Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Zawsze coś mi w "Power Rangers" nie pasowało. Teraz już wiem co!

92 969  
236   59  
Wiele filmowych i telewizyjnych produkcji nie wytrzymuje próby czasu i obejrzane po latach przerwy robią wrażenie mocno sparciałych i śmierdzących kulką na mole. Z „Power Rangers” było zgoła inaczej. Ten szalenie popularny serial był, delikatnie powiedziawszy, gówniany już w dniu swojej premiery. O ile byłem w stanie przymknąć oko na, nie do końca chyba zamierzony, kicz, fatalne aktorstwo i wybitnie koślawą fabułę, tak zawsze zastanawiało mnie czemu dość postawni, amerykańscy aktorzy przyodziawszy swoje superbohaterskie kostiumy nagle tracą na wzroście oraz masie, ale za to ruszają się szybciej niż Azjaci rozgrywający partyjkę ping-ponga.
Zanim jednak dojdziemy do tego koszmaru z lat 90. trzeba opowiedzieć o pewnym japońskim fenomenie, który jeszcze parę ładnych dekad przed „Power Rangers” zawładnął sercami nie tylko mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Mowa o tokusatsu. Takim terminem określa się naszpikowany charakterystycznymi efektami specjalnymi, rozwijany od lat wczesnych lat 50.* japoński rodzaj kina.


*Zanim Haruo Nakajima po raz pierwszy wcisnął się w kostium Godzilli, już w 1938 roku powstał film, w którym przebrany za wielką małpę facet demoluje miasto. Mowa o niemym, dwuczęściowym klonie amerykańskiego przeboju - „Edo ni Arawareta Kingu Kongu”. Niestety dzieło to uważa się dziś za zaginione.

Wszystko zaczęło się od nakręconego w 1954 roku filmu o wielkiej jaszczurce, która to zamienia Tokio w stertę gruzu. „Godzilla – Król Potworów” nie tylko zapoczątkował modę na produkcje o przerośniętych monstrach, ale i wytyczył nowy standard praktycznych efektów w japońskim przemyśle filmowym. W tamtym czasie powstała już cała masa hollywoodzkich dzieł o przerośniętych bestiach. Zarówno jednak w „King Kongu” z 1933 roku czy nakręconej w 1953 roku „Bestii z głębokości 20.000 sążni” do tchnięcia życia w tytułowe kreatury, wykorzystywano technikę animacji poklatkowej. Była to żmudna robota wymagająca stworzenia makiet budynków oraz ruchomych kukieł, które potem mozolnie, klatka po klatce wprowadzano w ruch.



Japończycy zapragnęli pójść inną drogą. Zamiast budować malutkie makiety miast, postawili na konstruowanie ich w znacznie większej skali. Następnie wpuszczali tam faceta przebranego w gumowy kostium potwora. Voilà! W ten sposób uzyskiwano zadowalający efekt znacznie mniejszym kosztem. A że nakręcenie filmu z użyciem takich trików nie było też zbyt czasochłonne, produkcje (które ochrzczono nazwą kaiju) o wszelkiej maści napromieniowanych gadach, gigantycznych robotach i ludziożernych owadach powstawały taśmowo. W tego typu koszmarkach brylowała wytwórnia Toei, która to oprócz „Godzilli” stworzyła niezliczoną ilość „potworowych” franczyz.



Filmy, w których do pojedynków stawali zawodnicy o wzroście Statui Wolności kręcono nie tylko w Japonii, ale i na przykład Danii, albo w Wielkiej Brytanii, gdzie w 1961 roku z wody wyszedł potwór Gorgo, aby zdemolować… Londyn. W historii zapisał się też niesławny epizod północnokoreański.



Ogromna, zdająca się nie kończyć moda na coraz to nowe produkcje tego typu, sprawiła, że na początku lat 70. dziełka tokusatsu podbiły mały ekran. Spory sukces odniosła np. superbohaterska seria pt. „Kamen Rider”, w którym protagonistą był facet przebrany za obeznanego w tajnikach wschodnich sztuk walk konika polnego. To jednak nic w porównaniu do efektu współpracy wytwórni Tomei z amerykańskim gigantem komiksowym Marvel. Nakręcony w 1978 roku japoński serial o przygodach „Spidermana” musiał być dla konserwatywnych fanów Petera Parkera prawdziwą abominacją.



Nie dość, że noszący charakterystyczny kostium bohater nie miał nic wspólnego ze swoim amerykańskim odpowiednikiem, to jeszcze zdarzało mu się usiąść za sterami wielkiego robota, za pomocą którego dzielny heros spuszczał wpierdol wszelkiej maści mutantom, robotom i waflom.


W tamtym czasie Toei Company wypuściło na małe ekrany serię „Super Sentai”. Od dnia premiery pierwszego odcinka w 1975 roku minęło 45 lat, a nic nie zapowiada się, aby miano zaprzestać kręcenie kolejnych odsłon tego tasiemca.
Kim są bohaterowie „Super Sentai”? To grupa młodych ludzi, którzy noszą na nadgarstkach specjalne urządzenia. Za ich pomocą zamieniają się w walecznych superherosów walczących z całą masą złych kreatur. Każdy z protagonistów ma kostium w innym kolorze, a raz na jakiś czas dzielni bohaterowie zmuszeni są do konfrontacji z przerośniętym potworem, w ubiciu którego potrzebna jest pomoc (uwaga, tego się nie spodziewacie!) wielkiego robota. Brzmi znajomo?


Na początku lat 80. pochodzący z Izraela producent amerykańskich programów telewizyjnych i filmów – Haim Saban wybrał się na biznesową podróż do Japonii. Podczas jego pobytu w hotelu, jedynym programem emitowanym w tamtejszej telewizji był serial „Super Sentai”. Saban zachwycił się tą dziwaczną wizją odzianych w spandeks Azjatów walczących z Azjatami odzianymi w gumę. Wpadł więc na pomysł, aby przeszczepić ten twór na amerykański rynek. W 1985 roku wyprodukował on pilotowy odcinek serialu „Bio-Man”. Była to adaptacja ósmego już sezonu „Super Sentai”. Licząc na wielki sukces zaoferował sprzedanie produktu kilku dużym stacjom telewizyjnym w USA. No i się przeliczył… Nikt nie chciał tak pokracznego tworu kupić.

Producent nie zamierzał się jednak poddawać. W 1992 roku Saban został zatrudniony w Fox Kids. Urzędująca tam ówczesna dyrektor – Margaret Loesch, wcześniej zajmowała wysokie stanowisko w Marvel Productions i dzięki temu była doskonale zaznajomiona z japońskimi produkcjami tokusatsu. Dała się więc namówić na realizację tego projektu.



Czy zatem „Power Rangers” kalka japońskiej serii „Super Sentai”? Gorzej!
Dość ryzykownym pomysłem byłoby dubbingowanie serialu. Mieszkańcy USA chcieli oglądać na ekranach swoich telewizorów amerykańskich bohaterów, a nie jakichś tam skośnookich amatorów bukkake! Z drugiej strony szaleństwem byłoby robienie całościowego remake’u. Haim wpadł więc na genialny pomysł minimalizowania kosztów i z materiału źródłowego powycinał sceny, w których bohaterowie odziani są w kostiumy lub siadają za sterami swego gigantycznego robota. Całą zaś resztę ujęć, gdzie protagoniści paradują bez swych superbohaterskich fatałaszków nakręcono od nowa z młodymi, amerykańskimi aktorami! Oczywiście dokręcono też kilka ujęć zachodnich gwiazdek w kostiumach. Zrobiono to jednak głównie na potrzeby scen, w których tytułowi Rangersi zdejmują swoje nakrycia głów lub "efektownie" zamieniają się w kolorowych wojowników.
Natomiast dubbing podłożono jedynie w momentach, gdy nie widać ust artystów, bo ich twarze kryją się za maskami.


Dzięki temu zabiegowi z topornego, japońskiego serialu, za psie pieniądze można było stworzyć gorący produkt dla dzieciaków z USA i Europy. Na pierwszy rzut oka nikt przecież nie zorientuje się, że ma do czynienia z misz-maszem nakręconych w amerykańskim studiu scenek i efektownych pojedynków skośnookich artystów ukrytych pod kostiumami.

Kiedy tylko pomysł chwycił, a małolaty łyknęły tę telewizyjną ściemę, do akcji weszła firma Bandai, która od lat już produkowała zabawki związane z „Super Sentai”. Przedsiębiorstwo mające swój oddział także i w USA, czym prędzej wprowadziło na rynek szeroką gamę swoich produktów przemianowanych na „Power Rangers”. Zabawki te do dziś sprzedają się niczym świeżutki crack.
Przepis Sabana sprawdził się też w „adaptowaniu” innych tego typu, telewizyjnych produkcji, wliczając w to emitowaną także w polskojęzycznej telewizji serię „VR Troopers”.

Jest rok 2020. Minęło 28 lat od czasu, kiedy dzieciaki po raz pierwszy zobaczyły ten dziwaczny japońsko-amerykański kolaż. Za rok w telewizji emitowany będzie 29 sezon „Power Rangers” - kiepskiego niczym kompot z desek serialu, który do dziś składany do kupy jest według znakomitego pomysłu Haima Sabana! Przypuszczam, że hajs musi się zgadzać. Tym bardziej, że całkiem niedawno prawa do realizacji kolejnych odsłon przygód zamaskowanych zabijaków nabyła firma Hasbro. Za cenę ponad połowy miliarda (!) dolarów.


10

Oglądany: 92969x | Komentarzy: 59 | Okejek: 236 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

05.08

04.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało