Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Tak dowiedział się, że jest adoptowany, ponętna Czeszka i inne anonimowe opowieści

79 010  
324   56  
Dziś przeczytacie także m.in. o pierwszej wizycie w bibliotece, najlepszych wakacjach życia oraz dowiecie się, że wiedza może być bolesna.

#1.

Podczas ostatniego Święta Zmarłych nie zdążyłam o normalnej godzinie przyjść z kwiatami na grób mojego dziadka, więc na cmentarz przyczłapałam już trochę po północy. Na domiar złego za cholerę nie udało mi się zlokalizować dziadkowej mogiły, więc przez dobrych kilkanaście minut krążyłam pomiędzy alejkami, grobami i krzakami. W pewnej chwili wpadłam na sympatyczną staruszkę, która podobnie jak ja, zagubiona chodziła w te i nazad.
„O! Co pani tu robi?” - krzyknęła wystraszona. „Najwyraźniej to samo, co pani” - odparłam z uśmiechem. Starowinka wyszczerzyła się i mrugnąwszy do mnie okiem, poszła dalej.
Ja w końcu zlokalizowałam mogiłę dziadka, zapaliłam znicz i przycupnęłam sobie na ławeczce. Po chwili znów zobaczyłam tę starowinkę. Szła, bujając się na boki, z torbami pełnymi łupów. Jak się okazało, babina okradała groby z kwiatów i zniczy...


#2.

Byłem bardzo nieśmiałym dzieckiem. W pierwszej klasie szkoły podstawowej miałem iść do biblioteki i wypożyczyć lekturę. To była moja pierwsza wizyta w bibliotece, byłem bardzo zestresowany tym trudnym zadaniem.

Wszedłem, stanąłem przy stoliku i ani be, ani me. Bibliotekarka się uśmiechnęła i spytała, jak się nazywam, a ja z całego tego przejęcia odpowiedziałem "Kot w butach".

#3.

W poprzednie wakacje jechaliśmy z kolegą przez Brno (w Czechach). Tomek jest niezłym wariatem i podrywaczem, dlatego gdy zobaczył idącą chodnikiem przy ulicy atrakcyjną dziewczynę, kazał mi się zatrzymać i cofnąć do niej. Otworzył okno i zapytał ją po angielsku "Chyba się zakochałem, może nas zabierzesz ze sobą do domu?". Taki tekst u niego już parę razy słyszałem w Polsce i nigdy nie działał, więc tym bardziej byłem zaskoczony, gdy dziewczyna się roześmiała i... wsiadła z tyłu. No to jedziemy, a ona mówi prosto, w lewo, w prawo itd.

Wskazała gdzie się zatrzymać, patrzymy, a tu komenda policji. Dziewczyna wysiadła i powiedziała "Dzięki chłopaki za podwiezienie do pracy!".

#4.

Dlaczego mieliśmy kiedyś najlepsze wakacje życia?

Z moją obecną żoną, a wtedy dziewczyną, mieliśmy po dwadzieścia lat, studiowaliśmy. I pojechaliśmy nad nasze morze na wakacje. A nadmienię, iż moja żona jest sobowtórem pewnej aktorki młodego pokolenia. Ale tak podobna, że czasem ludzie prosili o fotki lub autografy. No i przed wakacjami była premiera filmu, gdzie ta aktorka grała.
I tak na początku naszego pobytu...
Z uwagi na bardzo gorące dni, w pokoju bardzo często zrzucaliśmy ubrania i siedzieliśmy w bieliźnie lub bez. Pewnego razu żona wyszła na balkon wziąć kostium kąpielowy.
Minęło 5 dni i dostajemy informację, aby kupić taką a taką gazetę.
I co się okazało? Jest tam zdjęcie żony, jak nago stoi na balkonie. Gwiazdka tylko w miejscu krocza, ale widać, że majtek nie ma. Cóż, telefon do redakcji i dobitnie powiedzieliśmy, iż opublikowali osobę niepubliczną i to, można powiedzieć, naruszając prywatność domu, i jakby co, to widzimy się w sądzie.
Następnego dnia przyjechał redaktor naczelny i jakiś prawnik z redakcji.
Porozmawialiśmy, obejrzeli miejsce zrobienia zdjęcia i co?
Podpisujemy ugodę. Oni dają 30 tys. złotych do ręki, a my zgadzamy się mówić, że to nie żona na zdjęciu.

Było naprawdę fajnie.


#5.

Wykład z genetyki. Na sali z 80 osób. Jeden ze studentów przerywa profesorowi i zwraca mu uwagę, że się myli odnośnie dziedziczenia grup krwi, jako przykład podając siebie. Profesor poświęcił następnych kilka minut na dogłębne wyjaśnienie mu, dlaczego jest niemożliwe, aby był biologicznym dzieckiem swoich rodziców.

W taki właśnie sposób mój kolega dowiedział się, że był adoptowany.

#6.

Po szkole średniej wyjechałam do Warszawy na studia. Żeby dorobić, często brałam udział w teleturniejach jako osoba, która siedzi na widowni i klaszcze. Grałam też statystów w serialach i dwóch filmach. Nie były to oczywiście wielkie role - zwykle przechodzenie gdzieś w tle po ulicy, po parku czy udawanie klienta w restauracji.
Po pewnym czasie dostałam główną rolę w jednym z paradokumentów. Oczywiście pochwaliłam się rodzicom i znajomym, ale z racji tego, że od momentu nagrań do emisji w TV minęło kilka miesięcy, temat ucichł.

Pewnego dnia zadzwoniła do mojej mamy ciotka Halina, z którą rzadko się widujemy. "Grażyna, jedź szybko do Warszawy, Kasia miała wypadek, w TV pokazują" - wykrzyczała zdenerwowana ciotka. Moja mama zdezorientowana próbowała się dowiedzieć, o co chodzi. Ciotka tłumaczyła jej, że pokazali, jak zabiera mnie karetka, lekarz się wypowiadał i policja była. Na szczęście mama się zorientowała, że chodzi o ten serial i próbowała tłumaczyć, że to nieprawda, że to tylko nagrane, ale ciotka szła w zaparte. Mało tego, nawyzywała i naprzeklinała rodziców - "co z was za rodzice, córka w szpitalu, a wy nie chcecie pojechać..." i w złości się rozłączyła.
Po około 15 minutach zaczęły wydzwaniać do mamy inne ciotki, również w panice, bo ciotka Halina wydzwaniała do nich, że taka tragedia, a wyrodni rodzice nie chcą jechać do mnie do szpitala i pytały co się u nas dzieje.
Mama nie mając wyboru, w obawie, że zaraz ciotka Halina sama pojedzie do tej Warszawy, szybko zadzwoniła do mnie i poprosiła, żebym ja zadzwoniła do ciotki Haliny, bo ona nie ma na nią argumentów.

Oczywiście zadzwoniłam. Odebrała przejęta i nie dała mi dojść do słowa: "Kasieńko, jak dobrze, że dzwonisz, ja wszystko widziałam, cały wypadek, lekarz mówił, że ciężko z tobą, ja dzwoniłam do rodziców, ale twoja mama mnie wyśmiała, co za ludzie, tu taka tragedia, a wyrzekli się dziecka...". Na szczęście udało mi się przerwać jej monolog i próbowałam tłumaczyć, że to film, że nic mi nie jest, że w ogóle ten paradokument pokazuje zmyślone historie. Ciotka Halina nie dawała za wygraną "bo ty masz uraz głowy, możesz nie pamiętać, ja przecież widziałam"... Ech...

Było ciężko, gadałyśmy prawie godzinę, zanim jakoś ją przekonałam, że to fikcja.

#7.

Niedawno zostałam samotną matką. Mój były partner to alkoholik, najpierw popijał, potem pił (na tym etapie się wyprowadziłam), a teraz chleje. I o ile na początku widziałam jeszcze dla nas szansę, jeśli zacznie się leczyć i zmieni podejście do życia, tak teraz szykuję wniosek do sądu, a minął ledwo miesiąc.

I nie mogę się nadziwić, jaka to krótka droga do całkowitego upodlenia.

25 lat temu jego matka porzuciła rodzinę, bo ojciec M nie pozwalał jej się upijać. Niestety, zamiast zniknąć, ona w chwilach trzeźwości pytała co u niego, czy ją odwiedzi, czy kupi coś do jedzenia. A potem szła na melinę i znikała na kilka tygodni. Nieraz płakał mi w rękaw, że nie ma i nigdy nie miał matki, że to tylko kobieta, która go urodziła, ale musi jej pomóc, żeby głodna nie chodziła.

25 lat później syn poszedł w ślady matki. Tak po prostu, odpowiedzialność po narodzinach dziecka go przerosła i wpadł w taki ciąg, że musiałam się wyprowadzić. Miał gdzie mieszkać, pracę oraz regularnie widział syna. Zaczął pić do upadłego. W tej chwili stracił pracę, dziecka nie zobaczy jeszcze długo przy takim ciągu, a ciotka wyrzuciła go z domu, bo się awanturował po pijaku. Mieszka teraz w garażu, ale już niedługo, bo nie upilnował opłat i mu go zabiorą.

Od szczęśliwego ojca do menela w kilka miesięcy. Jestem załamana. Ja sobie poradzę, ale nigdy mu nie wybaczę tego, że z pełną świadomością skazał swoje dziecko na ten sam ból, który on czuł od małego.


#8.

Z powodu trudnej sytuacji materialnej wyjechałem do Niemiec. Z kasą, póki co bardzo krucho, ale parę dni temu postanowiłem zaszaleć i na obiad kupić sobie kebaba. Usiadłem na ławce, aby go zjeść. Miałem na sobie koszulkę z polską flagą. Podszedł do mnie facet i spytał po niemiecku, czy jestem Polakiem. Odpowiedziałem, że tak i okazało się, że on też i że nawet pochodzimy z tego samego miasta.

Pogadaliśmy o rodzinnych stronach, a w końcu spytał, jak sobie radzę. Podzieliłem się swoją smętną historią, że niedawno przyjechałem, nie mam stałej pracy, trudno związać koniec z końcem, jest ciężko, ale że jestem dobrej myśli. Wyciągnął portfel, dał mi 200 euro i powiedział "Jak ja przyjechałem, też nic nie miałem, ale ktoś mi tak pomógł, dzisiaj ja pomagam tobie, a w przyszłości ty może komuś pomożesz". Próbowałem odmówić, ale nalegał.

A mówią, że najgorsi za granicą są Polacy. Pozdrowienia dla Marka z Bydgoszczy!
5

Oglądany: 79010x | Komentarzy: 56 | Okejek: 324 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało