Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Krwawa perełka kina lat 80., czyli kolejne fakty zza kulis legendarnego "Robocopa"!

36 722  
232   18  
Chciwe korporacje, przestępczy chaos, skorumpowani policjanci i on – gliniarz idealny, stworzony z myślą o posłusznym wypełnianiu obowiązków, sumienny robot mający być postrachem bandytów rządzących ulicami futurystycznego Detroit. Od momenty premiery „Robocopa” minęły już 33 lata, a w dalszym ciągu film o blaszanym stróżu prawa doskonale broni się na tle dzisiejszych produkcji. Przed wami kolejna porcja zakulisowych ciekawostek na temat tej kultowej produkcji.

#1. Wróg bohatera nie potrafił chodzić po schodach. Jak się okazuje – Robocop również

Jednym z pamiętnych wydarzeń z tego filmu jest moment, w którym tytułowy bohater staje do pojedynku z naszpikowanym ciężkim arsenałem mechem o nazwie ED-209. Jak pamiętamy, Robocop konfrontację tę wygrywa tylko dlatego, że jego przeciwnik miał spore problemy z chodzeniem po schodach, w wyniku czego efektownie spadł na półpiętro i nie mógł kontynuować pościgu za bohaterem. Swoją drogą – scena ta jest przykładem znakomitego wykorzystania animacji poklatkowej autorstwa Phila Tippetta – człowieka, który trzy lata wcześniej zgarnął Oscara za efekty swojej pracy przy „Powrocie Jedi”.

https://www.youtube.com/watch?v=GLQiskRb02o

W rzeczywistości nie tylko ED-209 zupełnie nie radził sobie, kiedy przyszło mu z nich korzystać. Jak już wspomnieliśmy w poprzednim artykule, strój noszony przez Petera Wellera bardzo krępował jego ruchy. Kiedy więc przyszło do rejestrowania sceny konfrontacji Robocopa z wielką, kroczącą maszyną, okazało się, że aktor w swoim kostiumie nie da rady zejść nawet kilku stopni w sposób, który nie będzie przypominał poruszania się 90-letniej staruszki z poważnym zwyrodnieniem stawów. Dlatego kręcąc ten fragment, Paul Verhoeven starał się ograniczyć do absolutnego minimum ujęcia, w których tytułowy glina będzie używał schodów. Udało się. No, powiedzmy – częściowo. Jeśli bowiem przyjrzymy się ostatnim sekundom tej sceny, zobaczymy dość komiczne starania Wellera, aby jego bohater w możliwie najdostojniejszy sposób opuścił miejsce akcji.


Nie był to jedyny problem związany z kostiumem, który musiał na sobie nosić Weller. Kolejnym kłopotem okazała się bowiem rejestracja scen, w których widzimy Robocopa za kierownicą jego radiowozu. Kostium uniemożliwiał aktorowi zmieszczenie się w aucie. W rezultacie ujęcia te trzeba było kręcić w taki sposób, aby nie było widać, że Peter od pasa w dół odziany jest jedynie w szorty!

#2. ED-209 - helikopter czy orka?

Wygląd maszyny ED-209 wzorowany był na robotach z japońskich mang oraz na helikopterze Huey z okresu wojny w Wietnamie. Ekipa odpowiedzialna za stworzenie wizerunku słynnego mecha chciała też, aby budził on skojarzenia z orką.


Zbudowano dwie wersje ED-a. Jedną była naturalnej wielkości, zbudowanym z drewna i włókna szklanego, nieruchomym modelem. Natomiast gdy trzeba było kręcić ujęcia z poruszającym się robotem, używano jego miniaturowego klona, idealnego do tworzenia animacji poklatkowej. Ten ostatni rekwizyt stworzono na wzór jego większego odpowiednika. Problem w tym, że nie wszystko poszło zgodnie z oczekiwaniem twórców i styropian, z którego wykonano górny element konstrukcji dużego ED-a trochę się zapadł, przez co „głowy” obu wersji maszyny znacząco się różnią.


#3. Dobry efekt uzyskany tanimi środkami

Z 13 milionów dolarów budżetu przeznaczonych na tę produkcję, wykonanie samych tylko kostiumów Robocopa (a było ich łącznie sześć) kosztowało milion dolców. Trudno się więc dziwić, że filmowcy musieli ostrożnie dysponować przeznaczonymi na zdjęcia środkami. I tak też, gdy Verhoeven postanowił nakręcić scenę, w której bohater korzysta ze swojego termowizyjnego urządzenia, aby zlokalizować chowających się za ścianą przestępców, ekipa zmuszona była do sporego kombinowania, aby osiągnąć zadowalający efekt. W chwili, gdy trwały prace nad „Robocopem” takie urządzenia były kosmicznie wręcz drogie. Udało się jednak znaleźć znacznie mniej kosztowne, banalne wręcz rozwiązanie. Po prostu rozebrano aktorów do naga, pomalowano fluorescencyjną farbą i skierowano na nich lampę światła UV. Mimo że filmowcy nie do końca wierzyli, że ten trik uda im się wykonać, ostateczny rezultat tego szalonego pomysłu był zadziwiająco wręcz dobry i postanowiono zostawić go w filmie.


#4. Człowiek, który zginął w wyjątkowo okrutny sposób… dwukrotnie

„Robocop” to film niezwykle brutalny, a sceny morderstw są wyjątkowo wręcz dosadne, zrealizowane z dużą dbałością o to, aby na ekranie nie zabrakło krwi, flaków i szeroko pojętej rozwałki. Kiedy więc poznajemy robota ED-209, dowiadujemy się, że maszyna ta jest wybitnie wręcz awaryjna. Efektem tego jest słynna wtopa podczas demonstracji mecha, kiedy ten robi sito z Bogu ducha winnego pracownika firmy OCP. Kevin Page, który wcielił się w postać tej nieszczęsnej ofiary, przez trzy dni był „rozstrzeliwany” przed kamerą.

https://www.youtube.com/watch?v=ZFvqDaFpXeM

Kiedy zakończono rejestrację tych ujęć, aktora zwolniono do domu. Nie spodziewał się jednak, że po dwóch miesiącach ponownie zostanie wezwany na plan. Paul Verhoeven nie był bowiem zadowolony z tej sceny. Uważał, że nie jest ona wystarczająco krwawa i w związku z tym należałoby zbudować plan od początku i znowu „rozstrzelać” Kevina Page’a. Tym razem w sposób jeszcze bardziej krwawy i spektakularny.


Pod ubraniem aktora umieszczono woreczki wypełnione specjalnie przygotowaną mielonką i sztuczną krwią. Aby widowiskowo rozerwać te zbiorniki, artystę naszpikowano też małymi ładunkami wybuchowymi. W momencie ich odpalania Page’em dosłownie miotało na wszystkie strony, podczas gdy krew i kawałki ubrań fruwały po całym planie. Jeden z ostatnich ładunków umieszczony był dokładnie na kroczu Kevina. W momencie wybuchu młody aktor dostał, jak to potem opisał - "solidne kopnięcie w jajka”. Reżyser po zarejestrowaniu sceny nie krzyknął "Cięcie!” od razu, tylko odczekał jeszcze 15 sekund, aby zakończyć kręcenie ujęcia. Dopiero wówczas Page mógł zacząć płakać z bólu.

#5. Bronią Robocopa zajęło się FBI!

Charakterystyczna spluwa, która bohater nosi schowaną w specjalnej „kaburze” zlokalizowanej w swoim udzie, to tak naprawdę nieco stuningowana przez filmowców wersja Beretty 93R. Problemy zaczęły się już w momencie, kiedy ekipa ściągnęła tę broń z Włoch. Otóż według sporządzonej w 1986 roku Poprawki do Ustawy o Ochronie Właścicieli Broni Palnej każdy pistolet, który po naciśnięciu spustu wystrzeliwuje więcej niż jeden pocisk traktowany jest jako broń maszynowa. A posiadanie takich „zabawek”, bez odpowiednich pozwoleń, jest nielegalne.

Reżyser początkowo planował uzbroić blaszanego glinę w pistolet Desert Eagle, ale okazało się, że ta spluwa w potężnych łapach Robocopa wyglądać będzie niczym dziecięca zabawka. Aby więc umożliwić bohaterowi noszenie przy sobie Beretty, producenci musieli zwrócić się do FBI z prośbą o wydanie odpowiedniego dokumentu, który zaświadczał, że gnat ten ma służyć jedynie jako filmowy rekwizyt.


No i nie starczyło nam miejsca na opowiedzenie Wam o chrystusowych inspiracjach przy tworzeniu postaci blaszanego stróża porządku. Cóż, o tym dowiecie się z kolejnego, ostatniego już artykułu na temat „Robocopa”. Przy okazji wspomnimy też o arcyokrutnej scenie egzekucji Alexa Murphy'ego oraz o mało udanych sequelach filmu.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
7

Oglądany: 36722x | Komentarzy: 18 | Okejek: 232 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało