Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jakim cudem ludzie wierzą w niedorzeczności głoszone przez szarlatanów?

69 217  
283   149  
Podczas gdy uczeni w pocie czoła pracują nad szczepionkami i usiłują zapanować nad tą pandemią, nieoczekiwanie ratunek dla zagrożonej rasy ludzkiej przybywa z Polski. Wprost z głębin umysłu naszego wielkiego rodaka. Koronawirus pokonać może jedynie witamina C, zastrzyk z wody utlenionej i lewatywa z bobrzego ogona.
Zastanawialiście się kiedyś czemu szarlatan oferujący produkt, który ewidentnie nie ma prawa działać, sprzedaje go za gruby hajs i zdobywa niemałą ilość „wyznawców” święcie wierzących w skuteczność jego metod?
Panjerzy nie jest przecież pierwszym ani ostatnim biznesmenem, który trzepie szekle na handlu lekami suplementami diety, co to według jego słów mają leczyć raka, usuwać z ciał niebezpieczne wirusy i prostować skrzywione kręgosłupy. Najwyraźniej jednak te cudowne preparaty nie są w stanie wyprostować kręgosłupów moralnych u samych sprzedawców, bo chętnych do zarabiania na ludzkiej głupocie nigdy nie brakuje.

Lewoskrętna witamina C działa i kropka!

Chociaż wszelkie znaki na ziemi i niebie dobitnie świadczą o tym, że produkt jest wielkim wałkiem, klient który dał się złapać na reklamowy haczyk już się raczej z potrzasku nie uwolni. Przekonany filmikiem nagranym przez charyzmatycznego handlarza i podanymi przez niego (ale nie zweryfikowanymi przez siebie) „naukowymi” dowodami na skuteczność eliksiru z kurzego dzioba, upierać się będzie, że zainwestował kasę w coś, co skutecznością bije na głowę każdy lek dostępny w legalnym obiegu.



Doskonałym przykładem takiego fenomenu jest olej z węża – produkt rzekomo wywodzący się z medycyny chińskiej, a który od 300 lat sprzedawany jest w USA, jako niezawodne remedium na wiele różnych schorzeń – od reumatyzmu, aż po choroby skóry. Chociaż już na początku ubiegłego wieku zaczęto głośno mówić, że olej pozyskiwany z ciał grzechotników jest nie tylko przesadnie drogi, ale i przede wszystkim – zupełnie nieskuteczny, a większość jego dobroczynnych działań można zrzucić na efekt placebo, popularności temu specyfikowi jakoś specjalnie to nie zaszkodziło.



W psychologii istnieje pewne zjawisko zwane efektem potwierdzenia. Jest to tendencja do akceptowania jedynie tych informacji, które potwierdzają nasze oczekiwania. Kiedy więc raz daliśmy się przekonać, że szczepionki zawierają rtęć, martwe płody i wyciąg z autyzmu, to nawet najbardziej rzeczowy, potwierdzony pracą najtęższych uczonych, argument nie przekona nas do natychmiastowego zaszczepienia dziecka na odrę.

Spisek farmaceutyczny!

Bardzo częstą metodą nagabywania klientów przez szarlatanów jest bazowanie na ich braku zaufania do konwencjonalnej medycyny, strachu przez efektami ubocznymi leków oraz przekonaniu, że za produktami dostępnymi w aptekach stoją wielkie korporacje, które to robią wszystko, aby „tajemna wiedza” głoszona przez uzdrowicieli, nie wyszła na jaw.



Parę lat temu głośno było o Belle Gibson, australijskiej blogerce, która to napisała książkę zawierającą jej autorską kurację antynowotworową. Dziewczyna twierdziła, że zachorowała w wyniku komplikacji poszczepiennych. Rak zaatakował jej trzustkę oraz wątrobę. Nie wierząc w skuteczność przepisanych jej lekarstw, zaczęła ona szukać alternatywnych sposobów walki z chorobą. Kiedy z nią wygrała, dorobiła się fortuny sprzedając swoją książkę i udzielając odpłatnych porad zdesperowanym ludziom. Stała się też jednym z filarów ruchów antyszczepionkowych. Jej sława trwała aż do dnia, w którym na jaw wyszło, że Gibson nigdy nie miała nowotworu, a cała historia opisana przez nią w książce to stek bzdur.

Kup! Kup koniecznie. To opracowany przez amerykańskich uczonych kwantowy rozpierdalator hiperplanetarny do stymulacji twojego rectum

Mój dobry kolega miał kiedyś wielką słabość do filmików z tzw. żółtymi napisami. To te materiały, w których dowiadujemy się, że Ziemia jest wklęsła, a Żydzi spiskują z dziobakami, aby przejąć kontrolę nad światowym rynkiem durszlaków. Kiedyś wpadłem do niego z wizytą i zostałem wtajemniczony w technologię produkcji tzw. wolnej energii. Za cenę kilku ładnych tysięcy polskich złotych kolega wszedł w posiadanie tzw. Magravy. To opracowana przez pewnego Irańczyka maszyna wytwarzająca "energię plazmową", która to miała sprawić, że rachunki za prąd spadną nam do zera.



Większość osób pewnie popukałaby się w głowę i nie zapłaciła za ten zwinięty kawałek drutu marnego grosza. Tymczasem siłą marketingową tego ustrojstwa jest stworzona wokół niego „naukowa” otoczka. Na niezliczonej ilości, trwających niekiedy wiele godzin, filmików opisujących działanie tego wynalazku używa się skomplikowanych wykresów oraz całych wykładów, w których padają sentencje bardziej niezrozumiałe dla szarego odbiorcy, niż fragmenty pracy naukowej z dziedziny fizyki molekularnej.

Oczywiście wynalazek ten wolnej (a nawet i średnio szybkiej) energii nie tworzył. Za to poważnie odciążał portfele swych nabywców. Kiedy ci odkryli, że rachunki za prąd wcale nie zmalały i zaczęli okazywać swoje niezadowolenie, przedstawiciele firmy tworzącej Magravy zaczęli tłumaczyć, że prawdziwą siłą ich produktu jest jego wpływ na ludzkie zdrowie – oto bowiem dzięki wytworzonej przez to ustrojstwo „plazmie” człowiek chroniony jest przed chorobami, złym okiem i całym złem tego świata. Jedyne czego maszyna ta nie leczy to głupota, no ale cóż począć?



Używanie niezrozumiałego dla potencjalnego kontrahenta, „naukowego” bełkotu to bardzo lubiany przez szarlatanów chwyt. A niemalże gwarancją wciśnięcia prostemu człowiekowi pseudomedycznego bubla jest stosowanie takich słów, jak: energia, wibracje, częstotliwość, rezonans itp. Wielu sprzedawców stara się w ten sposób nadać swoim produktom wiarygodność. Tak na przykład robi nasz, polski „wynalazca” - Jan Taratajcio. Na jego stronie możemy kupić takie cudeńka, jak kwantowy, magnetyczny analizator rezonansowy, detoksykator na bazie generatora Rife’a czy biorezonator odblokowujący meridiany...



Zaufaj mi! Nie znam się na tym

Czemu facet, który dotąd pracował w masarni, a później zatrudniony był w firmie produkującej maszyny górnicze, po ukończeniu paru kursów z zakresu hipnozy, nagle pisze książki o leczeniu zawałów serca wykałaczką? Jednocześnie osoba, która większość swojego życia poświęciła na naukę i ratowanie ludzkiego życia, jest zbyt skromna, aby z taką samą pewnością siebie i charyzmą dzielić się swoją cenną wiedzą...

Czy mając problemy z erekcją poszedłbyś do faceta, który za ogromne pieniądze wszczepiłby ci w mosznę zmielone jądra kozła? Pewnie jak by miał odpowiedni dar przekonywania, to nawet byś się nie zawahał. Nie, to nie żart – w drugiej dekadzie XX wieku w USA działał niejaki John C. Brinkley – lekarz bez papierów, który dorobił się niemałej fortuny „lecząc” w ten sposób pacjentów z niesprawnymi kuśkami.



Słyszeliście kiedyś o tzw. efekcie Dunninga-Krugera? To opisane w 1990 roku przez tych naukowców zjawisko, które objawia się tym, że osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie mają skłonność do zachowywania się niczym największe autorytety. Jednocześnie jednostki, które faktycznie taką wiedzę posiadają, mają z kolei nawyk do niedoceniania swoich umiejętności.

Napisana przez Justina Krugera i Davida Dunninga, podparta obserwacjami, praca naukowa za którą obaj uczeni dostali Ig Nola, jest niczym innym, jak udowodnieniem prawdziwości słów Karola Darwina - pisał on kiedyś, że „pewność siebie znacznie częściej wynika z ignorancji niż wiedzy”. Warto o tym pamiętać, kiedy kolejny raz zobaczycie na Youtube pana, który to bez mrugnięcia okiem będzie wyśmiewał dokonania współczesnej medycyny i zaklinał się, że w przypadku nowotworu konieczne jest odstawienie chemioterapii i sięgnięcie po witaminę C (ale tylko tę, która jest dostępna w jego sklepie, ma się rozumieć!).
14

Oglądany: 69217x | Komentarzy: 149 | Okejek: 283 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

27.02

26.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało