Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Przepadasz za hamburgerami? Oto co powinieneś o nich wiedzieć

62 520  
149   59  
Hamburger – podstawa amerykańskiej kuchni, chętnie podawana i spożywana praktycznie na całym świecie. Wołowy kotlet, warzywa, sos i przekrojona na pół bułka. Przepis na hamburgera jest bardzo prosty, niemniej przygotowanie tego idealnego wymaga wielu lat praktyki*.
*Tym bardziej że nikt nie ma pojęcia, jak w ogóle powinien wyglądać „hamburger idealny”.

#1. Burger z bobra

1794544917c00af1.jpg

W klasycznym hamburgerze musi być krowa – koniec, kropka. Dobrze przyrządzony kotlet z wołowiny to podstawa dobrej kanapki, przynajmniej jeśli wierzyć tradycjonalistom, dla których burger z buraka to profanacja. Ale i „po mięsnej stronie mocy” zdarzają się odstępstwa, nawet w całkiem profesjonalnej gastronomii. W wywodzącej się z Dallas sieci restauracji Twisted Root co jakiś czas skosztować można mocno alternatywnych propozycji. Jedną z takich, które wzbudziły najwięcej kontrowersji, był hamburger z bobra – reklamowany hasłem „ratuj drzewa, jedz bobry!”.

Oprócz tego w Twisted Root sprzedawano również burgery z dziczyzną, z mięsem łosia, strusia, kangura, aligatora czy z baraniną. Ewidentnie na krowie nie kończy się świat (choć akurat południe USA z Dallas w sercu Teksasu na czele mogłoby mieć na ten temat odmienne zdanie).

#2. Hamburger premium

179454541d4f8da2.gif

Hamburgery – oraz wszystkie inne dania typu fast food – wbrew wcale nie tak niskim cenom uchodzą generalnie za żywność z najniższej półki. Szczególnie jeśli serwują je sieciówki pokroju McDonald’s. Kiedy więc amerykańska sieć postanowiła zwrócić się ku tzw. segmentowi premium, można było spodziewać się… najwyżej klopsa. I tak właśnie się stało – Arch Deluxe, hamburger „opracowany” z myślą o dorosłych osobach o wyrafinowanym guście, pomimo ogromnych nakładów na marketing okazał się totalną klapą.

Już sama kampania reklamowa obiecująca „słodki, super-ekstrawagancki ketchup” i „sekretny sos dla dorosłych zrobiony z musztardy i majonezu” sprawiała, że niektórzy zastanawiali się, czy to aby nie żart sieci. Tym bardziej, że był to rok 1996, a nie wczesne lata sześćdziesiąte. Arch Deluxe został bardzo szybko wycofany ze sprzedaży – wysoka cena, dziwaczne reklamy i wysoka kaloryczność bynajmniej nie pomogły mu w zjednaniu sobie sympatii podniebień „klasy wyższej”.

#3. Lokowanie hamburgerów

1794546a24274e13.jpg

Ile kontrowersji może pomieścić jedna kampania reklamowa? Jeśli mowa o raperach, McDonald’s i hamburgerach, okazuje się, że całkiem sporo. W 2005 roku ogłoszono, że sieć restauracji fast food będzie płaciła najbardziej popularnym raperom za umieszczanie nazwy „Big Mac” w tekstach ich piosenek. Z góry? Nie – za każde publiczne odtworzenie utworu w Stanach Zjednoczonych. Ile? Według zapowiedzi – do 5 dolarów. Oczywiście rozpętała się burza. Krytycy uzasadniali, że tego gatunku słuchają przede wszystkim młodzi ludzie, u których odsetek otyłości już i tak jest chorobliwie duży. Dodatkowy przekaz nakłaniający ich do sięgnięcia po fast food nie jest więc wskazany.

Co więcej, mierził brak informacji w stylu „uwaga, piosenka zawiera lokowanie produktu”. I tak, jak McDonald’s próbował za nie zapłacić, całkowicie za darmo miejsca w tekstach raperów, m.in. 50 Centa czy Snoop Dogga, zyskiwały takie marki jak Gucci, Bentley, Porsche, Dom Perignon czy Courvoisier.

#4. Przyjaciel albo burger

17945479f207b374.jpg

Kontrowersyjne kampanie reklamowe okazują się domeną sieci restauracji typu fast food. Kolejną popisał się Burger King w 2009 roku, oferując specyficzny układ – darmowego whoppera (hamburger serwowany w BK od 1957 roku, prawdopodobnie najbardziej ikoniczna pozycja w menu sieci) w zamian za usunięcie z grona znajomych na Facebooku dziesięciu osób. Aplikacja „Whopper Sacrifice” wysyłała usuniętym znajomym informację o fakcie (coś w stylu „dla kolegi XY znajomość z Tobą okazała się mniej warta niż kanapka”), a także publikowała status aktywności (XY poświęcił XZ w zamian za darmowego whoppera).

Wyjątkowo niemiłe zagranie ze strony Burger Kinga? Cóż – wśród głosów krytykujących aplikację – i całą akcję marketingową – pojawiły się wcale nierzadkie głosy twierdzące, że „szkoda, że z promocji można skorzystać tylko raz, bo najchętniej usunęłoby się wszystkich znajomych”. Cóż – powiedziało się B, warto byłoby powiedzieć i K.

#5. Indeks Big Maca

17945488dcd8e1a5.jpg

Wskaźnik Big Maca może nie wydaje się szczególnie profesjonalny, ale jest bardzo uniwersalny i pod wieloma względami miarodajny. Powszechność sieci McDonald’s niemal na całym świecie daje podstawę do porównania siły gospodarczej wybranego kraju, bazując na tym, ile Big Maców można w nim kupić za równowartość 50 dolarów. Tak to umyślili dziennikarze The Economist. I generalnie wskaźnik sprawdzałby się całkiem nieźle, gdyby nie oszuści… pokroju Argentyny.

W 2011 roku argentyński rząd zobligował McDonald’s do sprzedawania popularnych kanapek po sztucznie zaniżonych cenach – a wszystko wyłącznie po to, by kraj mógł wypaść lepiej w rankingu brytyjskiego tygodnika. Chodziło o to, aby ukryć gigantyczną inflację – i kolejny kryzys, który, jak twierdzą złośliwi, akurat w Argentynie przypada mniej więcej dwa razy na każdą dekadę.

#6. Robert Downey Jr. nie lubi Burger Kinga

179454984861ab46.jpg

Ci, którzy wyszli z naprawdę ciężkiego nałogu, twierdzą, że trzeba sięgnąć dna, by się od niego odbić i skutecznie pozbyć się nałogu… Wychodzi na to, że owo dno może mieć różną postać. W przypadku Roberta Downeya Jr., słynnego aktora, przy którym najgorsze dworcowe ćpuny mogły uchodzić za okazjonalnych degustatorów, momentem przełomowym okazało się zetknięcie z… kanapką z Burger Kinga. To nie żart.

Jak sam przyznał, dopiero zetknięcie z czymś tak obrzydliwym jak hamburger z sieciówki otrzeźwiło go na tyle, by zdał sobie sprawę z tego, w jak bardzo złym kierunku zmierza jego życie. Ponoć jeszcze tego samego dnia zdecydował wyrzucić cały swój zapas narkotyków – a było tego wcale niemało – do oceanu i raz na zawsze skończyć z nałogiem. Prawdopodobnie był to ostatni raz, kiedy zjedzenie fast foodu przyniosło pozytywny skutek.

#7. Z hamburgerem najlepiej na zdjęciu

17945506c358b867.jpg

W reklamach telewizyjnych, na zdjęciach w kolorowych magazynach i na billboardach – absolutnie wszędzie jedzenie typu fast food, zwłaszcza hamburgery, wyglądają doskonale. Zachęcająco, apetycznie, aromatycznie. Ślinka cieknie na samą myśl. Jest tylko jedno miejsce, w którym już nie jest tak kolorowo. To… rzeczywistość. Dlaczego to, co ląduje na stole, tak bardzo różni się od tego, co zostało sfotografowane do reklamy? Powodów jest wiele, ten najważniejszy natomiast – to, że jedzenie jest… niedogotowane. Mięso ma wówczas większą objętość (stąd różnica w rozmiarze pomiędzy burgerem na zdjęciu a tym w lokalu) i wydaje się bardziej soczyste.

Dodatkowo kotlety smarowane są pastą do butów, która nadaje im połysk. Ciemne miejsca od „przypalenia na grillu”? To kwestia zastosowania… kosmetyków do makijażu. Kredka czy tusz, minuta pracy – gotowe. A jeśli nad hamburgerem w reklamie unosi się jeszcze kusząca para – że niby świeżo wyjęty z pieca – to… warto wiedzieć, że doskonale taki efekt zapewnia położony poniżej tampon, uprzednio namoczony w wodzie i podgrzany w kuchence mikrofalowej.
9

Oglądany: 62520x | Komentarzy: 59 | Okejek: 149 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.11

21.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało