Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Nie trzeba Azji, by zjeść coś naprawdę obrzydliwego. Oto 7 najdziwniejszych przysmaków zachodu

51 441  
151   40  
Na większości list najdziwniejszych przysmaków ze świata większość pozycji i tak okupują wynalazki z Chin, Tajlandii, Wietnamu i innych krajów południowo-wschodniej Azji. Tym razem wypada, abyśmy i my – świat zachodni – posypali głowy kolendrą.

#1. Akutaq



Zacznijmy więc tak daleko na zachodzie, jak tylko się da – w północnej Kanadzie i na Alasce. Jednym z lokalnych przysmaków jest tam aqutak – coś, co nazywane bywa eskimoskimi lub alaskańskimi lodami. Składa się głównie ze zwierzęcego tłuszczu pomieszanego z olejem, owocami leśnymi oraz… śniegiem. Kompozycja wydaje się mocno odstraszająca, ale ma niepodważalne zalety, z których najważniejszą jest wysoka zawartość białka ułatwiająca przetrwanie w surowych warunkach.

#2. Juka



By zjeść coś dziwnego, nie trzeba wcale jechać aż tak daleko. Już w Polsce znana jest przecież czernina aka czarna polewka, czyli rosół zaprawiony krwią kaczą, gęsią, króliczą, a niekiedy świńską. U nas do krwi dodaje się cukier i ocet, dzięki czemu nie krzepnie. Ale już Litwinom w niczym to nie przeszkadza. Przysmak stanowi tam juka, krwawa zupa ze skrzepami, przyrządzana ze świni lub gęsi, do której dodaje się podroby lub inne mięsa, zalewę z kapusty oraz przyprawy. Czasem też kaszę, ale generalnie zupa podawana jest z ciemnym pieczywem.

#3. Puh



Mysz w bułce? Wydawałoby się, że to ostatnia rzecz, jaką chciałoby się znaleźć na talerzu. Zdarzają się jednak wyjątki, kiedy nie ma w tym nic zdrożnego – z tym tylko zastrzeżeniem, że zamiast zwykłej myszy jest tu „niezwykła” koszatka, w Chorwacji znana jako puh. Gryzonia tegoż grilluje się w całości, a dopiero później oddziela mięso od kości. Gdyby ktoś miał chęć spróbować, co roku w sierpniu w miejscowości Dol na wyspie Hvar organizowana jest puhijada, czyli festiwal poświęcony temu osobliwemu przysmakowi.

#4. Serduszka



Nie chodzi o popularne w Polsce podroby, które szczególnie kontrowersyjne wcale nie są. Oczywiście – nie wszyscy za nimi przepadają, ale jednak mocno ustępują pod względem niezwykłości pozostałym wymienionym potrawom. Dlatego pora podnieść poprzeczkę – i przenieść się na Islandię. Tam istny delikates stanowią serca fraterculi, sympatycznie wyglądającego ptaka z rodziny alk. Cała niezwykłość polega na tym, że je się je… całkowicie na surowo. Polowanie na fratercule jest zabronione np. w Norwegii, ale na Islandii, gdzie kolonie tych ptaków są największe, przepisy je dopuszczają.

#5. Ortolan



Trznadel marynowany w armagnacu – na pierwszy rzut oka nie wydaje się, aby miało w tym być cokolwiek zdrożnego, w końcu człowiek pożera najróżniejsze ptactwo. Mało tego, ortolany się piecze i potem oskubuje, nikt więc nie je ich na surowo. Ale na tym koniec normalności, bo zjada się je w całości. Tzn. najpierw do ust wsuwa się nogi, a potem resztę tułowia, trzymając ptaka za głowę (którą swoją drogą również można zjeść). Należy tylko wypluć co większe kostki. Francuski zwyczaj wymagał, by podczas jedzenia ortolanów trzymać na głowie serwetkę. Według jednej teorii – dla uchwycenia lepszego aromatu. Według innej – by Bóg nie widział tego bezeceństwa.

#6. Casu marzu



Wytwarzany na Sardynii owczy ser pod żadnym względem nie ustępuje azjatyckim specjałom, wiele z nich zostawia zresztą daleko z tyłu. Do tego osobliwego serka celowo wprowadza się larwy much. Wywołują one fermentację, a casu marzu nabiera swojego zbliżonego do gorgonzoli smaku. Przy jedzeniu należy zachować szczególną ostrożność, bo larwy podskakują nawet na kilkanaście centymetrów, lepiej więc uważać na oczy. Aha, żywe larwy świadczą o stanie sera. Jeśli zemrą, to znak, że ser się zepsuł i można by się zatruć. Co w przypadku osób, które nie chcą larw jeść? Wystarczy… wpakować casu marzu do szczelnego worka, a larwy – pozbawione tlenu – same wyemigrują. Od razu lepiej!

#7. Garum



Jeśli kogoś odstrasza aromat sardynek ze świeżo otwartej puszki albo opakowanie po wędzonej makreli, które nieco za długo poleży w koszu na śmieci, raczej nie skusiłby się na garum, czyli sos przygotowany z tego, z czego nikt normalny w życiu nie próbowałby przyrządzić sosu. Wystarczy wrzucić do garnka rybie wnętrzności, dodać trochę soli i ziół, a następnie całość wystawić na słońce, by radośnie fermentowała, nabierając przede wszystkim wściekle intensywnego zapachu, od którego łzy napływają do oczu. W Grecji, gdzie garum wymyślono, sos stosowany był powszechnie, natomiast już w starożytnym Rzymie uważano go za szczególny delikates – dodatek kuchni bogatych.
6

Oglądany: 51441x | Komentarzy: 40 | Okejek: 151 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

06.08

05.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało