Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Dalajlama pracował dla CIA, rządy nas szpiegują, a chemikalia dodawane do wody zamieniają żaby w gejów! - 5 teorii spiskowych, które okazały się (trochę) prawdziwe

79 473  
144   68  
„Obudźcie się! Otwórzcie oczy! Ziemia jest wklęsła!”. W ostatnim czasie z dość mieszanymi uczuciami obserwujemy prawdziwy wysyp spiskowych teorii. I chociaż zazwyczaj te idiotyczne wysr#wy zasługują co najwyżej na obśmianie, to czasem warto zadać sobie pytanie: a co jeśli to my jesteśmy w błędzie, a autorzy niestworzonych historii o iluminatach, chemtrailsach i pandemii roznoszonej przez nadajniki 5G mają rację?
Zanim dasz mi antyoklejkę i rzygniesz uszczypliwym komentarzem, nazywając mnie foliarskim płaskoziemcą, wiedz, że moje obawy nie wynikają z tego, że zamiast dobranocki mama włączała mi filmiki z żółtymi napisami, a stary czytał mi Dänikena do poduszki. Tak naprawdę wystarczy bowiem dać nura w historię, aby przekonać się, że niekiedy brzmiące jak wypociny paranoików z dużą wyobraźnią teorie okazywały się prawdą.


Anti-Conspiracy Theorist Article Unwittingly Trolls Itself

Kim są wspomniani we wstępie foliarze?

W najprostszym skrócie takim określeniem można by się posłużyć do nazwania każdego człowieka, który pogardza oficjalnymi kłamliwymi mediami i podręcznikami akademickimi, a swoją wiedzę o świecie czerpie z blogów typu Wolne Media, Prison Planet czy Zmiany na Ziemi, youtubowych wyklętych ekspertów kręcących pełne dramatyzmu filmu o tym, jak manipulują nam rządy, BigPharma, Bill Gates i opłaceni przez nich naukowcy, próbując wspólnie zdepopulować świat z pomocą przymusowych szczepionek. Do "oświeconych", którzy ten plan przejrzeli dołączyli ostatnio liczni dietetycy, coachowie, trenerzy personalni, także tzw. koksy. W przypadku tych ostatnich dziwi jednak ich panika przed zastrzykiem z ratującą życie szczepionką, skoro sami od lat każdy dzień zaczynają od sterydowego strzała w udo.
Okazuje się, że najbardziej radykalne z osób paranoicznie wierzących w istnienie elektromagnetycznej broni, którą to rządy będą „prać” ludzkie mózgi, decydują się na noszenie wykonanych z folii aluminiowych czapeczek.
Warto nadmienić, że tego typu nakrycie czaszki nie jest wcale wynalazkiem współczesnym. Już w 1927 roku brat autora „Nowego, wspaniałego świata”, Julian Huxley pisał w swoim opowiadaniu SF „The Tissue-Culture King”:
„Odkryliśmy, że metal stanowi dobrą blokadę dla efektu telepatycznego i przygotowaliśmy dla siebie rodzaj cynowej ambony, za którą moglibyśmy stać podczas przeprowadzania eksperymentów. To, w połączeniu z czapkami z folii metalowej, ogromnie zmniejszyło wpływ promieniowania na nasze organizmy”.
Chociaż określenie „foliarz” dotarło do nas stosunkowo niedawno, to w amerykańskiej kulturze popularnej wizerunek nawiedzonego psychola z aluminiową czapką zakrywającą głowę ma się dobrze od tak dawna, że nikomu nie przeszkadza, że pierwsze "czapki" powstały w lata 50. XX w., kiedy w kuchni stosowano jeszcze folię cynową ("Tin foil hat"). Mimo że w większości przypadków zakładanie sobie „sreberka” na łeb ma charakter ironiczny, to ciągle sporo osób ciągle wierzy w to, że taki wynalazek skutecznie ochroni je przed np. śmiercionośnym działaniem nadajników 5G!

Dobrego przykładu wcale nie trzeba daleko szukać. Całkiem niedawno pewien przedsiębiorczy Polak dzięki serwisowi crowdfundingowemu zgromadził ponad 20 tysięcy złotych na produkcję zabezpieczających przed promieniowaniem mikrofalowym czapek wykonanych „ze specjalistycznego, kosztownego materiału”.


No, dobra. Teraz, kiedy już wyjaśniliśmy sobie kim są foliarze, możemy przejść do nierzadko głoszonych przez nich teorii, co to brzmią niczym majaki gorączkującego schizofrenika, a które okazały się całkiem prawdziwe.

#1. Dalajlama pracuje dla CIA!

Brzmi to równie niedorzecznie, jak historie o hollywoodzkich sektach składających ofiary z noworodków. A jednak to prawda! Obdarzony dobrotliwym uśmiechem Tenzin Gjaco, czyli XIV Dalajlama, miał w latach 60. otrzymywać od amerykańskiego wywiadu miesięczną „pensję” w wysokości 160 tysięcy dolarów!
Tak w każdym razie wynika z odtajnionych jakiś czas temu dokumentów rządowych. Współpraca z duchowym i politycznym przywódcą Tybetu miała być częścią szeroko zakrojonej akcji wymierzonej w komunistyczne Chiny, które to zaanektowały to państwo w 1951 roku.


Pieniądze, które Amerykanie regularnie pompowali w Tybet, przeznaczano na wspieranie operacji ruchu oporu oraz trenowanie rebeliantów. Prawdopodobnie część tych środków będący od 1959 roku na emigracji Dalajlama wydał też na utworzenie biura w Genewie oraz międzynarodowe działania propagandowe.
Program, którym CIA objęło Tybet trwał 10 lat i był częścią większego przedsięwzięcia mającego na celu osłabić działania komunistycznych rządów na całym świecie, w tym i na terenie byłego Związku Radzieckiego.

Wzorowy foliarz uznałby, że CIA opłacało wszystkich przeciwników komunizmu, łącznie z twoim dziadkiem drukującym w latach 70. pokątnie antyrządową bibułę. Tak jednak nie było, a w tym wypadku finansowanie tybetańskiej opozycji stanowiło część większego, wymierzonego w Chiny, programu zwanego ST Circus.
Źródło: New York Times

#2. Woda sprawia, że samce żab stają się gejami!

Kojarzycie Alexa Jonesa? Toż to naczelny amerykański ultraprawicowy foliarz – gość, który w swoich programach ma w zwyczaju przedstawiać widzom historie, od jakich nawet najbardziej odklejonym miłośnikom spiskowych teorii zrobiłoby się słabo.


Jedną z takich sensacji podzielił się ze światem w 2010 roku, kiedy to nawiązał do faktycznie prowadzonych parę dekad temu planów stworzenia broni, która to czasowo zmieniałaby orientację seksualną żołnierzy i wzmagała ich libido. O ile jednak stworzenie tak zwanej „gej-bomby” skończyło się jedynie na hipotezach i niespełnionych planach wydania 7,5 miliona dolarów na taki projekt, to już rewelacje Jonesa brzmiały bardzo poważnie:
„Powodem, dla którego żyje tak wielu gejów jest zmasowana chemiczna operacja!”
- grzmiał w swoim programie Alex.
„Jestem w posiadaniu dokumentów, z których wynika, że rząd za pomocą tych preparatów planuje zachęcić ludzi do homoseksualizmu. Im chodzi o to, aby nie rodziło się zbyt wiele dzieci!”.

Jakiś czas później Jones sugerował, że chemikalia dodawane są do wody pitnej, a dowodem na to jest pojawienie się w USA całej populacji gejowskich… żab. Niestety dziennikarz nie posiadał żadnych dowodów na potwierdzenie tych rewelacji. Zresztą, kto normalny w ogóle by ich oczekiwał?


Tymczasem okazuje się, że w skrajnie idiotycznej teorii Jonesa jest ziarnko skrzek prawdy. W opublikowanym przez Uniwersytet Kalifornii podsumowaniu badań nad wpływem atrazyny (związku chemicznego wykorzystywanego do zwalczania chwastów na uprawach kukurydzy) przeczytać można było, że środek ten poważnie zaburza równowagę hormonalną w organizmach samców żab i sprawia, że te… zmieniają płeć. Żeby było mało – zaczynają one kopulować z innymi samcami, a nawet są zdolne składać jaja!

Czy zatem możliwe jest stworzenie substancji, która wzorowego, napakowanego testosteronem heteryka zmieniłaby w piszczącą, wrażliwą ciocię? Biorąc pod uwagę, że biologicznie jesteśmy tak odlegli od żabiego rodu jak urocze pląsy Zenka Martyniuka od pompatycznych brzmień Wagnera, śmiem twierdzić, że niekoniecznie.
Źródło: CNBC

#3. Lekarze zabijają zamiast leczyć!

Pewnie nieraz słyszeliście, że Big Pharma do spółki z pozbawionymi skrupułów lekarzami prowadzi na chorych, zdesperowanych ludziach eksperymenty. Cóż, chociaż wierzę, że dzięki aspirynie łatwiej poradzę sobie z przeziębieniem, a niebieska tabletka pomaga mojemu sąsiadowi zaspokajać jego szanowną małżonkę, to również i w powyższej teorii jest było nieco prawdy. Poznajcie wymyślony przez amerykańskich doktorów Mengele eksperyment w Tuskegee.


W 1932 roku do miejscowości o tej nazwie przybyli lekarze, aby zająć się jej chorymi na kiłę czarnoskórymi mieszkańcami. Wytłumaczono im, że wezmą oni udział w eksperymentalnej terapii, podczas której będą otrzymywali jedzenie za darmo, a w przypadku gdyby kuracja zawiodła, ich rodziny miały otrzymać po 50 dolarów „odszkodowania”.


Chociaż w momencie rozpoczęcia tego projektu dostępne były już bazujące na arsenie leki, które skutecznie radziły sobie z kiłą, to lekarze celowo podawali swoim pacjentom nieskuteczne środki, aby doprowadzić ich do agonalnego stanu i móc dokładnie udokumentować przebieg choroby – od jej początkowego stadium, aż do śmierci „obiektu badań”. Oprócz zmian, jakie syfilis wywołuje w ludzkim ciele, członkowie Amerykańskiej Publicznej Służby Zdrowia pragnęli porównać przebieg tej choroby u osób białych i Murzynów.
Pod koniec lat 40. na rynku dostępny już był najbardziej skuteczny lek na kiłę – penicylina. Mimo to eksperyment trwał aż do 1972 roku!

Czy zatem oznacza to, że idąc do lekarza po receptę na lek przeciw hemoroidom staniemy się obiektem badań nad możliwością zainstalowania człowiekowi nadajnika satelitarnego w okrężnicy? Raczej marne szanse.

Badania w Tuskegee było pokłosiem panującego w USA rasizmu, kiedy to czarni w dalszym ciągu traktowani byli jako nieco bardziej rozwinięte małpy. Badanie zakończyło się wielką aferą po tym, jak szczegóły tych nieetycznych eksperymentów opublikowano w „Washington Star”. Sprawa zakończyła się wytoczeniem amerykańskiemu rządowi procesu z powództwa cywilnego. Na mocy ugody władze zmuszone były wypłacić potomkom uczestników tych badań 10 milionów dolarów.
Najważniejszym jednak rezultatem nagłośnionego skandalu było to, że władze wprowadziły tzw. National Research Act - regulacje, na mocy których organy rządowe miały odtąd nakaz rozpatrywania i zatwierdzania każdego badania medycznego, w którym miano prowadzić doświadczenia na ludziach.

#4. Rządy nas szpiegują!

Większość osób, które pożerają teorie spiskowe razem z jajecznicą i poranną kawą jest święcie przekonana, że nasza prywatność nie istnieje, a władze korzystają ze wszystkich sposobów, aby inwigilować każdy nasz ruch. Nie ma znaczenia, czy jest to przeczesywanie prywatnych konwersacji, które prowadzimy przez telefony komórkowe, czytanie zawartości skrzynek mailowych, czy nasłuchiwanie intymnych czynności za pomocą szklanki przyłożonej do drzwi wejściowych domostw obywateli.


I tu niestety wątpliwości nie ma. O tym, że władze faktycznie trochę za bardzo interesują się nami wiemy dzięki pozarządowej amerykańskiej organizacji Electronic Frontier Foundation, która od 1990 roku nagłaśnia każdy przypadek łamania tak podstawowego prawa obywatelskiego jak nasza prywatność i swoboda wypowiedzi. I tak na przykład w samym tylko 2016 roku rząd USA wysłał do kierownictwa portalu społecznościowego Facebook 49 868 próśb o uzyskanie szczegółów prywatnych rozmów i danych personalnych jego użytkowników. Podobne żądania spełnić musiał też serwis Google, który dostał 27 850 takich próśb oraz Apple (9 076 przypadków).

Czy to oznacza, że waląc gruchę do lesbijskiego porno obserwowany jesteś przez zafascynowanego tym widokiem ministra sprawiedliwości? Jeśli istniałoby podejrzenie, że majstrujesz przy rozporku oglądając filmy z małymi dziećmi, to jest to prawdopodobne. Zatem owszem - możesz obawiać się, że władze szpiegują cię tylko wtedy, gdy masz coś na sumieniu. Dzisiaj w Polsce zarówno policja, jak i prokuratura z łatwością uzyskają dane właściciela numeru IP, który grzeszył w internecie. Spokojnie jednak - twoje życie jest tak nudne i pozbawione nielegalnych wyskoków, że prawdopodobnie nikomu z wymiaru sprawiedliwości nie będzie się chciało tracić czasu na pisanie podań do Marka Zuckberga o dostęp do twojego Messengera.
Źródło: Sonic

#5. Kanadyjczycy zbudowali gej-radar!

Wyobraź sobie urządzenie, za pomocą którego bez trudu wyłapiesz z tłumu obywateli jednostki lubiące męskie worki oraz te, które skłaniają się bardziej ku cyckom. No, dobra – pytanie tylko, do czego ci ta wiedza potrzebna.
Wygląda jednak na to, że znajomość seksualnych preferencji obywateli była szczególnie istotna dla kanadyjskich władz, które w latach 60. ubiegłego wieku uznały, że najwyższy czas pozbyć się z armii „ciepłych” żołnierzy. Przy okazji planowano też zrobić taki przesiew w szeregach policji. I chociaż sam pomysł skonstruowania gej-radaru wydaje się być kolejnym nonsensem wyciągniętym ze znalezionego na YouTubie filmiku z żółtymi napisami, to urządzenie nazwane „Fruit Machine” faktycznie zostało opracowane. Za projektem tym stał Frank Robert Wake – psycholog z Uniwersytetu Carletona.


Przyrząd, o którym mowa, monitorował reakcję źrenic badanych na pokazywane im erotyczne zdjęcia nagich kobiet i mężczyzn. Osobom, które brały udział w tych testach wmawiano, że za pomocą takiego doświadczenia sprawdza się ich poziom stresu. I chociaż plotki o prawdziwym celu tej niecodziennej procedury krążyły wśród przyszłych żołnierzy, to dopiero gdy sprawa wyszła na jaw, drastycznie zmalała ilość chętnych do takiego badania.
Żeby tego było mało, wyniki tych testów pozostawiały bardzo dużo do życzenia – jednym z błędów popełnionych przez twórców urządzenia były na przykład różnice w jasności fotografii, przez co rozszerzające i zwężające się źrenice badanych wcale nie musiały odpowiadać ich stopniowi „niezdrowego” rozemocjonowania, a były jedynie zwykłą reakcją na światło.


Czemu właściwie kanadyjskim władzom tak bardzo zależało na pozbyciu się z wojska i policji osób homoseksualnych? W tamtym czasie panował stereotyp mówiący, że gej jest osobą słabą, niegodną zaufania i podatną na manipulację. W okresie zimnowojennej paranoi posiadanie takich jednostek w armii budziło obawy, że gejowscy żołnierze staną się łatwym celem dla sowieckich szpiegów dybiących na cenne informacje o tajnych operacjach wojskowych...
Źródło: National Post

Czy foliowe czapeczki faktycznie są skuteczne?

Na koniec wróćmy jeszcze do wspomnianych powyżej foliowych czapeczek i odpowiedzmy sobie na pytanie, czy w ogóle mogą one spełniać swoje zadanie. Załóżmy więc, że cała ta ogólnoświatowa przymusowa kwarantanna miała na celu ukryć przed nami wymienianie baterii w gołębiach i instalowanie nadajników 5G, które to w rzeczywistości są niczym innym jak urządzeniem mającym na celu radiowe kontrolowanie i pranie mózgów obywateli.
Jeszcze do niedawna uważano, że aluminiowa folia o grubości 0,5 mm może w jakimś stopniu zablokować promieniowanie o częstotliwości ok. 20 kHz, a żeby uzyskać lepszy efekt ochrony należałoby skonstruować sobie myckę złożoną z wielu warstw takiego materiału. I w tym momencie moglibyśmy przyznać foliarzom rację, a wzmianka o skuteczności metalowych czapek spokojnie mogłaby być pełnoprawnym punktem w tym artykule. Niestety tak się nie stanie...


Z przeprowadzonych w 2010 roku badań wynika, że noszenie mieniącego się srebrnym blaskiem nakrycia głowy może dać odwrotny efekt od zamierzonego - nieszczęsny miłośnik teorii spiskowych, zamiast ochraniać się przed rządowymi „atakami”, może pomóc swojemu wrogowi w szpiegowaniu swojej osoby! A to dlatego, że taki aluminiowy czepek w odpowiednich warunkach wzmacnia niektóre częstotliwości radiowe!

Hmmm... A co jeśli władze uknuły spisek i za pomocą swoich agentów wciskają ludziom kit, że aluminiowe czapeczki chronią nas przed promieniami radiowymi, tylko po to, aby zmusić ich do noszenia takich odbiorników na głowach?!


Źródło: Businessinsider

Jeśli interesuje cię tematyka szalonych foliarskich wymysłów, to zapraszamy do zapoznania się z tekstem o najbardziej absurdalnych paranaukowych teoriach oraz o bardzo aktualnej analizie pandemicznych hipotez, które w ostatnim czasie jak grzyby po deszczu pojawiają się w mediach społecznościowych.
43

Oglądany: 79473x | Komentarzy: 68 | Okejek: 144 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało