Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jestem znienawidzony przez część mojej rodziny, wyrachowany związek i inne anonimowe opowieści

96 968  
272   70  
Dziś przeczytacie m.in. o tym, że człowiek uczy się przez całe życie, o wzajemnym szacunku, dowiecie się jak wyglądają imprezy u skner i poznacie siłę telewizji.


#1.

Człowiek uczy się całe życie. Wczoraj na przykład dowiedziałem się, że niektóre osy lubią budować gniazda w bardzo dziwnych miejscach. Ot, dajmy na to - pod klapą silnikową samochodów, których długo się nie używa. Kolejnym elementem istotnej wiedzy, który posiadłem to fakt, że gniazda os są znacznie mniej wytrzymałe niż może się wydawać i na przykład mogą ulec zniszczeniu podczas otwierania przez nieświadomego mężczyznę takiej to właśnie klapy samochodu, pod którym gniazdko sobie „uwiły”. To jednak nie koniec nauki! Dowiedziałem się też, że jak człowieka ugryzie paręnaście os jednocześnie, to może on dostać wstrząsu anafilaktycznego i w stanie ciężkim trafić do szpitala.
Pozdrawiam was serdecznie spod kroplówki. Lekarz mówi, że mój stan powoli się poprawia i jak wszystko dobrze pójdzie, to wyjdę pojutrze.

#2.

Jestem znienawidzony przez część mojej rodziny. Dlaczego? Nie zaprosiłem na swoje wesele moich dziadków. Ale od początku.

Moi dziadkowie są zagorzałymi fanatykami kościoła katolickiego, radia Maryja, TV TRWAM oraz "Naszego Dziennika". Bronią każdego księdza w każdej sprawie - nieważne, czy ksiądz ma udowodnione dobieranie się do dzieci czy inną sprawę. Zawsze jest wina całego świata, a nie księdza. Moi dziadkowie na jakiejś imprezie rodzinnej poznali moją dziewczynę, a obecnie żonę. Na dzień dobry zaczęli jej pakować do głowy swoje teorie - ksiądz najlepszy na świecie, antykoncepcja powoduje uszkodzenia dzieci itd. Ostrzegałem moją wybrankę, więc wiedziała co będzie.

Minęło trochę czasu, kiedy ponownie spotkaliśmy się z moimi dziadkami. Moja narzeczona przefarbowała włosy. Komentarz moich dziadków - pewnie zrobiła aborcję i teraz zmieniła wygląd, żeby lekarz jej nie poznał. Już mi brewka podskoczyła, ale OK - są starsi, demencja + inne choroby.

Jestem ateistą, ale ślub miał być kościelny - jednostronny. Narzeczona chciała, więc nie robiłem problemów. Jak moi dziadkowie dowiedzieli się o ślubie jednostronnym, zagotowali się. Jak to bez Boga żyć?! Jak to dzieci bez Boga wychować?! Jak tak można?! Pewnie to wina mojej narzeczonej, bo to ona zrobiła aborcję, bo czerwone paznokcie, a tam szatan i tak w kółko. 90% osób na imprezie rodzinnej nic nie mówiło, bo "osoba starsza" itd. Nie wytrzymałem i powiedziałem, że nie życzę sobie takich haseł, że to ja jestem ateistą, że mam gdzieś kościół, faceta w sukience itd. Moja babcia po tych słowach stwierdziła "Zaraz ci w pysk strzelę, smarkaczu! SZACUNKU DO MNIE!". Zagotowałem się i stwierdziłem "Szacunek za szacunek, skoro jestem smarkaczem, to ty kim jesteś? Starą nienawidzącą wszystkich katolką! Każdego byś zamordowała z dziadkiem, kto się z wami nie zgadza! Mam was dość - nie chcę was widzieć na moim ślubie i weselu!". Po tych słowach wszyscy na mnie spojrzeli jak na UFO i zapadła cisza. Wstałem i z narzeczoną pojechaliśmy do siebie.

Moi rodzice po kilku dniach mówili, że niepotrzebnie się uniosłem, bo moi dziadkowie to osoby starsze i nie powinno się tak robić. Na uroczystość nie dostali zaproszenia. Rodzina po weselu burzyła się na mnie jak tak mogłem, że dziadkowie tak mnie kochali...Ta, jasne. Moją decyzję poparło kilku moich gości weselnych, bo skoro to nasze wesele, to my mamy się czuć wyjątkowo.

Niedawno zmarła moja babcia, dziadek zmarł kilka dni temu. Na pogrzebie żadnego z nich nie byłem. Usłyszałem od swojego kuzyna w rozmowie telefonicznej, że im serce pękło, jak dowiedzieli się, że wesele się odbyło bez nich i w ramach rekompensaty powinienem zapłacić za oba pogrzeby, bo przecież tak wypada.

Czy naprawdę jestem złym człowiekiem, że miałem dość wiecznego obrażania mnie i mojej żony? Nie wiem. Ale nie żałuję swojej decyzji.

PS Wesele udane na 110% :)

#3.

Mam przyjaciela, Maćka, który jest straszną sknerą. Odkąd pamiętam zawsze na wszystkim usiłował zaoszczędzić. Ubierał się w sklepach z odzieżą używaną, na randki zabierał dziewczyny do budki z chińskim żarciem, a kiedy zrobił prawo jazdy, to kupił jakiegoś rozklekotanego strucla z silnikiem 1.1 i instalacją gazową. Do dziś pamiętam jak w Biedronce usuwał łodygi z pomidorów przed ich zważeniem. Kiedyś też opracował metodę zdrapywania żyletką stempla ze skasowanych biletów MPK, aby móc je ponownie użyć.

Nie mam pojęcia, jak Maćkowi się to udało, ale w końcu poznał miłość swojego życia. Biorąc pod uwagę, że jego wybranka jest równie skąpa jak on, śmiem podejrzewać, że poznali się w klubie dla anonimowych dusigroszy.

Parę miesięcy temu zostałem zaproszony na ich ślub. Nie zdziwiło mnie, że główną potrawę stanowił bigos, a wódka smakowała jak ekonomiczne paliwo rakietowe z niezbyt popularnej meliny. Przegięciem natomiast było zrezygnowanie z zespołu czy nawet najtańszego wodzireja na rzecz muzyki puszczanej ze Spotify. Jako że ani Maciek, ani jego pani nie posiadają płatnych kont, weselnicy zmuszeni byli co parę minut wysłuchiwać reklam...

#4.

Jako dziecko byłem wyraźnie większy niż moi rówieśnicy. Na dokładkę raczej pulpet niż przecinek. W przedszkolu, będąc w starszakach, bardzo lubiłem bawić się w kręgle. Sam wymyśliłem tę zabawę.
Krążyłem po ogrodzie, wypatrując możliwie duże grupki dzieci. Gdy już znalazłem odpowiedni obiekt, rozpędzałem się i wbiegałem w tę grupę. Starałem się przy tym trafić w możliwie dużą ilość kręgli. Mój rekord to 12 przewróconych sztuk.
Do tej pory miło to wspominam.

#5.

Jakiś czas temu się zdarzyło, że miałam okres, gdy nocowałam u swojego chłopaka. Jako że nie posiada on kosza w łazience, a do tego kuchennego nie chciałam wyrzucać zużytych tamponów (mój chłopak mieszka ze współlokatorem i jakoś głupio bym się czuła, gdyby otworzył kosz i zobaczył moje tampony, tym bardziej że mam obfity okres i bez względu na to, jak bardzo owinę tampon papierem, to on i tak przesiąka. W każdym razie sam powód mojego postępowania nie ma żadnego znaczenia dla tego wyznania, ale wiem, że uwaga na temat tego, że mogłam jej wyrzucić w kuchni, na pewno by się pojawiła ;)), więc wkładałam te tampony do reklamówki. Już wcześniej kilka razy tak robiłam, a reklamówkę wyrzucałam później w domu albo gdzieś po drodze.
Byłam u chłopaka od piątku do niedzieli, więc trochę się ich przez te trzy dni uzbierało.

W niedzielę, gdy wychodziłam, jak zwykle wzięłam worek ze sobą (chłopak zaproponował, że wyrzuci go po prostu do kosza, ale skoro i tak już szłam, to stwierdziłam, że równie dobrze mogę wyrzucić je sama).

W drodze do domu postanowiłam jeszcze wstąpić do sklepu na zakupy.
Nie wiem jak to się stało, szłam sobie przez sklep, wybierałam produkty, w uszach miałam słuchawki, śpiewałam sobie pod nosem piosenki i kompletnie zapomniałam o tych zużytych, zakrwawionych tamponach, które miałam w torebce.
Byłam już przy kasie, pani kasjerka skanowała moje produkty, ja jedną ręką wygrzebywałam kartę z portfela i przykładałam ją do terminalu, a drugą wymacałam reklamówkę w torebce i pomyślałam, że super się składa, że ją mam, bo przyda mi się na zakupy.
I stało się właśnie to: wyciągnęłam reklamówkę, a cała jej zawartość, czyli jakieś 20 zużytych, śmierdzących tamponów, wysypało się na podłogę.

Jeszcze nigdy w swoim życiu nie czułam takiego wstydu i zażenowania. Nigdy.
Zbierałam te tampony tak szybko, że gdyby istniał konkurs w zbieraniu tamponów na czas, to na pewno bym go wygrała. Wokół panowała cisza, ludzie z kolejki się na mnie gapili, kasjerka aż otworzyła buzię ze zdziwienia, ktoś się rzucił do pomocy, ale gdy zobaczył co mi się wysypało, to cofnął się z obrzydzeniem. Nie pozbierałam nawet swoich wszystkich zakupów, złapałam tylko za słoik z sosem do spaghetti i wybiegłam w te pędy. Zapomniałam o makaronie i serze, więc i tak tego dnia spaghetti nie było.

To był mój ostatni raz w tym sklepie. Coś czuję, że pracownicy tak szybko o mnie nie zapomną.

#6.

Odegrałam rolę narkomanki/prostytutki w paradokumencie.
Niedługo po emisji programu moi rodzice otrzymali telefon od wujka. Powiedział, że w tym roku zaprasza ich na święta beze mnie. Z jakiego powodu? Ano z takiego, że skoro ku*wą jestem, to nie powinnam chwalić się tym w telewizji. I że ku*wa ku*wą pozostanie, ale on nie chce widzieć prostytutki i narkomanki przy stole. Moi rodzice byli zszokowali. Próbowali wyjaśnić nieporozumienie.

Okazało się, że wujek myślał, że historia z paradokumentu jest prawdziwa. Nadal tak myśli, a my spędziliśmy święta samotnie.

#7.

Dzisiaj rano, jak to często bywa w weekend, postanowiłem żonę namówić na małe co nieco. Przytuliłem się więc mocno i włożyłem jej rękę pod bluzkę i wtedy zwróciłem uwagę, że żonie zmalały piersi, otworzyłem oko i zamiast rudych kłaków zobaczyłem blond włosy mojej córki. Wystrzeliłem spod kołdry jak poparzony, serce chciało wyskoczyć mi z piersi, a żołądek, nie mówiąc o innych częściach, skurczył mi się do rozmiaru orzecha laskowego. Córka na szczęście się nie obudziła, ale ja będę miał traumę do końca życia.

Okazało się, że mój syn płakał w nocy, bo go brzuch bolał, a śpią razem z córką w jednym pokoju, więc dziewczyny zamieniły się miejscami, żeby młoda mogła się wyspać.

Powiedziałem żonie o sprawie. Nabija się teraz ze mnie, że mi małolaty w głowie i że mi niebieską kartę założy. Popołudnie już, a mnie jeszcze trzęsie na samą myśl.

#8.

Pod koniec studiów licencjackich zainteresował się mną chłopak z innej grupy. Był szarmancki, zapraszał mnie do restauracji, do kina. Gdy już oficjalnie zostaliśmy parą, poprosił mnie o pomoc przy pisaniu pracy licencjackiej. Miał bardzo wymagającego promotora, który mocno namieszał mu w temacie. Z tematu odtwórczego, który sobie założył, promotor zmienił mu na temat bardzo kreatywny, wymagający zastosowania skomplikowanych algorytmów i różnorodnych technik.

Zrobiłam za niego praktycznie wszystkie "obliczenia", on w tamtym czasie miał problemy rodzinne. Codziennie do mnie dzwonił, dopytywał jak tam idzie mi pisanie.
Gdy oddałam mu to co napisałam i po kilku dniach chciałam z nim o tym podyskutować, powiedział, że jego rodzice mają poważne problemy zdrowotne, nie ma do tego głowy i zapytał, czy pomogłabym mu w dalszym pisaniu pracy. Zapaliła mi się wtedy jakaś czerwona lampka w głowie, tym bardziej że nie inicjował pocałunków czy przytulania (dalej nie doszliśmy), ale mimo wszystko mu pomagałam.

Na szczęście dla mnie, kilka dni po tamtym wyznaniu, podeszła do mnie jakaś studentka z pierwszego roku i pokazała screeny rozmowy mojego chłopaka z jej bratem i grupką ich przyjaciół. Chwalił się, jak to nie będzie musiał się wysilać, żeby napisać pracę, bo wyrwał naiwną laskę. Pisał o mnie same niemiłe rzeczy i to, że nie znosi mnie dotykać, ale się zmusza. Długo rozmawiałam z tamtą dziewczyną, obiecałam, że nie zdradzę skąd wiem, podziękowałam jej za to, że chciało jej się mnie szukać, że zrobiła tyle dla nieznanej osoby. Zaprzysięgłam zemstę.

Dalej pisałam pracę, tyle że były tam same głupoty. Dalej robiłam "obliczenia", tylko że błędne. Przy tym spotykałam się co kilka dni z facetem, w restauracjach lub kawiarniach, w kinie, on stawiał. Na spotkaniach z entuzjazmem opisywałam mu postęp przy pisaniu pracy. Wmawiałam, że będzie bardzo innowacyjna, że jak na licencjat, to będzie poziom minimum magisterki. Załatwił mi kilka fajnych książek, białych kruków lub ich kserówki, bo wmówiłam mu, że są niezbędne do pracy.

Pracę zbindowaną oddałam mu zaraz przed seminarium, tak że zdążył przeczytać tylko wstęp i zakończenie, ale na bieżąco opowiadałam mu co jest w środku, wierzył w to co mówiłam.

No i mój facet oberwał od promotora i wykładowców, stał się pośmiewiskiem. Był wściekły, zadzwonił do mnie i krzyczał przez słuchawkę. Wtedy zacytowałam fragment jego rozmowy z przyjaciółmi. Był w ostrym szoku. Zapytał tylko skąd wiem, a ja skłamałam, że jego przyjaciele (też studenci naszego uniwerku) mi powiedzieli.

Ledwo obronił się w drugim terminie, opinia idioty została. Zerwał kontakt ze swoją paczką, zwyzywał ich, obraził na nich, gdy zaprzeczali, że coś mi powiedzieli.

Ja nie jestem już ufna, nie wiem co u niego, ale zaprzyjaźniłam się z "tamtą dziewczyną". Czyli są plusy tej historii :)

<<< W poprzednim odcinku m.in. rezerwowy chłopak i zemsta po latach

5

Oglądany: 96968x | Komentarzy: 70 | Okejek: 272 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

11.08

10.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało