Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Zbędny wysiłek - aktorzy, którzy zupełnie niepotrzebnie poświęcili się dla swoich ról

78 342  
227   21  
Ile już razy słyszeliśmy o wielkich aktorach współczesnego kina, którzy to szykując się do swoich ról dokonali niewyobrażalnych wręcz, graniczących z prawdziwym szaleństwem, poświęceń dla swych ról? Zazwyczaj te katorżnicze wysiłki opłacają się – taki artysta zyskuje szacunek widzów, a nierzadko zgarnia prestiżowe nagrody.
Niestety, nie zawsze tak jest. Przed wami kilka ambitnych, hollywoodzkich gwiazd, co to za bardzo wczuły się w swoje role i jak się później okazało – zrobiły to zupełnie niepotrzebnie.

#1. Nicolas Cage oszalał w „Ghost Rider”


Mikołaj Klatka znany jest z tego, że nie tylko bardzo wkręca się w powierzone mu role, ale i potrafi mocno przeszarżować ze swoją ekspresyjnością przed kamerą. Jest też ogromnym miłośnikiem komiksów. Do tego stopnia, że kazał sobie wytatuować podobiznę Ghost Ridera na ramieniu, a swego syna nazwał Kal-El. Kiedy więc Cage dostał propozycję zagrania wspomnianego motocyklisty z płonącą czachą, oczywiście włożył w zagranie tej postaci całe swoje serce.

Powstały dwie części filmu o tym bohaterze. Upust swojego zaangażowania Cage szczególnie pokazał na planie drugiej odsłony "Ghost Ridera". Doskonale wiedział, że sceny, w których tytułowy jeździec zamienia się w zakapiora z głową w płomieniach powstaną dzięki CGI. Mimo to Cage, przed nagraniem każdego z takich ująć malował sobie twarz na wzór afrykańskich szamanów oraz zakładał specjalny kostium obwieszony amuletami i magicznymi symbolami.




Oczywiście efekt tych wysiłków podziwiać możemy tylko na zdjęciach zza kulis filmu, bo niezależnie od tego, co Cage by na siebie włożył, na ekranie i tak zobaczylibyśmy faceta w dużej części wygenerowanego cyfrowo.

#2. Christian Bale znów utył (chociaż wcale nie musiał)

Wiadomo, że jak Bale się za coś zabiera, to nie ma wuja we wsi. Chyba największym szaleństwem, którego się dopuścił był ekstremalne wychudzenie się na potrzeby roli w „Mechaniku”, a następnie - w ciągu kilku zaledwie miesięcy, zrobienie z siebie napakowanego dzika i zagranie Batmana. Bale co i rusz zmienia swój wygląd oraz wagę zupełnie zapominając, że nie zawsze takie poświecenie faktycznie jest potrzebne.


W 2018 roku znów to zrobił – aby stać się Dickiem Cheneyem w produkcji „Vice”, artysta zgromadził w sobie ponad 20 kg masy tłuszczowej, ogolił głowę, utlenił brwi, a nawet kupił sobie specjalne urządzenie do ćwiczeń mięśni szyi, bo uznał, że wymaga ona znacznego pogrubienia. Będąc już gotowym do zdjęć, artysta zadzwonił do swojego kolegi – Garry’ego Oldmana, który to rok wcześniej zagrał Winstona Churchilla. „Ile kilogramów udało ci się utyć?” - zapytał go. „Ani jednego.” - odpowiedział Oldman. Bale po prostu nie wiedział, że w ciągu ostatnich lat sztuka charakteryzacji tak bardzo się rozwinęła, że nawet najbardziej wychudzony aktor, po nałożeniu odpowiedniego stroju, silikonowych protez i makijażu, może stać się bardzo wiarygodnym tłuściochem.

#3. Ashton Kutcher chciał być Stevem Jobsem aż za bardzo

Kiedy gruchnęła wieść, że Ashton Kutcher ma zagrać samego Steve’a Jobsa, wiele osób głośno wyrażało opinię, że ten film będzie wybitnie marny. Młody aktor musiał więc dać z siebie wszystko, aby wiarygodnie odegrać tytułową rolę. Sporo dał mu fakt, że po zapuszczeniu brody, Ashton wyglądał bardzo podobnie do młodego Jobsa.


Artysta postanowi jednak pójść krok dalej i przez jakiś czas żyć na diecie, którą współzałożyciel Apple stosował. I tak też Kutcher przeszedł na frutarianizm i nie jadł niczego poza surowymi owocami i orzechami. Ta drastyczna zmiana nawyków żywieniowych sprawiła, że dosłownie na kilka dni przed rozpoczęciem zdjęć aktor ciężko się pochorował i trafił do szpitala.
A film i tak był wybitnie marny…

#4. Val Kilmer nauczył się śpiewać 50 kawałków „The Doors”

Trzeba przyznać, że jako Jim Morrison, Kilmer wypadł wyjątkowo przekonująco. Pomogło fizyczne podobieństwo, charakterystyczne dla tego muzyka maniery, które to aktor doskonale imitował oraz… ten słynny głos. Val brzmiał jak frontman „The Doors”, szczególnie w scenach, w których śpiewał. Gwiazdor nauczył się brzmieć niczym Jim i to faktycznie jego, a nie Morrisona, usłyszeć można w scenach, gdy zespół staje przed swoją publicznością.


Kilmer nauczył się bezbłędnie wykonywać 50 utworów The Doors, mimo że w filmie przyszło mu śpiewać jedynie kilka z nich. Ponadto na planie zachowywał się niczym prawdziwa gwiazda rocka. Kazał mówić na siebie Jim i teatralnie ignorował osoby, które nie przestrzegały tej zasady.

Mimo że za kamerą tej produkcji siedział sam Oliver Stone, a Val Kilmer dosłownie stał się Jimem Morrisonem, film poniósł finansową klęskę.

#5. Ryan Gosling przytył 30 kg do roli, której ostatecznie nie zagrał

Gdzieś pomiędzy „Władcą Pierścieni” a „Hobbitem”, Peter Jackson nakręcił „Lovely Bones” - ekranizację książki Alice Sebold. Jedną z głównych ról miał zagrać Ryan Gosling. Młody aktor nie do końca był pewien czy jest odpowiednim kandydatem do zagrania mężczyzny, który w książkowym pierwowzorze wydaje się znacznie starszy. Reżyser upierał się jednak, że Gosling jest do tej roli stworzony. Nie konsultując się z Jacksonem Ryan postanowił się mimo wszystko trochę „postarzyć” - zapuścił pokaźną brodę i utył prawie 30 kg (m.in. przyjmował płyny w postaci rozpuszczonych lodów!). Kiedy gruby, brodaty gwiazdor pojawił się na planie, Peter od razu go zwolnił i zatrudnił na jego miejsce całkiem szczupłego wówczas Marka Wahlberga.

Źródło: Hollywood Reporter

#6. Viggo Mortensen szykując się do występu w „Plutonie” stał się prawdziwym specjalistą od historii wojny w Wietnamie

Dziś Mortensen jest jedną z największych gwiazd Hollywood, jednak w 1987 roku mało kto o nim słyszał. Trampoliną dla jego kariery miał być występ w „Plutonie” Olivera Stone’a. Dostawszy propozycję zagrania Eliasa, Viggo spędził ponad rok na czytaniu książek, wojennych relacji, felietonów, esejów i dosłownie każdego skrawka papieru, na którym znalazł wzmiankę o konflikcie w Wietnamie. Obejrzał też niezliczoną ilość filmów dokumentalnych na ten temat. Po latach Mortensen wspominał, że do żadnej roli nie przygotowywał się tak rygorystycznie, jak do „Plutonu”.


Jego aktorski popis pewnie zostałby doceniony przez widzów, gdyby tylko Viggo na krótko przed rozpoczęciem zdjęć, nie został zwolniony i zastąpiony Willemem Dafoe, którego zresztą później za rolę Eliasa nominowano do Oscara…

#7. Brad Pitt prawie zagłodził się na śmierć, aby zagrać w scenie, która została z filmu wycięta

To się nazywa zbędne poświęcenie! Brad Pitt grając w filmie „World War Z” bardzo wziął do siebie to, że kilku scenach będzie musiał wyglądać na mocno zabiedzonego i bez większych konsultacji z twórcami tej produkcji prawie zagłodził się na śmierć przez wiele tygodni praktycznie unikając posiłków.

Źródło: Indiewire

Ujęcia z Pittem, który dosłownie straszył swoim mizernym wizerunkiem zostały zarejestrowane, ale ostatecznie wycięto je z gotowej wersji filmu i zastąpiono dokręconymi później zupełnie innymi scenami. Całe to poświęcenie, które wziął na siebie gwiazdor, szlag trafił i w gotowej wersji „World War Z” jego bohater wygląda zadziwiająco zdrowo, jak na gościa, który znalazł się w środku apokalipsy zombie.

Źródła: 1, 2, 3
7

Oglądany: 78342x | Komentarzy: 21 | Okejek: 227 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

30.05

29.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało