Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Oglądanie filmów dla dorosłych, wścibskie pytania i inne anonimowe opowieści

65 058  
250   32  
Dziś przeczytacie m.in. o tym, jak (nie) zaimponować dziewczynie, radzeniu sobie ze wścibskimi pytaniami, oglądaniu filmów dla dorosłych, sposobie na rozpędzenie tłumu i współlokatorce z piekła rodem.


#1.

Opowiem wam o najgłupszej rzeczy jaką kiedykolwiek zrobiłem. Gdy miałem jakieś 17 lat (emocjonalnie jednak w dalszym ciągu byłem 9-letnim parówiakiem), poszedłem na imprezę do domu mojego kolegi, którego rodzice wyjechali gdzieś na weekend. Wiecie jak to jest, kiedy to „wchodzący w dorosłość”, dzieciak zostaje spuszczony ze smyczy? Na dziką balangę wpadło mnóstwo osób, które to przyniosły mnóstwo alkoholu. Oczywiście wlałem w siebie kilka piw i parę kieliszków wódki za dużo.

Będąc już mocno podpitym przyturlałem się do jakiejś dziewczyny, którą to wyjątkowo intensywnie usiłowałem zbajerować. Nie wiem co mi wtedy do łba strzeliło, ale zacząłem się przechwalać, że potrafię na własnej głowie, bez mrugnięcia okiem, rozbić pustą butelkę po piwie. Jako że dziewczę nie wydawało się specjalnie wzruszone moim śmiałym wyzwaniem, chwyciłem za pierwszą butelkę, która wpadła mi w dłoń, zamachnąłem się i trzasnąłem nią sobie w czerep tak mocno, że straciłem przytomność.
Ocknąłem się po kilku minutach. Dziewczyny już nie było. Był za to wielki guz na mojej czaszce oraz dorodny k#tas, którego ktoś namalował mi niezmywalnym flamastrem na czole.

Kurła, ależ ja byłem wtedy głupi...

#2.

Jestem z moim partnerem już 2 lata i co ważne, jest ode mnie 22 lata starszy, a ja sama mam 23 lata. Ludzie często zakładają, że jestem z nim dla kasy (co oczywiście nie jest prawdą, oboje mamy podobny status materialny). Ogromną przykrość sprawiają mi pytania ludzi typu: "Co jest z tobą nie tak, masz jakieś zaburzenia?", "Nie miałaś ojca?", albo wprost stwierdzają, jak moja była już przyjaciółka, że jestem dziwką, bo nie ma wytłumaczenia na taki "wynaturzony związek" innego niż kasa partnera.

Zawsze staram się, żeby on nie słyszał takich przytyków (bardzo przeżywa różnicę wieku i nie do końca potrafi sobie to ułożyć, boi się o przyszłość). Co w tym anonimowego? Pomimo wszystko nieprzyjemności zawsze się zdarzają i wykształciliśmy sobie taką niecodzienną "taktykę obronną", a mianowicie jak ktoś tylko zapyta "ale dlaczego?", to odpowiadamy "Ja jestem z nim dla kasy, a on ze mną dla młodego ciała". Wiem, strasznie to głupie, ale działa i mamy święty spokój, a pytający zazwyczaj pali buraka.

#3.

Wczoraj po miłosnych uniesieniach z moim nowym chłopakiem, ten z trudem łapiąc oddech zażartował: „Kochanie, ruszasz się w łóżku jak profesjonalna aktorka p0rno”. Zaśmiałam się, w duchu mając wielką nadzieję, że nigdy nie zechce mu się zagłębiać w historię polskiego biznesu erotycznego. Jeśli tak kiedyś zrobi, to przekona się, że owszem – mam za sobą parę epizodów w tej niewdzięcznej branży...

#4.

Kiedy pojawił się w domu pierwszy komputer z połączeniem do internetu, byłam przeszczęśliwa. Mogłam słuchać muzyki jakiej chciałam i kiedy chciałam - do tej pory miałam do dyspozycji jedynie radio rodziców.

Jakiś czas później rodzice kupili mi mp3 z racji tego, że w muzyce byłam zakochana. W trójkę byliśmy pewni, że to takie małe radio z wgranymi stacjami. Bardzo zawiodłam się, kiedy zobaczyłam, że lista odtwarzania jest pusta. Tata zrobił mi solidną awanturę, że wszystko psuję po wzięciu w ręce. Jednak zaczęłam grzebać w internecie i krótko po tym odkryłam, że sama muszę tę muzykę tam przenieść. Wpadłam więc na pomysł pobierania piosenek z mniej i bardziej popularnych stron www. Komputer przepełnił się moimi ulubionymi kawałkami, tak jak i mp3.

Tata, człowiek wypowiadający swoje racje pomimo ich braku, odkrył moje działania. Wmówił mi, że to nielegalne, zrobił wiele awantur i przekonywał tak długo, aż uwierzyłam, że przez pobranie nawet jednej piosenki przyjedzie do domu policja i zamknie rodziców, a ja zostanę sama. Dzień w dzień bałam się po zadzwonieniu domofonu lub usłyszeniu pukania do drzwi, że to funkcjonariusze. Zamykałam się wtedy w łazience, płacząc pod piecem lub obgryzając paznokcie ze strachu.

Moja trauma trwała przez kilka lat. Jednak mimo to pobierałam te piosenki, bawiąc się ryzykiem i czując się poniekąd jak groźny bandzior, którego poszukują oraz wciąż nie znajdują. Wszystkie kawałki ściągałam, kiedy rodziców nie było w domu, w trybie incognito. Z komputera usuwałam dowody tak szybko, ja umiałam.

Chodziłam na podwórko czy do szkoły pełna adrenaliny, a kiedy z daleka widziałam policjantów, uciekałam ile sił miałam w nogach.

Przeszło mi, kiedy poszłam do szóstej klasy podstawowej.

#5.

Nie lubię tłumów oraz pchających się ludzi. Zawsze gdy jestem w takiej sytuacji, np. sklepie lub w pociągu, to udaję, że rozmawiam przez telefon, wtedy żalę się, że od paru dni męczy mnie grypa żołądkowa i chce mi się wymiotować. Mimowolnie wielu ludzi nagle się ode mnie odsuwa. A ja mam spokój.

#6.

Moja współlokatorka i (jak myślałam) przyjaciółka w tym roku zaczęła się zachowywać wobec mnie mocno nie w porządku. Np. żądała kasy, jeśli chciałabym zjeść mrożonkę, którą kupiła - mimo że to ja częściej pichciłam/kupowałam (a bywały to rzeczy drogie, typu łosoś) i nigdy nie żądałam od niej żadnego wyrównania, uważałam, że się przyjaźnimy, więc mogę się podzielić. Zarzucała mi, że myślę tylko o swoich problemach. Cóż, kilka ostatnich miesięcy było dla mnie bardzo ciężkie: mój ukochany pies prawie umarł, objęłam kilka ważnych funkcji, które wiążą się ze stresującymi obowiązkami, miałam nieprzyjemne kłopoty na studiach... Przez te pół roku pożaliłam się jej może trzy razy, bo dawała mi do zrozumienia, że nie chce tego słuchać. Wyszło też, że oszukała mnie przy rozliczeniu rachunków za media. Stwierdziła, że to pomyłka, ale niestety nie może mi teraz oddać i się popłakała... Pogadałam z nią poważnie i wybaczyłam w imię naszej długiej relacji. Stwierdziłam, że skoro ja mam ciężki okres, to ona też może mieć, pewnie też nie jestem bez winy. Chciałam jeszcze ratować naszą relację.

Nie było mi to dane. Miałyśmy przedłużać umowę wynajmu, gdy nagle, bez uprzedzenia, oznajmiła mi, że znalazła sobie "tańsze" mieszkanie i się wyprowadza. Fajnie, że miałam kilka dni na ogarnięcie czegoś dla siebie, cudem znalazłam kogoś na jej zastępstwo.
No więc ja zostaję w mieszkaniu, ona się wyprowadza. ALE JAK ONA SIĘ WYPROWADZA! Proszę państwa, z przytupem!

Miała przyjść wczoraj spakować swoje rzeczy. Wracam sobie z uczelni, a tam sajgon w kuchni... Przeszukała dokładnie każdy kąt, przegrzebała pojemnik z przyprawami, żeby nie zostawić mi czasem na wpół zużytej paczki papryki za 1.30 zł, którą ONA KUPIŁA. Przesypała sobie do woreczka dwie łyżki płatków ryżowych, bo tyle zostało z paczki, którą ONA KUPIŁA. Przy okazji zakosiła sporo moich produktów, no ale szanujmy się, ja mam równo pod sufitem, nie będę walczyć o puszkę kukurydzy i makaron spaghetti, to nie Fallout. Poszła, uznałam, że coś z nią nie tak, ale już powinnam mieć spokój.

Ale to nie był koniec. Dzisiaj, godzina 22:10. Ona wpada do mieszkania, ja akurat biorę kąpiel. Gdy wychodzę, pyta mnie wkurzona, gdzie są jakieś pudełka po żarówkach (ja z ręcznikiem na głowie mam rozkminę, że WTF pudełka po żarówkach, na co ci?). Cóż, przyjechała WYKRĘCIĆ DWIE ŻARÓWKI, no bo ONA KUPIŁA. I robi awanturę o pudełka.
Pudełek nie znalazła, wzięła żarówki i pojechała.
Zastanawiam się teraz, czy zawsze była taka walnięta, a ja nie zauważyłam, czy to nowa sprawa.

Ogólnie to chyba już wiem, jak to jest się rozwodzić, choć ślubu z nikim jeszcze nie brałam.
Bez fanfar. Oby nowa współlokatorka była normalna.

#7.

Jestem kowalem z zawodu i z zamiłowania. Mam swoją firmę, chętni na moje prace są cały czas, mimo że ceny nie są niskie, bo wiadomo, kosztuje mnie i materiał, i wkładam w to mnóstwo pracy i czasu. Na klientów raczej nie narzekam, bo wszystko ustalamy z góry, każdy szczegół i cenę, bo zależy mi na dobrej opinii i zadowoleniu kupujących. Jeden przypadek jednak wspominam ze szczególną satysfakcją.

Kilka lat temu zgłosił się do mnie pewien facet, lokalny krezus. Chciał zamówić ogrodzenie do swojego domu. Miało być wyjątkowe, kute, zrobione "na bogato", żeby wszyscy podziwiali. Murki miał wymurowane, trzeba było tylko wstawić przęsła. Zamówienie nietypowe, na wymiar, więc musiało wszystko być super, bo robota jedyna w swoim rodzaju. Jako że praca wyjątkowa, to i cena do niskich nie należała. Pan kręcił nosem, że przydużo, ale ostatecznie się zdecydował. Pojechałem, wymierzyłem co trzeba i wziąłem się do pracy.

Trochę ponad miesiąc później robota skończona. Pan przyjechał obejrzeć efekt mojej pracy, pocmokał z zachwytu i pojechałem z chłopakami na montaż. Robota piękna, aż miło było popatrzeć, naprawdę ogrodzenie robiło spore wrażenie, żona pana też zachwycona, bo sąsiadom oko zbieleje.

Umówiliśmy się na zapłatę za dwa dni. I tu nastąpił zgrzyt. Spory zgrzyt, bo pan stwierdził, że jednak za drogo, on w internecie sprawdził i wyszło mu, że można taniej, więc on mi zapłaci tylko 60% tego, na co się umówiliśmy. Z tym z kolei nie chciałem się zgodzić ja, bo nie po to omawiamy ostateczną cenę przed robotą, żeby potem się z tego wycofywać. Pan był jednak uparty i z lekką pogardą w głosie stwierdził, że przecież robota na wymiar, więc i tak nikomu tego nie sprzedam, więc mam brać ile daje i sp...ać, albo zabierać co moje. Niewiele myśląc, a wkurzony byłem bardzo, zadzwoniłem do chłopaków i wysłałem ich na demontaż. Mina panu zrzedła, bo tego to chyba się jednak nie spodziewał, ale mnie się już nawet nie chciało z nim gadać. Chłopaki pojechali, płot rozebrali i zwieźli przęsła do firmy, gdzie sobie stały i czekały na decyzję co z tym dalej zrobić.

Dwa miesiące później przyszedł do mnie młody mężczyzna. Po firmie się pokręcił, pooglądał różne rzeczy i w końcu podszedł do mnie, bo on chciałby przęsła na ogrodzenie zamówić. Nietypowe, bo na wymiar robione... Umawiamy się na pomiar i co się okazuje? Młody mężczyzna to syn naszego krezusa, a ogrodzenie ma być na ten sam płot, na który już robotę wykonałem! I ma być takie samo! Cóż...

Gdy przyszło do omawiania ceny, to bez zająknięcia rzuciłem 150% pierwotnej ceny. Chłopak zbladł z wrażenia, ale zadzwonił do matki i po chwili powiedział, że zgoda, działamy. Tym razem jednak kazałem za całość zapłacić z góry. Dostałem kasę do ręki, a dwa dni później płot wisiał u nich.

Prawdą jest, że chytry dwa razy traci ;)

#8.

Mieszkam z teściami. Niechcący odpaliłam film dla dorosłych na tv w ich sypialni. Mojego męża nie było w domu, więc nie dało się zrzucić winy na niego. O omyłkowym odtworzeniu filmu na ich telewizorze dowiedziałam się, gdy teściowa krzyknęła ze swojego pokoju: "Aniu, u nas też TO leci, a ja nie wiem jak wyłączyć!".

#9.

Odkąd pamiętam po naszym osiedlu kręciło się sporo żuli, którzy zawsze pod sklepami chlali piwo. Oczywiście w standardzie było żebranie o hajs każdego przechodnia "kierowniku poratuj złotówką". Tak poza tym byli raczej nieszkodliwi, jedynie bił od nich okropny smród i mocno przeklinali, więc omijaliśmy ich z daleka.
Był jednak jeden taki żul, który użebraną kasę oddawał nam, dzieciakom. Zawsze kiedy bawiliśmy się na ulicy, on podchodził do nas chwiejnym, pijackim krokiem i dawał każdemu po 5 zł, bo "fajne z was dzieciaki". I nie, nie było żadnych podtekstów, w zamian chciał żebyśmy mu tylko pokazali jakieś nowe sztuczki na rolkach czy desce albo jak się wspinamy na trzepak, czy na drzewa, czy też jak gramy w piłkę. Czasami też prosił, żebyśmy mu opowiedzieli jak było w szkole. Czasem sam nam kupował słodycze. To były jeszcze czasy, kiedy rodzice nie dawali tak często kieszonkowego, bo niewiele zarabiali, więc dzieci, nawet te powyżej 10 lat, cieszyły się każdą złotówką.

Pewnego dnia zrobiliśmy dla niego laurki, popisaliśmy na nich życzenia, porobiliśmy rysunki i daliśmy mu je. Jak on się bardzo cieszył, że coś od nas dostał... Niestety krótko po tym zmarł na marskość wątroby.

Mama później mi powiedziała, że ten pijaczek miał córkę i syna, którzy wyjechali za granicę i nie utrzymywali z nim kontaktu. Nigdy nie widział swoich wnuków, wiedział tylko, że je ma, więc traktował dzieci z osiedla jak swoje wnuki.

<<< W poprzednim odcinku m.in. obiad z koleżanką i Walentynki z synem

7

Oglądany: 65058x | Komentarzy: 32 | Okejek: 250 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

09.04

08.04

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało