Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Dziwne i niewytłumaczalne zjawiska, których byłeś świadkiem - internauci dzielą się swoimi historiami

100 135  
343   134  
Pamiętacie tę słynną scenę z kotem w Matrixie? Tam mieli dobre wytłumaczenie dla pojawiającego się "błędu", ale zrozumienie podobnych zjawisk w rzeczywistości jest już nieco trudniejsze. Mózg lubi płatać nam figle, o czym przekonali się nasi dzisiejsi bohaterowie.


#1.

Mój pies odszedł od nas dwa lata temu. Była to mieszanka goldena z owczarkiem niemieckim, miał 12 lat, ale musieliśmy go uśpić, bo zachorował na raka pęcherza.

Z uwagi na chorobę (no i fakt, że był psem) szczekał w nocy, żeby wypuścić go na zewnątrz, aby mógł zrobić siku. Zawsze wypuszczał go mój ojciec.

Mija rok od śmierci psiaka. Mój ojciec budzi się o 3 w nocy i idzie wypuścić psa szczekającego za potrzebą... Moja mama również się budzi i pyta ojca, gdzie idzie. "Wypuścić psa". Mama tłumaczy mu, że pies od roku nie żyje. Ojciec wybudził się z omamów i wrócił do łóżka.

Następnego ranka mamie przypomniało się, że tego dnia minął dokładnie rok od czasu śmierci naszego psa.

Chciałbym wierzyć, że chciał nam po prostu dać znać, że u niego wszystko OK.

by slickchick333

#2.

Od jakiegoś czasu podczas jazdy samochodem zwróciłam uwagę, że kiedy piesi mają zielone światło na pasach, wyciągają telefony i zapatrzeni w ekrany przechodzą przez ulicę. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ot, zwyczajna proza życia. Dziś jechałam z córką i kiedy zatrzymałam się na czerwonym świetle, zobaczyłam mężczyznę czekającego na zielone. Zwyczajny gość, metr osiemdziesiąt, jeansowa kurtka, czarna czapeczka z daszkiem, okulary. Pomyślałam, że zrobię córce numer (ma 5 lat, więc łatwo zrobić na niej wrażenie) i mówię: "Widzisz tego pana? Kiedy zapali się zielone światło, to sięgnie do kieszeni po telefon i będzie szedł, gapiąc się w ekran". Zapaliło się zielone, facet ruszył, sięga do kieszeni i nagle... cofa rękę, wskazuje na mnie palcem i uśmiecha się od ucha do ucha, jakby mówił "mam cię!".

Moja córka była oczywiście pod wielkim wrażeniem, ale ja byłam po prostu zmiażdżona, wiodłam za nim wzrokiem w kompletnej ciszy... Kiedy odjeżdżałam, patrzyłam jeszcze, jak gościu się śmieje.

Cały dzień próbuję to sobie jakoś wytłumaczyć - okna były zamknięte, grało radio, nie krzyczałam, nie podniosłam nawet głosu. On stał jakieś 5-6 metrów od nas. Nie było szans, żeby mnie usłyszał. To po prostu niemożliwe. Skąd wiedział, że będę próbowała przewidzieć, że sięgnie po telefon? Jedyna w miarę logiczna rzecz, jaka przychodzi mi do głowy, to że on również miał podobne obserwacje do moich i pomyślał, że może ja też będę je miała, więc postanowił wyciąć mi taki numer. Ale serio, jakie są szanse na coś takiego?

by Neyvan60

#3.

Mam czwórkę dzieci. Jestem o tym przekonana, ale ostatnio mam wrażenie, że powinno być jeszcze jedno, tylko gdzieś zniknęło. Kiedy gdzieś wychodzimy, zaczynam liczyć dzieciaki i ciągle mam to głupie uczucie, że kogoś brakuje. Muszę ciągle powtarzać sobie w głowie, że mamy tylko czwórkę, ale serce nie chce w to wierzyć. Uznałam kiedyś, że to po prostu głupie złudzenie i chciałam o tym zapomnieć, do czasu kiedy moi rodzice przysłali pieniądze moim pociechom. Wysłali 500 dolarów. Zadzwoniłam do nich z pytaniem, czemu aż tyle. Powiedzieli, że każdemu wysłali po stówie. Przypomniałam im, że mamy przecież czwórkę dzieci. Na moment ich zatkało, ale po chwili się roześmiali i powiedzieli, że chyba się starzeją, bo wydawało im się, że dzieciaków jest piątka!

Do tego ostatnio moja córka weszła do salonu, rozejrzała się i powiedziała: wiem, że jesteśmy tu wszyscy, ale nasza rodzina wydaje się jakaś mała. Jej brat przytaknął. Nawet nie mówiłam im o moich odczuciach, bo i tak uważają, że w wieku 40 lat jestem starą sklerotyczką...

by for-the-weirdstuff

#4.

Mam syna, który ma już 10 miesięcy. Wspaniałe dziecko, zaczyna właśnie raczkować. Dziś wieczorem po karmieniu położyłam go na łóżku w sypialni, gdzie zasnął na wielkiej poduszce. Następnie wzięłam go na ręce i zaniosłam do łóżeczka w drugim pokoju, potem wypuściłam psa i usiadłam przed telewizorem, żeby obejrzeć coś przed snem.

Pies poszedł spać do sypialni, a ja jakąś godzinę później wyłączyłam TV i zauważyłam, że syn śpi tyłem do mnie na tej samej poduszce, z której zabrałam go godzinę wcześniej.

Uznałam, że z jego możliwościami nie ma szans, aby wydostał się z łóżeczka, poszedł do drugiego pokoju po poduszkę i wrócił w taki sposób, żebym tego nie zauważyła. Podeszłam do niego, wzięłam na ręce i po drodze do jego pokoju zamknęłam jeszcze okno w innym pomieszczeniu.

Otwieram drzwi do pokoju malucha, wchodzę i... w delikatnym świetle lampki nocnej widzę mojego syna śpiącego na łóżku. Zawiesiłam się na sekundę, myśląc, jakim cudem mam go przy ramieniu i jednocześnie leży sobie w łóżku!?

W tym samym momencie usłyszałam psa, który za moimi plecami wydał z siebie taki dźwięk, jakby był zniecierpliwiony. Spojrzałam na to, co mam uwieszone na ramieniu i była to pluszowa małpka. Mogę przysiąc, że podniosłam z łóżeczka mojego syna - potrafię odróżnić 10-kilogramowe dziecko od wypchanej zabawki.

Sprawdziłam detektor dwutlenku węgla, wszystko było OK, okna były otwarte, a ja wypiłam tylko jedno piwo. A najlepsze jest to, że pies nie chciał się potem ruszyć z pokoju mojego syna.

by Greatlarrybird33

#5.

12 lat temu poszliśmy z chłopakiem do wypożyczalni po "Pogromców duchów", bo dowiedziałam się, że jeszcze ich nie widział. Następnie poszliśmy coś zjeść. On wypił dwa piwa, ja jedno - na pewno nie byliśmy pijani.

Wróciliśmy do mnie na chatę, zrobiliśmy popcorn, nalaliśmy sobie po drinku i usiedliśmy na kanapie, odpalając film. Nie chciało nam się spać, nie byliśmy pijani, nie braliśmy żadnych dragów. Byliśmy jeszcze w tej fazie bardzo aktywnego flirtowania, jeśli wiecie, o co mi chodzi. Było to około godziny 18:00 w lecie, więc na dworze było jeszcze bardzo jasno.

Przechodząc do sedna: Nagle odzyskałam świadomość, biorąc największy oddech życia. Usłyszałam, że mój chłopak obok bierze taki sam oddech, wiecie, jak po próbie wytrzymania pod wodą jak najdłużej. Obydwoje siedzieliśmy na kanapie w takich samych pozycjach jak wcześniej, tylko za oknem było już ciemno, a film już dawno się skończył. Zegarek pokazywał 4 nad ranem!

Obydwoje pamiętamy to samo. Straciliśmy świadomość w tym samym momencie i w tym samym momencie ją odzyskaliśmy. Nie mamy pojęcia, co się wydarzyło. Zdecydowanie najdziwniejsza rzecz, jaka przydarzyła mi się w życiu. A ten biedaczek do dziś tych "Pogromców" nie obejrzał...

by 1-2-3RightMeow

#6.

Podzielę się historią mojego ojca. Zanim poznał moją matkę, mieszkał z inną kobietą. Pewnego razu jego dziewczyna stłukła okno podczas przesuwania mebli, więc wezwali szklarza. Gdy ten się zjawił, powiedział, że już wcześniej naprawiał u nich to samo okno, tylko wówczas stłukły je dzieciaki grające w krykieta. Zapadł mu wówczas w pamięci wygląd właścicieli oraz charakterystyczny obraz wiszący na ścianie.

Mniej więcej pół roku później to samo okno stłukły... dzieciaki grające w krykieta. Wystraszyli się, ale zadzwonili do tej samej firmy, co wcześniej. Przyjechał ten sam gość. Gdy opowiedzieli mu całą historię, facet się wyparł i powiedział, że na pewno jest w tym domu po raz pierwszy.

by EshayElias

#7.

Jakiś rok temu pomagałem w pracy dwóm klientom wypełniać papiery. Obaj byli Chińczykami, ale jeden zupełnie nie mówił po angielsku, a drugi był tylko tłumaczem. Położyłem przed nimi dokumenty i szukałem długopisu. Po chwili słyszę czysto i wyraźnie: "Gdzie mam podpisać?". Wskazałem mu długopisem: "Niech pan podpisze tutaj". Nagle zdumiony tłumacz pyta: "To pan zna mandaryński?". Nie wiedziałem, co powiedzieć. Byłem w takim samym szoku, jak on. Zacząłem się tłumaczyć, że "wydawało mi się, że ten pan to powiedział" itd., żeby ukryć moje zdziwienie, ale nie, naprawdę zrozumiałem, co powiedział. Nie sądzę, aby mi uwierzył, bo potem cały czas dziwnie na mnie patrzył.

by Danimal147

#8.

Na pewno każdy słyszał powiedzenie "całe życie przeszło mi przed oczami", kiedy ktoś opowiada o jakimś traumatycznym wydarzeniu, podczas którego otarł się o śmierć. Ciężko sobie wyobrazić, jak miałoby to właściwie wyglądać (czas się zatrzymuje i ktoś puszcza nam skrót naszego życia?) i sam miałbym problem z tym, aby uwierzyć w takie zjawisko... gdybym sam tego nie doświadczył.

Miałem wtedy paręnaście lat i wracałem właśnie do domu z wypożyczalni kaset, która znajdowała się przy głównej drodze (było to na wsi, ale nie takiej spod ciemnego lasu, więc trochę cywilizacji do nas docierało). Szedłem lewym poboczem i pamiętam, że byłem bardzo zamyślony, ze wzrokiem wlepionym niemalże w czubek swoich butów. W jednym miejscu droga skręcała lekko w prawo (z mojej perspektywy) i właśnie w tym miejscu, na zakręcie, dane mi było "niemalże umrzeć". Z naprzeciwka jechała bowiem ciężarówka. Kiedy ją usłyszałem, była już bardzo blisko, może kilka metrów przede mną. Uniosłem wzrok i zobaczyłem, że pędzi prosto na mnie... Tak naprawdę koła miała już oczywiście skręcone, ale maska była na wprost mnie. I tutaj potwierdziło się też inne zjawisko, że czasami człowiek nie jest w stanie się ruszyć w chwili zagrożenia. Nawet jeśli teoretycznie miałem jeszcze czas na to, żeby odskoczyć, to ciało odmówiło posłuszeństwa, w tym momencie po prostu odpuściłem, natychmiastowo pogodziłem się ze śmiercią i na marginesie dodam tylko, że było to cholernie przykre uczucie.

I właśnie w tym momencie nastąpiło to "pyknięcie"...

Różnie to ludzie opisują, ale w moim przypadku wyglądało to tak, a pamiętam to bardzo wyraźnie, jakby zgasło na moment światło i przed oczami zaczął wyświetlać się film, a raczej pokaz slajdów. Urywki, chwile, momenty - przelatujące jeden po drugim tak, jakby ktoś na rzutniku szybko przerzucał kolejne zdjęcia. Co może przelatywać przed oczami kilkunastolatkowi? W większości były to jakieś żenujące momenty. Chwile, w których w jakiś sposób zrobiłem z siebie głupka i pośmiewisko - w szkole czy poza nią. Również traumatyczne, jak to, że babcia sprała mnie klapkiem za stłuczenie termosu, czy że spadłem razem z rowerem ze stromego brzegu rzeki i prawie złamałem sobie kark. Z pozytywnych rzeczy pamiętam tylko obraz mojej mamy oraz dziewczyny z klasy, do której smaliłem wtedy cholewki. Reszta to były slajdy z najróżniejszymi wtopami...

Ile to trwało? Wydawało mi się, że około kilkunastu sekund, jednak z tego "pokazu" wyrwał mnie podmuch wiatru, jaki zostawiła za sobą ciężarówka. Ile więc mogło faktycznie minąć? Sekunda, może dwie.

Pojęcia nie mam, jak to działa, mogę jedynie potwierdzić, że takie zjawisko istnieje i jest niesamowicie silne. Ulga, że jednak się nie zginęło też jest godna polecenia, natomiast jeśli życie miałoby mnie na koniec uraczyć jeszcze jednym takim filmikiem z największych wpadek życiowych, to ja podziękuję...

by mtothed
22

Oglądany: 100135x | Komentarzy: 134 | Okejek: 343 osób