Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Porzucone, zniszczone, zapomniane - smutny los bezcennych rekwizytów filmowych

49 194  
173   36  
Najpierw robią efektowną karierę na wielkim ekranie, a potem świat o nich zapomina. Czy mowa o młodych aktorach, którzy kończą swoją przygodę z szołbiznesem staczając się w szpony alkoholizmu i kokainowego upodlenia? Otóż nie. Tym razem chodzi o klasyczne gadżety i rekwizyty filmowe. Wiele z nich zostało potraktowanych po macoszemu i przez lata wiodło żywot gdzieś na uboczu poza uwagą fanów.

Szata Obi-Wana trafiła do wypożyczalni kostiumów

Charakterystyczna, powłóczysta szata, w której to Alec Guinness paradował przed kamerą "Nowej nadziei," mogłaby stać się najważniejszym elementem kolekcji jakiegoś szalenie bogatego geeka, albo znaleźć się za pancerną szybą w muzeum kinematografii.


A jednak tak się nie stało. Zaraz po zakończeniu zdjęć, ciuch Ob-Wana wysłany został do wypożyczalni kostiumów w Londynie, gdzie wisiał na wieszaku obok mnisich habitów. Czasem ktoś, za jakieś śmieszne pieniądze, wypożyczał sobie to wdzianko na bal maskowy. Powoli zjadana przez mole tkanina z kapturem oczywiście grywała też w filmach, ale raczej w drugoplanowych rolach. Na przykład w 1999 roku nosił ją jeden ze statystów na planie "Mumii".


Przez długie dekady setki osób zakładało na siebie tę szatę, nie mając świadomości jej przeszłości. Dopiero parę lat temu, historię "habitu" poznał ktoś, kto bardzo zapragnął wejść w posiadanie tego kostiumu. I zrobił to. Za cenę 80 tysięcy dolarów!


Statek Nostromo gnił przed domem fana "Obcego"

W 1979 roku Bob Burns - mieszkaniec Los Angeles zwrócił się do wytwórni Fox z prośbą o zgodę na zrobienie "domu strachów" utrzymanego w klimacie słynnego filmu Ridleya Scotta. Właściciele praw autorskich do "Obcego" nie tylko dali mężczyźnie zielone światło, ale i zaskoczyli go, wysyłając mu ważący ćwierć tony statek Nostromo - dokładnie ten, który pojawił się na ekranie.


Mimo że model kosmicznego pojazdu nie został wykonany w skali 1:1, to i tak było to cholernie duży kawał żelastwa, którego nie dało się umieścić w domu Burnsa. W tej sytuacji facet postawił ten bezcenny rekwizyt koło podjazdu do swojej chałupy, gdzie przez kolejne dwie dekady gnił on, zżerany był przez rdzę i niszczał wystawiony na działanie bezlitosnych promieni kalifornijskiego słońca.


W końcu Boba ruszyło sumienie i przeniósł statek do wynajętego magazynu, gdzie Nostromo spędził następne 10 lat. Po tym czasie słynny pojazd trafił do rąk właścicieli Prop Store - londyńskiego sklepu z filmowymi pamiątkami. Dzięki ich wysiłkom udało się odrestaurować ten zniszczony rekwizyt i wystawić na widok publiczny.


Rekin ze "Szczęk" dożył starości na złomowisku

Na potrzeby pamiętnego thrillera o rekinie-zabójcy, Steven Spielberg kazał stworzyć kilka gumowych bestii. Wszystkie były wyjątkowo felerne - istnieje mnóstwo anegdot o tym, jak to filmowe ludojady odmawiały współpracy, notorycznie się psuły i doprowadzały ekipę do białej gorączki. Większość z tych rekinich rekwizytów została zniszczona po zakończeniu zdjęć.


Uchował się jednak jeden egzemplarz. I to w całkiem dobrym stanie. Wytwórnia Universal Studios postawiła go w honorowym miejscu swojego kompleksu, aby turyści mogli sobie z rekinim mordercą robić zdjęcia.

W 1990 roku, czyli trzy lata po tym jak czwarta odsłona "Szczęk" ostatecznie zdegustowała widzów, władze Universal podjęły decyzję o pozbyciu się nadgryzionego przez ząb czasu, gumowego rybska. Za jakieś grosze rekina nabył Sam Adlen- właściciel złomowiska samochodowego, który umieścił bestię na dwóch, wysokich wspornikach przed wjazdem na swój teren. I tkwił on tam przez 20 lat, aż do śmierci Sama.


Jego syn, który przejął biznes, zdecydował się oddać rozpadającego się rekina w ręce pracowników Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej, którzy w pocie czoła przywrócili potworowi jego pierwotną świeżość.

Cały plan filmowy "Przeminęło z wiatrem" gnił w stodołach przez ponad pół wieku!

W 1939 roku serca widowni podbite zostały przez słynny melodramat pt. "Przeminęło z wiatrem". To prawdziwa kopalnia cytatów i scen, które na zawsze wpisały się w historię kina. Wielu oddanych fanów tej produkcji pewnie chciałoby zrobić sobie zdjęcie przed elegancką posiadłością Scarlett O’Hary. Niestety, dom ten nie istnieje i nigdy nie istniał. To tylko potężna, pusta w środku, makieta!


Po premierze filmu, przez dwie dekady była ona celem pielgrzymek tysięcy turystów, jednak z czasem ta potężna dekoracja musiała zostać rozebrana. Zakupiła ją pewna firma, która planowała odrestaurować i ponownie złożyć makietę. Tak się jednak nie stało i przez kolejne 20 lat elementy "domu" próchniały w jakimś wilgotnym magazynie. Aż do momentu, gdy o bezcennym fragmencie planu filmowego dowiedziała się żona pewnego senatora z Georgii. Bez wahania odkupiła ona rezydencję O’Hary. Nabywczyni chyba sama nie wiedziała, co chce z tym "trofeum" zrobić, więc… kazała rozłożoną na części pierwsze neoklasycystyczną willę upchnąć w starej stodole.


W 2005 roku, już po śmierci dotychczasowej właścicielki filmowej posiadłości, od spadkobierców nieboszczki, "dom" nabył niejaki Peter Bonner - zamożny, brodaty ekscentryk ubierający się w konfederackie mundury. I to prawdopodobnie jemu uda się przywrócić chwałę rezydencji pani Scarlett. Zadanie to nie jest łatwe, bo sporo elementów dekoracji zdążyło już na dobre zgnić lub spróchnieć, a wiele części zdaje się kompletnie do siebie nie pasować.


Hoggle - krasnal z "Labiryntu", który obecnie mógłby zagrać tytułową rolę w "Terminatorze"

"Labirynt" to baśniowy film, który w latach 80. zawładnął sercami małoletniej widowni na całym świecie. Dużą zasługą sukcesu tej produkcji było wykorzystanie stworzonych przez ekipę Jima Hensona, ruchomych lalek. Jedną z takich postaci był zgredowaty, aczkolwiek dość przyjazny krasnal o imieniu Hoggle. Kukła ta uznawana jest za najbardziej zaawansowane dzieło animatroniki tamtej epoki - w jego cielsku znajdowało się aż niezależnych 18 mechanizmów, a żeby tego bohatera wprowadzić w ruch, trzeba było aż pięciu przeszkolonych lalkarzy.


Niedługo po tym, jak "Labirynt" zawitał do kin, Hoggle gdzieś przepadł. I kiedy już nikt nawet nie liczył, że filmowy stworek kiedykolwiek się znajdzie, całkiem niedawno okazało się, że przez długie lata spoczywał on we wnętrzu walizki upchniętej w najciemniejszym zakamarku centrum nieodebranych bagaży na lotnisku w Alabamie.


Jak widzicie na zdjęciu poniżej stan Hoggle'a daleki jest od doskonałości. W zasadzie to bliżej mu teraz do solidnie rozdupconego terminatora niż do pełnego wigoru krasnala - niegdyś symbolu najwyższej klasy, filmowej animatroniki…


5

Oglądany: 49194x | Komentarzy: 36 | Okejek: 173 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

27.01

26.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało