Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Ta emotka została uznana za „mowę nienawiści” z absurdalnego powodu - Co nowego w technologii?

78 433  
199   89  
W dzisiejszym odcinku ukryjemy „lajki” pod swoimi postami na Facebooku, za darmo obejrzymy sobie coś na Netfliksie bez wykupionego abonamentu i odwiedzimy najbardziej innowacyjny sklep w Polsce, który niedawno został otwarty.

#1. Emoji „OK” oficjalnie trafia na listę symboli mowy nienawiści


Niektórzy żartobliwie mawiają, że wracamy do czasów znanych ze starożytnego Egiptu i znów zaczynamy posługiwać się pismem obrazkowym. Wystarczy tylko spojrzeć na rozmowę przeciętnych nastolatek, aby przekonać się, że tkwi w tym ziarnko prawdy. Każda wiadomość wypakowana jest po brzegi buźkami, których znaczenia starsi użytkownicy mogą tylko się domyślać. Ostatnio jeden z takich obrazków trafił na listę symboli mowy nienawiści, choć na pierwszy rzut oka wygląda dość niewinnie.

Mowa o tzw. emoji OK. Jak możemy wyczytać na stronie 9to5mac, trafiła ona na czarną listę za sprawą amerykańskiej Ligi Przeciwko Zniesławieniu. Powód? Podobno nader często symbol ten używany jest przez białych rasistów. Znaczek OK ponoć reprezentuje literę W (w układzie z otwartymi palcami) oraz literę P (w układzie z zamkniętymi palcami), co razem daje nam White Power.

Podobno cała ta sprawa była jednym wielkim żartem, którego celem było strollowanie białych nacjonalistów. Cóż, jak widać połknęli haczyk i wzięli używanie emotki całkiem na poważnie, czego konsekwencją jest wysłanie jej na czarną listę.

Wydaje się to dość absurdalnym powodem, jednak żyjemy w takich czasach, w których wyjątkowo trzeba uważać na słowa, aby przypadkiem nikogo nie urazić.

#2. W Poznaniu otwarto pierwszy sklep typu Take&Go w Polsce


Świat idzie w kierunku automatyzacji życia codziennego. Już teraz w wielu samochodach można korzystać z pomocy autopilota, a w przyszłości nie będzie trzeba nawet trzymać kierownicy. Jednak motoryzacja to nie jedyny obszar życia codziennego, w którym goszczą komputery. Zostały one wprowadzone również do handlu i są obecne nawet w naszym kraju. Pod koniec sierpnia w Poznaniu otwarto dla wszystkich pierwszy sklep typu Take&Go, w którym nie ma kas.

Punkt należy do marki Surge Cloud i właśnie został otwarty dla szerokiego grona odbiorców. Wcześniej wprawdzie przechodził już okres testowy, jednak nie prezentował jeszcze pełni swoich możliwości i dostępny był tylko dla wąskiego grona odbiorców. Teraz każdy klient może wejść do środka, wybrać swoje zakupy i wyjść z nimi ze sklepu bez potrzeby stania w kolejce do kasy. Cały system oparty jest na znacznikach RFID, które znajdują się na kupowanych towarach.

Oto jak przebiega proces dokonywania zakupów w sklepie:

Na początku warto ściągnąć aplikację i zarejestrować się w niej. Podpinamy tam również kartę. Po włączeniu aplikacji od razu wyświetli nam się kod QR (gdy jesteśmy zarejestrowani). Otwieramy nim drzwi do sklepu i później jeszcze jedną bramkę wejściową. Robimy zakupy. Na koniec wystarczy postawić je w strefie płatności i kodem z aplikacji zidentyfikować się. Na specjalnym ekranie wyświetla się od razu lista zakupów. Zatwierdzamy ją i bramka się otwiera - możemy wyjść.


Jest to pierwszy tego typu punkt w Polsce
, czynny całodobowo 7 dni w tygodniu. Już teraz cieszy się sporym zainteresowaniem, a sami klienci wychodzą z niego zadowoleni. Cała koncepcja przypomina tę zastosowaną w sklepach Amazon Go. Tam jednak wszystko poszło o krok dalej i każdy klient rozpoznawany jest przez specjalny system kamer. W chwili wejścia do sklepu łączymy się z naszym kontem Amazon, do którego zwykle mamy podpiętą jakąś formę płatności, i dokonujemy zakupów. Wygląda to tak, że po prostu bierzemy towary i wychodzimy. Cała reszta dzieje się bez naszego udziału.

Tak wygląda przyszłość zakupów. Już za jakiś czas pracownicy sklepów, którzy tak narzekali na przymus pracy w niedziele, będą mogli odetchnąć z ulgą – praca w handlu przestanie w ogóle być ich zmartwieniem.

#3. Niektóre odcinki seriali na Netfliksie będą do obejrzenia za darmo


Netflix chyba poczuł oddech konkurencji na karku i zaczął kombinować, jak tu zachęcić nowych klientów do wykupienia abonamentu. Zmniejszenie stawek w pewnych regionach świata to podobno dopiero początek, a kolejnym krokiem ma być udostępnienie niektórych epizodów seriali swojej własnej produkcji do obejrzenia za darmo.

Jak informuje India Times, funkcja ta na razie została udostępniona tylko w Indiach i tylko w przypadku pierwszego epizodu serialu zatytułowanego Bard of Blood. Zapowiedziano jednak, że to dopiero początek i usługa z pewnością zostanie udostępniona mieszkańcom innych regionów świata wraz z większą pulą tytułów do wyboru. Pozostaje tylko czekać.

#4. W Tesli wyczerpała się bateria w trakcie pościgu


Pościgi samochodowe to coś, co znamy tylko z filmów. Inaczej sytuacja przedstawia się w USA. Tam tego typu incydenty zdarzają się znacznie częściej. Do rzadkości należy jednak sytuacja, kiedy w trakcie takiej akcji samochodowi policyjnemu nagle wyczerpuje się bateria.

Cała sytuacja miała miejsce we Fremont – mieście leżącym w stanie Kalifornia w USA. Według CBS San Francisco, jeden z oficerów lokalnej jednostki policji musiał przerwać pościg, ponieważ w jego samochodzie Tesla Model S wyczerpała się bateria.

Rzeczniczka prasowa policji dodaje jednak, że podobne sytuacje zdarzają się nawet w przypadku samochodów z silnikami benzynowymi i wcale nie należą do rzadkości. Tym razem bateria radiowozu nie została po prostu w pełni naładowana przed służbą, co było bezpośrednią przyczyną zaistniałej sytuacji. Samochód uciekiniera został później znaleziony w San Jose.

Policyjna Tesla Model S jest częścią eksperymentu, którego celem jest sprawdzenie, czy elektryczne samochody sprawdzą się w policji. Póki co – wbrew pozorom – testy przebiegają bardzo dobrze, a wyczerpujące się w trakcie pościgów baterie należą do rzadkości.

#5. Facebook rozpoczyna testy narzędzia pozwalającego ukrywać „lajki”


Potwierdziło się to, o czym informowałem was w jednym z ostatnich odcinków naszego cyklu – Zuckerberg rozpoczął testy narzędzia pozwalającego ukrywać liczbę polubień pod wpisami na Facebooku. Jak informuje CNN, na razie dotyczy to wprawdzie tylko Australii, jednak nie jest wykluczone, że testy zawitają również do mieszkańców innych krajów.

Nowa funkcja pozwala ukryć liczbę polubień pod danym wpisem tak, aby była ona widoczna tylko dla osoby publikującej. Wszyscy pozostali będą widzieli tylko tyle, że post posiada jakieś reakcje oraz wyświetli im się jedno imię i nazwisko kogoś, kto polubił wpis – dokładnie jak do tej pory, z tym że bez liczby „lajków” obok.

Facebook na razie nie potwierdził, jakoby funkcja ta miała trafić na stałe do użytku na całym świecie. Na razie testowany jest wpływ ukrywania „lajków” na psychikę osób korzystających z portalu. Jeśli będzie on pozytywny, kto wie – być może niebawem wszyscy będziemy mogli ukryć sobie polubienia pod wpisami.
9

Oglądany: 78433x | Komentarzy: 89 | Okejek: 199 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.10

15.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało