Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Tucker 48 - przełomowy samochód, który został doceniony za późno

53 145  
338   51  
Ale za to obecnie wart jest grube miliony. Co o tym zadecydowało? Jak zawsze unikatowość i inność, ale po kolei.

Preston Tucker

Urodzony 21 września 1903 roku. Geniusz? Wizjoner? Genialny konstruktor? O, to na pewno. Ale przede wszystkim przedsiębiorca, człowiek mający wizję oraz pragnący dać Amerykanom to, na co według niego zasługiwali. Najlepszy samochód świata.
Preston wiedział, że po wojnie Amerykanie chcieli nowego samochodu. Niestety Wielka Trójka z Detroit jakby tego nie zauważała i najnowszy ich produkt pochodził z roku 1941, a wiele konstrukcji zaprojektowanych było jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Już w momencie premiery auta te uważane były za przestarzałe w stosunku do europejskiej konkurencji. Tak więc wesoło nie było. Dlatego Preston zdecydował się stworzyć od zera nowoczesny samochód, który sprzedawany by był za około 1000 dolarów.
Klamka zapadła i produkcja ruszyła. Bramy fabryki w Chicago opuścił samochód ładny i jak na owe czasy bardzo nowoczesny. Przełomowy, można by rzec. I tu zaczyna się historia wielkiej tragedii. Amerykańscy producenci poczuli zagrożenie ze strony małej firmy i rozpoczęła się nagonka prasowa na Prestona. Zarzucano mu oszustwa giełdowe, prasa wypisywała negatywne opinie o samochodzie. Wyśmiewano, że miał to być samochód za 1000 dolarów, a sprzedawany jest w cenie bliższej 4000. Nagonka prasowa okazała się skuteczna, wyprodukowano jedynie 51 sztuk tego samochodu (przy planach 60 000 aut rocznie).

Preston zmarł 26 grudnia 1956 r. w wieku 53 lat. Przyczyną śmierci było zapalenie płuc powikłane przez raka płuc, na którego Tucker cierpiał. Co do zarzutów - sąd je oddalił i Tuckera uniewinnił, ale stało się to zaraz po tym, jak Preston sprzedał wszystkie aktywa firmy.

Tucker 48 - wygląd

Przejdźmy jednak do samego samochodu. Już jego nadwozie było bardzo nowoczesne. Błotniki wpisane w bryłę nadwozia zakończone reflektorami i dodatkowe trzecie światło z przodu. Nie było ono tam dla ozdoby. Preston zapatrywał się na ówczesne auta z Europy. Śledził głównie poczynania Tatry i Volkswagena. Przy tworzeniu modelu 48 inspirował się tymi samochodami, dlatego też postanowił, że samochód będzie posiadał lekki, płaski aluminiowy silnik o sześciu cylindrach, umieszczony z tyłu, napędzający koła tylne. Natomiast w trzecim świetle wykorzystał pomysł Tatry i zrobił światło skrętne, podążające za skrętem kół. Był to pierwszy w USA samochód z takim rozwiązaniem.
Co do sylwetki samochodu - nisko i szeroko. Z zewnątrz minimalizm i mocno podkreślone linie samochodu. Jeszcze bez przesadnej ilości chromów. Przód przypominał bardziej luksusowy jacht niż samochód.
A tył - jeszcze bardziej poszerzony, po to, by mógł pomieścić silnik. Światła tylne umieszczono na błotnikach, kabina pojazdu opadała łagodnie i wcinała się w szeroki tył. Całość uzupełniały wloty powietrza. Dwa węższe przed kołami tylnymi w błotnikach i jeden szeroki, idący przez cały tył pojazdu. Warto jeszcze wspomnieć o sześciu rurach wydechowych.

Silnik i skrzynia biegów

Silnik jaki został wybrany do tego samochodu to sześciocylindrowy bokser o pojemności 5.5 litra (Franklin O-335), mocy 166 KM i momencie obrotowym 502 Nm. Pierwotnie miał on być użyty do napędu śmigłowca Bell 47. Sam silnik miał aluminiową głowicę (musiał być lekki) oraz wyposażony był w mechaniczny wtrysk paliwa, co jak na owe czasy było rozwiązaniem wręcz pionierskim jeśli idzie o samochody, bo wówczas królowały gaźniki. Z silnikiem jest taka ciekawostka, że gdy chciano dopasować jakąkolwiek istniejącą na rynku amerykańskim skrzynię biegów, to samochód musiałby być napędzany na koła przednie. Dlaczego? Silnik był umieszczony wzdłużnie, jego wał obracał się w osi pojazdu, a w USA dostępne były tylko skrzynie z wyjściem na wał korbowy. Dlatego tez Tucker zgłosił się do Warren Rice, którzy byli twórcami przekładni Buick Dynaflow. Zaprojektowano unikalną bezstopniową przekładnię nazwaną „Tucker-Matic”, która była wystarczająco mocna, aby poradzić sobie z mocą i momentem silnika Franklin O-335. Była to prosta, ale bardzo trwała konstrukcja, z tylko 27 podstawowymi częściami ruchomymi, co stanowiło około 90 mniej niż w typowych skrzyniach automatycznych z tamtego okresu. I pomimo posiadania tej rewelacyjnej skrzyni wiadomo tylko o dwóch samochodach, w których się ona pojawiła (#1026 i #1042). Stosowano też manualne skrzynie czterobiegowe, także opracowane specjalnie dla tego modelu. A skoro skrzynia była gotowa, to czymś z kabiny należało nią sterować.
I służył do tego taki wybierak. No bo wiadomo, że standardowy kij przy kierownicy nie wchodził w grę. Dlatego było subtelnie. Nie wiem, czy było to rozwiązanie praktyczne, ale za to jak szałowo wyglądało. Natomiast automat miał wstrętnego kija (na zdjęciu brązowy #1026).
Tucker 1026 interior column shift

Pan Lieberman pracownik AACA Museum gdzie jest wystawiany ten Tucker określa jazdę autem z tą skrzynią jako podobną do gigantycznego Porsche 356 na sterydach. A skoro już zajrzeliśmy do wnętrza, to rozejrzyjmy się po nim.

Wnętrze

Minimalizm i jak najwięcej miejsca dla pasażerów. Kierowca wszelkie niezbędne przyciski miał pod ręką. Radio też było wkomponowane w małą konsolę przy kierownicy.
Stacyjkę oraz przyciski do obsługi świateł i wycieraczek, kierunkowskazów, a także cięgna do otwierania maski i pokrywy bagażnika umieszczono po lewej stronie kierownicy.
Zegar - jeden, duży okrągły, miał wszystko, co potrzebne. Za to prędkościomierz obracał się dość niecodziennie.
Jeszcze ozdoba na środku kierownicy i przejdźmy do ciekawostek, jakie są związane z tym samochodem.

Ciekawostki i technikalia

Trzecie światło podążało za kołami, gdy skręt był większy niż 10 stopni. W chwili premiery auta takie światło było nielegalne w 17 stanach. Dlatego też producent dodał specjalną osłonę, którą zakrywało się to światło podczas użytkowania pojazdu w jednym z 17 stanów.
Samochód był wyposażony w ramę obwodową chroniącą kierowcę i pasażerów w razie wypadku. Ponadto auto miało kontrolowane strefy zgniotu z przodu i z tyłu, składaną kolumnę kierowniczą i pałąk bezpieczeństwa wspawany w ramę przedniej szyby. Przekładnia kierownicza została umieszczona za przednią osią i miała chronić nogi kierowcy podczas zderzenia. Deska rozdzielcza wyłożona była miękkimi materiałami, które miały minimalizować obrażenia podczas wypadku.
Przednia szyba była wykonana z bezpiecznego szkła z wtopioną folią oraz zaprojektowana w ten sposób, by podczas wypadku wypadała z mocowania. Hamulec postojowy był zamykany na osobny kluczyk, co znacznie utrudniało kradzież pojazdu. Drzwi zachodziły głęboko na dach pojazdu, co ułatwiało wsiadanie i wysiadanie.
Mechanicy też dostali prezent od producenta. Silnik i skrzynia biegów zamontowane były na ramie pomocniczej. Odkręcenie sześciu śrub powodowało uwolnienie napędu i bezproblemowe wyjęcie go z samochodu. Cała procedura trwała nie więcej niż 30 minut, więc mechanicy naprawdę byli szczęśliwi serwisując ten samochód.
I na tym można by było zakończyć opis tego niesamowitego samochodu. Można by było, ale nie zakończę. Dlaczego? No jest ku temu powód. Do niedawna znanych było 47 jeżdżących samochodów tej marki. Z tym że jeden z nich został zbudowany w roku 2015 z części fabrycznych.
Oto ten samochód. Jak tego dokonano? Otóż w fabryce pozostawiono dwie ramy. I właśnie na ostatniej wyprodukowanej ramie #1052 używanej do testowania skrzyń biegów został złożony ten samochód. Samochód zbudowany przez Classic & Exotic Service został uznany przez ekspertów za pełnoprawnego Tuckera. Do jego budowy użyto części z auta #1018, które uległo wypadkowi w roku 1952. Puryści jednak nie wliczają auta do ogólnej puli klasycznych Tuckerów, mówiąc, że jest to auto 47+1.

I gdy myśleliśmy, że to już wszystko, co o tym samochodzie wiemy, to świat miłośników klasycznej motoryzacji zelektryzowała kolejna wiadomość.
Oto w roku 2016 odnaleziono oryginał #1044. Samochód w stanie bardzo dobrym, lata spędzone w stodole okazały się dla niego bardzo łaskawe. Poprzedni właściciel kupił go w roku 1982 i zrobił nim 15 mil, po czym zaparkował w stodole i tak już zostało. Obecnie samochód jest po renowacji i cieszy oko, poszerzając grono oryginałów do 48 sztuk.

I jeszcze jedna ciekawostka. Ten siwy samochód w artykule i na okładce, to samochód #1029, który był osobistą własnością Prestona Tuckera. Wystawiony na aukcji RM Sotheby's w Arizonie odbywającej się w dniach 18 - 19 stycznia 2018. Sprzedany za 1 792 500 dolarów (po odliczeniu podatków - to cena netto jaka dostał sprzedający). Natomiast na zdjęciu poniżej chyba jeden z najcenniejszych Tuckerów. Dlaczego? Bo to ten ostatni wyprodukowany przez fabrykę. #1050 w stanie fabrycznym. Jest w kolekcji Dick's Classic Garage, a jego przebieg to 0.4 mili!

A dziś ile trzeba dać, by cieszyć się takim autem? No cóż, niemało. Raczej z portfelem chudszym niż 2 miliony dolarów nie ma co marzyć o nabyciu tego auta. O ile ktoś zgodzi się je sprzedać, w co szczerze śmiem wątpić.
Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6
2

Oglądany: 53145x | Komentarzy: 51 | Okejek: 338 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało