Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Kibel, który zatopił nowoczesnego niemieckiego u-bota

36 754  
164   25  
Wiele rzeczy może pójść nie tak, gdy jesteś żołnierzem pełniącym służbę na pokładzie okrętu podwodnego. Ot, chociażby spotkanie z miną, albo torpedą wrogiej jednostki. Zdarzają się też fatalne awarie techniczne, pożary czy nawet eksplozje wywołane rzez głupi, ludzki błąd. Kto by jednak pomyślał, że o smutnym losie nowiutkiego, niemieckiego u-bota zadecyduje usterka pokładowego sracza?


Okręty podwodne typu VII były największą serią takich maszyn, jaka kiedykolwiek powstała. Od roku 1936 aż do końca wojny Niemcy zwodowali ponad 700 podwodnych jednostek! U-1206 należał akurat do rodziny VIIC, która to naszpikowana była kilkoma usprawnieniami technologicznymi. Posiadała np. aktywny sonar S-Gerät i dłuższy kadłub mieszczący więcej zbiorników z paliwem.

U-1206 liczył sobie nieco ponad 67 metrów i napędzany był przez dwa silniki Germaniawerft F46. Tę imponującą maszynę złożono do kupy w gdańskiej stoczni Schichau-Werke, która od 1937 roku, z racji na wzmożoną militaryzację Niemiec, zaczęła pełną parą produkować okręty dla hitlerowskiej armii.

W 1943 roku U-1206 został zwodowany.



Zanim jednak trafił do służby musiał być przetestowany, a przyszła załoga, pod okiem porucznika Günthera Fritze, przebyła odpowiedni trening. Początkowo U-1206 wchodził w skład VIII Flotylli U-botów.

W czerwcu następnego roku okręt oddany został we władanie kapitana Karla-Adolfa Schlitta, który od teraz odpowiedzialny był za przebieg misji patrolowych, mając do dyspozycji załogę złożoną z 50 wyszkolonych żołnierzy. Ci ostatni mieli sporo szczęścia – jednostka, na której przyszło im służyć, miała pewne wyjątkowo wdzięczne usprawnienie – nowy, lepszy kibel! Musicie bowiem wiedzieć, że załatwianie spraw fizjologicznych na pokładzie okrętu podwodnego wymagało wielkiej odwagi i braku wrażliwości na… zapachy. U-boty zazwyczaj posiadały dwa sracze, z czego działał najczęściej tylko jeden, bo w drugim, z racji na ogólną ciasnotę, zwykło się urządzać improwizowany magazyn. Wyobraźcie sobie skazanych na jeden kibelek 50 marynarzy. Warto dodać, że ci ostatni dość regularnie dostawali sraczki po zjedzeniu zepsutej żywności!



Mało tego – z toalety nie zawsze można było korzystać. Kiedy okręt zanurzał się na głębokość poniżej 25 metrów, miejsce zadumy zaczynało niemiłosiernie cuchnąć. A to dlatego, że wówczas klop wyłączony był z użytku, bo ręczne pompy służące do opróżniania ekskrementów często psuły się w nierównym starciu z ciśnieniem wody panującym na takiej głębokości. Żołnierze musieli więc improwizować – załatwiali się do pojemników, puszek, czy nawet słoików po jedzeniu! Jeśli do tego dorzucimy bardzo marny system wentylacyjny, to możecie sobie wyobrazić, że zapach panujący na pokładzie takiego u-bota zdecydowanie różnił się od słodkiej woni dojrzałych hiacyntów…



Konstruktorzy U-1206 postanowili wyjść naprzeciw potrzebom skarżących się na niemiłosierny swąd, marynarzy i w tej jednostce zainstalowali nowy, można by rzec – prototypowy mechanizm, za pomocą którego człowiek mógł po ludzku spuścić wodę, nawet w momencie gdy okręt znajdował się na dużej głębokości. Był tylko jeden problem – operacja pozbywania się nieczystości po zrobieniu „dwójeczki” nie należała do najprostszych. Wprawdzie jednostki te zaopatrzone były w dość grubą instrukcję wykonywania tej czynności, ale dużo tu mogło pójść nie tak, więc na pokładzie zawsze znajdował się żołnierz wyspecjalizowany w pozbywaniu się nazistowskich stolców.



28 marca 1944 roku U-1206 opuścił port w Kilonii, niedługo potem dotarł do Horten, skąd ruszył do Kristiansand. Już parę dni później u-bot gotowy był do swej pierwszej misji bojowej. Miał on kręcić się po wschodnich wodach Szkocji, lokalizować alianckie okręty i je torpedować. Krótko po rozpoczęciu swej dziewiczej podróży stało się coś bardzo, bardzo niedobrego. Według często przytaczanych historii, kapitan Karl-Adolf Schlitt (o, ironio – to nazwisko pasuje do tej sytuacji, jak ulał!) poczuł, że wzywa go natura i udał się do kibelka.

Po skończeniu swego posiedzenia, posiłkując się wspomnianą instrukcją, usiłował samemu spuścić wodę. Kiedy po kilku minutach prób, nie udało mu się to, schował dumę w kieszeń i wezwał specjalistę. Ten otworzył zewnętrzny zawór i… woda, pod ogromnym ciśnieniem zaczęła wdzierać się na pokład!

Wkrótce zaczęła ona zalewać część okrętu, w której trzymane były torpedy. Nie to było jednak najgorsze. Dokładnie pod kibelkiem znajdowały się motory elektryczne zasilane potężnymi akumulatorami. Słona woda weszła w reakcję z będącym w ich wnętrzu kwasem, w wyniku czego ulotnił się chlor, który to ma wyjątkowo nieprzyjemny zapach i w dużym stężeniu jest bardzo niebezpieczny (w czasie I wojny światowej był nawet stosowany jako gaz bojowy!).



Żołnierze zaczęli się dusić więc kapitan Schlitt (hłe hłe) zarządził jak najszybsze wynurzenie się na powierzchnię i przewietrzenie jednostki. Jako że ta szybka „ewakuacja” miała miejsce dosłownie rzut beretem od szkockiego wybrzeża, wielki u-bot szybko zauważono. Okręt został ostrzelany przez aliancki samolot. Dwóch niemieckich żołnierzy usiłujących złapać oddech, zginęło na miejscu, dwóch innych wpadło do wody i się utopiło.
U-1206 został na tyle uszkodzony, że nie dało się go ponownie zanurzyć, więc nieszczęśni marynarze musieli ratować się ucieczką na łodziach ratunkowych, niektórym do brzegu pomogli dotrzeć szkoccy rybacy. Tam czekali już na nich nieprzyjaciele, którzy wzięli ledwo zipiących Niemców do niewoli.


W ten sposób, po ośmiu dniach pełnienia służby, awaria sracza doprowadziła do zniszczenia nowoczesnego U-1206. Być może jednak pechowy kibel uratował życie załodze. Mała była bowiem szansa, że jednostka ta przetrwałaby do końca wojny. W ostatnim etapie konfliktu alianci zaczęli rządzić na morzach i nauczyli się skutecznie walczyć z wrogimi okrętami podwodnymi. Zatopiono 75% niemieckich u-botów, a życie straciło 30 tysięcy marynarzy na nich służących.
W 2012 roku nurkowie zlokalizowali wrak pechowego u-bota. Spoczywa on na głębokości 86 metrów, 20 km od niewielkiej, szkockiej wsi Cruden Bay.

Źródła: 1, 2, 3, 4
4

Oglądany: 36754x | Komentarzy: 25 | Okejek: 164 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.10

15.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało