Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Niektórzy ścinali głowy jednym ciosem, inni nie uśmiercali ofiary nawet za czwartym uderzeniem - oto kaci, którzy najbardziej zapisali się w historii

82 348  
237   58  
Rozgorączkowany, jeszcze przed chwilą głośny tłum mieszczuchów milknie, kiedy topór zastyga w powietrzu. Po chwili ostrze, któremu nadałeś impet, uderza w kark klęczącego nad pniem mężczyzny. W duszy cieszysz się – ostatnio coraz częściej twoje uderzenia są czyste i precyzyjne. Skazaniec osuwa się na ziemię, a na obciętej głowie, która upadła u twoich stóp, wciąż maluje się zdziwienie. Tłum szaleje. Znowu zostałeś bohaterem dnia!
W historii świata zapisało się wielu katów. Jedni z nich zostali zapamiętani jako mistrzowie w swoim fachu, inni jako prawdziwi innowatorzy technik uśmiercania skazańców, było też kilku szołmenów oraz paru… partaczy.

Anatole Deibler – kat z talentem pisarskim

Deibler był jednym z najsławniejszych francuskich egzekutorów żyjących w XIX wieku. Zasłynął jako człowiek, który nie lubił się ociągać, a jego klienci nie mieli nawet czasu, aby przeanalizować życie, które im stanęło przed oczami. Plotka głosi, że Anatole, po otrzymaniu sygnału do spełnienia swej powinności, uśmiercał skazańca, zanim ten zdążył wypowiedzieć słowo „gilotyna”.

Ceniony za swój profesjonalizm kat był też wielkim celebrytą. Bez przerwy musiał odganiać się od dziennikarzy, a gdziekolwiek by się nie pojawił, zawsze towarzyszył mu tłum oddanych fanów.



W czasie całej swej kariery Anatole ściął 395 głów, a jego sława jeszcze bardziej urosła po śmierci kata. Znaleziono wówczas 14 opasłych pamiętników, w których Deibler szczegółowo opisał każdą z egzekucji, które przeprowadził. Parę lat temu ten historyczny skarb, rzucający nieco światła na realia mieszkania w XIX-wiecznej Francji, został sprzedany za równowartość prawie połowy miliona złotych!

William Marwood – brytyjski perfekcjonista

Zatrudniony przez brytyjski rząd egzekutor William Marwood dość późno zaczął swoją przygodę z wysyłaniem ludzi na tamten świat. Mając 54 lata, namówił burmistrza miasta Lincoln Castle, aby ten pozwolił mu się sprawdzić jako kat. Roboty akurat było dość dużo, bo w drugiej połowie XIX wieku miało miejsce sporo irlandzkich wystąpień przeciw brytyjskiej władzy i trzeba było surowo karać buntowników.

Marwood zasłynął jako prawdziwy innowator. To on w 1872 roku opracował metodę wieszania skazańców z wykorzystaniem długiego sznura. Zanim skazaniec trafił w ręce Williama, ten na podstawie wzrostu i ciężaru ciała swojego klienta dopasowywał odpowiednią długość stryczka. Dzięki temu szarpnięcie podczas wieszania było na tyle mocne, że ofierze łamał się kark pomiędzy 2-3 lub 4-5 kręgiem szyjnym. Pętla zaciskała się więc na szyi pozbawionej przytomności osoby i oszczędzała jej cierpień.



Technika Marwooda była niezwykle skuteczna, chociaż dwadzieścia lat później pewne zmiany zostały w niej naniesione. Nieznacznie skracano wówczas linę, aby zmniejszyć siłę uderzenia. Powodem tego były dość częste przypadki dekapitacji skazańców. Mimo tych „niedoskonałości” metoda Marwooda jest niezwykle „humanitarna” i często stosowana także i przez współczesnych katów.

Giovanni Bugatti – kat z Watykanu

W 1796 roku liczący sobie zaledwie 16 lat Giovanni Bugatti objął pozycję kata pracującego na rzecz Watykanu. Będąc jeszcze młodym, kreatywnym mężczyzną, egzekutor ten oferował dość szeroki wachlarz usług – od wieszania, przez ścięcie toporem, aż po rozczłonkowywanie. Szczególnie okrutnym mordercom miał w zwyczaju rozłupywać głowę za pomocą potężnego młota. Mieszkańcy Państwa Kościelnego lubili Giovanniego za akty współczucia dla swoich ofiar. Zdarzało mu się na przykład poczęstować skazańca tabaką czy wesprzeć na duchu jakimś miłym słowem.



Z czasem Bugatti zrezygnował z klasycznych katowskich metod i stał się wielkim zwolennikiem stosowania wynalazku z Francji, czyli gilotyny. Zanim odszedł na emeryturę w wieku 85 lat, uśmiercił 512 osób, a za swoje wysiłki włożone w regularne łamanie piątego przykazania papież Pius IX nagrodził go wysoką emeryturą, którą Giovanni dostawał do końca życia, czyli przez kolejne cztery lata.

Robert Elliott – kat będący wielkim przeciwnikiem kary śmierci

Stanowy elektryk – taki eufemizm na początku XX wieku stosowano do nazwania kata wyspecjalizowanego w obsłudze krzeseł elektrycznych. Jednym z egzekutorów, którzy korzystali z tej wynalezionej w 1881 roku „humanitarnej” alternatywy dla szubienicy był Robert Elliott, który w ciągu 14 lat swojej pracy ukatrupił 387 skazańców. Za każdą taką egzekucję dostawał 150 dolarów. I chociaż hajs się zgadzał, Elliott twierdził, że on sam jest jedynie narzędziem w rękach amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, natomiast prywatnie uważał się za wielkiego przeciwnika kary śmierci. A trzeba przyznać, że fachowcem w swoim zawodzie był naprawdę znakomitym.



Opracował on własny przepis na zabicie skazańca w możliwie jak najbardziej bezbolesny dla ofiary sposób. Elliott zaczynał od podania ofierze 2000 woltów, co zazwyczaj sprawiało, że nieszczęśnik od razu tracił przytomność. Następnie Robert zmniejszał napięcie do 500 voltów i kolejny raz podwyższał je po kilkudziesięciu sekundach. Takie skoki szybko prowadziły do zatrzymania akcji serca. Nie do końca ufając sprzętowi, na którym kazano mu pracować, Elliott idąc do pracy zabierał ze sobą własne elektrody i „hełm” wykonany z przeciętej piłki oraz nasączonej wodą gąbki.

Podobno, kiedy na starość został zagorzałym przeciwnikiem kary śmierci, Robert nie mógł udźwignąć ciężaru własnych wyrzutów sumienia, a jedynym sposobem na zaśnięcie były dla niego duże ilości środków uspokajających.

Antonina Makarowa – specjalistka od maszynowych egzekucji

Antonia była sanitariuszką, która podczas II wojny światowej wstąpiła do Armii Czerwonej, gdzie odnalazła nowe powołanie – przeszła kurs obsługi karabinów maszynowych i bardzo chciała za ich pomocą zamieniać wroga w mięso mielone. Niestety jej plany pokrzyżowali Niemcy, którzy wzięli ją do niewoli podczas walk na terenie Białorusi. Makarowa szybko zaproponowała nazistom swoje usługi i zaczęła z nimi dość owocną współpracę, angażując się w pracę na rzecz wszelkiej maści organizacji kolaboracyjnych. A przy okazji ćwiczyła się w obsłudze ciężkiego karabinu maszynowego Maxim, który to zazwyczaj stosowany był jako broń do obrony przeciwlotniczej lub jako element uzbrojenia niektórych pojazdów pancernych. Makarowa znalazła jednak nowe zastosowanie dla tej broni. Za jej pomocą wykonywała ona masowe egzekucje na komunistach i partyzantach. Zabiła łącznie 1500 osób!



Po wojnie Antonina, jako zdrajczyni swego narodu, poszukiwana była przez Rosjan. Udało się jej jednak zmienić nazwisko i zdobyć dokumenty dające jej pełne alibi. Wpadła całkiem przypadkiem w 1977 roku na Białorusi, a dwa lata później została rozstrzelana.

Jack Ketch – największy partacz wśród katów

Okazuje się, że skuteczne skrócenie kogoś o głowę wymaga lat praktyki. Dlatego też wielu egzekutorów ćwiczyło swoją celność na bezpańskich psach i trzodzie chlewnej. Niestety – nawet długie lekcje u najlepszego mistrza w katowskim fachu nic nie dadzą, jeśli ktoś po prostu nie ma talentu. Takowego pozbawiony był Jack Ketch - żyjący w XVII wieku fachowiec od topora zatrudniony przez angielskiego króla, Karola II.

Kat ten był partaczem albo wyjątkowo okrutnym sadystą, trudno to ustalić. Jego egzekucje były „przedstawieniem” wybitnie bestialskim. Przekonali się o tym gapie zgromadzeni na miejscu kaźni Lorda Russella – arystokraty oskarżonego o spiskowanie przeciw królowi. Ketch, zamiast zgodnie z wymaganym od swojego zawodu profesjonalizmem zdekapitować skazańca za pomocą jednego celnego ciosu, musiał kilkukrotnie uderzać toporem w ciało biednego lorda. Zanim udało mu się pozbawić swojego „klienta” głowy, Russell otrzymał cios w bark, potem został zraniony w szyję. Dopiero trzecia próba skończyła się sukcesem. Aby nieco udobruchać zdegustowaną publiczność, Ketch zmuszony został do napisania i publicznego odczytania przeprosin za swój krwawy popis karygodnej amatorszczyzny.



Taka fuszerka nie pozbawiła go zawodu i już wkrótce przyszło mu zakończyć żywot innego arystokraty – Jacka Scotta. Ten, doskonale wiedząc jaki los spotkał jego poprzednika, dał katu łapówkę i poprosił go, aby ten tym razem przyłożył się do swojej roboty. Pierwsze uderzenie poważnie raniło ofiarę. Pojękując i brocząc krwią, skazaniec wstał i spojrzał na swojego oprawcę wzrokiem pełnym pogardy i pretensji. Dwa kolejne ciosy również nie zabiły Scotta. Ketch widząc to strzelił focha i cisnął toporem o ziemię. Kiedy jednak został zmuszony do kontynuowania egzekucji, wykonał jeszcze parę uderzeń, zanim skazaniec wyzionął ducha. A mimo to nie pozbawił Scotta głowy. Wszystko, łącznie z widzami w pierwszych rzędach, ufajdane było krwią. Kat za wszelką jednak cenę usiłował zachować twarz. Sięgnął więc po nóż i dokończył robotę.

Podobno gapie byli tak wściekli, że gdyby nie ochrona katowskich asystentów, Ketch sam stałby się ofiarą linczu.

Innym, nieco bardziej znanym partaczem w tym fachu był człowiek, który "obsługiwał" zbrodniarzy wojennych. Do poczytania -> o tutaj.

Wasilij Blokhin – rekordzista

Jeśli uważacie, że osoba, która wysłała na tamten świat 1500 skazańców powinna starać się o niechlubny zapis w Księdze rekordów Guinnessa, to pewnie nie słyszeliście o „dokonaniach” Wasilija Blohkina. Ten członek tajnej policji sowieckiej i osobistej ochrony Józefa Stalina na jego własne polecenie miał osobiście zajmować się egzekucjami w ramach czystek politycznych. Swoją „pracę” zaczął jeszcze przed II wojną światową i kontynuował aż do swojej emerytury w 1953 roku. W tym czasie zabił 10-15 tysięcy skazańców, chociaż są też i dowody na to, że liczba jego ofiar mogła sięgać nawet i 50 tysięcy osób. Wśród rozstrzelanych przez niego ludzi znaleźli się też oficerowie Wojska Polskiego zamordowani w lesie katyńskim.



Blohkin narzekał na stosowane podczas egzekucji belgijskie rewolwery Nagant, które to miały się zbyt szybko nagrzewać. Dzięki interwencji Wasilija zastąpiono je niemieckimi pistoletami Walther PP. Nie lubiąc, kiedy krew skazańca brudziła rosyjski mundur, zaopatrzył on też egzekutorów NKWD w skórzaną odzież ochronną dotąd stosowaną przez… rzeźników.


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6
6

Oglądany: 82348x | Komentarzy: 58 | Okejek: 237 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało