, w Wielkopolsce, najprawdopodobniej po to, by uniknąć wymawiania uznawanego za niebezpieczne słowa "czarownica", zastąpiono je obraźliwym z dzisiejszego punktu widzenia określeniem "ciota". Miało to związek z tym, że praktykami magicznymi w świadomości ludzi parały się tam głównie starsze, niezamężne kobiety, czyli "ciotki". Modyfikację tego słowa wyjaśniano krótko: "Ciota, bo ciotka Złego". Oprócz niepokojących związków z Diabłem, za cioty uznawano też kobiety niemające własnego majątku, pochodzące z małego gospodarstwa rolnego bądź robotnice na majątkach bogatszych włościan. Natomiast kiedy taka kobieta się wzbogaciła, łatka cioty zazwyczaj ją opuszczała, a sąsiedzi przestawali dokuczać. Wierzono bowiem, że bogactwa nie trzymają się kobiet nieuczciwych, zajmujących się magią.

Za cioty uznawano też niekiedy staruszki żyjące w skrajnym ubóstwie bądź dotknięcie chorobami czy kalectwem. Wszystko przez to, że wizerunek brzydkiej, zgarbionej "baby" kojarzono właśnie z czarownicami. Zbigniew Jasiewicz, współczesny etnolog, przytacza też taki wizerunek małopolskich ciot: "Chętnie częstują wódką, a dzieciom wtykają to placek, to gruszkę, to cukierka lub śliwkę, aby spowodować chorobę". Istnieją wszakże relacje, wskazujące na bardziej mroczny aspekt działalności wielkopolskich wiedźm. W ich obejściach miały dziać się rzeczy dziwne. Zwierzęta przychodzące na świat według sąsiadów rodziły się martwe, a mieszkańców najbliższej okolicy dotykał nieurodzaj. Trudno natomiast wskazać szczegóły rzekomych czarów lub rytuałów, powodujących podobne zjawiska. Doniesienia te bowiem opierają się głównie na przekazywanych z ust do ust pogłoskach.



W XIX wieku, wydawałoby się, tak dalekim od wierzeń pogańskich, echa dawnych tradycji wciąż były obecne w codziennym życiu mieszkańców polskich wsi. W tamtych czasach nie mieli oni wielu rozrywek, ich życie było skupione wokół ciężkiej pracy, więc nieraz snucie tego typu historii było jedną z nielicznych rozrywek po ciężkim dniu spędzonym w polu.

Wspominane dzisiaj czarownice były tylko częścią jakże bogatego folkloru obecnego w naszym kraju nawet w XIX i XX wieku. O innych rytuałach, elementach dawnych wierzeń ludowych oraz tradycjach ludzi żyjących dawniej w Polsce przeczytacie w kolejnych odcinkach Historii po słowiańsku, na które serdecznie zapraszam. Już teraz mogę zdradzić, że w następnym epizodzie podejmę temat XIX-wiecznych ślubów.

<<< W poprzednim odcinku: Noc Kupały

Źródła: 1, 2, 3
19

Oglądany: 28139x | Komentarzy: 40 | Okejek: 119 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

06.08

05.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało