Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Wiedzieliście o tym, że palenie skórki od banana zapewni wam haj życia?

68 019  
135   45  
„Trawka się skończyła, ale mówię ci stary – zapal sobie skórkę od banana. Ponoć daje niezły odlot” - powiedział do małoletniego wówczas mnie gość, który uważany był za żywą encyklopedię wszelkiej maści psychodelicznych substancji. Wysuszoną skórkę upchnąłem w lufce i tłumiąc w sobie wymiotny odruch spaliłem na popiół. Ku mojemu rozczarowaniu, poza drapaniem w gardle i bólem głowy, nie poczułem absolutnie nic. Teraz, po latach, wiem, że padłem ofiarą ściemy, która liczy dziś sobie ponad pół wieku!
Korzenie tej gigantycznej bujdy sięgają połowy lat 60. - czasów, w których amerykańska młodzież łapczywie sięgała po każdą możliwą okazję do odurzania się. Standardowe dragi bywały jednak dość drogie, nawet tak niewinna używka jak marihuana potrafiła kosztować za dużo dla długowłosego hippisa, który to zamiast iść do pracy, wolał chodzić boso i brzydko pachnieć.

W tamtych też czasach wielu uczonych dość śmiało zwracało uwagę na potencjalne korzyści, jakie można by czerpać z terapeutycznego i rekreacyjnego stosowania LSD.



Wiara kręgów naukowych w potencjał odkrytego dwie dekady wcześniej psychodeliku była na tyle duża, że doświadczenia nad tą substancją prowadzone były nawet na uniwersytecie Harvarda. Oczywiście im głośniej o kwasie mówiono w mediach, tym większą popularnością cieszył się on wśród miłośników eksplorowania odmiennych stanów świadomości. Problem w tym, że znaczka LSD nie można było ot tak kupić sobie w każdym kiosku, a i dilerzy często zawyżali ceny towaru.

Jakoś tak w drugiej połowie lat 60. w ręce jakiegoś bardziej oczytanego hippisa wpadło jedno z wydań nowojorskiego czasopisma „The East Village Other”. Był to sprzedawany w dość sporym nakładzie podziemny magazyn skierowany do tworzącej się wówczas młodzieżowej subkultury, wyrastającej wokół kapel grających psychodeliczną muzykę oraz używek drastycznie zmieniających percepcję. I właśnie w jednym z numerów tego pisma pojawił się artykuł, w którym omawiano mechanizmy działania LSD. Jako że kwas reaguje dokładnie z tymi samymi receptorami co neuroprzekaźniki serotoniny, autorzy tego tekstu zaczęli zastanawiać się, czy istnieje inny, bardziej naturalny sposób na ich pobudzenie.



Na rzucone w eter pytanie szybko znalazła się odpowiedź. Otóż okazuje się, że skórka od banana zawiera sporą ilość serotoniny, więc teoretycznie zapalenie jej w fajce mogłoby dać jakiś ciekawy efekt. Taka w każdym razie opinia zaczęła krążyć wśród małoletnich poszukiwaczy narkotycznych wrażeń. Wystarczyło tylko pójść do osiedlowego spożywczaka i za parę dolców nakupić zapas „ćpania” na miesiąc!

Żywot tej miejskiej legendy pewnie szybko by się skończył, gdyby nie czysty przypadek. W 1967 roku po Stanach Zjednoczonych w trasę ruszył szalenie popularny szkocki muzyk – Donovan. Nagrał on hit pt. „Mellow Yellow”. Wówczas to pojawiła się plotka, że jest to kawałek o paleniu bananowych skórek. ”Elektryczny banan! To będzie nagłe szaleństwo! Elektryczny banan! Czas osiągnąć kolejną fazę!” - śpiewał artysta, a tysiące jego fanów coraz bardziej rozważało sztachnięcie się tym owocem. Najbardziej ironiczne jest to, że zapytany o ten utwór Donovan z rozbrajającą szczerością powiedział, że napisał kompozycję o żółtym wibratorze, a nie o ćpaniu bananów.

https://www.youtube.com/watch?v=64mb_hUOb4g
Jeszcze w tym samym roku na łamach innego poczytnego magazynu – „Berkley Barb” – pisarz Ed Denson opublikował dokładny przepis odpowiedniego spreparowania, ususzenia bananów oraz techniki ich palenia. W innych pismach analizowano skład owocowej skórki i doszukiwano się w niej całej gamy substancji, których wypalenie gwarantowało międzywymiarowe wojaże. Pojawiły się też informacje o policyjnych łapankach. Biada temu, kto miał przy sobie banana…



Sporą rolę w propagowaniu bananowej nowiny miał też zespół Country Joe & The Fish. Członkowie tej popularnej, grającej psychodeliczny rock kapeli promowali swój koncert w San Francisco, jeżdżąc po mieście samochodem z wielkim, dmuchanym bananem przyczepionym do jego dachu. Podczas samego występu muzycy opowiadali o narkotycznych tripach czekających na tych, którzy sięgną po ten owoc. Mało tego – z czasem obowiązkowym elementem koncertów tej grupy było podawanie publiczności odpalonych skrętów z bananowym wkładem.



Popularność tego „dragu” sprawiła, że niektórzy przedsiębiorczy hippisi zaczęli sprzedawać woreczki z suszem z wyselekcjonowanych, najlepszej jakości, niepryskanych chemią owoców prosto od zaprzyjaźnionych farmerów. Ten „narkotyk” ochrzczony został mianem Bananadine. Do końca 1967 roku o bananowym szaleństwie można już było przeczytać nie tylko na łamach wydawanych w podziemiu pisemek, ale i na stronach takich pism jak „New York Times” czy „The Wall Street Journal”. Mało tego – miejsce dla halucynogennych skórek znalazło się nawet na kartach „Anarchist Cookbook”- niesławnej książki zawierającej głównie instrukcje wykonania wszelkiego rodzaju materiałów wybuchowych.



Wyobraźcie sobie, jak wielkie musiało być zainteresowanie tematem wziewnego przyjmowania oparów z żółtego owocu, skoro amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) postanowiła sprawdzić, jak palenie skórek wpływa na płuca człowieka. W tym celu uruchomiono specjalną maszynę, która przez trzy tygodnie paliła jointa za jointem. Jednocześnie też uczeni wzięli banana na tapet i szybko dowiedli, że nie ma absolutnie żadnej możliwości, aby jaranie blantów z jego skóry mogło wywoływać haj.

Czy to zniechęciło młodzież od sięgania po żółty „narkotyk”? Oczywiście, że nie! Istnieje chociażby sporo doniesień na temat bananów palonych podczas festiwalu Woodstock. Po wysuszone skórki sięgali też zdesperowani więźniowie, którzy uważali, że w ten sposób zapewnią sobie trochę rozrywki. Nawet dziś, po ponad 50 latach od pojawienia się tego mitu, internetowe strony dla "przebudzonych" ćpunów często publikują przepisy na bananowego skręta. A i pewnie znajdzie się sporo osób, które po jego zapaleniu zaklinać się będą, że narkotyk ten przebija swoją jakością najsroższe piguły dostępne na rynku...


Źródła: 1, 2, 3
8

Oglądany: 68019x | Komentarzy: 45 | Okejek: 135 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

27.01

26.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało