Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jak przekroczyć mur berliński? - Oto kilka sprawdzonych metod, które okazały się skuteczne

42 712  
267   25  
9 listopada 1989 roku „runął” jeden z najważniejszych symboli zimnej wojny. Mur berliński istniał przez prawie 28 lat, dzieląc miasto na część aliancką oraz strefę kontrolowaną przez ZSRR. Przy okazji potężna, otoczona drutem kolczastym konstrukcja rozdzieliła też całe rodziny. Wielu żyjących w komunistycznym Berlinie Niemców decydowało się więc za wszelką cenę pokonać tę przeszkodę i przejść na drugą stronę, gdzie bardzo często od lat czekali na nich bliscy. Nie wszystkim jednak taka przeprawa się udała.
Od kiedy zgodnie z postanowieniami konferencji jałtańskiej Niemcy podzielone zostały na strefy wpływów zwycięskich stron niedawnego konfliktu zbrojnego, Berlin co i rusz stawał się punktem zapalnym. Oprócz organizacji szpiegowskich po obu stronach, poważnym problemem okazała się blokada miasta, którą zainicjowały władze ZSRR po tym, jak bez konsultacji z nimi w zachodniej strefie okupacyjnej wprowadzono reformę walutową.



W tej sytuacji radzieccy oficjele zarządzili odcięcie zachodnich sektorów od dostaw prądu oraz przestali wpuszczać pojazdy na przebiegające przez wschodnią część szlaki komunikacyjne, co było jednoznaczne ze wstrzymaniem dostaw podstawowych surowców do Berlina Zachodniego. To bardzo poważne spięcie zakończyło się, gdy państwa zachodnie stworzyły tzw. most powietrzny i rozpoczęły transport dóbr za pomocą samolotów. Mimo że kryzys udało się ugasić, sytuacja ciągle była dość napięta, a wielu mieszkańców NRD masowo uciekało na zachód.



W połowie sierpnia 1961 roku prawie 15 tysięcy funkcjonariuszy straży granicznej oraz policji, wspomaganej przez postawione w stan bojowej gotowości oddziały armii radzieckiej, kolejny raz przystąpiło do blokady Berlina Zachodniego. Tym razem jednak po to, aby zabezpieczyć miejsce stawiania muru. Początkowo wyłożono zasieki i prowizoryczne barierki oraz eksmitowano ludzi mieszkających w domach przechodzących przez trasę budowy. W tych opustoszałych nieruchomościach zamurowano okna i drzwi. Obywatele wschodniego sektora Berlina zdając sobie sprawę z sytuacji uznali, że to ostatni moment na ucieczkę. Z samych służb porządkowych zabezpieczających przedsięwzięcie dyla na zachód dało wówczas 85 osób!



Skok przez zasieki

Jednym z pierwszych uciekinierów, który stał się znanym dziś symbolem desperackiej potrzeby wyrwania się na zachód, był kapral Conrad Schumann. Pełnił on funkcję wartownika na rogu ulic Bernauerstrasse i Ruppinerstrasse.



Wyraźnie zestresowany żołnierz musiał wysłuchiwać obelg ze strony znajdującej się po drugiej stronie zasieków grupy młodych ludzi. Kiedy ci zorientowali się, że będący ich rówieśnikiem mężczyzna wcale nie wygląda na zbyt zachwyconego faktem tworzenia podziału miasta, zaczęli gorąco go zachęcać do przeskoczenia drutów. Chwilę trwało, zanim chłopak pospiesznie wyrzucił papierosa, wziął rozbieg i dał susa do RFN.







Całą sytuację obserwował fotoreporter Peter Leibing, który w porę zdążył uwiecznić na kliszy ten moment. Fotografie, które wykonał obiegły cały świat, a sam Schumann po przesłuchaniu przez policję puszczony został wolno i zamieszkał w Bawarii. Mimo że w RFN uznano go za bohatera, to już władze NRD lansowały go na tchórza i zdrajcę. Uwieczniony na słynnym zdjęciu mężczyzna zmarł w 1998 roku. Po latach walki z depresją powiesił się we własnym ogródku.

Mimo że nazwa sugeruje jeden mur, to w rzeczywistości ta długa na 156 kilometrów konstrukcja składała się z dwóch murów rozdzielonych terenem patrolowanym przez oddziały żołnierzy z psami, zabezpieczonym drutami kolczastymi, a w niektórych miejscach nawet minami. Do tego dochodziły wieże strażnicze, okopy i uruchamiane linkami karabiny maszynowe. Kiedy więc prace nad podziałem Berlina dobiegły końca, przekroczenie „muru” graniczyło z cudem. Nie oznacza to jednak, że Niemcy nie próbowali uciekać z NRD…



Czołgiem w mur

W 1963 roku liczący sobie 20 lat wschodnioniemiecki żołnierz Wolfgang Engels podczas obchodów święta 1 maja ukradł z bazy wojskowej opancerzony pojazd transportowy. Jadąc nim potem w kierunku muru, miał wrzasnąć do mijanej po drodze grupki młodzieży: "Uciekam na zachód! Ktoś chce się zabrać?". Następnie rozpędziwszy maszynę, z wielkim impetem wyrżnął w ścianę licząc na to, że ta runie i umożliwi Engelsowi szybką przeprawę na drugą stronę. Przedsięwzięcie udało się tylko połowicznie. Transporter utknął w wybitej przez niego dziurze i nie chciał się ruszyć.



W tej sytuacji uciekinier wysiadł z pojazdu i próbował dalszą drogę przebyć biegiem. Niestety, w momencie, gdy Wolfgang usiłował przedrzeć się przez druciane zasieki, dosięgły go dwie kule wystrzelone przez strażników z wieżyczek po wschodniej stronie Berlina. Rannemu żołnierzowi na odsiecz przyszli jednak przechodnie, którzy z pomocą przypadkowego policjanta przeciągnęli rannego Engelsa „do RFN” i… zaprowadzili do najbliższego baru. Następnie mężczyzna trafił do szpitala, gdzie szybko doszedł do siebie.



Znalazł pracę jako nauczyciel biologii w szkole. Smutną stroną tej historii jest to, że przez swoją ucieczkę Wolfgang stracił kontakt z matką. Ta będąc zadeklarowaną komunistką wyrzekła się syna, uważając go za zdrajcę narodu i jedynej słusznej ideologii.

Tunel 57

Rok po incydencie z transporterem doszło do najbardziej śmiałej ucieczki w historii podzielonego Berlina. Projekt tego przedsięwzięcia zorganizowany został po zachodniej stronie miasta, a jednym z jego organizatorów był Joachim Neumann – chłopak, który w 1961 roku, posługując się paszportem pewnego szwajcarskiego studenta, przedarł się na zachodnią część Berlina, pozostawiając w NRD swoją rodzinę oraz ukochaną – Christę. I to właśnie chęć zobaczenia najbliższych spowodowała, że on wraz z grupą innych młodych ludzi wykonał podkop umożliwiający przedostanie się na drugą stronę miasta.
Niestety operacja zakończyła się fiaskiem – ktoś dał cynk funkcjonariuszom Stasi, naczelnego organu bezpieczeństwa NRD, którzy aresztowali większość niedoszłych zbiegów, w tym i dziewczynę Neumanna. Uciekinierzy trafili za kratki na 16 miesięcy.



Niezrażony klęską Joachim podjął się kolejnej próby wykopania tunelu. Szybko zmotywował do działania ludzi, którzy pomagali mu przy poprzednim, nieudanym projekcie. W wynajętej piwnicy piekarni położonej w pobliżu muru po zachodniej stronie miasta wydrążono szyb o głębokości 11 metrów i długości stadionu piłkarskiego! Wydrążenie tak długiego korytarza zajęło prawie pięć miesięcy, a praca trwała bez przerwy – podczas gdy jedni kopali, inni, utytłani ziemią, spali w piwnicy, aby niedługo potem kontynuować robotę i dać odpocząć osobom z poprzedniej zmiany. Łącznie w projekcie tym udział brało 35 osób.



Nie było wiadomo, w którym miejscu miało znaleźć się wyjście z tunelu, więc uciekinierzy odetchnęli z ulgą, gdy okazało się, że przebili się na powierzchnię gdzieś na podwórzu przy leciwym budynku na ulicy Strelitzer 55.

Ciekawym epizodem tej historii jest fakt, że projekt ten częściowo sfinansowany został przez Henriego Nannena – redaktora naczelnego pisma Stern, który pragnął udokumentować całe przedsięwzięcie.



W dniu ucieczki Neumann otrzymał list od Christy, którą zwolniono z więzienia przed końcem zasądzonego jej wyroku. Nie wiedziała ona nic o kolejnym tunelu i musiała być bardzo zaskoczona, gdy jeszcze tego samego wieczora przekazano jej informację od Joachima. Tym razem udało jej się uciec z Berlina Wschodniego i spotkać ze swoim ukochanym. Łącznie tunelem drapaka dało 57 osób (stąd i nazwa – Tunel 57).



Jednym z uciekinierów był Reinhard Furrer – znany później fizyk i astronauta. Oczywiście tak duża liczba wchodzących do budynku ludzi nie mogła nie wzbudzić podejrzeń wschodnioniemieckich patroli. Jeden z nich dostał się na podwórze, gdzie zastał zbiegów na gorącym uczynku. Doszło do wymiany ognia. Draśnięty kulą wystrzeloną z pistoletu jednego z uciekających członek bezpieki, Egon Schultz, upadł na ziemię. Biedak usiłował się podnieść, jednak wówczas otrzymał śmiertelny strzał z AK-47 od własnego kolegi, który najwyraźniej pomylił się i omyłkowo zabił jednego ze swoich. Dziś Schultz uznawany jest za jedną ze 140 „ofiar” muru berlińskiego!



Jeszcze przez ćwierć wieku tysiące Niemców, z mniejszym lub większym skutkiem, usiłowało dostać się do RFN przez przeszkodę, którą komuniści, z dużą dozą złośliwości, nazywali „zaporą antyfaszystowską”. O innych spektakularnych ucieczkach dowiecie się w drugiej części artykułu.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5
5

Oglądany: 42712x | Komentarzy: 25 | Okejek: 267 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.11

20.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało