Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Kilkadziesiąt lat temu samoloty pasażerskie wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiaj. Chyba jednak dobrze, że tyle się zmieniło

53 750  
244   41  
Kiedy loty pasażerskie zaczęły byś bardziej powszechnie dostępne, wydawało się, że nie ma takich przeszkód, których nie bylibyśmy w stanie pokonać. Samoloty uchodziły za bramę do lepszego świata (czasem nawet dość dosłownie…). Zerknijmy więc w przeszłość i sprawdźmy, jak to się kiedyś latało.

#1. „Przemiana paliwa lotniczego w hałas”

183213962107d4a1.jpg

To, co dobiega do uszu pasażerów dzisiejszych samolotów, można uznać co najwyżej za „lekko przygnębiający szum”… Chyba że na pokładzie znajduje się akurat dużo małych dzieci i ich niczym się nieprzejmujących rodziców – ale to inna historia. Same maszyny dla pasażerów w środku są generalnie ciche. Zupełnie inaczej było przed laty, kiedy silniki turbowentylatorowe nie były jeszcze stosowane. W rezultacie hałas generowany przez Boeinga 707 porównywalny był do odgłosu dziesięciu współczesnych odrzutowców startujących jednocześnie! Vickers VC10, z czterema silnikami odrzutowymi na tyle, określany był mianem maszyny do zamieniania niezwykle drogiego paliwa lotniczego w hałas.

Samoloty złotej ery latania miały znacznie więcej mocy niż byłoby to dzisiaj potrzebne, bo lotniska były przystosowane do obsługi mniejszych maszyn napędzanych śmigłem. Stąd potrzebne było wygenerowanie ogromnej siły ciągu, by na krótkim pasie oderwać większą i cięższą maszynę od ziemi. Druga rzecz – projektując samoloty, nie zastanawiano się, czy będą latać głównie w tropikach (gorące rozrzedzone powietrze) czy np. na europejskich nizinach (zdecydowanie mniejsze wymagania). Zakładano odgórnie, że każda maszyna musi sprostać najtrudniejszym warunkom. Tak naprawdę dużo zmieniło się dopiero wraz ze spopularyzowaniem Boeinga 747, zdolnego zabrać na pokład 2,5x więcej pasażerów niż 707. To na jego przypadku uznano, że dalsze zwiększanie mocy mija się z celem i trzeba po prostu wydłużyć pasy startowe.

#2. Latająca komora gazowa

1832140aa20c4372.jpg

Przed kilkudziesięcioma laty zakaz palenia – w samolocie czy gdziekolwiek indziej, gdzie obecnie nikomu rozsądnemu nawet nie przyjdzie do głowy sięgać po papierosa – byłby nie do pomyślenia. Paliło znacznie więcej osób, a w niektórych grupach praktycznie wszyscy – zresztą papierosy uchodziły bez mała za rozrywkę klas wyższych. Podobnie jak latanie samolotami w początkowej fazie podniebnych podróży. W teorii w każdej maszynie wydzielone były dwie strefy dla niepalących. W pierwszych rzędach pierwszej klasy i w pierwszych rzędach klasy drugiej.

I wszystko byłoby w porządku – lub chociaż prawie w porządku – gdyby nie wymuszony obieg powietrza prowadzący od przodu do tyłu samolotu. Powodował on, że niepalący w pierwszej klasie byli jedynymi mogącymi cieszyć się czystym powietrzem. Ci w klasie drugiej skazani byli na dym napływający z przodu. Strefa dla niepalących nie oznaczała więc bynajmniej strefy wolnej od dymu. Mówi się, że na samym końcu samolotu było już tak gęsto, że pasażer ledwo był w stanie dostrzec fotel przed sobą.

#3. Było drogo. Bardzo drogo

1832141cadabe933.jpg

Dzisiaj – w sprzyjających czasach, oczywiście – latanie samolotami nie stanowi już tak ogromnego wyzwania finansowego. Popularność linii niskokosztowych na krótszych trasach sprawiła, że nawet tradycyjne linie obsługujące dalsze połączenia zaczęły nieco inaczej patrzeć na swoją politykę cenową. A jak było dawniej? Za miejsce w drugiej klasie na stosunkowo krótki lot z Paryża do Londynu trzeba było zapłacić około 50 funtów. Nic wielkiego? Niby nic – według dzisiejszych standardów. Warto jednak wziąć pod uwagę fakt, że ówczesne przeciętne zarobki roczne oscylowały wokół 2 tys. funtów! Dla porównania dzisiaj w Wielkiej Brytanii mediana rocznych zarobków nieco przekracza 30 tys. funtów. Dawne pięć dych i dzisiejsze to dwie zupełnie różne rzeczy.

Latali więc bogaci i ci, którzy za bogatych chcieli uchodzić (niektóre linie oferowały usługę sfotografowania pasażera na tle ogona samolotu z logo przewoźnika, by mógł on później przed znajomymi udowodnić, że faktycznie leciał samolotem!). Kiedy skończyło się to wariactwo? Na przełomie lat 60. i 70., kiedy Boeing wypuścił na rynek model 747 (pierwszy lot miał miejsce w lutym 1969 r.). To wówczas okazało się, że miejsca w przestworzach wystarczy dla wszystkich, a latanie – wraz ze stopniowym spadkiem cen – przestało być aż tak elitarną formą podróżowania jak na początku.

#4. Bezpieczeństwo? A co to takiego?

1832142668a3a4d4.jpg

Dzisiaj ryzyko związane z lataniem samolotami jest minimalne, ale na dotarcie do tego etapu potrzebne było naprawdę sporo czasu. Pierwsze odrzutowe samoloty pasażerskie nie zachwycały stabilnością lotu, Boeing 707 niemal dosłownie „zamiatał ogonem”, co przy nieuwadze pilota, który odpowiednio szybko kontrowałby niechciane ruchy, mogło łatwo doprowadzić do katastrofy. Stosowane w dawnych maszynach materiały zużywały się przedwcześnie, stanowiąc kolejne zagrożenie. Brakowało zaawansowanych przyrządów nawigacyjnych, a nawet urządzeń do określania warunków atmosferycznych przed samolotem. Wyruszając w drogę, pilot nie wiedział, co czeka go na trasie. W skrajnych wypadkach mogło dojść nawet do zderzenia dwóch samolotów w powietrzu! I wcale nieprzypadkowo dawne samoloty miały po cztery silniki.

Była też jeszcze jedna kwestia, z punktu widzenia dzisiejszych norm absolutnie nie do wyobrażenia. Kabina pilotów była przez cały czas otwarta, tak aby mogły do niej zaglądać wysłane w podróż dzieci, podobnie jak co bardziej majętni pasażerowie. Co to oznaczało? Ni mniej, ni więcej to, że do kabiny mógł dostać się każdy zdeterminowany obywatel. I chociażby domagać się zmiany punktu docelowego, argumentując prośbę na różne, niekoniecznie demokratyczne sposoby.

#5. Rozrywki mocno szowinistyczne

18321439e556c4d5.jpg

W tzw. złotej erze latania nikt nie myślał o oglądaniu filmów na pokładzie samolotu, bo po prostu nie było technologii, która by na to pozwalała. Główną rozrywkę stanowiły więc stewardessy – zawsze kobiety, poniżej 32 roku życia, wolnego stanu cywilnego oraz… atrakcyjnej prezencji. Latali w większości mężczyźni, dla feministycznych postulatów w samolotach nie było miejsca. Niemal wszystkie linie lotnicze zdążyły wejść w XXI wiek i całkowicie zmienić swoje podejście do zawodu stewardessy, chociaż zdarzają się wyjątki jak Singapore Airlines, gdzie personel pokładowy ma przede wszystkim cieszyć oczy (i wkurzać feministki). W starych dobrych(?) czasach podczas lotów jedzono, pito, palono, grano w karty i flirtowano ze stewardessami. I jeszcze jedno – rozmawiano z innymi pasażerami. Coś, co dzisiaj uchodzi może nie tyle za nietakt, co na pewno za ekscentryzm.

#6. Rękaw do terminala albo podwózka autobusem? Nie ma tak lekko

183214457b4979a6.jpg

Dzisiaj przemieszczanie się pasażerów po płycie lotniska ograniczone jest do minimum. Ze względów bezpieczeństwa, ale zapewne też i przez lenistwo – bo po co iść kilkadziesiąt metrów pieszo, kiedy można zostać odwiezionym autobusem pod same drzwi terminala. W przeszłości zarówno bezpieczeństwo, jak i wygody traktowano nieco inaczej. Najkrócej mówiąc – tam, gdzie samolot się zatrzymał, tam pasażerowie wysiadali na płytę, a następnie drałowali do terminala. Pogoda, odległość i inne takie nie miały znaczenia.

A co w terminalu? Klimatyzacja albo ogrzewanie, zależnie od lotniska? Żadnych takich, chyba że w minimalnym zakresie. A od wyjścia z samolotu do formalnego zakończenia lotu potrafiło upłynąć sporo czasu. Dzisiejsze odprawy, kontrole bagażowe i pozostałe procedury przebiegają niemal doskonale sprawnie! Nie wspominając nawet o luksusie podróżowania w strefie Schengen.

#7. To było doświadczenie

18321450dd8fc2f7.jpg

Lot idealny według współczesnych standardów? Taki, o którym można jak najszybciej zapomnieć – bo nie wydarzyło się nic nieprzewidzianego, samolot bezpiecznie dotarł do celu, a turbulencji nawet nie dało się zauważyć. W przypadku lotów masowych, w czasach kiedy to po prostu typowo utylitarny sposób przemieszczania się, nie ma miejsca na żadne szczególne doświadczenia. Chyba że zapłaci się krocie za wynajem prywatnej loży. Dawniej – w latach 50. i 60. – lot samolotem był czymś więcej. Był doświadczeniem – niemal takim, jakim dzisiaj są komercyjne loty suborbitalne. Czymś tak niezwykłym, o czym warto było opowiedzieć znajomym.

Zamiast kanapek z makulatury po trzydzieści złotych serwowano nieograniczone dolewki wina, a linie lotnicze prześcigały się w szukaniu sposobów na to, by jeszcze bardziej umilić swoim pasażerom podróż. Wiele się od tego czasu zmieniło, latanie samolotem przestało być przygodą. Stało się codziennością. Nie sposób winić przewoźników za to, że „teraz jest gorzej”. Taka po prostu kolej rzeczy.

Za to "złota era latania" pozostaje czymś, co jedni wspominają z rozrzewnieniem (to se ne vrati, pane Havranek), inni zaś… kwestionują od samego początku, twierdząc że coś takiego w ogóle nie istniało. Tak czy inaczej wiele wskazuje na to, że również latanie, do jakiego przyzwyczailiśmy się w ostatnich latach, odejdzie do historii. Przynajmniej na jakiś czas – i to kolejna zmiana, którą wymusiły na nas okoliczności, a na którą nie mamy praktycznie żadnego wpływu.
10

Oglądany: 53750x | Komentarzy: 41 | Okejek: 244 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

27.11

26.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało