Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

7 kulinarnych ciekawostek z najróżniejszych stron świata

43 657  
168   17  
Jedni jedzą wyłącznie po to, aby żyć. Inni żyją, aby jeść. Bez względu na podejście warto dowiedzieć się, co właściwie trafia na nasz stół… i dlaczego.

#1. Południowokoreańska mielonka

18012579bf1164a1.jpg

Złośliwi mogliby stwierdzić, że to przez historyczną skłonność do jedzenia psów, ale najprawdopodobniej to tylko pomówienia. Tak czy inaczej mieszkańcy Korei Południowej szczególnie upodobali sobie mielonkę konserwową - produkt znany jako Spam, od którego wzięła się zresztą nazwa śmieciowych wiadomości. Produkt powstały po to, by wykorzystać niechciane dotąd fragmenty wieprzowiny, stał się przekleństwem amerykańskich żołnierzy. Trwały, łatwy w przechowywaniu, stanowiący względnie dobre źródło białka, towarzyszył armii praktycznie we wszystkich rejonach świata, zwłaszcza na Pacyfiku. Tak zawędrował też na koreański czarny rynek, na którym wszystko, co amerykańskie, było szczególnie pożądane.

Mielonka była kradziona, ale nierzadko i sami żołnierze wykorzystywali ją do nielegalnego handlu z Koreańczykami. Mięsna konserwa obrosła legendą tak wielką, że kiedy w Korei Południowej otworzono fabrykę, a produkt trafił oficjalnie do sklepów, wyprzedawał się na pniu. Lata minęły, w Korei zapanowała na dobre moda na zdrowe odżywianie, a mielonka… wciąż cieszy się ogromną popularnością. Mało tego - efektownie zapakowane kosze mielonki, tak jak u nas herbaty, kawy czy czekolady, uważane są za doskonały prezent świąteczny.


#2. Karaluchy oceanów

1801258c3206d1c2.jpg

Jak to się stało, że homary stały się nagle bezcennym - a przynajmniej bardzo drogo cenionym - przysmakiem, ukoronowaniem iście królewskiego stołu? Walory smakowe, moda na owoce morza, a może coś jeszcze innego? Trudno powiedzieć, niemniej jednak warto zauważyć, że podróż na szczyt kulinarnej hierarchii homary miały całkiem długą, zaczynając na samym dnie. W dawnych czasach, nazywane karaluchami oceanów, podawane były więźniom i skazańcom. By dodatkowo "umilić" im posiłek, mielono je w całości - razem ze skorupami, tak aby jedząc dodatkowo trzeba było namęczyć się wydłubywaniem pokruszonych niejadalnych części. Dlaczego akurat homary?

Dlatego, że było ich całe mnóstwo. Jeśli wierzyć opowieściom, kiedy pierwsi europejscy osadnicy przybyli do Ameryki Północnej, ocean dosłownie zarzucał wybrzeża tonami homarów (mówi się nawet o półmetrowych warstwach tych skorupiaków). Wystarczyło tylko zebrać je i wrzucić do gara, co zresztą ochoczo czyniono. Rdzenni Amerykanie natomiast wykorzystywali homary w roli… nawozu, jak też przynęty na ryby. I nikomu nie przyszłoby do głowy, by płacić za nie krocie.


#3. Sztuczna historia pad thai

1801259732fb2603.jpg

Pad thai, czyli podsmażony makaron ryżowy z dodatkami, uchodzi za najbardziej tradycyjne tajskie danie, z tego zresztą względu zyskując popularność również poza granicami kraju. Smaczne, aromatyczne, pożywne - mniej lub bardziej w zależności od tego, co kucharz zdecydował się do niego dołożyć - oferowane jest praktycznie we wszystkich tajskich restauracjach, a także na ulicznych straganach. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jeden drobny szczegół techniczny. Pad thai z tradycyjną tajską kuchnią ma tyle wspólnego, co kotlet sojowy z mięsem. Skąd więc jego sława?

Wydatnie przyczynił się do niej Plaek Phibunsongkhram, będący premierem Tajlandii w latach 30. ubiegłego wieku. Jego rząd usilnie pracował nad tym, by zjednoczyć kraj pod względem mentalnym, starał się wzmocnić tożsamość narodową Tajów - to wtedy zmieniono nazwę Tajlandii, wybrano nowy hymn i stworzono nowe "danie narodowe". To dlatego na przykład w oryginalnym przepisie na pad thai, mimo że wykorzystującym de facto chiński makaron, nie ma dodawanej dzisiaj powszechnie wieprzowiny. Ta uważana była bowiem za "chińskie mięso" i jako produkt zagraniczny stanowiła zaprzeczenie idei.


#4. Cebulowa diagnoza wikingów

18012607a44b90c4.jpg

Zupa cebulowa kojarzy się przede wszystkim z kuchnią francuską, cebula jako taka - co by nie mówić - z polską rzeczywistością. Tymczasem jedno i drugie znane jest także w innych miejscach świata, gdzieniegdzie zyskując dodatkowo alternatywne zastosowanie, na przykład u wikingów. Skandynawscy wojownicy mieli dość specyficzną metodę oceniania głębokości odniesionych ran. Ugodzonego nieszczęśnika karmili dużą ilością cebuli - czy to surowej, czy pod postacią mocno "aromatycznej" zupy - a po chwili ktoś nachylał się, by obwąchać obrażenia.

Jeżeli dawało się wyczuć przez nie cebulę, oznaczało to, że rana jest głęboka, a narządy wewnętrzne zostały poważnie uszkodzone. W tej sytuacji szanse na przeżycie rannego były marginalne, dlatego podejmowano trudną, ale racjonalną decyzję, by zaprzestać podawania ziołowych lekarstw - niezwykle cennych i wydzielanych tylko kiedy było to naprawdę konieczne (i mogło przynieść oczekiwany skutek).


#5. Gliniarz na pączkach

18012615f28c7895.jpg

Dzięki filmom i serialom trudno dzisiaj wyobrazić sobie amerykańskiego policjanta bez nieodłącznego pączka w dłoni… w końcu każdy moment na służbie jest dobry do tego, by zrobić sobie przerwę i wyskoczyć na słodką przekąskę… lub dwanaście. Ale skąd w ogóle taki pomysł - skąd wizerunek obżerającego się pączkami gliniarza i czy jest to wyłącznie filmowa fikcja, czy też ma coś wspólnego z prawdą? Ma - historię.

W latach 50. XX wieku w Stanach Zjednoczonych "pączkarnie" (donut shop) były jednymi z pierwszych lokali otwartych do późna w nocy. Z braku alternatywy to właśnie do nich zaczęli schodzić policjanci pracujący na nocną zmianę. Mogli tam zjeść, odpocząć, a nawet popracować - przynajmniej jeśli chodzi o tę papierową stronę policyjnej roboty.


#6. Skrzydełka bawoła kurczaka

18012629c68a1fa6.jpg

Skrzydełka kurczaka to obecnie podstawa menu większości lokali szybkiej obsługi. Smażone na grillu lub w głębokim oleju stanowią - zdaniem wielu - idealny przysmak nadający się na każdą okazję. Ale przecież nie zawsze tak było. Mało tego - zanim zrobiły oszałamiającą karierę w fast foodach, skrzydełka traktowane były jak odpad i najczęściej lądowały w koszu. Potem jednak ktoś postanowił się schylić i podnieść leżące na ulicy pieniądze. Kto taki?

Restauratorzy z Buffalo w Nowym Jorku. Najprawdopodobniej z konieczności. Według jednej z wersji, pomylono dostawy i zamiast innych części, do lokalu dowieziono same skrzydełka, z którymi trzeba było coś zrobić, by się nie zmarnowały. Według innej, skrzydełka powstały na zamówienie syna restauratorów, który poczuł głód podczas spotkania ze znajomymi. Tak czy inaczej rzecz wydarzyła się około 1964 roku, a zatem same skrzydełka (Buffalo wings, od miasta, w którym powstały…) można uznać za relatywnie młody wynalazek.


#7. Świnia na ostatniej wieczerzy (i nie chodzi o Judasza)

18012638eef3f027.jpg

Co Jezus i apostołowie spożywali podczas ostatniej wieczerzy? Z czego składało się menu? Potrawka z fasoli, jagnięcina, oliwki, daktyle, zioła, sos rybny i słodkie wino - jeśli uwzględnić ówczesne zwyczaje żywieniowe, można podejrzewać, że takie właśnie potrawy wylądowały na stole. Które dokładnie - trudno powiedzieć. Jedno niemniej jest pewne - nie było wśród nich… świnki morskiej, o czym wydają się wiedzieć wszyscy z wyjątkiem Peruwiańczyków. W Ameryce Południowej świnki morskie uważane są za tak ogromny przysmak, że postanowiono nawet "zaserwować je" Jezusowi.

W katedrze w Cuzco, w południowej części Peru, znajduje się wyjątkowe malowidło przedstawiające ostatnią wieczerzę, a pośrodku stołu dość osobliwie wyglądającą świnkę. To dzieło Marcosa Zapaty z 1753 roku zdecydowanie wyróżnia się na tle wielu innych, aczkolwiek bardzo do siebie zbliżonych przedstawień ostatniego posiłku Chrystusa i dwunastu apostołów.

2

Oglądany: 43657x | Komentarzy: 17 | Okejek: 168 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

06.12

05.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało