Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Tunelem, ziemią czy powietrzem? - Oto kolejnych 5 sprawdzonych sposobów ucieczki z NRD

26 667  
146   26  
Ucieczka do „raju” przez mur berliński zazwyczaj kończyła się, w najlepszym wypadku, aresztowaniem przez wschodnioniemiecką policję, w najgorszym zaś – kulką w łeb od jednego ze strażników, wdepnięciem na minę lub wielogodzinną śmiercią w męczarniach będąc zaplątanym w kolczasty drut.
Czy te przeszkody zniechęcały uciekinierów? W poprzednim artykule na ten temat przedstawiliśmy kilku odważnych śmiałków, którym udało się przedrzeć na drugą stronę. Dziś poznacie kilku innych, którzy tego dokonali.

Spacer po linie

Bardzo kreatywną drogę ucieczki na zachód wybrał sobie Horst Klein – mężczyzna, który był cenionym akrobatą. W 1963 roku Klein zlokalizował stary, nieużywany kabel rozciągnięty pomiędzy domami stojącymi po dwóch stronach „granicy”. Znajdował się on na wysokości prawie 20 metrów nad ziemią. Upadek na twardą ziemię w tym wypadku mógłby być w skutkach znacznie tragiczniejszy niż spotkanie ze strażnikami. Horst był jednak bardzo zdeterminowany. Wdrapał się na dach budynku i chwyciwszy się kabla, rozpoczął swoją podróż do RFN. Wisząc nad przechadzającymi się poniżej wojskowymi patrolami, mężczyzna powoli sunął w stronę swojego celu. Kiedy jego ręce zmęczyły się, akrobata zarzucił na drut nogi i zwieszony głową do dołu pomału kontynuował przeprawę.



Niestety, w pewnym momencie Klein opadł z sił i runął na ziemię. Miał podwójne szczęście. Przede wszystkim przeżył. Złamał sobie wprawdzie dwie ręce, ale jego życiu nic nie groziło. Drugim radosnym dla niego faktem było to, że roztrzaskał się już po zachodniej stronie Berlina. Trafił do tamtejszego szpitala, gdzie szybko stał się obiektem zainteresowania dziennikarzy. Chętnie udzielał im wywiadów opowiadając, że zdecydował się uciec na zachód po tym, jak wschodnioniemieckie władze zabroniły mu występować publicznie z uwagi na jego antykomunistyczne przekonania.

Ucieczka łuczników

W 1975 roku wschodnioniemiecki strażnik graniczny Ingo Bethke przepłynął rzekę Łabę na materacu, pozostawiając swoich braci Holgera i Egberta w kontrolowanej przez komunistów wschodniej części Berlina. Osiem lat później Holger również postanowił dać dyla na zachód. Do udziału w tym przedsięwzięciu wciągnął on swojego kumpla, Michaela Beckera. Obaj panowie musieli się dobrze przygotować do tej eskapady. W tym celu trenowali… łucznictwo. Pomysł był bowiem dość szalony – uciekinierzy chcieli przedostać się do RFN na żyłce, którą to przymocować pragnęli do strzały. No, może niezupełnie tak było – kiedy bowiem strzałę po drugiej już stronie przechwycił Ingo, do cienkiej linki przymocowano mocniejszą, stalową linę i przeciągnięto ją z powrotem do NRD. Następnie brat Holgera przyczepił ją do komina jednego z budynków. Cała akcja trwała bardzo szybko – obaj panowie przedostali się przez mur z pomocą krążka linowego, błyskawicznie zjeżdżając wprost na spotkanie z Ingo.



We wschodnim Berlinie pozostał jeszcze Egbert. Bracia długo zastanawiali się jak go ściągnąć do siebie, aż dzięki zaprzyjaźnionym Francuzom odkryli lekkie, nieduże i dość zwrotne maszyny latające, które można bez trudu transportować na dużej przyczepie samochodowej. Ingo i Holger zdobyli dwa takie pojazdy i nauczyli się sztuki pilotażu. 25 maja 1989 roku oba wehikuły wystartowały z pola koło parku Britzer Garten i parę minut później wylądowały w parku Treptow po wschodniej stronie miasta. Tam w krzakach czekał na swoich wybawców Egbert. Ile sił w nogach podbiegł do jednego z pojazdów i dał susa do środka. Druga z maszyn miała służyć za awaryjne wsparcie, gdyby doszło do awarii pierwszej maszyny. Tak się, na szczęście, nie stało. Niedługo potem trzej bracia wraz z przyjaciółmi opijali się piwem w knajpie położonej po zachodniej stronie muru. „To było najlepsze piwo w moim życiu!” - wspominał potem Egbert. - „Myślałem, że nigdy już nie zobaczę moich braci, a oni – niczym anioły – zstąpili z niebios i zabrali mnie do raju!”.
Najbardziej ironiczną częścią tej historii jest to, że Egbert trafiłby do raju niecałe pół roku później. I to bez pomocy najbliższych. Mur berliński „padł” przecież pod koniec 1989 roku…



„Szmuglerska” Isetta

BMW Isetta to produkowane na włoskiej licencji mikroautko, które w latach 50. i 60. stało się bardzo popularnym środkiem lokomocji w Niemczech. Jedno jest pewne – w takim malutkim pojeździe raczej trudno byłoby przewieźć przez granicę nadprogramową paczkę papierosów. A co tu mówić o dorodnym Heinrichu bez paszportu?



W 1963 roku mechanik samochodowy Klaus-Günter Jacobi zauważył, że pomiędzy plecami kierowcy a silnikiem było trochę miejsca i na upartego dałoby się tam wepchnąć człowieka. Autko trzeba było jednak nieco zmodyfikować. Główną zmianą, jaką należało zrobić, była wymiana 13-litrowego zbiornika z paliwem na… 2-litrowy kanisterek.

Za pomocą tego pojazdu udało się przemycić na zachód bliskiego przyjaciela pomysłowego mechanika. Żadnemu ze strażników nie przyszło nawet do głowy dokonywać dokładnej inspekcji tego, co znajdowało się pod maską samochodu. Szmuglowaniem kolejnych uciekinierów zajmowali się studenci, którzy na wzór „wynalazku” Jacobiego przerobili kolejną Isettę i w niej przewieźli na drugą stronę kolejnych dziewięciu obywateli NRD.



Balonowa przeprawa

Mieszkający w NRD Gunter Wetzel pracował kiedyś jako mechanik lotniczy, więc bardzo zaciekawił go artykuł, który znalazł w pewnym piśmie przyniesionym do domu przez siostrę jego małżonki. Był to tekst na temat historii lotów balonami. Mężczyzna szybko wpadł na szalony pomysł, by za pomocą takiego środka lokomocji wraz żoną i dziećmi przedrzeć się na zachód. Szybko zaopatrzył się więc w fachową literaturę i zaczął studiować ten temat. Swym planem podzielił się z kolegą, Hansem Strelczykiem, który do projektu bardzo się zapalił i wkrótce obaj panowie skonstruowali swój pierwszy balon.



Niestety próba wzbicia się w przestworza zakończyła się porażką. Za drugim razem - również się nie udało. Dopiero trzeci prototyp balonu, wykonanego z pozszywanych prześcieradeł i prymitywnego „silnika” zbudowanego ze starych butli z propanem, dał radę oderwać się od ziemi.

16 września 1979 roku dwie rodziny ukryte w koszu nieprzetestowanego powietrznego pojazdu zdołały przelecieć prawie 3 kilometry na dość dużej wysokości. Wkrótce gaz się skończył i balon runął w dół. Na szczęście wszyscy wyszli z tej kraksy bez szwanku. Niedługo po tym awaryjnym lądowaniu na drodze uciekinierów pojawił się policjant, który potwierdził, że udało im się przedostać do zachodniej części Berlina.



Ucieczka pod szlabanem

To zabrzmi jak scena z filmu sensacyjnego. Heinz Meixner – Austriak pracujący we Wschodnim Berlinie – zakochał się i bardzo chciał wziąć ślub z wybranką swego serca. Władze NRD notorycznie odmawiały jednak pozwolenia na wyjazd pary do rodzinnego kraju Heinza. Wkurzony młodzieniec postanowił więc samemu zadbać o zorganizowanie tego wyjazdu. 5 maja 1963 roku na przejściu granicznym zwanym przez zachodnich aliantów „Checkpoint Charlie” pojawił się bardzo nietypowy pojazd. Był to wypożyczony przez Meixnera kabriolet.



Od innych tego typu aut różnił się tym, że całkowicie pozbawiony był on przedniej szyby i praktycznie nie miał powietrza w oponach. Natomiast z tyłu, o czym nie wiedzieli strażnicy, ukrywały się dwie kobiety – przyszła żona Heinza oraz jego teściowa.



Kiedy wóz Austriaka znalazł się przy punkcie kontrolnym, ten najzwyczajniej w świecie schylił głowę i nacisnął gaz do podłogi, bez większego problemu przejeżdżając pod szlabanem granicznym.



Ci, którym się nie udało

Pisząc o szczęśliwcach, którym udało się przekroczyć mur, nie możemy zapominać też o tych, co zginęli podczas tej niebezpiecznej przeprawy. Łącznie życie straciło 140 osób, z czego 101 umarło w wyniku wypadku lub popełniając samobójstwo. 31 ofiar zostało zabitych przez strażników (wśród nich był jeden sowiecki żołnierz, którego zastrzelono przez przypadek). W czasie prób powstrzymania uciekinierów
z życiem pożegnało się też 8 wschodnioniemieckich funkcjonariuszy.
Tymczasem ostatnim pechowcem, który został zastrzelony podczas ucieczki był Chris Gueffroy. Uciekał ze swoim przyjacielem w dzielnicy Treptow-Köpenick przez zasieki. Niestety, zauważyli go żołnierze Armii Ludowej NRD, którzy bez wahania wystrzelili w kierunku zbiegów 21 strzałów. Gueffroy zginął na miejscu, a jego ranny przyjaciel skazany został na 3 lata więzienia. Wkrótce jednak niewolę opuścił – został bowiem ułaskawiony parę miesięcy później.



Mimo tak wielu śmiertelnych ofiar, Mur Berliński przekroczyło 251 śmiałków!

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
3

Oglądany: 26667x | Komentarzy: 26 | Okejek: 146 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.11

21.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało