Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Noc z księdzem na plebanii, znalezione wyznanie córki i inne anonimowe opowieści

82 517  
329   54  
Dziś przeczytacie także m.in. o zakończeniu związku, nocowaniu u księdza, ulubionych pyzach i psie, który nie pachniał.

#1.

Wczoraj wieczorem przed moim domem jakiś debil rozbijał się samochodem. Wjeżdżał na trawnik, driftował z piskiem opon, a na koniec zniszczył żywopłot sąsiada i zarysował stojące na poboczu auto. Z wozu wydobywała się głośna muzyka i wrzaski pasażerów, więc wywnioskowałem, że pewnie i kierowca musi być solidnie pijany, a to lada moment mogło przecież skończyć się jakąś tragedią. Zadzwoniłem na policję i zgłosiłem sprawę. Stróże prawa jednak nie przyjechali, a parę minut później samochód z imprezowym towarzystwem zniknął z naszego osiedla.

Godzinę potem moja żona wysłała mnie z misją zrobienia zakupów w pobliskim sklepie nocnym. Kiedy tam jechałem zatrzymał mnie patrol policji i wlepił mandat za… przekroczenie prędkości o 10 km/h na praktycznie pustej, trójpasmowej drodze.

#2.

Od jakiegoś czasu nie za dobrze układało mi się z moim chłopakiem. W końcu nadszedł dzień, kiedy postanowiłam zakończyć ten, drętwy niczym żarty Drozdy, związek. Spotkaliśmy się w kawiarni. Przez parę minut prowadziłam monolog przedstawiając argumenty za tym, że najwyższy czas zamknąć nasz wspólny etap w życiu. Na koniec definitywnie powiedziałam mu, że to koniec. Wysłuchał mnie w ciszy. Kiedy jednak usłyszał, że z nim zrywam, zerwał się na równe nogi i wrzasnąwszy "WOLNOOOOOOŚC!", wybiegł w pląsach z lokalu, po drodze całując w usta jakąś Bogu ducha winną zaskoczoną dziewczynę, a następnie wyraźnie rozpromieniony pognał gdzieś przed siebie, pokrzykując radośnie.

To wszystko było tak groteskowe, że jeszcze przez dobrych kilka minut dochodziłam do siebie. Najgorsze jednak jest to, że musiałam za tego chorego poj#ba zapłacić rachunek za kawę...

#3.

Ostatnio był bum na pedofilię w Kościele - i pedofilię w ogóle. W swoim życiu spędziłam na plebanii, sam na sam z księdzem, kilka nocy.


Jak to się zaczęło? Ano zaczęło się od pijanego ojczyma, który zaczął się do mnie dobierać pod nieobecność mamy, która wyjechała na kilka dni w delegację. Miałam 12 lat, był późny wieczór. Krzyczałam o pomoc, ale to był jakiś głupi odruch, nie było oprócz nas nikogo w domu, przecież nie miał kto mi pomóc… Tak przynajmniej myślałam. Okazało się, że darłam się na tyle głośno, że przechodzący obok domu proboszcz to usłyszał. Zapukał do drzwi. Ojczym zastygł w bezruchu, a mi kazał półszeptem się zamknąć. Na szczęście nie posłuchałam. Choć on mnie uderzył, zdążyłam przynajmniej zacząć kolejny wrzask o pomoc. To wystarczyło księdzu, by… nacisnąć klamkę. Uwierzycie? Drzwi były otwarte.

Tę noc spędziłam na plebanii z kubkiem ciepłego kakao. Kolejny poranek na komendzie policji, która na szczęście zgarnęła go właściwie natychmiast, więc o to się nie martwiłam. Swoją drogą nie wiem, co on miał w głowie, zostając w domu i nawet nie próbując prysnąć.

Do powrotu mamy (zajął kilka dni, nie była w stanie dotrzeć wcześniej, bo lotów nie było codziennie) mieszkałam na plebanii, ksiądz nie chciał w ogóle słyszeć o tym, że jestem już duża i poradzę sobie sama w domu. Oczywiście nie wyrządził mi żadnej krzywdy, a dbał o mnie jak umiał - co jest warte docenienia szczególnie, że to jednak mężczyzna (kobiety mają raczej wrodzone predyspozycje, faceci muszą stawać na głowie, tak przynajmniej mi się wydaje), który do tego nigdy nie opiekował się dzieckiem.

Motyw w stylu Ojca Mateusza… Tylko że w życiu bywa mniej różowo. Oczywiście ludzie zawsze wiedzą swoje. Według plotek byłam córką księdza, do której nagle się poczuł (o ironio, to mała wioska, gdzie wszyscy znali moją mamę, mojego zmarłego tatę i później ojczyma), o pedofilii z jego strony też było. Chociaż sprawa po jakimś czasie ucichła, gdy wróciłam do mamy, niesmak został. Właśnie dlatego na takie opowieści patrzę odrobinę nieufnie. Nie mówię, że ten problem nie istnieje - ale nie każda rozdmuchana opowieść musi być prawdziwa.

A ksiądz, który uratował mi wtedy… cóż, nie wiem, czy życie, ale na pewno wiele (zareagował na tyle wcześnie i później rozmawiał ze mną na tyle mądrze i też dał rady co do psychologów itp., dzięki czemu właściwie nie przeszłam jakiejś szczególnej traumy) - do dzisiaj jest jednym z moich dojrzalszych przyjaciół i często wpadam na ten kubek ciepłego kakao, gdy jestem w rodzinnej miejscowości.

#4.

Mając 21 lat, wspólnie z moją przyjaciółką postanowiłyśmy wyjechać nad morze na cały sezon letni.
Wynajęłyśmy mieszkanie na ten okres, popatrzyłyśmy wcześniej na oferty pracy sezonowej, zakupiłyśmy bilety i ruszyłyśmy w poszukiwaniu przygód.

Pierwsze kilka dni minęło bezproblemowo, zwiedzałyśmy Trójmiasto, poznawałyśmy nowych ludzi, chodziłyśmy dużo na plażę oraz po okolicznych klubach.

Tydzień po naszym przyjeździe dostałam pracę jako kelnerka w jednej z restauracji. Złapałam dobry kontakt z załogą i szefem, ogólnie wszystko szło w dobrym kierunku.
Po kilku dniach mojej pracy w restauracji pojawił się ON.
Niesamowicie przystojny, czarujący mężczyzna, w dodatku bez obrączki.
Jako że nie należę do osób nieśmiałych, razem z rachunkiem dałam mu swój numer zapisany na chusteczce.
Gdy wychodził z restauracji, widziałam chusteczkę w jego dłoni, następnie schował ją do kieszeni na moich oczach i z bananem na twarzy wyszedł z restauracji.
Odezwał się do mnie po 20 minutach.
Pisaliśmy cały dzień, w efekcie umówiliśmy się jeszcze tego samego dnia do jednego z barów. Przez kilka najbliższych dni, spędzaliśmy ze sobą prawie każdą wolną chwilę.

Po pewnym czasie nasza znajomość przerodziła się w romans. Nie określaliśmy się jako para, zwyczajnie się spotykaliśmy, żeby spędzić miło czas. Oboje mieliśmy świadomość, że za jakiś czas trzeba się będzie "rozstać" i każde pójdzie w swoją stronę.


Pewnego dnia po którejś z wspólnie spędzonych nocy, Tomasz poszedł się wykąpać, zostawiając telefon w pokoju na szafce. Zawsze widziałam, że on pilnuje swojego telefonu, ale nigdy mnie nie korciło, żeby go przeglądać.
Nagle widzę, że telefon wibruje. Normalnie nic bym z tym nie zrobiła, ale ktoś dobijał się non stop, więc myślałam, że chociaż poinformuję Tomasza kto do niego ciągle dzwoni.
Wstałam, spojrzałam na telefon, a tam zdjęcie jakiejś kobiety z małym dzieckiem na rękach i podpisane "Żonka".
W jednym momencie zrobiłam się cała czerwona ze złości, bo Tomasz zapewniał mnie, że nikogo nie ma.

Szybko się ubrałam, wzięłam ten telefon i wyszłam na klatkę schodową. Odebrałam telefon i i powiedziałam kobiecie jaka jest sytuacja.
W pierwszym momencie myślała, że jest to żart wymyślony przez jej męża.
Przełączyłam więc na wideo rozmowę i jak wróciłam do mieszkania, to pokazałam jej, jak on wychodzi nago z mojej łazienki.
Kobieta była w szoku, Tomasz zresztą też.
Ja starałam zachować zimną krew i powiedziałam mu tylko, że ma 5 minut na zabranie swoich rzeczy, bo inaczej wylądują za oknem. Ja spisałam numer do jego żony, żeby w razie czego zaoferować swoje zeznania podczas ich sprawy rozwodowej.

Ich rozwód był 3 miesiące później, głupio było opowiadać na sali o romansie z żonatym mężczyzną.

Do tej pory mi wstyd za całą sytuację.

#5.

Uwielbiam pyzy z mięsem. Mogę je jeść codziennie i z tego powodu zazwyczaj mam w domu mały zapas. Tak się jednak złożyło, że ostatnio miałem nawał roboty i mało czasu na zakupy, więc zapas się wyczerpał, ruszyłem zatem do sklepu po swoje ulubione pyzy.

Dochodzę już do lodówki z pyzami, gdy zauważam, że jakaś babka bierze ostatnią (!) paczkę pyz. W sercu rozpacz, ale po chwili w moim umyśle wykiełkował pewien plan...
"Nie boi się pani tego kupować? Ponoć wycofują je ze sprzedaży, bo jakieś szkodliwe bakterie w nich znaleźli"... Babka stanęła jak wryta, po chwili odłożyła pyzy na półkę i mi podziękowała... Pokręciłem się chwilę po sklepie, poczekałem, aż pani wyjdzie i udałem się z moimi pyzami do kasy.

Trochę wstyd, że z łakomstwa okłamałem nieświadomą kobietę.

#6.

Opowiem wam o tym, jak ta strona zmieniła moje podejście do córki.

Dzień jak co dzień, moja córka wychodzi do koleżanki, ale zostawia włączonego laptopa. Przechodząc obok jej pokoju, oczywiście zauważyłam to od razu i chciałam go po prostu wyłączyć.
Na wyświetlaczu była ta strona. Przeczytałam kilka wyznań, pośmiałam się, a w końcu natrafiłam na "moje wyznania". To było oczywiście jej konto.

I wiecie co?
Znalazłam jej wyznanie, w którym to opowiada o tym, jakie ma okropne życie, nie dogaduje się z rodzicami, wszystko jest złe i okropne, a ona biedna. Wy radzicie jej uciekać zaraz po skończeniu 18 lat.

Wiecie, co mnie najbardziej boli?
Córkę wychowuję najlepiej jak się da. Czasami zdarzy mi się poprosić ją o opiekę nad młodszym rodzeństwem, jak muszę gdzieś szybko wyskoczyć, ale na co dzień po ich powrocie ze szkoły i przed moim i męża powrotem z pracy dzieciaki czekają u babci mieszkającej 10 minut drogi od naszego domu. Córka jest już w takim wieku, że wraca do domu przed nami i sama odgrzewa sobie obiad (a podobno musi go biedna gotować całej rodzinie, bo nikt inny tego nie robi).

Podobno nic od nas nie dostaje, a telefon nadal nosi "przedwojenny". Faktycznie, ostatnio odmówiliśmy jej z mężem zakupu najnowszego iPhone'a. Czemu? Bo kompletnie się nie uczy. Warunkiem do zakupu nowego telefonu jest osiągnięcie przez nią średniej wyższej niż 3.5.


Obowiązków nie ma żadnych, poza posprzątaniem własnego pokoju i wystawieniem naczyń do zmywarki, gdy je pobrudzi. Czasami proszę ją też o wykonanie jakiejś drobnej czynności, ale cholera jasna, czy dzieci nie powinny mieć choć trochę obowiązków?

Najlepsze, czego się doczytałam, jest dopiero przed nami. Podobno córka ma rodziców alkoholików. Przepraszam, że z mężem w piątkowe wieczory pijemy butelkę wina lub dajmy na to pół butelki whisky - taki nasz rytuał, kilka godzin z filmem tylko we dwoje, reszta weekendu to czas dla rodziny.

Porozmawiałam z mężem, po czym przeszliśmy do działania. Zabraliśmy jej telefon - to samo wypisywała koleżankom.

Co zrobiliśmy?
Zabraliśmy córce telefon i wyciągnęliśmy od babci starą Nokię. Codziennie wracając do domu musiała odebrać ze szkoły rodzeństwo, ugotować obiad, odrobić z nimi lekcje. My wracaliśmy i może nie piliśmy, ale zachowywaliśmy się jak najgorsze szuje. Sprzątała cały dom, za wszystko dostawała kary, robiła każdą rzecz, którą opisała koleżankom lub na tej stronie. Jedynie jej nie biliśmy.

11 dni - dokładnie po takim czasie nas przeprosiła. Wszystko wróciło do normy, ale nadal nie odzyskała telefonu i laptopa i długo ich nie dostanie.

Dzieci czasami potrafią być naprawdę niewdzięczne.


#7.

Mój facet to istny leń, pracy unika jak ognia, a pakowanie się w długi to jego ulubione zajęcie.

Czara goryczy przelała się w momencie, kiedy byliśmy na zakupach i moje dziecko zapytało ojca, czy może lizaka. Co na to mój partner? Że nie ma pieniędzy na takie głupoty. Moje dzieci nigdy nie proszą o nic. Nie robią awantur w sklepach. I w tym przypadku również - mój syn zwiesił głowę i ustał grzecznie przy wózku. Ten widok tak mnie złapał za serce... Zdjęłam z taśmy piwa, zdjęłam orzeszki i kilka innych produktów. Złapałam garść lizaków i położyłam na ladę. Powiedziałam "Pamiętaj, gnoju, nigdy nie stawiaj siebie ponad dziećmi". Oczywiście ukochany nie dawał za wygraną. Położył te piwa znowu na ladę. Stwierdziłam wtedy, że to koniec. Poprosiłam, aby pani skasowała mi tylko lizaki. A on? Stał jak gołodupiec bez grosza.

Nie chcę, żeby moi synowie mieli taki obraz mężczyzny w domu. Mój facet wciąż ze mną mieszka, ale to kwestia czasu. Nie mam serca teraz go wyrzucić. Ma czas do końca października - albo znajdzie pracę, albo nowe mieszkanie.

#8.

Moi dziadkowie mieszkali na wsi w Bieszczadach, w średniej wielkości gospodarstwie. Stadko różnorodnego drobiu, 2-3 świnie, jedna krowa, koń, kilka królików, kotów i pies Śledzik.

Część z Was być może wie, że w tamtym rejonie wilki potrafią podchodzić pod gospodarstwa, wyjeść wszystkie niezamykane w domach psy we wsi i okolicach - jest to problem cykliczny, powracający co kilkanaście lat. Jest wiele jego źródeł, od konfliktów terytorialnych, konkurencję pokarmową, po pójście na łatwiznę (nawet owczarki mają duże problemy w walce z jednym wilkiem, a co dopiero kilkoma!) czy sporadyczne przypadki wilczej głupoty/choroby. Jednak u moich dziadków NIGDY nie zdarzył się nawet jeden taki incydent, dopóki Śledzik żył, a nawet przez kilka lat po jego śmierci. Czyli w sumie, przez 23 lata (żył 19), bo dziadkowie zmarli 4 lata po nim i gospodarkę zwinęliśmy (zwierzęta znalazły domy w okolicy).


To był mały, ok. 20-kilogramowy kundel marki kundel, jako ślepy jeszcze szczeniak wyłowiony przez dziadka z rowu melioracyjnego dwie wsie dalej. Czarny, zarośnięty jak borostwór, śmierdział niemiłosiernie przez całe swoje życie. Był cudowny, kochany, dobry, ale fetor jaki wydzielał był okropny. Strzyżenie na króciutko, kąpiele, maści, karmy, weterynarze, nie potrafili nic zaradzić przez wiele lat. Dziadkowie kochali swoje zwierzaki, dbali o nie jak tylko mogli, ale w końcu odpuścili. Pies był zdrowy jak ryba, a że śmierdział... cóż, szło się przyzwyczaić. W domu ani nie chciał, ani nie mógł przebywać i to było błogosławieństwem dla reszty inwentarza.

Wszystkie psy we wsi mogły poginąć, owce i krowy być regularnie zagryzane, jego nic nawet pazurem nie ruszyło. Ani lis, ani wilk. Śledzik miał wypasioną budę, drzwiczki do ocieplonej stajni, a mimo to wolał nawet w mróz urzędować pod krzakami na zewnątrz. Kilku znajomych gospodarzy prosiło dziadka o spacery ze Śledzikiem dookoła swoich obejść, gdy był problem z drapieżnikami - trzymały się wtedy z daleka przez jakiś czas.

Cóż, nawet śmierdząc na kilometr można być kochanym i komuś pomóc, tylko trzeba znaleźć swoją niszę :)

W poprzednim odcinku m.in. pytanie do Boga i sposób na niechcianych gości

14

Oglądany: 82517x | Komentarzy: 54 | Okejek: 329 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.11

20.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało