Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Co działo się dalej, czyli jak skończyły się historie, którymi fascynował się świat

90 198  
289   41  
Media bombardują nas codziennie setkami różnych wiadomości. Człowiek czyta, czyta i nie ma czasu nawet sprawdzić, co wydarzyło się później. Ba, nie ma nawet czasu się nad tym zastanowić. Ale bez obaw! Skoro już zdiagnozowaliśmy ten „syndrom niedomknięcia”, to pomożemy ci też go leczyć.

#1. Miliarderzy, którzy obiecali przeznaczyć setki milionów euro na odbudowę katedry Notre Dame, wpłacili na ten cel grosze



Och, jaka nadzieja wlała się w serca wielu zrozpaczonych osób, gdy po pożarze, który w kwietniu 2019 roku strawił część legendarnej katedry Notre Dame, kilku miliarderów obiecało wpłacić potężne pieniądze na fundusz odbudowy jednej z najsłynniejszych europejskich świątyń. Dotknięci do głębi serca bogacze prześcigali się w licytacji o to, kto da więcej. Bernaud Arnault z koncernu LVMH, będącego właścicielem luksusowych marek takich jak Hennesy, Luis Vuitton czy Givenchy obiecał 200 milionów euro ze swojego majątku wartego ponad 90 miliardów. Właścicielka L’Oreala, Francoise Bettencourt Meyers, miała wysupłać 100 milionów. Francois Pinault (Gucci, Yves Saint Lorent) miał przelać kolejną stówę. Ale gdy kurz opadł i odsłonił spalone fragmenty budynku, okazało się, że deklaracje uleciały razem z dymem. Jeszcze w połowie czerwca 2019 roku rzecznik prasowy katedry informował, że miliarderzy nie wpłacili ani centa. Jak tłumaczyli, zwlekają, by mieć pewność, że pieniądze nie zostaną „przejedzone”. Po słowach rzecznika katedry Arnault i Pinault wpłacili po 10 milionów euro.

#2. Komisja Etyki Reklamy uznała, że reklama z „dziewczyną, którą szuka chłopaka” narusza standardy reklamy



Swego czasu głośno było o pewnej dziewczynie, która szukała nowo poznanego chłopaka. Dee miała spotkać „Wojtka z Warszawy” na jednym z koncertów i oszaleć na jego punkcie. Magia wspólnie spędzonego wieczoru nie dawała dziewczynie spokoju i Dee przyleciała dla Wojtka z dalekich Stanów aż do Europy Środkowej. Dziewczyna nagrała film, na którym opowiada swoją historię i prosi o pomoc. Całość sprawia wrażenie dość urokliwej historii dwojga nieznajomych, którzy otrzymali szansę na przeżycie wątku rodem z filmów romantycznych. Problem w tym, że wszystko zaczęło się i skończyło w sferze filmowej. Nigdy nie było żadnego Wojtka, a cała akcja to element reklamy przygotowanej na zlecenie LPP i marki Reserved.

Gdy prawda wyszła na jaw, nieświadomi wcześniej widzowie, których poruszyła historia Dee, poczuli się oszukani. Padły mocne deklaracje o zaprzestaniu kupowania produktów pod markami LPP. Część osób złożyła też skargę do Komisji Etyki Reklamy. LPP zarzucano m.in. wykorzystywanie życzliwości odbiorców i gotowości do niesienia przez nich pomocy, a także brak odpowiedniego oznaczenia reklamy. Komisja przyznała skarżącym rację i uznała, że reklama narusza standardy reklamowe, nadużywa zaufanie odbiorców oraz że nie prowadzono jej w poczuciu odpowiedzialności społecznej.

#3. Start-up, który stworzył wyciskarkę do owoców „wyciskającą” soki z uprzednio przygotowanych torebek z sokami padł ostatecznie na ryj



O Juicero zrobiło się głośno w 2017 roku. Pochodzący z Doliny Krzemowej start-up stworzył rewolucyjną wyciskarkę do soków. Urządzenie wyposażono w wi-fi, czytnik kodów QR, dodano aplikację do smartfonów. Prace nad tym cudeńkiem trwały podobno kilka lat, więc nie dziwi fakt, że Juicero wyceniono początkowo na 699 dolarów od sztuki. W projekt uwierzono naprawdę mocno, o czym świadczy fakt, że jeden z funduszy inwestycyjnych wspomógł projekt kwotą 120 milionów dolarów. I tak się wszyscy klepali po plecach, że zapomnieli o najważniejszym – wyciskarka nie wyciskała soku. Tak jakby. Do Juicero pakowało się woreczki z gotową pulpą z warzyw lub owoców, każdy wart od 5 do 7 dolarów. I co robiła cudowna wyciskarka? Wyciskała zawartość torebek do szklanki. Za 700 dolarów. Z jakiegoś powodu sprzedaż tego arcydzieła nie szła tak jak powinna, nie pomagały obniżki ceny i zwolnienia pracowników. Jednym z gwoździ do trumny okazał się film nagrany przez Bloomberga o fundamentalnym pytaniu zadanym w tytule:

https://www.youtube.com/watch?v=5lutHF5HhVA
Odpowiedź na to pytanie nie wymaga specjalnego wysiłku. Wkrótce potem firma zwinęła interes. Jakim cudem w ogóle powstała istniejąca zupełnie na serio, ale niezamierzona karykatura start-upów – nie wiadomo. Ale musiała mieć w sobie coś naprawdę magnetyzującego, skoro obowiązki CEO przejął tam w 2016 roku były CEO Coca-Coli w USA Jeff Dunn.

#4. Właściciel aparatu, z którego małpy robiły sobie słynne selfie, wygrał proces z PETA i doprowadził do znaczących zmian w prawie autorskim



„Małpie selfie” rozpalało swego czasu wyobraźnię fotografów i ogólnie twórców z innych branż, a także obrońców praw zwierząt. Ostatecznie spór o małpie selfie przybrał bardzo na sile i doprowadził do zmian, których nikt się nie spodziewał. Szczególnie chyba David Slater, od którego zaczęła się cała historia. Slater to podróżnik i fotograf zwierząt, który regularnie podróżował do Indonezji, gdzie robił zdjęcia zagrożonemu gatunkowi makaków czubatych. Nie przypuszczał jednak, że w pewnym momencie zaczną wyręczać go jego własne obiekty i przysporzą mu tylu kłopotów. W 2011 roku światło dzienne ujrzało kilka zdjęć, które małpy, z którymi zaprzyjaźnił się Slater zrobiły sobie same.

Media natychmiast podchwyciły temat i opatrzyły zdjęcia nagłówkami sugerującymi, że małpy ukradły aparat Slaterowi i urządziły sobie sesję zdjęciową. Te same zdjęcia znalazły się także na Wikipedii z argumentacją, że skoro zostały zrobione przez małpę, to prawa autorskie ich nie obejmują. Slater miał jednak inne zdanie, ponieważ twierdził, że małpy wcale nie ukradły mu aparatu, tylko skorzystały z warunków, które specjalnie im przygotował, gdy zauważył, że interesują się jego sprzętem fotograficznym. Miał poustawiać statywy w dżungli, a małpy naciskały tylko przycisk. Dalej poszło już z górki.

Do sprawy włączyła się PETA, która twierdziła, że skoro małpy zrobiły zdjęcia, to im należą się prawa autorskie. Sprawa trafiła do sądu, który uznał, że nie można przenosić na małpy – i inne zwierzęta – praw autorskich i oddalił powództwo. PETA nie zrezygnowała tak łatwo i złożyła apelację, która w 2018 roku również została odrzucona. Sędzia argumentował wówczas, że PETA nie zależy na dobru zwierząt, a jedynie osiąganiu własnych celów.

#5. Rowerzystka, która pokazała środkowy palec kolumnie wiozącej Donalda Trumpa, została zwolniona z pracy, wytoczyła pracodawcy proces, a później zaczęła realizować się w polityce



Juli Briskman zasłynęła w 2017 roku, gdy sfotografowano ją w trakcie jazdy rowerem podczas wyrażania swojego zdania na temat aktualnego prezydenta USA Donalda Trumpa. Kobieta wyciągnęła wówczas środkowy palec w stronę kolumny aut wiozących Donalda Trumpa, który wracał akurat z partii golfa, którą rozegrał na swoim polu golfowym w okolicy zamieszkiwanej Briskman. Kobieta z miejsca stała się symbolem ruchu oporu, a wiele serwisów internetowych – szczególnie tych nieprzychylnych amerykańskiemu prezydentowi – uznało ją za bohaterkę.

Jak na prawdziwą męczennicę przystało, los nie oszczędził Briskman, przynajmniej na początku. Zaraz po incydencie kobieta oznajmiła swojemu pracodawcy, firmie Akima, będącemu na kontrakcie amerykańskiego rządu, że to ona znajduje się na zdjęciu, którym ekscytuje się właśnie połowa świata. W efekcie została zwolniona, ponieważ pracodawca uznał jej gest za nieprzyzwoity. Wyrzucona z pracy Briskman wytoczyła swojemu byłemu pracodawcy proces, który ostatecznie przegrała. Na bezrobociu nie siedziała jednak długo, ponieważ niemal z miejsca wskoczyła do polityki, w którą zaangażowała się na szczeblu lokalnym. Od tamtej pory aktywnie działa na tym polu, a efektami działań dzieli się na Twitterze z ponad 30 tysiącami obserwujących ją osób.

Briskman twierdzi, że nigdy nie żałowała swojej decyzji. Tłumaczy, że możliwość wyrażenia swojego niezadowolenia z obecnej administracji niemal prosto w twarz szefowi tejże administracji przyniosło jej ogromną przyjemność. Mówi też, że pokazuje palec za każdym razem, gdy widzi kolumnę z Donaldem Trumpem w swojej okolicy.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5

I co, od razu lepiej, prawda? Pomyśl, jak poczujesz się, gdy domkniemy historię, która tobie nie daje spokoju. Śmiało, podeślij swój pomysł w komentarzu lub wiadomości prywatnej. Zdjęcia członków proszę kierować do Coldseeda.
11

Oglądany: 90198x | Komentarzy: 41 | Okejek: 289 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.10

15.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało