Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Kobieta za kierownicą, okłamywanie męża i inne anonimowe opowieści

74 564  
239   55  
Dziś przeczytacie także m.in. o zagadywaniu do ładnej kasjerki, bezdzietnej lambadziarze i jak zniechęcić dziecko do fast foodów.


#1.

Dziś moja dziewczyna, która ostatnio ma feministyczne ciągoty, prowadząc samochód zrobiła mi awanturę na temat moich rzekomych uprzedzeń do pań kierujących autami. Krzyczała, że teksty typu „kobieta za kółkiem!” i „babom powinno się zabierać prawo jazdy!”, które czasem zdarza mi się rzucić w kierunku fatalnych kierowców, świadczą o mojej mizoginii i kulturowo uwarunkowanym braku szacunku dla przedstawicielek płci pięknej. Wysłuchałem wywodu na temat naukowych badań, których wyniki sugerują, że to właśnie panie lepiej radzą sobie za kółkiem, bo są bardziej skupione, opanowane i niezbyt skłonne do ryzykowania życia. Na koniec dowiedziałem się, że moja niechęć do pań za kierownicą to efekt wewnętrznego niedowartościowania i smutnego dzieciństwa naznaczonego traumami i brakiem „dziewczęcych” zabawek w piaskownicy.

W czasie wyrzucania z siebie tego potoku słów, moja ukochana dwa razy wymusiła pierwszeństwo, trzykrotnie zmieniła pas ruchu bez włączenia kierunkowskazu, nie przepuściła pieszej na pasach, przejechała pod prąd przez ulicę jednokierunkową i wjeżdżając w kałużę zmoczyła od stóp do głów staruszkę.

#2.

Wczoraj postanowiłam powiedzieć mojej rodzinie, że jestem lesbijką. Ku mojemu zaskoczeniu rodzice wykazali dużą tolerancję i powiedzieli, że zawsze będą mnie wspierać. Zaskoczyła mnie natomiast babcia, która ciamknęła, machnęła ręką i powiedziała, że to na pewno jakieś moje chwilowe dziwactwo. „Każda nieatrakcyjna dziewczyna z małym biustem i brzydką twarzą tak ma, bo się boi, że nigdy nie znajdzie sobie faceta! Przejdzie ci” - rzekła.

Dziękuję, babciu...

#3.

Miałam kiedyś chłopaka - Szymka, który był absolutnym wcieleniem bezproblemowości i wewnętrznego spokoju. Nic mu nigdy nie przeszkadzało, z nikim się nie kłócił i każdą, nawet najbardziej trudną sytuację, umiał w mig zamienić w coś pozytywnego.

Mieszkaliśmy wtedy w kawalerce, a do mieszkania poniżej wprowadziła się młoda para. Przyszli do nas, aby zapowiedzieć, że będą robili imprezę i prosić o wyrozumiałość. I faktycznie – głośna muzyka grała prawie całą noc. Szymek, jak to on – bezproblemowo i spokojnie zasnął, a ja leżałam wściekła i przekręcałam się z boku na bok. W końcu nie wytrzymałam i postanowiłam go obudzić. „Zrób coś, nooo!” - fuknęłam, przekrzykując dudniącą z dołu „Makarenę”. Szymek ziewnął, podrapał się po brzuchu, nadstawił ucha i szczerze się rozpromienił. Szybko wyskoczył z wyra i radośnie odtańczył układ choreograficzny w takt „Dale a tu cuerpo alegría Macarena. Que tu cuerpo es pa' darle alegría y cosa buena. Dale a tu cuerpo alegría, Macarena. Heeeeeeey Macarena!”.
Następnie pocałował mnie w czółko i poszedł spać.

Impreza niedługo potem się skończyła, a ja i tak resztę nocy przeleżałam analizując zaistniałą sytuację.

#4.

Bardzo spodobała mi się dziewczyna, która ostatnio została kasjerką u nas w sklepie osiedlowym. Nic z tym nie zrobiłem, bo oczywiście w magicznej loterii puli genowej wygrałem wzrost karakana i mordę gargulca, więc nawet nie myślałem, żeby coś zagadać. Ostatnio w każdym razie kupowałem tam jakąś pierdołę i jakoś tak poszło, że zamieniliśmy ze sobą kilka słów, ja powiedziałem coś śmiesznego, ona zaczęła się śmiać, dodała do tego coś śmiesznego od siebie, ja zacząłem się śmiać, pierdnąłem - tak głośno - po czym przestałem się śmiać i wyszedłem, zostawiając smród za sobą.

#5.

Jestem bezdzietną lambadziarą, która zamiast faceta trzyma kota. Mam też siostrę, która posiada bombelki sztuk dwie. Mimo że za dzieciakami jakoś szczególnie nie przepadam, to staram się być dobrą ciocią i czasem do siebie siostrę z córkami zapraszam.

Ostatnio u mnie w mieście sobota-niedziela była organizowana imprezka dla rodzin z dziećmi. Zaplanowano sporo różnych atrakcji, toteż zaprosiłam siostrę. Przyjechały w piątek, wszystko ładnie pięknie, siedzę z siostrą, pijemy kawkę, dziewczynki bawią się w salonie. Słychać głośne śmiechy i miauczenie kota. Myślę sobie - pójdę i sprawdzę, co tam takiego śmiesznego. Dziewczyny podnoszą mojego kota za ogon. Mówię im grzecznie żeby zaprzestały, bo kotek też czuje i na pewno nie jest mu przyjemnie. Przytaknęły, poszłam. Kilka minut później znów słychać śmiechy i kota. Wracam, a tam to samo. Mówię więc, że mają go zostawić, bo je w końcu podrapie i będzie płacz. Uspokoiły się.

Za jakiś czas przychodzą z pytaniem, czy dam im nożyczki. Już mam wstać i podać, ale zaciekawiło mnie po co im potrzebne, więc pytam. „A bo my byśmy ci ciociu kotka ostrzygły”. Oooo nie. Nożyczek w domu brak, przykro mi. Poszły zawiedzione. Za jakiś czas kot wybiega przestraszony z pokoju. Już nawet nie pytam co się stało, tylko mówię, że kotek jest zmęczony i musi odpocząć i zamykam go w łazience. Dziewczyny kursują do łazienki co pięć minut - a to skorzystać, a to rączki umyć, a to fryzurę poprawić. Ze środka słychać tylko śmiech i prychanie kota. Mówię siostrze, żeby powiedziała córkom, żeby nie zaczepiały kota. „Ale to tylko dzieci, daj im się bawić, nic się nie stanie”.

Za którymś razem młodsza wybiega z łazienki z płaczem. Kot nie wytrzymał i podrapał. Po twarzy. Siostra w krzyk, że co za potwora tu trzymam. Mówię spokojnie, że upominałam dziewczynki, żeby grzecznie się już bawiły, a później zostawiły w spokoju. Nie docierało.

Zabrała dzieci i wróciła do siebie obrażona. Przynajmniej kot ma spokój.

#6.

Siedziałam sobie grzecznie w McDonaldzie i zajadałam się nugettsami, kiedy to niedaleko mnie rozpoczęła się rozmowa matki z córką (na oko 12-letnią).
Córka chciała jakiś tam powiększony zestaw, a że była nieco pulchniejsza, matka nie chciała się zgodzić. Po krótkiej wymianie zdań, matka "dyskretnie" wskazała na mnie i zapytała: "chcesz tak wyglądać?". I ku*wa poskutkowało, dziewczynka nic nie zamówiła.

#7.

Pracuję jako kosmetyczka, a mój mąż (niestety) pomaga przy rodzinnym interesie.
Dlaczego niestety? Bo dostaje za to psie pieniądze. Robi tam jak niewolnik, a teść daje mu pieniądze wedle własnego uznania, czasem kilka stów, czasem nic.

Mamy na utrzymaniu dom, dwa samochody, którymi dojeżdżamy, a mąż ma lekką rękę do pieniędzy. Tu komuś pożyczy, tam kupi jakieś pierdoły, tu zasponsoruje dzieciakom kumpla jakiś fast food... I tak pieniądze idą, a ja czasami zastanawiałam się skąd wziąć na gaz, żeby dojechać do pracy.

Naprawdę miałam dość, mąż wszystko daje z siebie innym (niestety to typ człowieka o złotym sercu). Żadne rozmowy z nim nie pomagały, bo odpowiadał, że to tylko pieniądze, a wdzięczność ludzi i dobra opinia jest ważniejsze. Tia... on w nocy wstawał naprawiać za darmo elektrykę sąsiadowi, gdy poszło jakieś zwarcie, a gdy my prosiliśmy o pierdołę typu kupienie coś w sklepie, bo akurat jechali, to odpowiadali, że nie.
Aż w końcu pieniądze się skończyły. Szefowa zabrała mi część godzin, przez co wypłatę przynoszę o połowę mniejszą. Na początku było ciężko, ale z czasem mąż odkrył, że nie musi każdemu pożyczać, nie musi wydawać na każdą pierdołę, w końcu nauczył się odmawiać.

Co w tym anonimowego?

Szefowa wcale nie ucięła mi godzin, zmieniłam pracę na lepiej płatną, oprócz tego zdarza mi się jeździć prywatnie do klientek. Nasza sytuacja finansowa jest najlepsza od lat. Dlaczego to zrobiłam? Bo miałam dość odmawiania sobie wszystkiego, zapier... jak głupia i że nic z tego nie mam. Więc tak - okłamuję męża, otworzyłam oddzielne konto, gdzie szefowa przelewa mi wypłatę, część z niej wkładam na nasze konto, ale 3/4 ląduje na moim. Mąż prędko nie zauważy, że wracam później, bo sam na ogół wraca po 21, a ja w końcu jestem szczęśliwa, a i konta nie sprawdzi skąd są przelewy, bo nie ma dostępu do bankowości online.
Odłożyłam pieniądze, mam już na remont pokoju dziecięcego, na wyprawkę, mogę sobie pozwolić na odżywkę do włosów, nowszy telefon. Nawet nie wiecie jaka byłam szczęśliwa mogąc sobie kupić loda gałkowego w budce, a nie zwykłego wodnego za złotówkę.

Czuję się źle z tym co robię, a jednocześnie jestem szczęśliwa. W końcu to my korzystamy z naszych pieniędzy (mężowi kupiłam trochę nowych ubrań, bo on i tak sam nie wie co ma w szafce, nawet nie zauważył).
Za jakiś czas zwiększę kwotę przelewaną na konto, ale już chyba nigdy nie przeleję całości. Chcę, by nasze dzieci miały jakieś pieniądze na start, chcę mieć coś na czarną godzinę.
Czy żałuję? Nie, przynajmniej mój mąż nauczył się odmawiać, co uważam za duży sukces, a nas w końcu stać na większe zakupy czy po prostu kupienie sobie normalnych ubrań, a nie latanie po ciuchlandzie, gdy wszystko jest za złotówkę.

#8.

Byłam świadkiem czyjejś reakcji na śmierć bliskiej osoby. Ta osoba, a dokładniej dwie osoby były bliskie również mnie i też czułam po prostu rozpacz, ale to, co widziałam, wstrząsnęło mną na dobre.

Mam brata, Jacka, lat 27. Ożenił się z Kasią, mieli roczną córkę. Do Jacka zadzwonił telefon, Kasia z córką zginęły w czołówce z ciężarówką. Zawiozłam go z mężem do szpitala. Był w ciężkim szoku, to oczywiste, ja też. Prawie się nie odzywał. Cały się trząsł, był bardzo blady. Wieczorem byliśmy w jego mieszkaniu, zaraz mieli przyjechać nasi rodzice i reszta rodziny. Robiłam herbatę, Jacek chciał zostać sam w pokoju. Jednak postanowiłam do niego zajrzeć, bo przyszło mi do głowy, czy może nie zechce sobie czegoś zrobić.

Weszłam i zobaczyłam, jak stoi i trzyma jakieś ubranie w ręku, prawdopodobnie bluzeczkę jego córki. Po prostu stał i się na nią patrzył. Chciałam do niego podejść, ale w tej samej chwili on chlipnął i zaczął płakać, ale tak głośno. Po chwili po prostu zaczął wrzeszczeć i jak stał, tak osunął się na ziemię, dalej wrzeszcząc i płacząc. Podbiegłam do niego, po chwili też przybiegł mąż, bo myślał, że coś się stało.

Trzymałam Jacka i sama zaczęłam płakać, próbowałam go przytulić, ale on po prostu wrzeszczał, jednocześnie płacząc, i dalej trzymał tę cholerną bluzkę, na którą nie mogłam patrzeć.

Tego właśnie nie mogę zapomnieć, chociaż minęły już ponad trzy lata, w sierpniu była rocznica. Tego nieludzkiego wrzasku i totalnej rozpaczy.

Jacek jakoś funkcjonuje, chodzi do pracy.

Ja przez dwa tygodnie z nim mieszkałam, gotowałam mu i sprzątałam, on nie miał do tego głowy, no i ciągle pilnowałam, czy sobie czegoś nie zrobi. Ale zawsze, jak go widzę, teraz tak z raz na tydzień, to przypomina mi się ten okropny wrzask, nienawidzę tego wspomnienia.

<<< W poprzednim odcinku m.in. siostra Monika i impreza w domu

14

Oglądany: 74564x | Komentarzy: 55 | Okejek: 239 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.11

17.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało