Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Na co umierali królowie Polski

52 123  
310   50  
Spoglądali na nas z obrazów w każdej sali do historii, sprawiając wrażenie silnych, niezłomnych, mogących poradzić sobie ze wszystkim. W rzeczywistości często byli to jednak bardzo schorowani ludzie.
Przeglądając materiały na dysku, natrafiłem na swój folder z artykułami, które popełniłem pisząc do gazety studenckiej. Trochę żal mnie chwycił, gdy sobie przypomniałem ile czasu i pracy kosztowało mnie sporządzenie tego artykułu, dlatego postanowiłem dać mu drugie życie. Oczywiście głodnych formy papierowej odsyłam do redakcji PulsUM, gdzie to w archiwum, bądź jeszcze w niektórych zakamarkach poznańskiej uczelni medycznej, mógł się ostać numer z tym artykułem. Tymczasem wszystkich ciekawych historii medycznych naszych władców zapraszam do dalszej lektury.


Mieszko I

Wspominając swe liceum, pamiętam, iż sala, w której odbywały się zajęcia z historii, była obwieszona dookoła portretami władców polskich. Spoglądali na nas, alumnów, tym swoim srogim i pełnym dumy wzrokiem, jaki nadał im autor tych wizerunków – Matejko. A my cóż, niechętnie, bowiem był to mat-fiz, ale pokornie uginaliśmy głowy pod ciężarem ich surowych spojrzeń i mimo zniechęcenia raz za razem wkuwaliśmy kolejne daty bitew czy konsekwencje fikcyjnych paktów i sojuszy. Mnie akurat to ciekawiło, lecz czasem miałem wrażenie, że resztę klasy jedynie ten patetyczny nastrój, jaki w sali panował, był w stanie zmusić do otworzenia podręcznika.

Och, gdyby tylko moi koledzy wiedzieli, jak bardzo schorowane ciała miały te „boskie” twarze królów i książąt naszych. Jak ludzkie, a czasem wręcz wstydliwe choroby zaciągnęły ich do grobu. Myślę, że wtedy nasz nauczyciel, mimo nie mniejszego zniechęcenia niż to z naszej strony, mógłby się poddać i polec w próbach przekazania nam jakiejkolwiek wiedzy historycznej. I nie mam tu zamiaru robić powtórki z zajęć historii medycyny ani też oczerniać naszych władców, a raczej pokazać ich z nieco bliższej nam i naszym czasom strony. Jako pacjentów z nadciśnieniem, cukrzycą, niewydolnością nerek czy wszechobecnymi chorobami wenerycznymi. I jak łatwo się domyślić (mimo iż dalszy tekst będzie dotyczył władców polskich), królowie Czech, Francji, Jerozolimy czy Bizancjum cierpieli nie mniej, nie więcej niż nasi.


Bolesław Chrobry

Mimo iż Piastowie panowali nad terytorium Polski najdłużej, bowiem aż 340 lat, to niestety nie wiemy wiele o ich kondycji fizycznej. Najczęściej informacje są sprzeczne, niedokładne albo znów brak im odpowiednich źródeł czy potwierdzenia w innych kronikach. Z ciekawostek, spośród wszystkich władców naszego kraju tylko dwóch zostało zamordowanych (Leszek Biały i Przemysław II) i to obaj z linii Piastów. Jeśli porównamy ten wynik na przykład do sytuacji w Anglii czy Francji, to jest to powód do dumy. No ale mniejsza z tym. Najwięcej informacji pojawia się dopiero w kronikach od XIV wieku.

Dowiadujemy się, że ten sam Wacław II, który jako król Czech podbił ziemie Polan i wkrótce też został królem polskim, bał się burzy i miauczenia kotów. Zmarł (jak pisze kronikarz) na suchoty. Nie jest to co prawda precyzyjny opis, bo dalej nie wiemy, czy była to choroba nowotworowa, czy może gruźlica lub zapalenie płuc, ale to zawsze coś.


Władysław Łokietek

Władysław Łokietek zmarł najprawdopodobniej na skutek udaru mózgu. Możemy przeczytać, że władcę dopadł paraliż, zaburzenia mowy, a niedługo później wyzionął ducha.

Kolejny król jest już ciekawszym przypadkiem. Uchodzący za supermężczyznę w sile wieku, Kazimierz III Wielki miał niewątpliwie pecha w życiu. Jeśli wierzyć tekstom, to zdrowie i siłę posiadał, ale żadna z jego pięciu żon nie dała mu tego, czego mógłby chcieć – mianowicie syna. Dwie pierwsze zmarły niedługo po ślubie. Kolejna – Adelajda – okazała się być niepłodną, ale z tym sobie król poradził umieszczając „nieprzydatną” żonę w Żarnowcu nad Pilicą i mimo ślubu z poprzednią, zawarł kolejny z Elżbietą Rokiczanką, chociaż i tę wkrótce odesłał. W końcu ożenił się z Jadwigą, a ta zrodziła mu pierwsze dziecko. No niestety płci żeńskiej, tak samo jak dwoje następnych dzieci. Można by podejrzewać jakiś defekt genetyczny, który nie pozwalał władcy doczekać się upragnionego syna, gdyby nie fakt, iż synów to on jednak miał. Z nieprawego łoża (jakby te poprzednie były zupełnie prawe – przyp. red.), a ten fakt niestety nie pozwalał żadnemu z nich zasiąść na tronie po ojcu.


Kazimierz III Wielki

Kazimierz zmarł na skutek urazu. W roku 1370 podczas polowania spadł z konia i złamał kość podudzia. Najprawdopodobniej złamanie było otwarte, bowiem na jego skutek król niedługo później zaczął gorączkować i dziś rozpoznalibyśmy u niego sepsę. Aby jeszcze bardziej przybliżyć nam postać władcy dodam, iż z racji tego, że zawsze towarzyszyło mu wyśmienite zdrowie, zapisał się w kronikach (a na pewno w pamięci medyków) jako ten, który lekceważył zalecenia lekarskie – nawet na łożu śmierci.

Zamykając dynastię Piastów, rozpoczynamy czas, kiedy to wśród całej litanii chorób pojawia się coś nowego. Może nie tak od razu, ale już w XV wieku błękitnokrwiści zaczęli zauważać pierwsze kiłaki na swych ciałach. No, może nie tak od samego początku, bo po dość niefortunnych rządach Andegaweńczyka pojawia się Jadwiga. Jeśli wierzyć Długoszowi, to była to istna piękność. Wysoka i smukła kobieta – bo mierząca ponad 180 cm, po 12 latach małżeństwa z Jagiełłą w końcu urodziła córkę. Poród nie należał do najłatwiejszych, bo królowa miała wąską miednicę (co jest częste u kobiet wysokich). Niestety po porodzie pojawiła się gorączka i tak 4 tygodnie później Elżbieta Bonifacja – córeczka – zmarła, a cztery dni po niej też i sama królowa. Dziś zakładam, że bylibyśmy w stanie bez problemu uratować zarówno matkę, jak i córkę. Ba! Możemy nawet się domyślać, jaki patogen był sprawcą tych niefortunnych wydarzeń, lecz w tamtych czasach śmierć przy porodzie lub na skutek jego powikłań dotyczyła ⅓ kobiet.


Jadwiga

Sam małżonek dożył późnej starości. Wiek 86 lat nawet w dzisiejszych czasach budzi swego rodzaju podziw. Zmarł, można powiedzieć, trochę przez swoją niefrasobliwość. Uwielbiał spacery po lasach, gdzie to mógł wsłuchiwać się w śpiew ptaków. Niestety pewnego razu w ten sposób podobno przeziębił się i zmarł. Domyślamy się, że nie był to zwykły katarek (choć i ten wielu mężczyzn przyprawia o wręcz agonalne doznania), a jak już, to na przykład zapalenie płuc.

Warneńczyk, jak wiemy, umarł młodo. Następny syn, Kazimierz, oprócz wrodzonej wady wymowy cierpiał na chorobę reumatyczną i zwyrodnienie kręgosłupa. Zmarł najpewniej na dur brzuszny (a na pewno na skutek silnego rozwolnienia), którego nabawił się na Litwie. W efekcie odbiałczenia puchły mu nogi, a niedobór wody i elektrolitów doprowadził do zaburzeń w pracy nerek.

Kolejny władca, Jan Olbrycht, z powodu lubieżnego życia nabawił się kiły, co było bezpośrednią przyczyną jego śmierci. Podobnie do swego starszego brata, Aleksander Jagiellończyk również męczył się z syfilisem, ale nie będę się tu rozpisywać na jego temat. Podobnie też Zygmunta Starego pozwolę sobie pominąć, ponieważ to ten ostatni z Jagiellonów na naszym tronie miał najciekawszą historię medyczną.


Zygmunt August

Zygmunt August, jak wiemy, zmarł bezpotomnie. Pierwsza żona była epileptyczką i po jej śmierci, w tajemnicy przed matką, zakochany król (co rzadkość) bierze ślub z Barbarą Radziwiłłówną. Przyszła królowa Polski już długo wcześniej słynęła ze swego temperamentu seksualnego, co - jak łatwo się domyślić - przyczyniło się do jej śmierci. Tym razem jednak miłość króla była silniejsza i nie pozbył się jej jak jeden z jego poprzedników, a wręcz wytrwał przy niej aż do śmierci – co nie było łatwe. Barbara bowiem chorowała na raka szyjki macicy i cierpiała bardzo, zwyczajnie gniła za życia. Niezrażony tym król był przy niej do końca, co też utrwalił na swym obrazie Matejko. Niestety para nie doczekała się potomstwa, bezpłodność tym razem leżała najprawdopodobniej po stronie króla. O jej spowodowanie oskarża się włoską dwórkę Dianę di Cordone, która zaraziła go syfilisem przywleczonym przez żeglarzy Kolumba. Przyczyną śmierci była natomiast mocznica i niewydolność nerek. Przed śmiercią wydalił trzy kamienie moczowe wielkości bobu.


Stefan Batory

Władcy elekcyjni wyróżniali się co najwyżej dokładniejszymi opisami i kronikami, więc ewentualny wzrost liczby chorób, jakie się im przypisuje, jest raczej efektem postępu zarówno medycyny, jak i piśmiennictwa. Na przykład z sekcji Stefana Batorego dowiadujemy się, że przyczyną była uremia (znowu), która wystąpiła na skutek zwyrodnienia wielotorbielowatego.

Pojawiają się coraz to dokładniejsze opisy i trafniejsze diagnozy. Kolejny władca, Zygmunt III Waza, po śmierci żony zupełnie się załamał, w efekcie czego miał się ciężko rozchorować i parę miesięcy później umrzeć. Przyczyną był znany nam już wcześniej udar. Ciekawszy był natomiast jego następca. Jako bezpośrednią przyczynę śmierci Władysława IV podaje się przedawkowanie. Tak jest, przedawkowanie środków na przeczyszczenie. Ponadto doskwierało mu też zwyrodnienie stawów, które nastąpiło w efekcie dny moczanowej.


Michał Korybut Wiśniowiecki

Michał Korybut Wiśniowiecki zmarł w wieku trzydziestu trzech lat po nadzwyczaj krótkim panowaniu. Podejrzewano nawet, że został otruty, ponieważ pozłacana miednica, do której w czasie sekcji wkładano królewskie wnętrzności, poczerniała. Cierpiał on jednak przez całe swoje krótkie życie, a główna przyczyna tych cierpień leżała przede wszystkim w nadmiernym obżarstwie. Powiadano, że podczas jednego posiłku potrafił zjeść na przykład tysiąc pomarańczy. Wiśniowieckiego cechowała ociężałość umysłowa, podejrzewano go nawet o kretynizm. Cierpiał ponadto na cukrzycę, dolegliwości przewodu pokarmowego, niewydolność oddechową oraz miewał napady ostrej kolki nerkowej.


Jan III Sobieski

Nie mniej schorowany był nasz bohater spod Wiednia. W sumie chyba to właśnie do niego powinien należeć tytuł najbardziej schorowanego monarchy na naszym tronie. Gnębiły go zaawansowana podagra, kamica nerkowa i żółciowa, niewydolność oddechowa oraz zespół płucno-sercowy. Przechodził zapalenie nerek, miewał częste bóle głowy związane z zapaleniem zatok i krwawieniem z nosa. Miał zaawansowaną chorobę nadciśnieniową, która objawiała się szczególnie po wypiciu alkoholu. "Nawet i dwa kieliszki szkodzą, zaraz mi głowę rozgrzeją, że pała jak ogień" – pisał w liście do żony. Przeszedł też niezwykle ciężkie zatrucie związkami rtęci po zażyciu kalomelu, który stosował jako środek przeczyszczający. Pojawiły się wtedy u niego: ślinotok, owrzodzenia jamy ustnej i obrzęki twarzy. Pod koniec życia trzeba go było nosić na specjalnym krześle, bo miał znaczne obrzęki nóg i podbrzusza na skutek niewydolności nerek.

W czasie sekcji w prawej nerce króla znaleziono kamień wielkości kasztana, a w pęcherzu drugi, podobny kształtem do gołębiego jaja. Na domiar złego jeszcze się zakochał na zabój w Marysieńce, która to wraz z posagiem wniosła do historii choroby króla pamiątkę po swym rozwiązłym życiu – syfilis. Co ciekawe, Marysieńka wcale nie była jakoś oszałamiająco piękna. Wyniszczająca kuracja rtęcią (która zabijała krętki) spowodowała u niej całkowitą utratę zębów i włosów. Jeśli dodać do tego jej napady melancholii i migreny, to ciężki kawałek chleba miał z nią nasz król.


August II Mocny

O ostatnich władcach Polski opowiem już mniej szczegółowo. Do ciekawszych należy August II Mocny. Tak, ten sam, co łamał podkowy w rękach i przysypiał na posiedzeniach rady królewskiej. Ano przysypiał, bo miał cukrzycę (i otyłość), a zmarł, ponieważ podczas jednego z jego popisowych numerów fragment podkowy wbił mu się w stopę. Rana długo nie chciała się goić i dalszy opis odpowiada przypadłości znanej jako stopa cukrzycowa. Następnie wdało się zakażenie, które w konsekwencji doprowadziło do sepsy.

Następny Sas, August III, słynął z otyłości. Złośliwie co niektórzy nazywali go wręcz bryłą mięsa. Do otyłości doszła jeszcze niedoczynność tarczycy, a bezpośrednią przyczyną zgonu był wylew krwi do mózgu.

Nasz najdłużej żyjący z władców, Stanisław Leszczyński, również nie miał zbyt wiele szczęścia. Dożył sędziwego wieku 89 lat, mimo złego nałogu – nikotynizmu. Był nałogowym palaczem, podobno wypalał dziennie nawet i 30 fajek, przez co niektórzy zwali go wręcz “skórzaną gębą”. A zmarł w sposób tragiczny, bowiem (o ironio…) sam się zapalił. Iskra z kominka zajęła ogniem jego ubranie i na skutek bardzo rozległych oparzeń wywiązała się posocznica, która stała się przyczyną zgonu.


Stanisław Leszczyński

Nie będę się już długo rozwodzić nad przyczyną zgonu ostatniego króla Polski, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Był to atak apopleksji.

Ufam, że nie zanudziłem was na śmierć tym artykułem ani też nie zraziłem do postaci naszych władców. Mam wrażenie, że w momencie kiedy dotarło do mnie, iż medycyna przegrywa z praktycznie tymi samymi problemami od stuleci, trochę opadły mi skrzydła. Zrozumiałem, że żaden lekarz nie jest w stanie wygrać ze śmiercią na dłuższą metę i żadna fortuna ani pozycja społeczna nas nie uratuje. Świadczy o tym też przypadek Davida Rockefellera, który nie tak dawno od nas odszedł. Planował żyć lat 200, miał chyba z siedem transplantacji serca, dwie nerek i wydawał grube miliardy dolarów, aby zachować zdrowie.

Myślę, że gdybym dziś usiadł w dawnej sali od historii i spojrzał na poczet naszych władców, dostrzegłbym już nie twarze bogów i herosów, a zwykłych ludzi. Nawet czasem bardziej obciążonych genetycznie i tym samym słabszych od innych. Można tylko dojść do wniosku, że niestety w tym wyścigu medycyny ze śmiercią w dalszym ciągu jesteśmy daleko w tyle. Ot: Vanitas, vanitatum, et omnia vanitas...

Źródła: 1, 2, 3
9

Oglądany: 52123x | Komentarzy: 50 | Okejek: 310 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

27.02

26.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało