Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Zły chłopak, życiowy przegryw i kurier i inne anonimowe opowieści

53 543  
202   43  
Dziś przeczytacie także m.in. o samotnym ojcostwie, przepowiadającej przyszłość Cygance, studenckich zabawach i prawdziwej rodzinie.

#1.


Moja córka była najbardziej rozpieszczonym dzieckiem świata. Wychowywałem ją sam, żona zmarła, gdy mała miała 6 lat. Od tego czasu szliśmy przez świat tylko we dwoje, a ona dostała w życiu wszystko, czego zapragnęła. Nigdy niczego jej nie odmówiłem, nigdy niczego jej nie zabroniłem.

Mimo to moja córka była bardzo dojrzała, szybko dorosła i się usamodzielniła. Zaraz po szkole średniej wyjechała na studia za granicę, nie chciała nawet ode mnie pieniędzy, chciała iść sama do pracy i zarobić, choć oczywiście ja i tak co miesiąc wysyłałem jej ile mogłem, sobie zostawiałem tylko tyle, by wystarczyło mi na opłaty i jedzenie.

Teraz córka ma 27 lat, prowadzi w Anglii własną firmę, jest niesamowicie inteligentną kobietą. Ze względu na pracę odwiedza mnie tylko dwa razy w roku, dodatkowo raz w roku ja jadę do niej. Mógłbym częściej, ale nie jestem w stanie.

Nikt nie wie, że nie potrafię pogodzić się z tym, że moja córka sama sobie radzi w życiu i już mnie nie potrzebuje, że sypia z mężczyznami, że pije alkohol, że sama płaci za swoje rachunki, że ma prawo jazdy i jest dobrym kierowcą, że sama zapisuje się do dentysty.
Za każdym razem, gdy przyjeżdża i widzę jak się zmienia, poważnieje, pięknieje, jest coraz mądrzejsza, moje serce powoli umiera.
Nie radzę sobie z tym.
Każdej nocy płaczę i tęsknię za moją małą córeczką, która przybiegała do mnie, gdy upadła i rozbiła sobie kolano, zrywała dla mnie polne kwiaty i malowała laurki na dzień ojca.
Jednocześnie z całych sił wspieram ją w tym co robi, jestem z niej dumny i cieszę się, że spełnia swoje marzenia.

Wiem, że tak wygląda życie, nigdy nie próbowałem jej powstrzymać przed robieniem tego, czego pragnie, ale w głębi siebie nie umiem tego zaakceptować.

#2.

Kocham moją żonę! To kobieta mojego życia, matka moich dzieci i osoba, z którą chcę być na zawsze. Niestety, Andzia ma pewien problem. Mianowicie jest otyła. Przez własne zaniedbanie. Wielokrotnie usiłowałem ją namówić na uprawianie sportu, bo sam od lat dbam o formę i wiem, że to dobra droga, aby utrzymać linię.
Jakiś czas temu moja małżonka stara się mniej jeść. Nie kupuje już chipsów, słodyczy i innych bezwartościowych, kalorycznych zapychaczy, którymi niedawno jeszcze się raczyła. Problem w tym, że wcześniej wieczorami zdarzyło nam się zjeść pizzę, a teraz nie mogę takich rzeczy proponować, bo wiem, że Andzia ma dość słabą siłę woli... Zje pół placka, a potem będzie mnie winiła, że wodzę ją na pokuszenie.

Od ostatniego miesiąca co parę dni budzę się w nocy, zamawiam pizzę przez Internet i czekam na dowóz przy bramie naszego podwórka. Następnie samotnie pałaszuję żarełko przed domem i pozbywam się dowodów.
Jestem złym człowiekiem...

#3.

Sytuacja sprzed około 20 lat, byłam nastolatką. Po moim osiedlu regularnie chodziła Cyganka. Przepowiadała przyszłość, sprzedawała jakieś amulety. Moja matka ją lubiła, wierzyła w magię, horoskopy, tarota i co dwa tygodnie ją wpuszczała do mieszkania. Mnie Cyganka strasznie irytowała, widziałam w niej oszustkę, a gdy czasami przychodziła z dziećmi, to znikały drobne przedmioty, jedzenie.

Raz matka musiała zastąpić koleżankę z pracy, a mi i mojemu bratu przydzieliła różne obowiązki. Między innymi gotowałam, a o rok starszy brat miał skleić klosz w przedpokoju. Słyszałam, jak się wygłupia na krześle, na którym stał, jak na nim tańczy i zwróciłam mu uwagę. Jak to między rodzeństwem bywa, wywiązała się między nami drobna awantura, ja krzyczałam na niego z kuchni, on na mnie z przedpokoju.

Nagle słyszę łomot i jęk brata. Wbiegłam do przedpokoju tak jak stałam - z zakrwawionym od jakiegoś mięsa nożem. Brat spadł z krzesła, rozwalił sobie brew. Krew na całej twarzy, szyi, ramieniu. On był w szoku, trzymał się za głowę i z zaskoczeniem spoglądał na krew na swoich rękach. Trochę przerażona stanęłam nad nim, ściskając nieświadomie nóż i zaczęłam mówić bardzo głośno, nerwowo coś w tym stylu "Widzisz, mówiłam ci, że to się tak skończy! Mówiłam, że to się źle skończy! To wszystko twoja wina!".

W trakcie gdy wypowiadałam te słowa, drzwi mieszkania otworzyła Cyganka i stanęła w progu. Nawet przez chwilę się ucieszyłam, że jest ktoś dorosły, że powie mi co mam robić, jak pomóc bratu, ale jej szczęka opadła i nawet nie zamykając drzwi zaczęła z krzykiem zbiegać po schodach na klatce.

Byliśmy tak bardzo oszołomieni sytuacją, że dopiero po chwili dotarło do nas, że wyglądało to tak, jakbym była w trakcie mordowania brata.

Skończyło się na SOR-ze na szyciu, a Cyganka już nigdy nie odwiedziła naszego osiedla. Szkoda, że tego nie przewidziała.

#4.

Będzie krótko,

Kiedy mój kumpel był na doktoracie, przynosił kolosy swoich studentów na domówki i kompletnie pijani sprawdzaliśmy je w kilka osób.

P.S. Wszyscy zawsze zdawali.

#5.


Mój chłopak, po paru miesiącach razem, nagle zaczął komentować mój zapach. Codziennie biorę prysznic, używam dezodorantu i nie jem ostrych potraw, więc nie wiedziałam o co chodzi. Twierdził, że po prostu pachnę nieświeżo i powinnam zacząć nosić jakieś perfumy. Odbiło się to na mojej psychice, zaczęłam się myć dwa razy dziennie, zmieniłam proszek do prania, psikałam się częściej perfumami... aż któregoś poranka, gdy on odsypiał kaca, ja wzięłam poranną kąpiel, umyłam zęby i wróciłam do łóżka, chcąc go kusząco obudzić w wiadomym celu... Obudził się rozochocony, ale po chwili zmarszczył nos i powiedział coś w stylu "sorry, ale musisz się najpierw umyć, bo brzydko pachniesz". Rozpłakałam się z bezsilności i zażenowania, miałam już tego dość, a on, po 45 minutach mojej histerii, w końcu przyznał, że tylko udawał, że brzydko pachnę, bo tym sposobem chciał "trzymać mnie na krótkiej lince" - zakompleksiona na pewno bym go nie zdradziła.

Nie muszę chyba dodawać, że to już były chłopak.

#6.

Był majowy poranek. Postanowiłam po długiej nieobecności w salonie kosmetycznym wziąć sprawy w swoje ręce i kupiłam paski z woskiem w celu pozbycia się tego, co już od marca powinno zostać usunięte. Oczywiście na twarzy. W momencie przyklejania paska POD brew zadzwonił dzwonek do drzwi. W efekcie przestraszenia pasek nie trafił finalnie pod brew, a NA brew. W akcie desperacji szybko odkleiłam ów pasek i jak możecie się domyśleć, zostałam bez jednej brwi.

Zrozpaczona udałam się do drzwi, w których, jak się okazało, stał kurier. No tak, jakżeby inaczej, zawsze w najmniej odpowiednim momencie. Ale nie byle jaki kurier! Na jego widok - najdelikatniej mówiąc - moje serce dostało palpitacji.

A teraz wyobraźcie sobie minę kuriera, który przynosi paczkę kobiecie bez brwi, w rozczochranych włosach i do tego ledwo trzymającej się na nogach ze szczęką na ziemi. No wariatka jak nic! Albo jeszcze lepiej, czarownica! Biedny kurier chyba tak się mnie wystraszył, że podając mi paczkę nawet nie poprosił o podpis. Rzucił tylko na odchodnym "ładnie pani wygląda" i uciekł, cobym nie rzuciła na niego żadnej klątwy.

Cóż... Bycie przegrywem zdecydowanie powinno być nową dyscypliną olimpijską.

#7.


Gdy byłem mały, mój biologiczny ojciec odszedł od mojej mamy. Nie był najlepszym ojcem, nie bywał w ogóle w domu, nie szanował swojej żony, a na domiar złego zdradzał ją z każdą dziewczyną jaką zobaczył. Mama po kilku latach zdecydowała się na rozwód, nie widziała dalszego sensu w tej relacji. Był tylko mały problem - sześcioletni ja, który nie wiedział za bardzo co się dzieje.

Pewnego dnia podeszła do mnie w kuchni i wyjaśniła całą sytuację. Powiedziała, że tydzień temu była na sprawie rozwodowej. Większość dzieci najpewniej by się załamała, nie mogłaby tego zrozumieć. Jednak ja się uśmiechnąłem i przytuliłem mamę. Zapytała dlaczego wyglądam na takiego szczęśliwego, a ja odparłem "Bo możesz znaleźć sobie kogoś innego i w końcu będziemy mogli być normalną rodziną".
Tak się też stało, dwa lata później odnowiła kontakt ze starym przyjacielem ze szkoły, zakochali się w sobie i zanim się obejrzałem niosłem im obrączki ślubne w urzędzie.

Mój ojczym (nie lubię go tak nazywać, ale żeby dało się cokolwiek zrozumieć muszę ten jeden raz to zrobić) jest wspaniałym człowiekiem i nieważne co kto mi będzie mówił, on zawsze będzie moim prawdziwym tatą. Rozmawialiśmy dzisiaj na poważniejsze tematy. W pewnej chwili powiedział, że dla niego zawsze będę jak rodzony syn, a ja nie wytrzymałem i się popłakałem ze szczęścia. Zdobyłem to o czym zawsze marzyłem, szczęśliwą rodzinę, która mnie akceptowała i kochała.

W prawdziwej rodzinie nie liczy się to, kto cię stworzył, ale to, kto cię wychował i cię kocha.

#8.

Dwa lata temu miałem dziewczynę, po trzech latach zaręczyny, łącznie związek trwał pięć lat. Ona była mocno wierząca, sam jestem wierzący i na początku mi to nie przeszkadzało, a nawet w jakimś stopniu cieszyło. Problem zaczął się, gdy zaczęła większość swojego czasu spędzać w kościele i to nie na modlitwie, tylko na plebanii - doradzić kupno innych ornatów, figury Matki Bożej itd. Była zafascynowana księżmi, jej matka również, razem zapraszały ich na niedzielne obiadki, ogniska itd. Ja też w nich uczestniczyłem i było niby OK, bo księża też ludzie, ale było w tym coś niepokojącego. Zwłaszcza z jednym z wikarych miała zbyt dobry kontakt - mówienie sobie na ty, dzwonienie wieczorami itd. Gdy robiłem o to problemy słyszałem, że przesadzam, że to tylko "przyjaciel". Wikarych było dwóch, K i P, przy czym K był tym uwielbianym, zapraszanym na ogniska, a P był raczej obojętny.

Dziewięć dni przed ślubem nagle zmarł jej ojciec, nie chciała słyszeć o cichym ślubie, wszystko odwołaliśmy, szczęśliwie udało się nam odzyskać wszystkie zaliczki. Nie wiem, czy śmierć ojca tak na nią podziałała, czy po prostu zawsze taka była, ale od tamtej pory jej związki z kościołem, a głównie z księżmi się pogłębiły, do tego stopnia, że pożyczała mój samochód pod pretekstem jazdy na uczelnię, by pojechać po wikarego i jego kolegę, również księdza, na ognisko u nich w ogródku, razem ze swoją matką świetnie się bawiły. Dowiedziałem się przypadkowo, bo moja siostra widziała mój samochód z nią i księżmi, a gdy do niej zadzwoniłem, to powiedziała, że mnie okłamała, bo bym się nie zgodził, a na ogniska z księżmi nie chciałem już chodzić. Takich sytuacji było dużo, a ja głupi wybaczałem.

Dwa dni po obronie jej magisterki była impra u moich znajomych, na którą nie pojechała, bo była zmęczona, ale obiecała po mnie przyjechać następnego dnia. Przyjechała, odwiozła się do domu i oddała mi kluczyki, ponieważ już mnie nie kocha.
Wróciłem do domu, z kasy z weselnych zaliczek kupiłem kompa i grę. Przez trzy miesiące chodziłem tylko do pracy, wracałem i do nocy grałem - szczerze polecam taką terapię.
W tym czasie z parafii odszedł ksiądz P, po wsi chodziły plotki, że wprowadził się do mojej byłej, nie wierzyłem w nie, bo przecież ona "przyjaźniła" się z K. Po miesiącu dowiedziałem się, że wyszła za mąż za P, który już nie jest księdzem, jest z nim w ciąży i żyją sobie razem z jej matką pod jednym dachem. Wtedy dopiero do mnie dotarło, z jakiego gó**a udało mi się uciec.

Poszedłem na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy z moim przyjacielem, on szedł dziękując za swoją żonę, a ja dziękując, że swojej nie mam; postanowiłem całą pielgrzymkę przejść boso i udało mi się. W jej trakcie zagadała mnie dziewczyna, spytała dlaczego idę boso, a ja opowiedziałem jej swoją historię, nie znając nawet jej imienia.
Tak zaczęła się nasza znajomość.

PS. W tym roku bierzemy ślub.
18

Oglądany: 53543x | Komentarzy: 43 | Okejek: 202 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

11.08

10.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało