Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

7 ciekawostek z Korei Południowej (niby bardziej normalnej, ale też nie do końca...)

77 063  
270   34  
Korea Południowa rozwija się znakomicie, w ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat stawszy się jedną z bardziej potężnych światowych gospodarek. I choć totalnie różni się od swoich sąsiadów z północy, to i w niej samej pozostało jeszcze wiele osobliwości.

#1. BTS



Mówiąc dzisiaj o Korei Południowej, nie można nie wspomnieć o zespole BTS, którego nazwa z jakiegoś powodu i nic nie mówi nikomu, kto ma więcej niż 13 lat, i jest jednocześnie jedną z najgorętszych w światowej branży muzycznej. BTS to 7-osobowy boysband stanowiący istny fenomen, w dużej mierze winny rozpowszechnienia tzw. k-popu.

W 2018 roku Forbes uznał członków BTS za najbardziej wpływowych Koreańczyków na świecie. W tym samym roku badanie wskazało, że co trzynasty zagraniczny turysta, który przyjeżdża do Korei Południowej, wybiera się tam właśnie ze względu na popularność zespołu. BTS to żywe złoto – dosłownie. Oszacowano, że popularny boysband przynosi koreańskiej gospodarce ponad 3,5 miliarda dolarów rocznie!

#2. Piętno adopcji



Pomimo tego, że Korea Południowa stała się krajem pod wieloma względami bardzo nowoczesnym, to wciąż pokutują w niej pewne pozostałości z dawnych, m.in. konfucjańskich tradycji. W myśl jednej z nich pochodzenie, przodkowie i relacje rodzinne mają ogromny wpływ na człowieka. Trudno z tym dyskutować, niemniej w Korei przybrało to skrajną formę – nikt nie chce adoptować dzieci, a gdy już jacyś rodzice zdecydują się na ten krok, robią naprawdę wiele, by ukryć fakt w tajemnicy nawet przed swoimi najbliższymi (włącznie z tym, że kobieta udaje ciążę, nosząc poduszkę pod ubraniem).

Jeszcze kilkanaście lat temu problem rozwiązywały adopcje zagraniczne – wielu małych, niechcianych Koreańczyków trafiało do rodzin w USA. Rząd uznał jednak, że „źle to wygląda” i znacząco utrudnił proces adopcji, przez co ich liczba niemal z dnia na dzień spadła 10-krotnie. Wbrew oczekiwaniom nie spowodowało to znacznego wzrostu adopcji lokalnych – a jedynie doprowadziło do tego, że domy dziecka zaczęły pękać w szwach.

#3. Stop samobójstwom



Most Mapo w Seulu miał za zadanie przede wszystkim ułatwiać mieszkańcom przemieszczanie się. Na drugi brzeg rzeki. Z jakiegoś powodu uznali oni jednak, że zdecydowanie lepiej nadaje się do przemieszczania – tyle że na tamten świat. To ulubione miejsce samobójców zwróciło uwagę władz, które postanowiły położyć kres fatalnej tendencji.

Zmieniono nazwę na Most Życia, ozdobiono go motywacyjnymi aforyzmami, a nawet umieszczono na nim trochę sympatycznie wyglądających rzeźb. Wszystko w myśl hasła „żyć, nie umierać!”. Jak skuteczne okazały się te działania? W rok od początku antysamobójczej kampanii liczba osób decydujących się targnąć na swoje życie na Mapo… wzrosła sześciokrotnie. Swoją drogą zastanawiające, co było faktycznym zamiarem koreańskich władz – ograniczenie liczby samobójstw czy też może by, skoro już muszą, skakali sobie w mniej eksponowanych miejscach...

#4. Graniczna ostrożność



Teoretycznie nic złego aktualnie nie dzieje się na granicy pomiędzy Koreą Północną a Koreą Południową. Praktycznie natomiast ostrożność trzeba zachowywać przez cały czas, bo nie brakuje prowokacji – zwłaszcza tych wychodzących z północnej strony. Dlatego kiedy południowokoreańscy żołnierze otwierają drzwi do pomieszczeń („pokoi konferencyjnych”) w strefie zdemilitaryzowanej, trzymają się za ręce. A to tylko jeden z wielu środków ostrożności.

Czemu ma służyć? Uniknięciu… wciągnięcia na swoją stronę przez żołnierzy z Północy. Czegoś, co się już ponoć zdarzało – a biorąc pod uwagę fakt nie tak znowu skromnej historii porwań obywateli Chin czy Japonii, można podejrzewać, że nie jest to wyłącznie miejska legenda.

#5. Wynajem po koreańsku



Wynajem mieszkania w Polsce raczej nie jest problematyczny. Wystarczy, że dwie strony dogadają się co do wysokości opłat oraz kaucji (sięgającej 1 czy 2 miesięcznych czynszów – dlaczego to istotne, okaże się za chwilę) i gotowe, można się przeprowadzać. Na podobnej zasadzie można wynająć mieszkanie w Korei Południowej. Z tą różnicą, że tam w ramach kaucji płaci się 10% wartości mieszkania. Już samo to znacząco podnosi koszty. Popularna jest jednak inna, specyficzna dla Korei forma wynajmu, tzw. jeonse. W jej ramach wynajmujący nie płaci żadnego czynszu, ponosi tylko opłaty za „media”.

Gdzie jest haczyk? A tu, że musi wpłacić właścicielowi od 50 do nawet 80% wartości nieruchomości, które to pieniądze – przeciętnie równowartość 300 tys. dolarów – zwracane są na zakończenie wynajmu. Z tym właśnie depozytem przez okres trwania umowy właściciel mieszkania może zrobić co tylko chce – inwestuje pieniądze, a wszystko, co zarobi, stanowi jego wynagrodzenie za wynajem. Tak, zgadza się – ryzyko jest ogromne po obu stronach. I być może nigdzie poza Koreą nie stosuje się jeonse.

#6. Dogadać się z Chinami



Relacje pomiędzy Koreą Południową, Japonią oraz Chinami nie należą do łatwych. Zwłaszcza to ostatnie państwo lubi dawać się we znaki pozostałym – a jedną z poważniejszych dziedzin, w jakich się to objawia, jest zanieczyszczenie powietrza. Każdego roku ogromne ilości smogu wędrują z Chin nad Japonię oraz Koreę Południową. A do tego należy doliczyć jeszcze choćby piach z pustyni Gobi.

By ograniczyć rozprzestrzenianie tego ostatniego, Korea Południowa zdecydowała się podarować Chińczykom tysiące drzew, które mogłyby stanowić naturalną barierę dla żółtego pyłu. Chińczycy drzewa – owszem – przyjęli, ale zamiast ograniczyć nimi pustynię, obsadzili sobie nimi autostradę. Jak można sobie wyobrazić, Koreańczycy byli z tego powodu wprost przeszczęśliwi.

#7. Akcent spod noża



Obsesja doskonałości i presja społeczna w Korei Południowej – ale w sumie niemal w całej południowo-wschodniej Azji – przybiera niekiedy absurdalną formę. Absurdalną, ale też brutalną. Na początku obecnego stulecia pojawił się w Korei trend, by całkowicie zdrowe dzieci poddawać zabiegom chirurgicznym mającym na celu rozcięcie tkanki pod językiem. Język mógł być dzięki temu „dłuższy” i bardziej swobodnie się poruszać. Ale po co to wszystko – trzeba by zapytać.

A wyłącznie po to, by ułatwić koreańskim dzieciom wymawianie „l” oraz „r” niezbędnych dla uzyskania perfekcyjnego amerykańskiego akcentu. Zabieg trwa od 20 minut do pół godziny i – jak twierdzą lekarze – jest całkowicie bezsensowny, bo wielu Koreańczyków mówi doskonale po angielsku bez uprzednich zabiegów. Koreańscy rodzice wychodzą jednak z założenia, że naturze trzeba dopomóc.
2

Oglądany: 77063x | Komentarzy: 34 | Okejek: 270 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało