Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Miłośnik teorii spiskowych, jak się pozbyć kota i inne anonimowe opowieści

48 409  
189   69  
Dziś przeczytacie m.in. o miłośniku teorii spiskowych, dowiecie się, że czasem ratowanie zwierząt niesie ze sobą niespodzianki oraz poznacie lubiącego porządek ojca.


#1.

Mam kolegę Czarka, który od lat każdą wolną chwilę spędza na siedzeniu w domu i oglądaniu filmów o teoriach spiskowych. Gość doszedł już do tego momentu, że nawet nie tyle co wierzy, ile jest absolutnie pewien, że Ziemia jest płaska, światem rządzą człekokształtne jaszczurki, istnieje wielki żydowsko-masoński spisek, a rządy wszystkich państw nakazują spryskiwanie obywateli toksycznymi środkami dodawanymi do paliwa lotniczego.

Niedawno koleżka stwierdził, że COVID-19 to „produkt” stworzony przez Billa Gatesa w jego tajnym laboratorium, a zakażenie tym wirusem nie jest groźne. Aby wyrazić swój sprzeciw dla „sztucznej pandemii strachu”, Czarek przez ostatnie miesiące ostentacyjnie paradował bez maski, kłócił się ze zwracającymi mu uwagę policjantami, a nawet wyrobił sobie „lewy” dokument zaświadczający, że cierpi na astmę i noszenie maseczki w tym przypadku jest niebezpieczne dla jego zdrowia.

Ostatnio zauważyłem przerwę w Czarkowej aktywności na Facebooku. Nie wrzuca już filmików z żółtymi napisami ani memów o śmiercionośnych szczepionkach. Właściwie to nic już nie wrzuca. Na początku pomyślałem, że skubaniec doigrał się i dostał bana za szkalowanie ludności semickiej. A jednak nie. Wczoraj dowiedziałem się, że biedak złapał wirusa i od paru dni leży w szpitalu. Ma ogromne trudności z oddychaniem. Z jednej strony współczuje mu, a z drugiej cholernie ciekaw jestem, czy ta nauczka poukłada mu trochę w głowie...

#2.

Wracając dziś ze sklepu, zobaczyłam na chodniku takiego ślimaka bez skorupki. Pierwsze o czym pomyślałam, to że ktoś może biedaka rozdeptać, więc wzięłam go do ręki w celu przeniesienia na pobliski trawnik.
Tak... Okazało się, że to psia kupa.

#3.

W pracy na nocce uroiłem sobie w głowie, że po pracy prześpię się 4 godziny i zrobię sobie wycieczkę rowerową. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. O godzinie 13 wyjechałem z domu, jechałem sobie brzegiem morza i w pewnym momencie dojechałem do portu, gdzie była zamknięta brama, a wartownik nie chciał mnie przepuścić dalej bez zgody dyrekcji portu. Zawróciłem i jadąc tą samą ścieżką zauważyłem, że droga odbija w taki mały lasek, wąską i krętą ścieżką. Nie myśląc zbyt wiele skręciłem do tego lasku, przejechałem i wylądowałem na drodze ekspresowej. Przejechałem kilka kilometrów, lecz okazało się, że droga jest w budowie i można jechać tylko w przeciwnym kierunku, w którym się znajdowałem. Na moje szczęście (tudzież nie, lol) po mojej lewej stronie można było skręcić w polną drogę. Skręciłem i dojechałem do takiego łącznika czy diabeł wie jak to się nazywa. Był to taki tunel łączący dwa pola, które dzieliła właśnie ta droga ekspresowa, którą jechałem wcześniej. Tunel z jednej strony był otwarty, z drugiej strony znajdowała się bramka owinięta łańcuchem zamkniętym na kłódkę. Mapy Google pokazały mi, że gdybym przeskoczył tę bramkę i przejechał pole wzdłuż, to znajdę się na normalnej, utwardzonej drodze. Tak też zrobiłem i przehycnąłem na drugą stronę z rowerem.

Okulary przeciwsłoneczne na łbie, słuchawki na uszach, zadowolony jadę przed siebie. Teren był w ch#j grząski, ale stwierdziłem, że to po prostu taka gleba. Po drodze minąłem kilka krowich (tak mi się zdawało, he, he) gówien. Dojechałem do mostku dzielącego mnie od drogi do domu i wtem usłyszałem mega głośne buczenie. Spojrzałem w lewo - nie ma nic. Przede mną mostek; raczej nie potrafi buczeć. Spojrzałem w lewo i o mało się nie zesrałem pod siebie. Stado byków łupiące na mnie wzrokiem, a w dodatku te z przodu przebierały przednim kopytem, tak jak to robią podczas rodeo :D. Włączyłem ósmy bieg w rowerze, w głowie pojawia mi się całe moje życie, najlepsze wspomnienia, pierwszy seks, przyjaciele, rodzina, a nawet praca! Nie mam pojęcia ile trwała moja ucieczka, ale wydawało mi się, że było to kilka sekund. Dojechałem do bramki i spojrzałem się za ramię. Byki były dosłownie metr ode mnie i musiałem wybrać. Albo żeby mnie dorwały i poturbowały byki, ale nic się nie stanie z rowerem, albo przeskoczyć samemu i pozwolić tym czarnym gnojkom rozwalić mój rower za 5k PLN :D. Stwierdziłem, że wolę mieć całe żebra i przefikołkowałem przez bramę, rozwalając sobie przy tym lewą nogę. Byki dobrały się do mojego roweru, koła są całe pogniecione, rama cała porysowana i w dodatku któryś byk się zesrał na przedni zderzak.

Przez ponad godzinę czaiłem w krzakach i czekałem aż byki pójdą sobie z dala od roweru, żeby móc jakoś wrócić do domu. Przynajmniej do końca roku dziękuję za wycieczki rowerowe :D

#sporttozdrowie

#4.

Niedawno kupiłem nowy smartfon. Kilka dni temu, gdy wieczorem wróciłem do domu, jak zwykle rzuciłem go na łóżko, po czym poszedłem do kuchni coś zjeść. Chwilę później tata powiedział, że idzie wytrzepać koce na balkonie (mieszkamy na 5. piętrze).

Minęło kilka minut, a ten przychodzi i mówi do mnie "Miałeś coś może na kocu? Jak go składałem nie zwróciłem uwagi, ale jak go strzepnąłem, to miałem wrażenie, że coś stuknęło o barierkę i poleciało na dół''. Jak stałem, w kapciach i z pełnymi ustami, od razu wypadłem z mieszkania i pobiegłem na parking szukać tego, co zostało z mojego telefonu.

Nic nie znalazłem. Po 10 minutach wściekły wracam do domu, a tam mój tata z moją komórką w ręce i cały czerwony ze śmiechu.

#5.

Byłam cichym i nieśmiałym dzieckiem.

Rozmawiając z obcymi ludźmi, bardzo się stresowałam, czasem nie wiedziałam, co powiedzieć. Pewnego dnia mając 7 lat i siedząc w szkolnej toalecie, zestresowałam się do tego stopnia, że zamiast powiedzieć "zajęte", gdy ktoś zapukał do drzwi, odpowiedziałam "proszę".
Do dziś pamiętam zdziwioną twarz tej dziewczynki, którą zaprosiłam do środka :D

#6.

Mieszkam w kamienicy. Któregoś dnia zapchały się rury w toalecie.
Na wyższym poziomie woda nie chciała spływać. Wszyscy sąsiedzi najpierw próbowali przepchać zator domestosem, kretem. Nic nie pomagało, a ponieważ bez muszli nie da się żyć, zdecydowaliśmy o wezwaniu prawdziwego specjalisty. Facet przyjechał, uruchomił żmijkę i przepychał z dwie godziny, ale bez skutku. Wezwał swojego kolegę i we dwóch stwierdzili, że muszą na moim poziomie wyciągnąć zator z rury. Wyjścia nie było, wspólnota miała zapłacić za remont, więc stwierdziłam, że dobra, kujemy. Jeden gość z góry pchał, drugi na dole miał wyciągnąć winowajcę.

W pewnym momencie hydraulik wyciągnął jakiegoś potwora z rury. Smród okropny, widok okrutny. Popatrzyliśmy na siebie i obydwoje zwymiotowaliśmy, ja do wanny, mężczyzna do zlewu. Po głębszej analizie i oględzinach okazało się, że to ciało kota, przeżarte przez domową chemię.

Zrobiła się okropna awantura, chciałam wiedzieć co za świr spuszcza w WC kota. Okazało się, że sąsiad z 3. piętra (mieszkam na 1.) wynajmował mieszkanie studentom. Jedna z dziewczyn przywiozła ze wsi małego kota, kot po 3-4 miesiącach zdechł. Gdy chciała się go pozbyć okazało się, że w mieście nie można zakopać zwierzaka ot tak w ogródku, jak robili to jej przodkowie od lat. Należało oddać zwierzę do utylizacji i jeszcze za to zapłacić. Zaradna studentka początkowo chciała wywalić zwierzaka do śmieci, ale nie chciało jej się iść, bo była zmęczona (tak się tłumaczyła), więc wrzuciła kota do muszli. Przepchała jakoś biedaka, ale niestety utknął miedzy piętrami.

Sąsiad musiał zapłacić za remont (po groźbach o nagłośnieniu sprawy), bo dziewczyny nie miały umowy najmu i nie poczuwały się do odpowiedzialności.

W ramach zemsty zgłosiłam do urzędu, że wynajmuje mieszkanie bez odprowadzenia podatków. Z hydraulikiem poszłam na piwo i nawet przez chwilę coś tam było, ale zdechło jak ten kot.

#7.

Sytuacja miała miejsce 3,5 roku temu. Miałam ledwo ponad 20 lat i rozczarowanie miłosne za sobą. W szukaniu potencjalnego kandydata na męża pomógł mi Internet. Poznałam rok starszego chłopaka pracującego w moim mieście, ale mieszkającego jakieś 100 km od niego. Umówiliśmy się na najbliższą sobotę. Sprawy potoczyły się jednak tak, że w czwartek skończyłam wcześniej pracę, zaledwie godzinę później od niego, więc na spontanie postanowiliśmy się umówić tego samego dnia wieczorem.

Przyjechał po mnie do pracy, potem gadaliśmy do późnych godzin wieczornych, następnie odwiózł mnie do domu. W piątek miał mieć nocną zmianę, a ja miałam wolne na uczelni i w pracy, więc uparł się, żebyśmy spotkali się rano. Przyjechał do mnie. Od słowa do słowa wylądowaliśmy w łóżku, gdzie spędziliśmy najbliższe kilka godzin. Chłopak o 16 był padnięty, ale cóż, musiał lecieć do pracy. Jeszcze wieczorem będąc w pracy napisał do mnie, umawialiśmy się na sobotę do kina, jak odeśpi nockę.

Nie odezwał się ani w sobotę, ani w niedzielę, ani w poniedziałek, miał wyłączony telefon. Dopiero we wtorek w słuchawce odezwał się męski głos informujący mnie, że jego brat zginął w wypadku w sobotę rano. Nie uwierzyłam, dopóki nie znalazłam artykułu w Internecie i nie zobaczyłam jego zmasakrowanego samochodu. W artykule napisano, że młody kierowca z nieznanych przyczyn zjechał na sąsiedni pas i zderzył się czołowo z innym autem, zginął na miejscu mimo reanimacji. Prawdopodobnie zasnął za kierownicą.

Minęło już kilka lat, a ja nadal nie mogę sobie wybaczyć, że to przeze mnie nie wyspał się do pracy i przeze mnie był zmęczony. Każdy mówi mi, że nie mogę się za to obwiniać, ale mimo to jest mi cholernie przykro, że chłopak zginął w wieku młodszym niż ja jestem teraz.

<<< W poprzednim odcinku m.in. zły chłopak i życiowy przegryw

12

Oglądany: 48409x | Komentarzy: 69 | Okejek: 189 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało