Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Przygoda z piersiami na basenie, wpadka w kościele i inne anonimowe opowieści

89 017  
331   62  
Dziś przeczytacie także m.in. o wizycie na basenie, mocno kichającym ojcu i próbie wzbudzania zazdrości.


#1.

Wczoraj poszłam na basen razem z moja pięcioletnią córką. Kiedy przed wejściem do wody zakładałam jej czepek, młoda ni z gruchy, ni z pietruchy wypaliła: "Mamo, ta pani ma bardzo duże piersi!".
Powiedziała to na tyle głośno, że słowa te usłyszało wiele osób. W tym także i otyły mężczyzna, którego ta uwaga dotyczyła...

#2.

Parę miesięcy temu byłam na zakupach odzieżowych w jednym z dużych domów handlowych. Krążąc pomiędzy półkami zauważyłam, że jedna z klientek wychodzi ze sklepu zapomniawszy zabrać duże pudełko, które stało przy jej nogach koło kasy. Niewiele myśląc, chwyciłam zgubę i ile sił w nogach wyleciałam za nią, wyobrażając sobie, jak bardzo będzie jej przykro, gdy okaże się, że w zawieruszonym pudełku było dla niej coś szczególnie ważnego. Nie dałam rady jej dogonić. I to wcale nie dlatego, że wolno biegam. Rzuciło się na mnie dwóch rosłych ochroniarzy, którzy, jak się okazało, gonili mnie przez ostatnich paręnaście metrów.

Musiałam potem długo tłumaczyć się, że wcale nie chciałam ukraść pudła-skarbonki z datkami na lokalny dom dziecka...

#3.

Jestem nerdem w okularach, a moje życie towarzyskie ssie po całości. Za radą koleżanek utleniłam sobie włosy. "Teraz, jako blondynka, będziesz chodziła trzy razy częściej na randki niż wcześniej! Zaufaj nam!" - mówiły.
Minął miesiąc i wiecie co? Głupio przyznać, ale… miały rację!
Prosta matematyka: 3 x 0 = 0!

#4.

Nie jestem pięknością, z czego zdaję sobie sprawę i niestety nie wzbudzam pożądania wśród płci przeciwnej. Mam sporo atrakcyjnych koleżanek, którym zazdrościłam tego, że wzbudzają zainteresowanie wśród mężczyzn. Często słyszałam, jak chwaliły się ile to razy ktoś na nie zagwizdał lub zatrąbił, ile to razy jakiś facet się do nich uśmiechnął i rzucił przelotne spojrzenie. Chciałam kiedyś tego doświadczyć. I tu przechodzimy do właściwej historii.


Byłam w kościele na mszy, a dwie ławki przede mną siedział chłopak, który co chwila na mnie spoglądał, wyraźnie mu się spodobałam. Nie powiem, bardzo się ucieszyłam i siedziałam cała w skowronkach, wyobrażając sobie, że podejdzie do mnie po mszy i zagada. I rzeczywiście podszedł, ale nie sam... Była z nim jego mama, która przeprosiła mnie, że jej niepełnosprawny syn cały czas na mnie patrzył, ale mam na sobie żółtą koszulkę, a on bardzo lubi żółty kolor.

#5.

Mój tata nie potrafi cicho kichać. Niby nieczęsto mu się to zdarza, ale jak już psiknie, to jakby trzęsienie ziemi przeszło albo grzmot jakiś trzasnął. O ile kicha w domu, to spoko, bo już jesteśmy przyzwyczajeni, gorzej jak jest w miejscu publicznym i zawierci go w nosie.

Raz byliśmy w kościele, a mój tata nagle kichnął tak, że zabrzmiał jak trąba jerychońska, wskutek czego przestraszył przechodzącego po składce księdza, który w strachu upuścił tacę, przy okazji wypowiadając soczyste "o ku*wa".

Myślałam, że ludzie wokół skończą się ze śmiechu.

#6.

Jakiś czas temu spotykałam się chłopakiem. Nie znaliśmy się jakoś dobrze, ale zauważyłam, że jakoś niespecjalnie był o mnie zazdrosny. Natomiast ja o niego dużo bardziej, ale w rozsądnych granicach. Mój genialny umysł wpadł na pomysł, że pozdrowię siebie na spotted, żeby zobaczyć jak zareaguje na to, że podobam się niby innym mężczyznom. Jak się okazało, administratorem spotted był chłopak, z którym się spotykałam. Wysłał mi jedynie screena mojej wiadomości do mnie i zapytał, czy mnie nie popie*doliło.

#7.

Kiedyś chodziłem do 3 klasy LO o profilu mat-fiz. Pan od matematyki (mój ulubiony nauczyciel) zawsze zadawał nam pracę domową, jednak mało kto je robił, bo nigdy ich nie sprawdzał.

Ja, jako piątkowy uczeń z matmy, też ich nie robiłem. Pewnego razu zaskoczył nas i powiedział, że dzisiaj sprawdzi i każda osoba ma mu powiedzieć ile zadań zrobiła, a on wpisze mu adekwatną ocenę. Ja, jako że nic nie miałem, zacząłem ją szybko odrabiać. Byłem na 2 zadaniu na 5, kiedy kolej doszła do mnie. Popatrzyłem mu w oczy i powiedziałem, że zrobiłem wszystkie. On na mnie spojrzał i powiedział "na pewno?". Momentalnie zrobiło mi się niedobrze z nerwów, klasa wcale nie pomagała, tylko gadała "niech pan mu sprawdzi", "kręci coś na pewno". Poczułem kisiel w kolanach.
Jednak nauczyciel powiedział "Nie no, ja mu ufam, nigdy by mnie nie oszukał" i postawił mi 5.


Aktualnie mam 23 lata i do dzisiaj jak myślę o tym wydarzeniu, to to uczucie wraca. Chciałbym się cofnąć w czasie i dostać tę jedynkę (40% to nadal była 1) niż mieć świadomość, że oszukało się tak wspaniałego człowieka.

#8.

Naszej rodzinie nigdy się nie przelewało, więc staraliśmy się oszczędzać na wszystkim - od jedzenia po przyjemności. Tak się nieszczęśliwie składa, że od zawsze mam bardzo wrażliwe zęby z tendencją do próchnicy i łamania. Ich leczenie, według rodziców, leży w strefie przyjemności. Ponieważ często się psuły, odwiedzałam gabinet dentystyczny średnio sześć, siedem razy w roku. Zawsze chodziliśmy do tej samej lekarki - pani D. Od lat nas znała i często dawała nam rabaty. Za wyleczenie zęba nigdy nie brała więcej niż 50 zł. Ale trzeba dodać, że nie była zbyt utalentowana i dokładna, co potwierdzało wielu jej pacjentów. Wiele razy robiła coś na odpierdziel, plomba była wsadzona byle jak itp.

Parę miesięcy przed szesnastymi urodzinami znowu coś mi się popsuło i udałam się do pani D. Ubytek nie był duży, więc byłam u niej krótko. Jednak już parę godzin po wyjściu czułam, że coś jest nie tak. Ząb nadal mnie bolał, zwłaszcza podczas jedzenia i picia. Uznałam, że może minie to następnego dnia. Nic z tego. I tak było przez kolejne kilka dni. Powiedziałam o tym mamie, a ona podwiozła mnie znowu do pani D. Popatrzyła mi do buzi i uznała, że wszystko gra. Uśmiechnęła się i kazała tylko dokładniej myć zęby.

Wkrótce przez ten notoryczny kłujący ból nie mogłam nawet zasnąć. Uznałam, że przyszedł czas na prawdziwe szaleństwo, jakiego nasza rodzina nigdy nie widziała. Znalazłam numer do najlepszej dentystki w mieście. Za zwykłą plombę potrafiła wziąć nawet 200 zł, ale średnio mnie to obeszło. Zabrałam wszystkie uskładane w ciągu roku pieniądze i pojechałam do niej kilka dni później. Kiedy zaczęła mi oglądać zęby, widziałam po jej minie, że jest źle. Powiedziała wprost, że dawno nie widziała tak spartaczonej roboty i to cud, że jeszcze mogę normalnie funkcjonować. Nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Powiedziałam jej, że nie chcę już chodzić do pani D, ale rodzice nie mają pieniędzy na dobrych lekarzy i że nie mogę już wytrzymać z tymi zębami. Zaraz zaczęłam tego żałować, ale dentystka nic nie powiedziała. Naprawiła wyrządzoną przez panią D szkodę - nieszczelna plomba i źle zaaplikowane lekarstwo - i kazała ustalić następną wizytę. Powiedziałam, że mam pieniądze tylko na tę jedną, a moi rodzice będą źli kiedy dowiedzą się, u kogo leczyłam zęby. Ale pani doktor uznała, że przecież nie muszę im o tym mówić. W ciągu kolejnych tygodni za darmo wyleczyła mi źle zaplombowanego kła i szóstkę.

Jestem jej za to ogromnie wdzięczna, chociaż od tego czasu minęło już wiele lat. Nie powiedziałam nigdy rodzicom o moich spotkaniach u "drogiej dentystki", bo wiem jak by zareagowali. Ale nadal, kiedy ją gdzieś spotykam, dziękuję za bezinteresowną pomoc.

W poprzednim odcinku m.in. kobieta za kierownicą i okłamywanie męża

8

Oglądany: 89017x | Komentarzy: 62 | Okejek: 331 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

14.11

13.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało