Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Sprzedaję nowe samochody i chciałbym się podzielić tym, jak wygląda moja praca

56 233  
251   74  
Pojawiło się trochę artykułów na temat tego, jak wygląda taki a nie inny zawód. Ponieważ pracuję jako sprzedawca samochodów nowych w autoryzowanym salonie (dalej: handlorz), to Wam o tym opowiem.


Jak można dostać taką pracę? Wymagania formalne nie są duże. Zazwyczaj wystarczy wykształcenie średnie oraz jakiekolwiek doświadczenie w handlu. Nie, nie samochodami. Ja wcześniej handlowałem częściami samochodowymi. Ważna jest prezencja, zdolność mówienia w języku polskim oraz wygadanie. Czyli nieważne co wiesz, możesz mówić o właściwościach kartki papieru przez 30 minut, ale ważne, żebyś mówił to płynnie. Trzeba po prostu potrafić zagadać rozmówcę. Kolejna sprawa to pewność siebie. Nic nie wiesz na dany temat? Mów jakimiś ogólnymi frazesami, bylebyś się nie zacinał i tyle.

Jakie są warunki pracy? Podstawa + premia. Podstawa to zazwyczaj niski pułap w okolicy dwóch tysięcy na rękę, ale to zależy nawet nie od marki, a od dealera. Niektóry dostają minimum krajowe, inni dwa i pół tysiąca. Premię dostaje się prawie za wszystko. Za sprzedaż sztuki samochodu, za marżę, akcesoria, finansowanie itp. Składników jest tak wiele, że często sam się dziwię, że dostaję jakiś przelew. Wysokość premii? Jak jest kiepski miesiąc, to może to być 200-500 złotych, natomiast najlepsi dostają kilkanaście tysięcy złotych samej premii. Ale to jest tylko 1-2% handlorzy na kraj. Średnio można powiedzieć, że jest to 3500 złotych na miesiąc. Czy to dużo? Moim zdaniem jak na pracę bez wyższego, pracę gdzie fizycznie się nie zmęczysz, a i przy okazji możesz pojeździć fajnymi furami, jest to uczciwe. Do tego dochodzi telefon służbowy, z którego możesz też korzystać prywatnie, czasem trafi się też auto służbowe. Kiepsko jest niestety z możliwością awansu na stanowisko kierownicze, gdyż te mają bardzo wolną rotację.


Jak wygląda dzień pracy? Przychodzisz, zostawiasz swoją teczkę, jedzenie do biurka i coś do picia. W tej pracy bardzo dużo się mówi i praktycznie każdy handlorz na biurku ma wodę, kawę czy inną herbatę. Jak wygląda proces sprzedaży auta? Jak już porozmawiasz z klientem na salonie i wykonasz z nim jazdę testową (łącznie ~godzina), nadchodzi czas podjęcia decyzji. Przyjmijmy, iż jest pozytywna. Trzeba sporządzić umowę, co razem z trzema załącznikami trwa kolejne 30 minut, jeszcze tylko pójść do kasy wpłacić zaliczkę i to koniec tego etapu rozmowy z klientem. Ale jeszcze musimy sporządzić kalkulację transakcji dla kierownictwa, zamówić samochód oraz wysłać na serwis zlecenie doposażenia. Klient bierze samochód bez doposażenia? Nie szkodzi, bo i tak trzeba wysłać zlecenie na mycie i montaż ramek rejestracyjnych. Gdy samochód przyjdzie, trzeba go pokazać klientowi, przekazać mu fakturę, po której opłaceniu dajesz mu dokumenty do rejestracji, a gdy zarejestruje się samochód, można go przekazać na serwis. Bo nawet głupich ramek nie można przykręcić bez rejestracji samochodu. Taką normę wprowadziły przepisy WLTP. Gdy samochód jest już umyty i na salonie, można go wydać klientowi razem z przeprowadzeniem kompletnego instruktażu co i jak. Kolejna godzina. Łącznie ze wszystkimi papierami, dokumentami itp. załatwienie jednej sprzedaży od A do Z to około 8 roboczogodzin.

A jeśli po wizycie klient się nie zdecyduje? To zostaje dzwonienie do niego, pytanie się, czy już coś kupił, zapraszanie na jazdy testowe itp. Trzeba po prostu klienta „męczyć” aż nam albo definitywnie odmówi, albo kupi u nas samochód. Nie ma trzeciej drogi.


Najlepszy dzień w pracy dotychczas? Nie chcę zdradzić szczegółów, ale w weekend (sobota-niedziela) obsługiwałem pewną imprezę naszym sportowym modelem. W praktyce oznacza to dwudniowe upalanie służbowego auta z napędem na tył, przyśpieszeniem poniżej 5 sekund do setki i firmowym paliwie w towarzystwie grubych ryb biznesu i sportu na fotelu pasażera. Oczywiście, trzeba było uważać na niebieskich, których bardzo szanuję (sam się chciałem do nich dostać, brakło mi 2 pkt na liście rankingowej - kto jest w temacie, wie jak było blisko), ale uśmiech z twarzy nie schodził.

Jeśli chodzi o szkolenia, to ogólna zasada jest taka, że im większy koncern, tym bardziej na wypasie. Czyli taki alias Renault-Nissan upala samochody w Hiszpanii, a Suzuki ma do dyspozycji małą łąkę tylko w deszczowe dni. Ja akurat pracuję w dużym koncernie, lecz szkolenia mamy stacjonarnie – w Polsce. Zazwyczaj dwudniowe - pierwszy dzień to teoria, a drugi to praktyka. I właśnie drugi dzień jest zawsze najlepszy i nie dlatego, że możemy się wyszaleć na torze, ale profesjonalni instruktorzy uczą nas, jak się przy okazji nie zabić. Jak efektywnie ruszać spod świateł. Jak zawracając na ręcznym wkomponować się w miejsce parkingowe. Z punktu widzenia umiejętności jazdy są to naprawdę cenne szkolenia, które zapamiętuje się na całe życie. I nie chodzi tutaj, żeby upalać Golfa na ręcznym pod Tesco, lecz o umiejętność bezpiecznej jazdy. Nie uważamy się za bogów na drodze, ale doskonale wiemy, gdzie jakie auto ma limit. Zawsze gdy jadę nowym samochodem najpierw sprawdzam na jednym zakręcie gdzie ma limit i dopiero wtedy spokojnie nim mogę jeździć. Zasada jest prosta – jeśli piszczą Wam opony – to jedziecie wolniej, niż może to auto zrobić.


Czy poleciłbym tę pracę innym? Jeśli szukacie w miarę dobrej pracy bez wyższego wykształcenia, to owszem. Uważajcie jednak na jedno – musicie w jakikolwiek sposób lubić markę, w której chcecie pracować. Inaczej wypalenie zawodowe gwarantowane po 16 sekundach od podpisania umowy.

Jeśli macie jakieś pytania – odpowiadajcie. Postaram się KIEDYŚ MOŻE na nie odpisać.
41

Oglądany: 56233x | Komentarzy: 74 | Okejek: 251 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

04.08

03.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało