Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Śmierć za filiżankę herbaty? Prawdziwa twarz szlaku na Hua Shan

49 556  
138   22  
Hua Shan we wschodnich Chinach uchodzi za jeden z najbardziej niebezpiecznych, jeśli nie ten najbardziej niebezpieczny szlak na Ziemi. Czy faktycznie? A może jedynym niebezpieczeństwem, jakie się tu czai, jest zapalenie płuc spowodowane wirusem z oddalonego o 800 km (w chińskiej skali - rzut beretem) miasta Wuhan?
1810550af087e7dHua_Shan.jpg

Jeden z pięciu wierzchołków jednej z pięciu świętych gór

Legenda głosi, że na południowym wierzchołku świętej chińskiej góry zamówić można najsmaczniejszą herbatę świata. Co ją wyróżnia? Starannie pielęgnowane, zbierane o optymalnej porze, a następnie odpowiednio przygotowywane liście? A może krystalicznie czysta woda z dziewiczego źródełka wybijającego wyżej niż mogłyby dotrzeć jakiekolwiek zanieczyszczenia? Nic z tych rzeczy. Tym, czym filiżanka na Hua Shan wyróżnia się spośród tysięcy - milionów! - innych chińskich herbat, jest szlak, który trzeba pokonać, by po nią sięgnąć.

Niewielka herbaciarnia znajduje się na wysokości 2133 metrów nad poziomem morza, niecałe 30 metrów poniżej południowego szczytu. To niemal 400 metrów mniej niż Rysy. Nic więc nie wskazuje na emocje towarzyszące zazwyczaj wysokogórskim wspinaczkom. Emocji jednak nie brakuje - zwłaszcza jeśli spojrzy się na zdjęcia śmiałków przeciskających się po wąskiej drewnianej kładce nad niemal pionową, kilometrową ścianą. Samo spoglądanie na fotografie potrafi wywrócić żołądek do góry nogami.

1810551bbf41764Herbaciarnia_Hua_Sha.jpg

Przejście w jedną czy drugą stronę można jeszcze sobie wyobrazić - ze wzrokiem utkwionym w ścianę, konsekwentnie unikając spoglądania w dół, wyzwanie nie wydaje się nie do pokonania. Co jednak w sytuacji, kiedy trzeba wyminąć się z kimś idącym z naprzeciwka? Komu przysługuje komfort przytulenia się do ściany, a komu wątpliwa przyjemność balansowania na krawędzi drewnianej deski bynajmniej nie wyglądającej na solidną?

Nie taki szlak straszny, jak go malują

Wydawałoby się, że nikomu rozsądnemu spacer takim szlakiem nawet nie przeszedłby przez myśl. Tymczasem na Hua Shan ustawiają się całe kolejki, wcale nie mniejsze niż w drodze na wspomniany już najwyższy szczyt Polski. Czy gdyby przeprawa rzeczywiście była aż tak niebezpieczna, jak ją malują, znalazłoby się aż tak wielu śmiałków gotowych dzień w dzień ryzykować życie - nawet nie dla słynnej chińskiej herbatki, a po prostu dla zmierzenia się z wyzwaniem?

18105558cf80837Tlum_na_Hua_Shan.jpg

Instynkt samozachowawczy w niejednej sytuacji zawodzi, ale... akurat nie w tym wypadku. Jak opowiada Jarryd z nomadasaurus.com, całe słynne przejście ma ledwie nieco ponad pięćdziesiąt metrów długości i choć faktycznie robi wrażenie, to nie jest bynajmniej najbardziej niebezpieczną atrakcją w okolicy. Polscy turyści również nie pozostawiają na szlaku suchej nitki. Adam z travelarchitects.pl pisze wprost o rozczarowaniu, przestrzegając przed nastawianiem się na "ekstremalne doświadczenia wspinaczkowe".

Nie bez ofiar

Mimo że każdy turysta przemieszczający się po kładkach na Hua Shan musi mieć na sobie obowiązkową uprząż, i tak dochodzi do wypadków. W lipcu 2018 roku niezidentyfikowany mężczyzna oderwał się od ściany i poszybował w dół stoku, ginąc na miejscu. Nieszczęśliwy wypadek niósł za sobą także inne konsekwencje - przez długi czas nie sposób było ustalić tożsamości ofiary. W bagażu, który (prawdopodobnie właśnie on) pozostawił w przechowalni (obowiązkowej dla wszystkiego, co większe niż telefon czy aparat fotograficzny), znajdowały się tylko przekąski i napoje, nie było natomiast ani dokumentów, ani biletów wstępu do parku.

Mężczyzna podróżował sam, a ewentualna rodzina nie zgłosiła zaginięcia. Policja uciekała się więc do najróżniejszych metod, by odkryć personalia zmarłego, w tym do badań DNA. W konsekwencji szlak na Hua Shan przez pewien czas był zamknięty, a później - zgodnie z informacją South China Morning Post - wprowadzono obowiązkową rejestrację każdego udającego się na trasę, tak aby w razie jakiegokolwiek nieszczęścia uniknąć podobnych, dodatkowych problemów.

Czego spodziewać się po wejściu na Hua Shan

181055219cd372bSzlak_Hua_Shan.jpg

Jak więc naprawdę wygląda wejście na chińską świętą górę i czego spodziewać się na miejscu? Przede wszystkim całego mnóstwa turystów - w przeważającej liczbie mocno absorbujących Chińczyków. Dlatego jeśli już wybierać się na Hua Shan, to poza sezonem. Warto jednak "postarać się" o sprzyjające warunki atmosferyczne. Nagłe załamanie pogody może sprawić, że wycieczka zrobi się faktycznie niebezpieczna.

Znaczną część trasy można - za odpowiednią opłatą - pokonać kolejką i to opcja, którą wybiera większość podróżnych. Alternatywę stanowi szlak pieszy pełen niekończących się, jak można by sądzić, schodów. Należy przygotować się na całodzienną wędrówkę w tę i z powrotem, a podejścia i zejścia zafundują niemały wycisk kolanom i stawom. Czy jest się czego obawiać? Przede wszystkim zmęczenia, a w dalszej kolejności tłumów. Warto natomiast skręcić też w nieco mniej popularną stronę i - mając już za sobą przejście najsłynniejszą drewnianą kładką - udać się także do "pawilonu szachowego".

Pawilon szachowy na Hua Shan

1810549bf80a5c4Pawilon_szachowy.jpg

Ze wschodniego szczytu świętej góry dostrzec można niewielką budowlę, z której rozciągają się nie mniej spektakularne widoki. Na miejscu znajduje się plansza do gry - partyjka w takich "okolicznościach" może być niezłą atrakcją, a także okazją do odpoczynku po wymagającym przejściu. W odróżnieniu od przejścia drewnianą kładką do herbaciarni na Hua Shan tutaj liczba osób znajdujących się jednocześnie na szlaku jest mocno ograniczona.

Wszystko przez to, że trasa do pokonania jest znacznie mniej komfortowa - mimo że nie ma aż tak ekstremalnych różnicy wysokości. Wymaga jednak pokonania śliskich i stromych, wykutych w skale stopni, które nie przypominają już schodów. To bardziej zagłębienia czyhające na postawioną nieuważnie stopę. Ponownie trzeba założyć obowiązkową uprząż, a wcześniej - jeśli chętnych akurat jest więcej - zaczekać na swoją kolej.

Chiny nieco inaczej

Czy udanie się na filiżankę herbaty może być emocjonujące - okazuje się, że tak. Jednak wcale nie ze względu na doznania smakowe czy "obcowanie ze śmiercią na najbardziej niebezpiecznym szlaku świata". Herbata z całą pewnością będzie miłym ukoronowaniem długiej wędrówki, ale prawdziwą nagrodą za wysiłek przy wspinaczce są zapierające dech w piersiach widoki. To właśnie one sprawiają, że na Hua Shan faktycznie warto się wybrać - i przeboleć niemałe opłaty za wstęp, tłumy turystów czy dość spartańskie warunki gdyby komuś zachciało się dać upust potrzebom fizjologicznym.

1810556f7e7aed8Gora_Hua_Shan.jpg

To znakomity sposób na to, by odpocząć od zwiedzania chińskich miast (aczkolwiek gdyby ktoś miał ochotę na samotną wspinaczkę, powinien raczej zmienić kierunek, a najlepiej od razu kraj). Na Hua Shan warto zajrzeć, tym bardziej że góra znajduje się zaledwie 100 kilometrów od jednego z najbardziej popularnych chińskich zabytków - Terakotowej Armii.
7

Oglądany: 49556x | Komentarzy: 22 | Okejek: 138 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

28.02

27.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało