Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Tę rybę nazwano najbrzydszym zwierzęciem świata. Zdecydowanie niesłusznie!

44 964  
257   14  
Kojarzycie to zdjęcie? Cóż, będąc internautą, trudno nie znać tzw. „pana Blobby'ego” - oficjalnie jednego z najbrzydszych zwierzaków zamieszkujących naszą planetę. Istotę, co to swoim obliczem przypomina niewyspaną panią z dziekanatu, której skończyła się kawa. I chociaż fotografia ta wykonana została 17 lat temu, praktycznie nikomu nie chciało się zwrócić tej rybie dobrego imienia i naświetlić fakt, że zdjęcie to jest podłą manipulacją!
W 2003 roku australijscy i nowozelandzcy uczeni zorganizowali Ekspedycję NORFANZ, której celem było badanie najgłębszych rejonów Morza Tasmana. Przedsięwzięcie finansowane było przez Australijskie Biuro Oceanów oraz Nowozelandzkie Ministerstwo Rybołówstwa – każda z tych organizacji wyłożyła po pół miliona dolarów na pokrycie kosztów tej czterotygodniowej wyprawy. Jej członkowie mieli pobrać próbki, wykonać fotografie i dokonać innych rodzajów dokumentacji wszelkiego rodzaju form życia znalezionych na głębokości od 200 m do 1,2 kilometra.


Zdjęcie jednego z mieszkańców tych niegościnnych rejonów badanego akwenu opublikowane zostało dopiero w 2013 roku przy okazji pewnego bardzo nietypowego konkursu. Jego organizatorem było Stowarzyszenie Ochrony Brzydkich Zwierząt – współpracująca z wieloma ludźmi nauki, ale także i komikami oraz prezenterami telewizyjnymi, organizacja zajmująca się poszerzaniem wiedzy na temat rzadkich przedstawicieli ziemskiej fauny, którzy swoim wyglądem „mocno odstają od przyjętych wzorców szeroko pojętej estetyki”. Wśród wielu kandydatów biorących udział we wspomnianym konkursie zdecydowanym faworytem okazała się dorodna, galaretowata ryba, która to została wyłowiona z głębokości 600-1200 metrów przez uczestników Ekspedycji NORFANZ.


Internauci nie tylko zgodnie uznali, że Pan Blobby, bo tak nazwano to szkaradne żyjątko, jest zdecydowanie najpaskudniejszym stworzeniem, jakie istnieje, ale i z miejsca zaczęli tworzyć pokaźną ilość memów, których bohaterem stała się ryba o wyglądzie znudzonej życiem, otyłej kobiety w wieku emerytalnym (albo typowej feministki obrażonej na patriarchat).


Przypominająca budyniowatą, niekształtną masę istota nie tylko konkurs wygrała, ale i szybko stała się "maskotką" Stowarzyszenia Ochrony Brzydkich Zwierząt.

Ryba ta to Psychrolutes marcidus – głębinowe stworzenie, które z racji na rejony, w których żyje, nie potrzebuje pęcherza pławnego. Jak dotąd nie odnotowano przypadku, aby przedstawiciel tego gatunku zapędził się w rejony płytsze niż 300 metrów. Jego naturalnym środowiskiem jest głębokość ok. jednego kilometra.

Warto tu przypomnieć, że rekordową głębokością, na jaką udało się zejść człowiekowi, było 350 metrów, a śmiałek, któremu się to udało, potrzebował na ten wyczyn prawie 14 godzin (licząc łącznie z wynurzeniem) ! Czemu tak długo? Odpowiedź jest oczywista – dekompresja. Podczas nurkowania w organizmie gromadzi się azot. Gdyby nurek wynurzył się szybko, gaz ten wypełniłby ciało, przyjmując postać pęcherzyków, a to prowadziłoby to powstania zatorów w żyłach, a nawet rozerwania tkanek! O tym, jak może wyglądać ofiara tzw. choroby dekompresyjnej, możemy dowiedzieć się, oglądając zdjęcia, przedstawiające Alejandra Ramosa Martineza – peruwiańskiego poławiacza jadalnych małży zasiedlających dno Pacyfiku w okolicach miasta Pisco. Nurkując na głębokości ok. 30 metrów, Alejandro zbyt szybko wyszedł na powierzchnię, w efekcie czego jego ciało, wypełniwszy się gazowymi pęcherzami przylegającymi do mięśni, bardzo napuchło. Teraz Martinez wygląda niczym ofiara nadużywania syntholu.


No, dobra – ale co ma dekompresja do zabawnej ryby wyłowionej z głębin podczas ekspedycji w 2003 roku? Okazuje się, że wiele ryb żyjących na dużych głębokościach posiada dość miękki szkielet oraz galaretowate mięśnie, które świetnie radzą sobie z ciśnieniem 101 atmosfer panującym na głębokości ponad kilometra pod powierzchnią wody. W swoim naturalnym środowisku ryba, którą nawet wśród uczonych zwykło się nazywać „blobfish”, wygląda tak:



Większość tych zwierząt, na które trafił człowiek, to osobniki martwe – albo wyrzucone przez morze, albo wyłowione z dużej głębokości przez rybaków lub uczonych badających oceaniczne dno. Podczas wyciągania takiego stworzenia na powierzchnię dochodzi do wspomnianej, gwałtownej dekompresji. Jako że ciało Psychrolutes marcidus ma galaretowatą strukturę, oprócz gazów, które dosłownie „pompują” je, drastyczna zmiana ciśnienia sprawia, że ryba szybko traci swój oryginalny, „zbity” przez ciśnienie kształt. W rezultacie dostojny i wcale niebrzydki mieszkaniec głębin, po odbyciu ekspresowej podróży do miejsca, gdzie ciśnienie jest ponad sto razy mniejsze, zamienia się w coś, co może przypominać nieco sflaczały balonik o twarzy zgrzybiałej, otyłej emerytki. Całość tego niezbyt „wyjściowego” efektu uzupełnia też szybki czas rozkładu ciała zwierzęcia.


To, że poczciwy „Pan Blobby” wygrał konkurs przygotowany przez Stowarzyszenie Ochrony Brzydkich Zwierząt, jest wydarzeniem karygodnym i wręcz zakrawającym o skandal. Równie dobrze można by urządzić wybory najmniej powabnego przedstawiciela gatunku ludzkiego i wystawić kandydata w postaci bardzo nieżywej ofiary potrącenia przez rozpędzonego tira, która to przeleżała w rowie tydzień, stając się pożywieniem dla wygłodniałych borsuków.


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
6

Oglądany: 44964x | Komentarzy: 14 | Okejek: 257 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało