Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Co się stało ze wszystkimi miłymi kobietami?

68 730  
108   104  
Co sprawia, że babeczka w oczach faceta wydaje się być fajna? I dlaczego jest tych miłych i fajnych kobiet tak mało? Poniższy manifest skierowany jest do wszystkich panów, których nurtują powyższe pytania.
Tekst powstał w odpowiedzi na artykuł „Co się stało ze wszystkimi miłymi facetami?” (dopiero teraz widzę, jak stary to artykuł, nie wiem nawet, jak na niego trafiłam...).


Często widzę komentarze, jak to faceci są krzywdzeni i wrzuceni na lata do friend zone. I powiem wam szczerze, że kurwica mnie za każdym razem ogarnia. I smutek. Że tak wielu mężczyzn ma takie doświadczenia. I że obrywają za to również kobiety, które zachowują się inaczej. Postanowiłam zatem pokazać sytuację z kobiecej strony. Można działać inaczej i też dostać po dupie.

Co się stało ze wszystkimi miłymi kobietami?

STOP. Nie generalizujcie. To, że macie takie, a nie inne doświadczenia, nie znaczy, że wszystkie kobiety są takie same.

Zatem nie pytam co się stało ze wszystkimi miłymi kobietami. Tylko dlaczego nie ma ich tak dużo.

Odpowiedź jej prosta… Ktoś jej się stał. Być może ty.

Jeśli sięgniesz do swej pamięci naprawdę głęboko, pojawi się obraz dwojga ludzi, którzy lubili spędzać wspólnie czas. Zawsze coś was do siebie ciągnęło, ale żadne nie zrobiło konkretnego kroku. Po latach coś się jednak zmieniło. Może potrzebowaliście więcej czasu, może mieliście się spotkać na innym etapie swojego życia. I teraz zupełnie niespodziewanie zaskoczyło. Częste spotkania, to na piwie, to na kolacji, to u niej. Pojawił się całkiem dobry seks, który z miesiąca na miesiąc nabierał jeszcze lepszego smaku. Pojawiła się czułość, której pragnęliście i potrzebowaliście oboje. Wspólne oglądanie filmów, podczas których ty i tak zasypiałeś, ale ona nie robiła ci z tego powodu wyrzutów, bo wiedziała, że jesteś wykończony po pracy. Więc po prostu oglądała film sama, tuląc cię i wywracając z uśmiechem oczami, kiedy pochrapywałeś. Pojawiły się wspólne spacery, razem chodziliście na squasha czy ściankę. Wysyłaliście sobie durne obrazki, które śmieszyły was oboje. Robiła ci kanapki na drogę, kiedy miałeś jechać w delegację i potajemnie podrzucała ci twoje ulubione czekoladki do plecaka, kiedy u niej byłeś. Dziękowałeś jej za to za każdym razem. Ty za to przynosiłeś jej różne smakołyki i drobne prezenty. Dziękowała ci za to za każdym razem. Opowiadaliście sobie o swoim dniu, o śmiesznych i trudnych sytuacjach, przez co poznawaliście się coraz lepiej.

Przedstawiła cię paru swoim znajomym. Nigdy nie chowała cię przed światem i nie kryła, że coś was łączy. Ty dość niechętnie i nie zawsze ją przytulałeś na powitanie czy pożegnanie, kiedy spotykaliście się w mieście, nigdy nie dałeś jej nawet buziaka w policzek przy ludziach. Czasem wręcz się odsuwałeś albo dawałeś kuksańca w ramię, jakby była zwykłym kumplem. Było jej przez to przykro, ale nie chciała naciskać, bo może ty z tych, którzy nie lubią publicznego okazywania uczuć. A może się wstydziłeś tej relacji. Ona nie wiedziała, bała się spytać, żeby nie wywierać na tobie presji. Nie miała przecież na myśli nie wiadomo jakiego obściskiwania się przy ludziach. Ale nie chciała bać się ciebie dotknąć, kiedy siedzieliście gdzieś w knajpce. Kiedy spotykaliście się u niej, prawie nie przestawaliście się dotykać. Ale przy innych trzymałeś ją na dystans, jakby dotknięcie jej było oznaką słabości czy powodem do wstydu. Smuciło ją to.


Od początku wiedziałeś, że ma za sobą nieudane małżeństwo. Powiedziała ci o powodach, przez które się rozwiodła. Nigdy nie obrzucała byłego męża błotem, rozstali się spokojnie. Kiedyś spytała, jak się z tym wszystkim czujesz. Odpowiedziałeś, że nie wiesz, nigdy o tym nie myślałeś. Zawsze unikałeś mówienia o swoich uczuciach.

Nawiązałeś relację z jej dziećmi. Bardzo cię polubiły. A tak bardzo bała się ci je przedstawić. Co jakiś czas przynosiłeś im drobne prezenty. Co jakiś czas sam wychodziłeś z inicjatywą zabrania ich na pizzę, spacer czy ściankę. Trzymałeś w pracy laurkę, którą przygotowała ci jej córka, parę razy nawet zaprosiłeś dzieci na chwilę do siebie do pracy. Kiedy któreś z dzieci zachorowało, co rusz pytałeś jak się czują i czy czegoś im nie trzeba. Przytulałeś je i rozmawiałeś z nimi, kiedy miały gorszy dzień i zachowywały się nie do końca dobrze, zawsze stając po stronie ich mamy, która w tych momentach traciła wiarę w jakość własnego rodzicielstwa. Podziwiała cię za to i czuła ulgę, że ma w tobie oparcie. I mówiła ci, jak świetnie radzisz sobie z dziećmi, mimo że swoich nie masz.

Kiedy była w szpitalu, odwiedzałeś ją codziennie, choć komplikowało to twoje normalne aktywności. Kiedy nie mogła się sobą zająć po operacji, codziennie przyjeżdżałeś do niej, żeby pomóc się jej wykąpać, wyrzucić za nią śmieci, zrobić zakupy, mimo że narobiłeś sobie przez to zaległości w pracy. Dziękowała ci za to za każdy razem. Generalnie dziękowaliście sobie za wiele drobnych spraw. Za to, że zaprosiłeś ją do fajnej knajpy. Za to, że zrobiła twój ulubiony deser. Codziennie życzyliście sobie dobrej nocy. Kiedy chorowaliście, co rusz pojawiały się pytania „Jak się czujesz? Potrzebujesz czegoś?”. Wydałeś kupę kasy na jej potrzeby (jedzenie, leki). Nie raz mówiła, że za dużo na nią wydajesz i że jej przez to strasznie głupio. Żartowałeś, że złotówki jej nie dałeś. Zrobiła nawet spis tego, co dla niej kupiłeś, kiedy była chora, żeby ci pieniądze zwrócić. Zawsze jej mówiłeś, żeby się nie wygłupiała z tą kasą.


Na jej urodziny zafundowałeś jej cały weekend atrakcji i niespodzianek. Była zachwycona. Dzień przed twoimi urodzinami przyniosła ci do pracy własnoręcznie robiony tort, żebyś miał czym poczęstować ekipę w biurze następnego dnia, a jako prezent podarowała ręcznie wykonany rysunek twojego ulubionego motywu (spędziła nad nim kilkanaście godzin) oraz kolejny eksperyment łóżkowy, o którym kiedyś wspominaliście w ramach jednej z rozmów o swoich fantazjach. Tak, chętnie mówiła o seksie i pytała wprost czego byś chciał i otwarcie mówiła, czego ona by chciała. Prezent wręczyła ci jednak parę dni po twoich urodzinach. Ty swoje urodziny postanowiłeś świętować z ekipą z pracy. Jej nie zaprosiłeś. Było jej bardzo przykro, ale nie mówiła nic, bo to twoje święto i twoja decyzja, jak chciałeś je spędzić. Dała ci swobodę.

Nie było idealnie. Jej bywało przykro, że się spóźniasz, bo znów pracujesz do późna. Albo że nie zobaczycie się przez kilka dni, bo kolejna delegacja. Rozmowa nie zawsze do końca się kleiła, czasem była cisza. Ale przeważnie po krótkim czasie szło dość swobodnie. Nikogo tak nie rozśmieszałeś, jak ją. Kiedy miała doła, zawsze poprawiałeś jej humor swoimi durnymi tekstami, jednocześnie ocierając jej łzy. Po kilkunastu minutach już się śmiała. Zawsze. Uwielbiała to i mówiła ci o tym. Kiedy było jej przykro przez coś, co zrobiłeś albo powiedziałeś (lub nie zrobiłeś/nie powiedziałeś), nie strzelała focha mówiąc „domyśl się”, tylko mówiła otwarcie co się stało i jak się czuła w danej sytuacji. Mówiła wprost kiedy jej jest przykro i dlaczego, mówiła czego potrzebuje. Ty o swoich potrzebach nie mówiłeś nigdy. Nigdy nie mówiłeś, czy cokolwiek jest nie tak.


W międzyczasie mówiła swoim przyjaciółkom, że w końcu trafiła na dojrzałego faceta, który potrafi się o nią troszczyć. Że czuje się przy tobie bezpieczna i zaopiekowana. Nie raz ci to mówiła. Dzieliła się też z przyjaciółkami swoimi wątpliwościami, czy aby na pewno traktujesz to poważnie. Bo przecież codziennością pokazywałeś, że ci zależy, ale nigdy jej tego nie powiedziałeś. Zna cię nie od dziś i wie, że zawsze byłeś skryty, że nigdy nie byłeś w poważnym związku i nie chce cię naciskać. Bo wie, że jesteś jak cebula, do tego w bardzo twardej skorupie. Choć mówiła ci wprost, że jej na tobie zależy i że tęskni, kiedy cię dłużej nie ma. Ty nie powiedziałeś jej tego nigdy. Nigdy nie prawiłeś jej komplementów. Kiedy stroiła się dla ciebie czy zakładała koronkową bieliznę, rzucałeś żartami. Docinki zawsze były waszym sposobem rozmowy, ale było jej przykro, kiedy nie mówiłeś jej nic miłego. Raz powiedziałeś jej, że ślicznie wygląda. Raz. Chętnie do tego wspomnienia wracała.

Kiedy kiedyś w końcu pękła i zapłakana powiedziała ci wprost, że nie wie co czujesz i że potrzebuje wiedzieć na czym stoi, tuliłeś ją, ale milczałeś. Kiedy mówiła przez łzy, że nie oczekuje deklaracji na całe życie, ale potrzebuje wiedzieć, czy chcesz budować z nią coś trwałego, odpowiadałeś żartami. To ci zawsze wychodziło. Powiedziała, że może być tak, że za jakiś czas stwierdzicie, że to jednak nie to i się rozstaniecie i jest świadoma tego ryzyka. Ale chce być z tobą i starać się każdego dnia, jak to robiliście do tej pory. Kolejny żart z twojej strony. Spytała, czy wykluczasz bycie z nią, bo ona nie chce obudzić się za kilka tygodni czy miesięcy ze świadomością, że zaczyna kochać kogoś, kto nie chce kochać jej – na to się nie pisze, zbyt wiele już przeszła. Kolejny żart z twojej strony. Ona płakała jeszcze mocniej, na co ty odpowiedziałeś, że nie nadajesz się do rozmowy. Ale nadal ją tuliłeś i ocierałeś jej łzy. Niedługo wyszedłeś. Wracałeś przez kolejne dni i nadal wspaniale się nią opiekowałeś. I nadal ci za to dziękowała. Przez kolejne tygodnie nie dałeś jej odpowiedzi, choć widywaliście się bardzo często. Jej przyjaciółka stwierdziła, że skoro zostałeś i nadal o nią dbasz, to jest to twój sposób wyrażenia, że jednak chcesz z nią być. A ona nie ponowiła pytania, bo chciała dać ci przestrzeń, której potrzebujesz. Bo jesteś jak cebula. Bo przecież faceci nie potrafią mówić o swoich uczuciach (choć zna też takich, którzy nie mają z tym problemu, więc jednak się da).


Niedawno powiedziałeś jej, że rozważasz długi staż na drugim końcu świata. I że będziesz też gadał z jednym znajomym, bo może uda mu się załatwić ci fajną pracę. Też za granicą, na stałe. Przez długie miesiące dbałeś o nią. Teraz mówisz, że nie wiesz, czy nadal będziesz mieszkał w tej samej miejscowości. A ona się nie przeprowadzi, bo nie odbierze dzieciom ojca ani ojcu dzieci. Pokazywałeś, że ci zależy. Ona to tak odbierała. A teraz wychodzi na to, że nie robi ci różnicy, czy ona będzie w twoim życiu czy nie. Mimo że dawała ci tak wiele. Mimo że się starała.

Jeśli więc chcesz być dobrym facetem, zbuduj wehikuł czasu i cofnij się o parę miesięcy. Spójrz na to, co masz przed sobą i zdecyduj.

Jeśli dla ciebie jest to tylko seks, nie powinieneś się nią tak opiekować. Jeśli jest tylko tymczasowym wypełnieniem pustki lub odskocznią, nie powinieneś się dla niej poświęcać. Mieszka przecież na zadupiu i każda wyprawa do niej zajmuje masę czasu. Jeśli jest dla ciebie poczekalnią, to powinieneś skończyć to od razu. Jeśli jest dla ciebie towarem zastępczym, powinieneś skończyć to od razu. Ty jesteś jej wyborem. Nie na całe życie - nie dałeś się jej poznać, żeby mogła dokonać takiego wyboru. Ale jesteś jej wyborem na dziś i ona dokonuje tego wyboru codziennie.

Zdecyduj więc, czy chcesz żyć w samotności. Czy poświęcenie części własnej swobody i kawalerskiej wygody nie jest warte tego, że komuś na tobie cholernie zależy. Że się o ciebie troszczy. Mimo że nie jest doskonała i czasem cię wkurza jej nadopiekuńczość. Weź odpowiedzialność za swoje czyny i uświadom sobie, że twoje działania mają konkretne konsekwencje. U niej wzbudziły uczucie i pragnienie dalszego budowania wspólnej codzienności. Przecież nie żąda pierścionka, nie pyta, czy już razem zamieszkacie. Pyta o dziś i jutro.


Jeśli jej czyny i słowa przez ostatnie miesiące nie zrobiły na tobie żadnego wrażenia, to odejdź. Gesty mówią więcej niż słowa. A twoje działania dały jej poczucie, że jest dla ciebie ważna, że jest dla ciebie kimś wyjątkowym. Że ci zależy, choć może nie potrafisz tego powiedzieć. Jeśli tak nie jest, odejdź.

Być może się boisz - utraty wolności, niepewnej przyszłości, czegoś nieznanego. Być może masz za sobą jakąś koszmarną relację, która cię pokiereszowała. Być może masz jakąś zadrę z domu rodzinnego. Być może masz chujowe wzorce i nie wiesz jak budować zdrowe relacje. Otóż wiesz – robisz to od miesięcy. Dokładnie tak się to robi. Dbając o drugą osobę każdego dnia. O ile tego naprawdę chcesz.

Być może chcesz jej oszczędzić bólu, jeśli wam nie wyjdzie. Tak, jest ryzyko, że nie wyjdzie i ona jest tego świadoma. Ale jest szansa, że wyjdzie. A ty nie zdajesz sobie sprawy ile jest warte szczerze uczucie, jakim ktoś chce cię obdarzyć.

Jeśli tego nie chcesz, odejdź.

Nie zawsze możesz mieć to, czego chcesz. Ale jeśli spróbujesz, może się okazać, że dostaniesz jeszcze więcej. Do cholery jasnej, bądź szczery. I wobec niej, i wobec siebie.

To, że przytrafiłeś jej się ty nie znaczy, że będzie myślała, że wszyscy faceci to tchórze bojący się zaangażowania albo kłamcy. Wypłacze swoje, podniesie się, wyciągnie wnioski i pójdzie dalej. I to kolejny facet będzie miał kanapki na służbowe wyjazdy, ciepło jej ciała i głaskanie po plecach, kiedy odpoczywa po pracy, dobre słowo, kiedy ona docenia jego starania czy loda co rano.

A ty nadal będziesz zagłuszał samotność pracą lub spotkaniami ze znajomymi.

Z poważaniem
Miła Kobieta

192

Oglądany: 68730x | Komentarzy: 104 | Okejek: 108 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

14.11

13.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało