Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Miłość do ziemniaków, ogłoszenie na uczelni i inne anonimowe opowieści

58 974  
283   45  
Dziś także m.in. o wymuszeniu szkolnego remontu, uczuciach do straży miejskiej i pracy w grupie.

#1.


O tym, jak wymusiłem na szkole remont toalet.

Chodziłem do szkoły samochodowej, od kiedy do niej chodziłem, toalety były w opłakanym stanie. Nie pamiętam kiedy była ciepła woda, a mydło i papier pojawiały się, gdy w szkole były różne uroczystości. Nawet brakowało desek sedesowych. I tak w sumie żyłem do końcówki 4 klasy.

Został miesiąc do matury, pierwsze dwie lekcje to były matematyki. Klasa pisała próbną maturę, a osoby, które jej nie zdawały (w tym ja) miały przyjść na 3 godziny. W szkole byłem 30 min wcześniej niż powinienem być. No i tak siedzę z kolegą na korytarzu i gramy w makao. Nagle podeszła pani wicedyrektor, która zaczęła wyzywać nas od gówniarzy, którzy unikają lekcji. Na nic były tłumaczenia o próbnej maturze. Jak już staliśmy pod klasą, obiecałem jej, że ta szkoła mnie zapamięta. Uruchomiłem kontakt do znajomego, co pracuje w dużej gazecie. Napisałem do niego jak wygląda życie w tej szkole. Brak papieru, mydła, desek, że w kabinie nie można się zamknąć itd. Przyjechał zrobił materiał i opisał na stronie internetowej tej gazety. Oczywiście za moją prośbą powiadomił sanepid i kuratorium.

W sumie w ciągu tygodnia mieliśmy w szkole nalot dziennikarzy, sanepidu oraz kuratorium. Uznali, że szkoła nadaje się do zamknięcia, jeśli nie zostanie wyremontowana. Remont ruszył w czerwcu, a teraz uczniowie mają nowe toalety, mają mydło, papier oraz ciepłą wodę w kranach. Wicedyrektor jak i główna zostali zmienieni na nowych.
W końcu po 4 latach obiecywanych remontów da się w tej szkole normalnie zrobić dwójkę i nie trzeba iść na stację benzynową.

#2.

Nienawidzę straży miejskiej. Odkąd pamiętam zawsze miałem z nimi jakieś problemy. A to dostałem mandat za picie radlera (!) w miejscu publicznym, a to usiłowali mnie ukarać za mojego psa, który rzekomo miał nieprzepisowy kaganiec... Z jakiegoś powodu zawsze przyciągam do siebie strażników - lgną do mnie bardziej niż emeryci do sklepu Aldi w dzień promocji.

Parę dni temu, kiedy jechałem samochodem, byłem świadkiem wypadku. Kobieta przechodząc w nieoznakowanym miejscu, potrącona została przez rozpędzone auto. Szybko zjechałem na pobocze i rzuciłem się na pomoc. Zanim dołączyli do mnie inni świadkowie wypadku, zdążyłem zapewnić bezpieczeństwo poszkodowanej i zabezpieczyć miejsce zdarzenia. Po dziesięciu minutach, kiedy przyjechała policja, bardzo podziękowano mi za wzorową, obywatelską postawę. Wkrótce karetka zabrała panią do szpitala (miała złamaną rękę i liczne stłuczenia), a ja spocony, ale bardzo z siebie dumny ruszyłem w stronę mojego samochodu, tylko po to, aby znaleźć za wycieraczką… mandat za parkowanie w niedozwolonym miejscu.
Nienawidzę straży miejskiej.

#3.


Gdy miałam kilkanaście lat, byłam grubasem. Nic z tym jednak nie chciałam robić, więc mama zaprowadziła mnie do dietetyka. Ten zabronił mi jeść m.in. bułek z wędliną, serem i majonezem, które były moim ulubionym drugim śniadaniem. Stanowczo zaprotestowałam i zrobiłam mojej rodzicielce awanturę, kategorycznie domagając się, aby ta nie rezygnowała ze zwyczaju szykowania mi szkolnej wałówki.

Następnego dnia podczas przerwy wyjęłam z plecaka moje pudełko na drugie śniadanie. Ku mojej radości – było pełne. Mina mi zrzedła, kiedy je otworzyłam. Wewnątrz był liść sałaty, trzy rzodkiewki. A pod spodem? Pod spodem było zdjęcie mojej mamy jedzącej moją bułkę z wędliną, serem i majonezem!

#4.

Dwa lata temu poszedłem z moją dziewczyną Agatą do ginekologa na rutynowe badanie. Po dwudziestu minutach siedzenia w gabinecie wyszła z niego cała we łzach. Minęło parę minut, zanim zdołała opanować płacz na tyle, aby wydobyć z siebie jakieś zdanie. Okazało się, że jest bezpłodna. Kiedy ona wypłakiwała mi się w rękaw, ja pocieszałem ją pięknymi słowami, starając się wyrażać moje głębokie współczucie i smutek. Tymczasem w mojej głowie szalałem ze szczęścia, że wreszcie będziemy mogli działać bez zabezpieczeń, tym bardziej że nigdy nie chciałem mieć dziecka.

Jestem złym, podłym, pozbawionym cienia empatii człowiekiem…

Rok później Agata była już w ósmym miesiącu ciąży. Okazało się, że jednak może mieć dzieci. Udawałem wielką radość, chociaż w środku wyłem z rozpaczy i przeklinałem los za takiego pecha. Dziś jestem ojcem małego Heńka i powiem wam, że już nie muszę udawać – ten dzieciak to najlepsze, co mnie w życiu spotkało!

#5.

Jak byłem mały, uwielbiałem ziemniaki. Moja mama wykorzystywała ten fakt okrutnie i namawiała mnie tym do jedzenia. Patrzę - coś zielonego, na oko brukselka. No i pytałem się mamy, co to jest, bo dziwnie smakuje. Ziemniak, to zawsze był ziemniak.

#6.


Zawsze byłam bardzo dobrą uczennicą, nielubiącą projektów grupowych.
Ze względu na fakt, że dobrze się uczyłam, każdy chciał być ze mną w grupie.

W gimnazjum nauczyciel z historii wymyślił akademię o II wojnie światowej, którą przygotować miały trzecie klasy (co roku był inny temat).
Grupy po pięć osób miały przygotować prezentację, np: obrona Westerplatte, bitwa nad rzeką Bzurą czy bitwa o Anglię, byłam w grupie z Maćkiem, Antkiem, Kamilem i Olą.
Chłopaki byli zagrożeni jedynką na koniec roku z historii, a Ola to trójkowa uczennica. Nauczyciel obiecał, że jeśli prezentacje będą dokładne, uczestnikom podniesie oceny z przedmiotu. Teoretycznie chłopakom powinno zależeć na zrobieniu naprawdę dobrej pracy.

Ja miałam znaleźć wszystkie informacje i ciekawostki na temat naszego zagadnienia, chłopcy wydrukować kilka zdjęć z internetu, a Ola to wszystko fajnie "przykleić" na planszę.
I jak zwykle, okazało się ostatniego dnia, że chłopcy nie mieli czasu na wydrukowanie zdjęć, a Ola nie może przyjść do mnie po artykuły i inne rzeczy, które znalazłam na temat naszej pracy i nie "sklei" tego w całość.

Standardowo ja zrobiłabym całą pracę sama, a na drugi dzień przedstawiłabym ją nauczycielowi z grupą. Nie tym razem.

Do szkoły przyniosłam teczkę z moją częścią pracy i przedstawiłam ją nauczycielowi.
Jako że wykonałam część pracy, nauczyciel postawił mi 5, Ola i chłopaki dostali po jedynce, co skutkowało, że Maciek, Antek i Kamil nie zdali.

Na szczęście to był koniec roku, a do liceum poszłam do innego miasta, bo nie miałabym życia w gimnazjum.
Ale nie żałuję.

Anonimowe?

Wiedziałam, że jeśli przyniosę tylko moją część pracy, to nauczyciel ze względu na to, że mnie lubił i tak postawi mi dobrą ocenę.

#7.

Jak studiowałem, na początku roku akademickiego powiesiłem na wydziale ogłoszenie o zebraniu rodziców studentów pierwszego roku. Wyglądało jak inne ogłoszenia dziekanatu.

Niektórzy dali się nabrać. Kilkoro rodziców chodziło potem po budynku, szukając rzekomego zebrania.

#8.


Kilkanaście lat temu oszczeniła się suka kolegi, więc wziąłem jednego szczeniaka, bo od zawsze lubiłem psy, a kolega nie miał co z nimi zrobić. Ładny mieszaniec husky i białego owczarka szwajcarskiego. Wziąłem najmniejszego.

I najgłupszego.

Gdy wracałem do domu, Aleks z euforii potrafił nie wyhamować na korytarzu i przywalić łbem w drzwi. Raz wybił w ten sposób szybę i nabił guza. Bał się własnych pierdów i burczenia w brzuchu, trzy razy wpadł pod samochód, wybiegając na ulicę. Kiedy się cieszył skakał tak, że się przewracał. Machając ogonem zawsze coś stłukł, wybierając się na spacer, ciągnął tak, że musiałem zmienić obrożę na szelki, bo się dusił. Na widok i dźwięk petard idiota zamiast się schować, czy, jak każdy zrównoważony pies, obserwować te dziwne kolorowe "cosie", ruszał na bój. Gdy tylko widział kota, musiał biec się przywitać, mimo że za tą przyjacielskość miał blizny na nosie. Gdy próbowałem nauczyć go komendy "siad", pojął w mig. Ćwiczyliśmy cały dzień, niestety rankiem przyszli do niego faceci w czerni. Amnezja totalna. Na widok odkurzacza dostawał albo euforii, albo był tak przerażony, że nie wiedział, gdzie się schować. Podczas schodzenia ze schodów myliła mu się prawa łapa z lewą. Spadał z łóżka, bo rzucał się jak opętany. Inne psy go nie lubiły. Zjadł sztucznego kwiatka. Kiedy po randce poszedłem z dziewczyną do domu, zwymiotował na jej sukienkę. Cholernie drogą sukienkę. Kilka razy byłem z nim u weterynarza, bo zatruł się trutką na krety albo wypił psi szampon. Przyzwyczaił się do jednego weterynarza, więc na szczepieniu, kiedy miał się nim zająć inny lekarz, ze stresu go obsikał. Za to gdy słuchałem z nim rocka, był najspokojniejszym psem na świecie. Uwielbialiśmy oglądać razem filmy. Przeszkadzał mi podczas gry. Gdy umawiałem się z jakąś dziewczyną, poddawał ją ocenie. Dosłownie wybierał mi dziewczyny (za co mu dziękuję, bo nigdy nie poznałbym bez niego tak wyjątkowej osoby, jaką jest moja dziewczyna). Potrafił tarzać się w błocie godzinę. Nie lubił kąpieli. Nie przychodził na zawołanie.

Nagle dostał bardzo silnego zapalenia stawów. Podziwiam go za tę siłę, że mimo wszystko, gdy ledwo mógł stać, zawsze podnosił ogon i nieudolnie merdał.

Dziś go uśpiłem. Lekarze nie dawali szans na wyleczenie, zresztą były nawroty. A ja chciałem oszczędzić mu cierpień. Zmarł w ciszy, w wieku 14 lat. W oczach widziałem "Dziękuję. Za wszystko".

Chodzę po mieszkaniu, czując uczucie pustki i samotności. Nie mogę się pozbierać, płaczę. Słyszę jego sapanie, szuranie pazurów po podłodze i to jakby mruczenie, gdy był szczęśliwy. Dla niektórych był głupim psem. Dla mnie najlepszym przyjacielem... który odszedł. I nie wróci.

PS Aleks, chłopie, trzymaj się tam. Tylko nie roznieś całego nieba! Nie mam zamiaru rozliczać się z Bogiem za twoje szkody!
17

Oglądany: 58974x | Komentarzy: 45 | Okejek: 283 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

08.12

07.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało