Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Słodycze są niezdrowe, mówicie? W takim razie poznajcie historię ludzi, którym mordoklejki uratowały życie!

43 706  
176   22  
„Gdy życie daje ci cytryny, zrób sobie lemoniadę.” - to amerykańskie przysłowie niemalże dosłownie opisuje wydarzenia, które miały miejsce w 1950 roku, podczas Wojny Koreańskiej. W tym jednak wypadku to nie żółte cytrusy stały się głównymi bohaterami tej historii, ale cukierki znane u nas pod potoczną nazwą mordoklejek.
Tootsie Rolls to szalenie popularne w USA łakocie, które swoją konsystencją przypominają nieco karmelki albo cukierki toffi. W składzie tej słodkości znajduje się cukier, syrop kukurydziany, olej palmowy, kakao, skondensowane mleko i lecytyna sojowa. Ten obecny na amerykańskim rynku od 1907 roku wyrób cukierniczy nie tylko przyczynia się do otyłości i próchnicy wśród małoletnich mieszkańców Stanów Zjednoczonych, ale i znalazł swoje zastosowanie w armii. W czasie II Wojny Światowej taki właśnie kaloryczny łakoć stał się częścią podstawowej, codziennej racji żywnościowej każdego, jankeskiego żołnierza! Uznano bowiem, że ten pieruńsko słodki cukierek może służyć jako prawdziwa „pigułka energetyczna”.



Uwielbiany przez wszystkie amerykańskie pacholęta produkt odegrał też dość ciekawą rolę podczas Wojny Koreańskiej. I to czystym przypadkiem, który w każdej innej sytuacji mógł się skończyć prawdziwą katastrofą.

We wrześniu 1950 roku nastąpił amerykański desant na, pogrążoną w wojnie ze swoją komunistyczną siostrą, Koreę Południową. Wydarzenie to mocno zmieniło dalsze losy tego konfliktu i wkrótce ok. 90% tego kraju znalazło się pod okupacją wojsk ONZ. Prawdopodobnie Koreańska Armia Ludowa poddałaby się, gdyby nie gwałtowny zwrot akcji. 25 października 1950 chiński dyktator Mao Zedong postanowił zabrać swój głos w sprawie tej wojny i skierował do Korei Południowej zbrojną watahę złożoną z kilkuset tysięcy weteranów, a także robotników, chłopów, partyjnych fanatyków a nawet… pisarzy. Jedna z grup Armii Chińskich Ochotników Ludowych okrążyła liczący sobie 30 tysięcy żołnierzy, amerykański korpus. Ten, po wyczerpujących walkach ostatecznie przebił się do portowego miasta Hungnam, skąd udało się go sprawnie ewakuować. To prawdziwy cud biorąc pod uwagę, że liczba żołnierzy przeciwnika była czterokrotnie wyższa niż uciekające oddziały ONZ.



Nieprawdopodobne szczęście miał też rezerwowy oddział wojsk amerykańskich stacjonujący na wzgórzu Chang Jin. W chwili inwazji chińskich ochotników, w Koreę Południową uderzyła też wyjątkowo mroźna zima. Temperatury spadały do -25 stopni Celsjusza, co bardzo utrudniało sprawną ewakuację. Czołgi, ciężarówki i samochody terenowe, którymi poruszali się żołnierze były podziurawione od chińskich kul. Jednak nie tylko to doprowadzało da awarii tych maszyn. Trzaskający mróz sprawiał, że olej napędowy zamarzał w rurach paliwowych i te zaczęły pękać. Na domiar złego wojsko nie mogło się bronić przed atakami Chińczyków, bo skończyły się pociski do moździerzy.





Zdesperowani dowódcy zaczęli wysyłać radiowe komunikaty z prośbą o przesłanie zaopatrzenia. „Wyślijcie Tootsie Rolls!” - brzmiał komunikat. Takiego właśnie określenia używano jako nazwy amunicji do wspomnianych moździerzy. Zrzucenie uwięzionym towarzyszom zaopatrzenia nie było łatwe, bo wróg dysponował dość skuteczną obroną przeciwlotniczą. Na szczęście udało się! Po dłuższym oczekiwaniu z nieba posypały się skrzynie na spadochronach. Radość Amerykanów szybko jednak opadła, kiedy okazało się, że wewnątrz pojemników nie ma ani jednego pocisku tylko… niezliczona ilość cukierków Tootsie Rolls!



Cóż, najwyraźniej doszło do poważnego błędu w komunikacji. Telepiący się z zimna żołnierze w dalszym jednak ciągu posiadali uszkodzone pojazdy oraz puste moździerze. Swoje ostatnie chwile mogli teraz osłodzić sobie ulepkiem popularnych łakoci. I pewnie czekając na śmierć zjedliby wszystkie słodycze, gdyby nie przytomność jednego z mundurowych, który odkrył coś ciekawego. Otóż po paru minutach trzymania Tootsie Rolla w buzi, konsystencja cukierka stawała się miękka, trochę przypominająca klejącą się do podniebienia krówkę. Gdy taką masę przyłożyło się do pękniętej rury paliwowej w pojeździe, ta szybko zastygała na mrozie tworząc tym samym dość wytrzymałe spoiwo!



Wkrótce żołnierze upychali sobie w ustach potężne ilości karmelków i za ich pomocą poczęli uszczelniać uszkodzone wehikuły. Po pierwszych próbach wszyscy mieli już pewność – ten szalony pomysł okazał się zadziwiająco skuteczny!

W krótkim czasie większość dziur została załatana lepkimi smakołykami i armia mogła ruszyć w stronę wybrzeża. Rannych owinięto kocami i śpiworami, a następnie załadowano do ciężarówek, zwłoki poległych towarzyszy umieszczono w innych pojazdach. Nieboszczyków, dla których nie starczyło miejsca, pochowano. Umierający z zimna i głodu żołnierze przez kolejne, długie dni opychali się Tootsie Rollami, których w dalszym ciągu było pod dostatkiem. Ostatecznie udało im się dostać do Hungnam, skąd – razem z innymi członkami armii ONZ – zostali sprawnie ewakuowani.

Gdy więc kolejny raz usłyszycie, że słodycze są niezdrowe, to pamiętajcie o tysiącach ludzi, którym życie uratowały zwykłe mordoklejki!

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6
9

Oglądany: 43706x | Komentarzy: 22 | Okejek: 176 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

03.12

02.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało