Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Medyczne opowieści doktora Cornugona XII

31 804  
10   19  
Kliknij i poznaj siostrę bliżej! ;)Dzisiaj poznamy jedno z najtrudniejszych badań jakie zna medycyna ale na początek coś dla miłośników horrorów... ;)

Miałem fajnego pacjenta - emeryta, który pracował kiedyś w służbie zdrowia. Opowiedział mi historyjkę - jak twierdzi ze swojego życia...

Na początku lat osiemdziesiątych w Krakowie była podobno tylko jedna spalarnia "materiałów organicznych pochodzenia ludzkiego" umieszczona oczywiście z dala od zakładów zajmujących się kawałkowaniem ludzi (czytaj: chirurgii) czy analizą tychże kawałków (czytaj: medycyna sądowa, histopatologia, patomorfologia). A że ustrój socjalistyczny jeszcze wtedy kwitł był, więc oczywiście żadnego transportu zakłady te nie miały, więc wszystkie rzeczy do "spalenia" trzeba było wozić środkami komunikacji miejskiej. Oczywiście tak by współpasażerowie nie mieli pojęcia o naturze transportowanych "części". Odbywało się to więc w workach foliowych, które dla wygody (i podobno dla niepoznaki) wkładano do popularnych siatek-reklamówek.

Pewnego razu zdarzyło mu się z kolegą z pracy przewozić do krematorium większą partię drobnych hmm… zużytych części. Oczywiście bez biletu, bo po co. W końcu socjalizm, czyli autobus też do nich należał, więc po co za własne mają płacić...

Problem w postaci kanarków dwóch pojawił się dość szybko, co gorsza na linii pomiędzy centrum a Nową Hutą, gdzie wtedy jeszcze był dłuższy kawałek bez przystanków. Panowie jednak w panikę nie wpadli, i jeden z nich wychodząc z założenia, że nie ma tego złego, co by kanarowi w autobusie nie można było zrobić. Pacjent mój zasłaniany przez kumpla szybko wyciągnął dodatkową rączkę - amputowaną na wysokości nadgarstka - i wsadził ją sobie do rękawa, tak że tylko kawałek dłoni z palcami wystawała. Po czym grzecznie poczekał aż kontrolerzy podeszli...

Na standardowe "Bileciki do kontroli proszę", łamiącym się głosem rzekł, że on co tylko po wypadku i zabiegu chirurgicznym ze szpitala wyszedł, tramwaj podjechał więc wsiadł, a biletu nie ma. Chciał im, jak twierdzi, dać ostatnią szansę i wziąć ich na litość, jednak kanary z uśmiechem wyższości dawaj szykować się do spisania "kaleki". Widząc, że współczucie nie jest najmocniejszą stroną panów z MPK, pacjent rozpoczął skamlenie o kilka tonów wyżej (głównie by znaleźć sobie jak największą widownię) i do wyższego kontrolera podchodzi mówiąc żeby spojrzał jak nie wierzy, że świeżo po zabiegu jest i czucia w ręce nie ma jeszcze, niech go uściśnie na próbę. Wszystko oczywiście w trakcie wkładania mu niemal w dłoń swojej przygotowanej "ręki"

Kontroler niczego nie podejrzewając za dłoń chwycił, uścisnął... po czym sekundę później osłupiał widząc, że została w jego ręku. Zaległa głęboka cisza. Przez chwil kilka dało się usłyszeć każdy zgrzyt koła na szynie, o bzykaniu nielicznych owadów nie wspominając. Wszyscy z najbliższego otoczenia skupili wzrok na złączonych w męskim uścisku dłoniach, z których jedna była jakby nieco niekompletna i bezpańska jakaś taka...

Pacjent mając dramatyczne wyczucie czasu odczekał moment, po czym drzeć się zaczął, że mu kanar dłoń świeżo przyszytą urwał - oczywiście z powodu braku biletu. Kilka sekund później kontroler "dłoń" ową z rąk swych był wypuścił i zaczął się głośno bronić przed tłumem, który po zrywach Solidarności miał ochotę go zlinczować, najlepiej przez powieszenie na najbliższym słupie trakcyjnym. Zbulwersowanie tłumu ujawniło się między innymi pod postacią babci używającej parasola niczym szpady, dwóch robotników jadących na popołudniową zmianę, którzy werbalnie ogłaszali "kanarkom" co można dorosłemu mężczyźnie na walcowni zrobić, oraz pewnego studenta, który z kolei mając ze sobą jakieś grube tomiszcze zaczął nim panom wygrażać głosząc przy tym różne patriotyczne hasła. Kilkanaście innych osób szybko do gróźb się przyłączyło, co na tyle mocno zdekoncentrowało kontrolerów, że pacjent z kumplem zdążyli rąsię przechwycić, przepchać się pod drzwi i oddalić się czym prędzej na pierwszym przystanku od kotłującego się tramwaju.

W sumie ciekaw jestem czy od tego zaczęły się rozruchy w Nowej Hucie, które pamiętam z czasów mojej wczesnej młodości...


* * * * *

Bezpośrednio po wizycie, o której wspominałem już dziś wcześniej ugrzęzłem w pracowni, w której robiłem jedno z najtrudniejszych badań jakie zna medycyna. Badanie to wymaga od lekarza ciągłej koncentracji i absolutnej uwagi. I ogromnej siły woli by utrzymać powagę.
Badanie to nosi nazwę: SPIROMETRIA!!

Matka pacjentki:
- No i jak doktorze, córka jest nieźle przedmuchana, prawda ?

Pacjent 50-kilkuletni:
- Doktorze, ja już nie mogę. Może żona za mnie chwilę pooddycha?

Ja do pacjenta przy tzw. pętli "przepływ-objętość"
- Utrzymać na wydechu, jeszcze chwilkę, proszę wytrzymać, wydech, jeszcze, jeszcze… (ŁUP) - spojrzałem. Cały zaczerwieniony z wysiłku pacjent zwalił się pod stół.
No dobra, zrobiło mi się głupio…..

[Ja] Wdech, wydech, wdech, wydech, wdech…
[P] Ja nie mogę się przy Panu skupić na oddychaniu!!

20-kilku latek o wyglądzie hippie lata sześćdziesiąte:
- Zjadłem dziś rano dużo czosnku, czy to wpłynie na wynik badania?
(na atmosferę w pracowni na pewno)

Badanie spiroergometryczne (czyli pacjent w masce biega na bieżni wysiłkowej)
- O Boże, doktorze, dochodzę, dochodzę, już, już (A pielęgniarki tak na coś liczyły…)

Zniecierpliwiony pacjent (długo czekał na badanie)
- Doktorze czy ja w końcu zasłużę na to by sobie podmuchać??

[Ja] (widząc, że pacjent strasznie nierówno oddycha) - Proszę oddychać głęboko, równo. Może Pan sobie liczyć w myśli: wdech, wydech, wdech, wydech..
[P - 20-letni dowcipniś] Ja równo i głęboko, a nawet szybko to tylko w czasie oddycham.

Ojciec 18-latka, który właśnie robi badanie:
- No dmuchaj, mocno, co z ciebie za facet, że nawet dmuchać nie umiesz!!??

60-letnia matrona:
- Czy mam wyciągnąć szczęki do badania? Bo nie chciałabym by wyszło sztuczne oddychanie…

Poprzednie odcinki znajdziesz TUTAJ


Oglądany: 31804x | Komentarzy: 19 | Okejek: 10 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało