Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Te ciekawostki na temat narkotyków mogą cię zaskoczyć!

51 415  
168   33  
Szpryca, joint czy gorzałka? Dragi zazwyczaj gwarantują dobrą zabawę za dość wysoką cenę. Płacimy za nie pieniędzmi oraz własnym zdrowiem. Trochę szkoda, że temat tych niebezpiecznych substancji stanowi tabu i łatwiej nam udawać, że problemu nie ma, niż w rozsądny edukować przyszłe pokolenia na temat działania, dawkowania i skutków sięgania po najbardziej popularne używki.

Leki na receptę zabijają więcej osób niż nielegalne narkotyki

Mówiąc o niebezpiecznych dla zdrowia dragach, po które ludzie z chęcią sięgają, zapominamy o pigułach dostępnych w każdej aptece. O antydepresantach, opioidowych lekach przeciwbólowych czy środkach nasennych. W samych tylko Stanach Zjednoczonych ponad 15 milionów obywateli nadużywa tych substancji. Rocznie dla grubo ponad 20 tysięcy z nich kończy się to śmiertelnym przedawkowaniem.



To właśnie te całkiem legalne leki zabijają więcej ludzi niż kokaina, metamfetamina i heroina razem wzięte! Problem w tym, że większość osób sięgających po zakupione w aptece i przepisane przez lekarza prochy uważa, że są one o niebo bezpieczniejsze niż zmieniające świadomość narkotyki sprzedawane na ulicy. Za taką ignorancję często płaci się najwyższą cenę.

Metamfetamina to wynalazek japoński!

Pośród wielu japońskich tworów to nie hentai ani bukkake są najbardziej popapranymi wynalazkami z Kraju Kwitnącej Wiśni. W 1884 roku na czele jedynej w tamtym kraju firmy farmaceutycznej stanął ambitny chemik - Nagai Nagayoshi. Już rok później z pewnego gatunku przęśli wyizolował on efedrynę – alkaloid, który w przyszłości był wykorzystywany jako reduktor apetytu, lek na nadciśnienie oraz środek stosowany przy nieżycie nosa.



Wówczas jednak nikt specjalnie nie zainteresował się odkryciem pana Nagai, więc ten postanowił zwiększyć moc tej substancji za pomocą dodania do niej czerwonego fosforu i jodyny. W ten sposób powstała metamfetamina i podobnie jak efedryna, nie od razu znalazła ona zastosowania w medycynie. Dopiero dwie dekady później inny japoński chemik, Akira Ogata, który stworzył tę samą substancję w skrystalizowanej formie, odniósł sukces, wypuszczając ją na rynek za pośrednictwem pewnej brytyjskiej firmy farmaceutycznej. Środek zawierający metamfetaminę służył do leczenia depresji, astmy oraz… zatkanych zatok.



W „spidującym” efekcie ubocznym leku zakochali się Niemcy. Żołnierze walczący na frontach II wojny światowej oraz piloci Messerschmittów skutecznie odstraszali metamfetaminą sen. Tymczasem w Japonii przez wiele lat substancję tę sprzedawano pod nazwą „Philopon” (czyli „miłość do pracy”) i dawano ją pracownikom wielkich fabryk, aby zwiększyć ich wydajność.

Po meskalinowe kaktusy sięgali nie tylko meksykańscy szamani

Meskalina to dość potężny enteogen, którego spożycie prowadzi do stanu błogiego odprężenia, przyjemnych halucynacji i wrażenia jedności z naturą. O ile psychodelik ten nie jest u nas zbyt popularną używką rekreacyjną, to już jego właściwości cenią sobie wszelkiej maści psychonauci, zafascynowani książkami Huxleya hippisi i nade wszystko – środkowo i południowoamerykańscy szamani, którzy wykorzystują bogate w meskalinę kaktusy do swoich magicznych rytuałów.



Przez pewien krótki czas meskalina była także popularna w okresie… wojny secesyjnej, kiedy to wielu teksańskich żołnierzy trafiało do niewoli Armii Federalnej. Przetrzymywani w obozach dla jeńców wojennych nie mieli dostępu do alkoholu, więc podpatrzywszy Indian, zaczęli eksperymentować z pejotlami – kaktusami rosnącymi w południowo-zachodnim Teksasie. Więźniowie moczyli te rośliny w wodzie, a następnie wypijali ją i doświadczali halucynacji, z jakimi prawdopodobnie nigdy wcześniej nie miał do czynienia żaden biały człowiek!

Heroinowe ikony piękna

Obraz uzależnionego od szprycy narkomana daleki jest od widoku, które można by uznać za piękny, a mimo to w ostatniej dekadzie ubiegłego wieku w dobrym guście było wyglądać niczym pokłuta brudnymi igłami menelica. A wszystko to z powodu pojawienia się na amerykańskich ulicach taniej heroiny. Na początku lat 90. cena tego narkotyku drastycznie spadła, ponieważ za jego wytwarzanie zabrali się Kolumbijczycy, bez trudu wypierając z rynku swoich azjatyckich konkurentów.



Efektem łatwej dostępności tego narkotyku był oczywiście drastyczny wzrost uzależnionych od niego obywateli. Jednocześnie też zmniejszyła się ilość osób zarażonych wirusem HIV, ponieważ coraz mniej użytkowników heroiny aplikowało ją sobie dożylnie. Zamiast tego popularne stało się jej wciąganie lub palenie. Helupa przestała być dragiem ulicznych desperatów i powoli zaczęła wkraczać w życie przedstawicieli klasy średniej. Swoją cegiełkę do popularyzowania hery przyłożył też… grunge. Muzycy ze Seattle, tworzący podwaliny pod tę subkulturę, według artykułu z New York Times mieli sięgać jedynie po trzy używki: „espresso, piwo i heroinę”, a widok zabiedzonego, trupiobladego gitarzysty z przetłuszczonymi włosami przestał kogokolwiek razić.



I wtedy swoje trzy grosze do promowania dorzuciła też branża modowa, która wylansowała nową ikonę piękna - tzw. „heroin chic” - wychudzoną dziewczynę z ziemistą cerą i mętnym spojrzeniem, która wyglądała tak, jakby za chwilę miała spaść z rowerka. Przez dobrych sześć lat takie właśnie niewiasty reklamowały produkty Calvina Kleina czy Sisley. Heroinowe laski zakończyły swoją karierę dopiero w ostatnim okresie lat 90. kiedy to ich miejsce zajęły również bardzo szczupłe, ale już znacznie zdrowiej prezentujące się modelki.



Fentanyl – prawdopodobnie najbardziej niebezpieczny narkotyk, jaki istnieje

Ten opioid zsyntezowany został w latach 60. z myślą o osobach będących w ostatnich stadiach nowotworów. Ta stukrotnie silniejsza niż morfina substancja znacznie skuteczniej redukuje ból towarzyszący tej chorobie. Szybko jednak znalazła ona swoich miłośników także i wśród zwykłych narkomanów. A to głównie dlatego, że fentanyl oprócz swej mocy jest również bardzo uzależniający. Jednak to nie ten fakt sprawia, że uważa się go za najbardziej niebezpieczny narkotyk na świecie. Problem z tym dragiem jest taki, że szalenie łatwo go przedawkować. Śmiertelna dawka dla człowieka to… ćwierć miligrama, czyli równowartość dwóch ziarenek piasku! Żeby tego było mało, fentanyl można zażyć całkiem nieświadomie – z łatwością wchłania się on przez skórę.



Wiele wskazuje na to, że Specnaz użył fentanylu podczas odbijania zakładników przetrzymywanych w 2002 roku w moskiewskim teatrze. Antyterroryści wpuścili do budynku gaz zawierający tę substancję. Zgodnie z planami miał on uśpić zarówno czeczeńskich zamachowców, jak i ich ofiary. Niestety, najwyraźniej źle dobrano stężenie opioidu, bo aż 129 osób zmarło w wyniku kontaktu z gazem. Jako że mimo wszystko większość odbitych zakładników przeżyło, operację uznano za udaną, a śledztwo w sprawie śmiertelnego zatrucia się "paru pechowców" wstrzymano...
7

Oglądany: 51415x | Komentarzy: 33 | Okejek: 168 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.02

19.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało