Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Rockowi artyści, którzy otarli się o śmierć na scenie

43 897  
117   23  
Życie gwiazdy muzyki i bożyszcza tłumów zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem przedwczesnego odwalenia kity. Okazji ku temu jest sporo – przesadzanie z dragami, seks z przygodnymi posiadaczkami wenerycznych niespodzianek, podtapianie się w morzu wódki. Czasem jednak Ponury Żniwiarz swoją ofiarę nawiedza podczas koncertu, gdy ta występuje przed wielotysięczną publicznością.

Wokalista The Exploited dostał ataku serca podczas występu

W 2014 roku legendarna grupa punkowa The Exploited ruszyła w trasę koncertową u boku m.in. Napalm Death i Hatebreed. Dobiegający sześćdziesiątki wokalista Wattie Buchan nigdy nie należał do osób oszczędzających się, więc i tym razem chciał dać z siebie wszystko. Niestety, jego stan zdrowia nie pozwolił mu spełnić tych ambicji.



Podczas koncertu w Lizbonie artysta w połowie występu opadł z sił, kucnął i przestał śpiewać. Wprawdzie po chwili dał radę podnieść się, jednak jego wygląd wyraźnie sugerował, że coś jest nie tak. Reszta zespołu momentalnie zakończyła koncert, a Buchan zawieziony został do szpitala.

https://youtu.be/t5rdZDH0Dx0
Okazało się, że stary punkowiec dostał na scenie ataku serca i musiał jak najszybciej trafić na stół operacyjny. The Exploited wycofało się ze swojego udziału w trasie koncertowej. Na szczęście po interwencji chirurgów i długiej rehabilitacji Wattie zdołał się pozbierać do kupy i wrócił do koncertowania.

Alice Cooper prawie umarł na stryczku

Zanim pierwszy blackmetalowiec pomalował sobie mordkę na wzór oblicza pucułowatej pandy, a Marilyn Manson wykonał na scenie swój debiutancki, obrazoburczy teatrzyk, dziadunio Alice Cooper zdążył już przetrzeć im szlaki. To on przerażał staruszki demonicznym makijażem, a jego koncerty były uroczym połączeniem muzyki i makabrycznego przedstawienia.

Jednym z kluczowych momentów tych występów było np. gilotynowanie piosenkarza, albo wieszanie go na stryczku. Ten ostatni numer został opracowany przez samego Jamesa Randiego – cenionego iluzjonistę oraz znanego obalacza zjawisk paranormalnych. Podsunął on pomysł zabezpieczania dyndającego na szubienicy artysty za pomocą fortepianowej struny sprytnie ukrytej przed oczami publiczności. Alice Cooper nie wpadł jednak na to, aby regularnie dokonywać przeglądu swojego kaskaderskiego sprzętu i raz na jakiś czas wymienić niektóre jego elementy na nowe.



W 1988 roku podczas koncertu Coopera na Wembley struna pękła, z wielkim impetem uderzając go w podbródek. Sznur jednak nie zacisnął się, tylko jakimś cudem prześlizgnął się po szyi muzyka, zostawiając mu na „pamiątkę” solidne poparzenie. Alice spadł z podestu i na moment stracił przytomność. Po chwili wrócił jednak do życia i kontynuował swój show. Naprawdę mało brakowało…

Thom Yorke uratowany przez nieco mądrzejszego od siebie fana

W 1993 roku zespół Radiohead, który w tamtym okresie grał całkiem energicznego, bezpretensjonalnego rocka, wystąpił na żywo przed należącym do MTV plażowym domkiem. Pod koniec wykonywania kompozycji „Anyone Can Play Guitar” wokalista Thom Yorke dał susa do basenu. Po chwili wygramolił się z niego i ociekając wodą poczłapał do mikrofonu, aby śpiewać dalej. Zanim zdążył go chwycić, jakiś przytomny fan kopnięciem zniechęcił go do tak bezmyślnego czynu.

https://youtu.be/0si0fB0lnow
Statyw wraz z mikrofonem wywrócił się, a zdezorientowanemu wokaliście parę chwil zajęło zrozumienie, czym jego dalsze śpiewanie mogło się skończyć…



Keith Moon wziął końską dawkę PCP i pawie skonał

Perkusista The Who nie stronił od chyba żadnej substancji psychoaktywnej i przez całą jego karierę zobaczenie go w stanie trzeźwości graniczyło z cudem. Do historii przeszedł koncert z San Francisco, który miał miejsce w 1973 roku. Przed wejściem na scenę zestresowany Keith Moon nafaszerował się potężną porcją środków uspokajających i popił je szklanką brandy. Piguły, które przyjął perkusista okazały się silnym psychodelikiem – PCP. Dawka jaką zarzucił Moon wysłałaby na orbitę dobrze upasionego słonia.



Nie od razu publiczność zorientowała się, że z Keithem jest coś nie tak. Nawet jak jego bębnienie wydawało się nieco nierówne nikt nie przejmował się tym, zapewne uznając, że muzyk napruł się jakimś alkoholem. Parę numerów przed końcem występu artysta był już wystrzelony w kosmos i nie tylko nie mógł już grać, ale i kłopot sprawiało mu samo siedzenie. Spoczął więc z twarzą na bębnie. Dopiero wtedy jego koledzy z zespołu zareagowali.

https://www.youtube.com/watch?v=3O-N8MZ9ilk
„Ożywimy naszego perkusistę, uderzając go w brzuch”, powiedział publiczności gitarzysta grupy - Pete Townshend. - „Jest zimny. Myślę, że na dobre odleciał. Pewnie zjadł coś, czego nie powinien był jeść. To najprawdopodobniej jakieś wasze tutejsze jedzenie… ”.
Za sceną, kiedy przywrócono Moona do życia, ten wbrew woli wszystkich tam obecnych wdarł się na scenę, gdzie usiłował uprawiać zapasy z Pete'em. Następnie niezdarnie wgramolił się za perkusję. Gdy już się tam usadowił, ktoś wstrzyknął mu w kostkę dawkę kortyzonu – środka dopingującego. To jednak nie pomogło. Po chwili Keith znów odpłynął. Tym razem przed publiczność już nie wrócił. Przez resztę koncertu jego miejsce za bębnami zajął 19-letni fan The Who – Scott Halpin.

Bill Berry i tętniak mózgu

Berry, muzyk uznawany za jednego z najlepszych współczesnych perkusistów, był członkiem zespołu R.E.M. od początku istnienia tej grupy, czyli od roku 1980. Po 15 latach kłopoty zdrowotne tego niezwykle utalentowanego (Bill grywał też na basie, gitarze, mandolinie, keyboardzie, a nawet wspomagał lidera grupy swoim głosem) muzyka spowodowały, że ten opuścił kapelę. Wszystko to przez bardzo niebezpieczne wydarzenie, które miało miejsce na początku marca 1995 roku, w chwili gdy R.E.M. dawało jeden z koncertów w Szwajcarii. Doszło wówczas do pęknięcia tętniaka w mózgu Berry’ego.



Muzyk miał ogromne szczęście, bo lekarzom udało się przeprowadzić operację, która uratowała mu życie. Mało tego. Bill zdołał nawet dokończyć trasę koncertową. Nagrał też ze swoim zespołem jeszcze jeden album. Wkrótce potem oznajmił, że przechodzi na emeryturę. Postawił jednak warunek – kapela miała dalej istnieć. Artyści zgodzili się, mimo że jak powiedział wokalista grupy, Michael Stripe - „Bez Billa R.E.M. to pies o trzech nogach”.

Patti Smith prawie złamała sobie kark!

Patti uznawana jest za artystkę, która wniosła do punk rocka powiew poetyckiej świeżości. Piosenkarka już na początku swojej kariery otarła się o śmierć, a w najlepszym wypadku – o trwałe kalectwo. W 1977 roku, czyli zaledwie parę lat od swojego debiutu przed publicznością, Smith występowała w mieście Tampa na Florydzie. W trakcie występu artystka zagapiła się i spadła ze sceny wprost na wylany pięć metrów niżej beton.



Po tym wypadku piosenkarka była niemalże sparaliżowana. Miała połamane kręgi szyjne i praktycznie nie mogła się ruszać. Dopiero pobyt w szpitalu i wielomiesięczna rekonwalescencja pod okiem lekarzy sprawiły, że Patti odzyskała pełnię swojej fizycznej sprawności.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
4

Oglądany: 43897x | Komentarzy: 23 | Okejek: 117 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

13.07

12.07

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało