Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Pojechałem do Gruzji, by pochodzić po Kaukazie - oto co widziałem i przeżyłem III

24 047  
135   10  
Zobacz, co działo się w poprzedniej części.

Niepewność jest źródłem dyskomfortu, może być nawet źródłem cierpienia. Nieokreśloność naszego losu była dla nas bardzo przygnębiająca.

l_1836840841a9120IMG_20180901_083358.jpg

Wizyta oficera prowadzącego naszą sprawę nie nastrajała nas optymistycznie. Nie mogliśmy zadzwonić do konsulatu ani ambasady. W zasadzie przesłuchującego nas sołdata interesowało tylko to, czy ktoś wie, gdzie się wybraliśmy i czy ktokolwiek będzie oczekiwał naszego powrotu. Na wieść o tym, że wynajmując namiot, zostawiłem w Kazbegach swoje prawo jazdy oraz dokładny przebieg trasy, żołnierz posmutniał. Stwierdził, że teraz to rzeczywiście ma problem i nie wie co z nami zrobić.

Okłamaliśmy go też, że mieliśmy umówioną taksówkę w Dolinie Truso i że na pewno gruzińskie władze nas poszukują, tym bardziej że korespondowałem z MSZ Gruzji w sprawie tej wyprawy, gdzie przesłałem planowane trasy i czasy przejścia. Z czarnych myśli wyrwała nas na chwilę wizyta "białego niedźwiedzia" oraz Czeczeńca, z którym przegadałem całą drogę na najdłuższym transporcie. Próbowali dodać nam otuchy, nawet sama rozmowa była jak haust świeżego powietrza.

l_18368375e7973a7IMG_20180831_131736.jpg

Za to strażnik (którego nazywaliśmy 4-literowym słowem zaczynającym się na "ch") na nasze prośby o łaźnię, wodę, cokolwiek odpowiadał nam - "przyzwyczajajcie się". Był wyraźnie niezadowolony, że musiał nas wpuszczać i wypuszczać te trzy razy dziennie, dawał nam to odczuć. Przytuleni do siebie spędzaliśmy godziny. Mieliśmy przy sobie tylko jedną książkę o konflikcie izraelsko-palestyńskim, którą przeczytałem przed wyjazdem, a w trakcie pobytu w celi przeczytałem kolejne 1,5 raza. Niestety Kindle nie przeżył tej wycieczki i obawiam się, że urządzeń elektronicznych nie pozwolono by nam mieć przy sobie.

Jeden dzień zasadniczo nie różnił się od drugiego, wczesny poranek wyglądał podobnie do późnego popołudnia. Do smrodu zaczęliśmy się powoli przyzwyczajać, do zaglądania do nas jak w zoo także. Wiedzieliśmy, że jeśli wyjdziemy cało z tej przygody, nic nie pozostanie takie samo.

l_1836836540c5e3aIMG_20180831_131733.jpg

W pewnym momencie przyszedł "prowadzący sprawę" i powiedział, że czeka nas wizyta w sądzie. Cholernie nas to ucieszyło. Najbardziej baliśmy się tego, że w Rosji i terenach jej podległych prawo jest tylko parawanem, którym można się posłużyć w wygodnych momentach. Prawa człowieka, mam wrażenie, tam nie istnieją. Z rozmowy z prowadzącym dowiedzieliśmy się, że ślady, którymi szliśmy, to były ślady kilkorga Gruzinów (także turystów), którzy zgubili się tydzień wcześniej. Mieliśmy trochę więcej szczęścia niż nasi poprzednicy, my nie odnieśliśmy z rąk żołnierzy żadnych fizycznych obrażeń.

Nie mogliśmy się doczekać "rozprawy", gdyż ona dawała nam szansę na wyjaśnienie naszego położenia i przecież musiała opierać się na prawie. Moim tłumaczem był sam minister MSZ, który tłumaczył z angielskiego moje zeznania. Chociaż formalnie odbywała się sprawa, to jak dowiedzieliśmy się później, nasze losy były już dogadane.

l_1836835be550c47IMG_20180831_131729.jpg

Zostaliśmy skazani na karę grzywny w wysokości kilku miesięcznych osetyjskich pensji plus oficer wziął jedną pensję jako "wziatkę". Otrzymaliśmy informację, że jeżeli dzisiaj uda nam się wymienić gruzińskie gele na rosyjskie ruble, to jeszcze tego samego dnia będziemy przekazywani władzom gruzińskim. Nie muszę chyba opisywać, jak bardzo nam zależało na sprawnym załatwieniu sprawy, całe szczęście okazało się, że mamy wystarczająco dużo gotówki.

Z naszym oficerem wdałem się w rozmowę przed i po rozprawie. Nie mógł uwierzyć w karty płatnicze, że wsadzam kartę w bankomacie w Tbilisi i wybieram pieniądze w ich walucie, że nie muszę mieć wcześniej dolarów, który wymieniałbym później w kantorze, albo że mogę po prostu płacić w każdym sklepie, praktycznie na całym świecie, tam gdzie jest terminal do płatności. Mieliśmy też czas na rozmowę o osetyjskich wierzeniach, świętych drzewach i kamieniach.

l_1836834b69dfc8aIMG_20180831_131720.jpg

Niesamowite podniecenie czułem, gdy wsiadaliśmy do wojskowego UAZ-a, który nas zawoził do tymczasowej granicy konfliktu między Osetią a Gruzją. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, był już późny wieczór. Droga była cała w betonowych zaporach przeciwczołgowych, wysokich na kilka metrów i szerokich na około 10 metrów, ustawionych na zakładkę. W odległości około kilometra widać było wiele niebiesko-czerwonych migoczących świateł, które oświetlały korony drzew.

Nagle przy naszym aucie zatrzymał się trudny do zidentyfikowania cywilny SUV, z którego wyszło 5 żołnierzy - prawdopodobnie Specnazu. Zarepetowali karabiny i zaczęli się ustawiać tak, by osłaniać dwóch oficerów, którzy szli z nami. Jeden z "komandosów" pytał się po polsku, czemu będąc w tylu krajach, nigdy nie byliśmy w Rosji. Darowałem sobie odpowiedź, przecież za chwilę będziemy wolni! Na pytanie skąd zna tak dobrze polski, odpowiedział, że z Legnicy.

l_1836833ea98b655IMG_20180830_155616.jpg

Nam kazano iść z przodu, dwóch oficerów z odbezpieczoną bronią krótką szło za nami, a po bokach zapór ustawiali się żołnierze z karabinami, którzy przemieszczali się, by być tuż-tuż za plecami swoich rodaków. Wtedy też dotarło do mnie dobitnie, jak dużo mieliśmy szczęścia i jak poważna to była sytuacja. Wiedzieliśmy, że jeżeli zacznie się strzelanina, to my będziemy dokładnie między Rosjanami i Gruzinami.
Nagle widzimy, że z drugiej strony idzie dwóch oficerów z gruzińskimi flagami na ramionach. Byliśmy już tak blisko wolności...

Przekazano nasze paszporty, panowie zamienili ze sobą kilka kurtuazyjnych słów.

Zanim przeszliśmy ten kilometr, zrobiło się już całkowicie ciemno, światła policyjnych aut robiły się coraz bardziej wyraźne i wytwarzały kolorową migoczącą łunę. Mieliśmy ogromne szczęście, że rosyjski wywiad dogadał się z gruzińskim. Do końca życia będę wdzięczny Gruzji za wysiłek, który włożyła w nasze uwolnienie. Po drugiej stronie drogi przywitał nas oficer wywiadu gruzińskiego, który przeprosił nas za wszystkie nieprzyjemności, które nas spotkały. Czekały na nas karetka, Helsińska Fundacja Obrony Praw Człowieka, komandosi, policjanci i kto tam jeszcze. Migoczących światłami aut policyjnych oraz tych cywilnych SUV-ów z przyciemnionymi szybami było tyle, że trudno by było je policzyć. Spytano nas, czy jesteśmy cali, czy byliśmy torturowani i czy wymagamy pilnej interwencji lekarskiej.

l_1836831907131ebIMG_20180829_191501.jpg

O dziwo, nie było nikogo z przedstawicielstwa naszego cudownego kraju. Zdałem sobie sprawę, że byliśmy tak samo śmierdzący, jak i szczęśliwi, ale tak szczęśliwi, że nasz własny odór się nie liczył. Gruzińscy policjanci zaprosili nas do swojego olbrzymiego amerykańskiego forda pickupa i zawieźli nas do pobliskiego miasta, gdzie mieliśmy być przesłuchani przez gruzińską policję. Zanim dojechaliśmy na miejsce, zatrzymali się po drodze, by kupić nam coś do jedzenia, bo jak spytali się kiedy ostatnio coś jedliśmy, to trudno było znaleźć nam jednoznaczną odpowiedź.

Cholernie zmęczeni, brudni, ale wolni - jak to pysznie smakowało!

Po drodze uruchomiłem telefon, wyspało się multum wiadomości. Wszystkie trywialne, banalne, a przez to wspaniałe. Nikt z naszych bliskich w Polsce nie wiedział, co nas spotkało.
"Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie". Okazało się później, że na tej całej wyprawie nie byliśmy sami. Był z nami ktoś jeszcze, kto? Dowiecie się za chwilę.

Dojechaliśmy do przeszklonej komendy gruzińskiej policji, gdzie opowiadałem wszystko mniej więcej tak jak Wam.

l_1836830a97255dfIMG_20180829_180138.jpg

Trwało to dość długo, do mniej więcej 3 w nocy. Policjant, rosły Gruzin, zaoferował nam podwózkę do Tbilisi, gdzie mieliśmy znaleźć nocleg. Nie było to takie łatwe, myliśmy się 9 dni wcześniej i wyglądaliśmy jak obszarpańcy. Policjant był w cywilu z pistoletem przełożonym przez pasek, więc raczej nie wzbudzaliśmy zaufania.

Wreszcie udało się znaleźć hotel, w którym mimo dziwnej pory zaproponowano nam nocleg. Po kliku minutach pani z obsługi przyszła do nas i poprosiła o płatność z góry. W zasadzie to rozumieliśmy podejrzenia o niewypłacalność, wyglądaliśmy naprawdę źle. Zostaliśmy już do końca wyjazdu w Tbilisi, gdzie mieliśmy czas, przy najlepszym gruzińskim winie i pysznej miejscowej kuchni, ochłonąć i odpocząć.

Ta wyprawa nas zmieniła, to jest pewne, według mnie na lepsze.

l_1836829393bfc18IMG_20180829_144915.jpg

Wcześniej mieszkaliśmy ze sobą, ale ja po doświadczeniach z poprzedniego związku zawsze trzymałem lekki dystans, by w razie czego nie znaleźć się w miejscu, w którym nie chciałem być ponownie. Wszystkie te ekstremalne sytuacje spowodowały, że wszystkie moje mury obronne i maski opadły. Dowiedziałem się, że z dziewczyną, z którą przeżyłem tę przygodę, chcę przeżyć całe życie. Mało tego, nie znam żadnej niewiasty, która dałaby radę psychicznie i fizycznie tak jak dała radę ona. Z kimkolwiek innym ta przygoda mogłaby być koszmarem, a z nią była to przygoda mojego życia.

To było od losu jak pogrożenie palcem: weźcie się poważnie za siebie, za życie, to nie czas na głupoty. Każda z rzeczy, która się wydarzyła, była niezbędna do tego, żebyśmy byli w tym miejscu w życiu, gdzie jesteśmy. Po powrocie do Warszawy pomyśleliśmy o kupnie własnego mieszkania i nieśmiało rozpoczęliśmy planować nasz ślub. Plany ślubne jeszcze co prawda nie zostały zrealizowane, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Ślub został przełożony na dalszy termin z ważnego powodu. Jeszcze we wrześniu dowiedzieliśmy się, skąd wziął się wstręt do alkoholu mojej najdroższej. Trzecią osobą, która przeżyła całą naszą przygodę był chłopiec, który dzisiaj jest najsłodszym dzieckiem na ziemi.

l_18368480ec09c99IMG_20180828_170419.jpg

Nie wiem tylko, czy to dobrze wróży, że jeszcze zanim przyszedł na świat, to już siedział w więzieniu, ale z drugiej strony ile bobasów może pochwalić się nocowaniem na wysokości prawie 4000 metrów, i to podczas gwałtownej burzy? Nie możemy się doczekać, kiedy polecimy do Gruzji, z najmłodszym polecimy do Tbilisi. Jak młody trochę podrośnie i będzie go można zostawić dziadkom, czekają na nas dwoje kolejne góry, pagóry, wierchy i granie w najpiękniejszym miejscu na ziemi - na Kaukazie.

Przedstawiłem Wam całą historię, tak jak ją pamiętam. Tutaj ta sama historia ujęta w notatce prasowej.

8

Oglądany: 24047x | Komentarzy: 10 | Okejek: 135 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

05.08

04.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało