Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Sposób na podryw, szóstka w lotku i inne anonimowe opowieści

59 112  
188   53  
Dziś przeczytacie także m.in. o spadku po dziadku, oświadczynach w klubie i dziecięcym sposobie na brak rodzeństwa.


Parę dni temu zmarł mój dziadek. Był to człowiek dość zamożny, który zostawił po sobie spadek. Zgodnie z testamentem najstarszy z moich braci dostał 100 tysięcy złotych i dziadkowy samochód. Drugi brat otrzymał 75 tysięcy złotych i kawałek terenu budowlanego pod naszym miastem. Ja natomiast otrzymałem od dziadka 0 złotych i genetyczną chorobę zwyrodnieniową kości…

* * * * *

Z moją dziewczyną Basią poznałem się w pewnym klubie jazzowym i wiele naszych wspaniałych wspomnień związanych jest właśnie z tym miejscem. Jako że moja ukochana nie lubi zbyt efektownych „szopek”, postanowiłem poprosić ją o rękę w najbardziej zwyczajny sposób. Kupiłem pierścionek i wymyśliłem sobie, że wrzucę go do jej kieliszka z szampanem podczas najbliższej wizyty w naszym ulubionym klubie.
Siedzieliśmy przy stoliku i jak zwykle patrząc sobie w oczy rozmawialiśmy o pierdołach, a ja czekałem aż Basia skoczy do łazienki i będę mógł wrzucić „niespodziankę” do szampana. W końcu nadszedł ten moment. Poszła. Wychyliłem się, aby być pewnym, że na pewno jest w łazience, nerwowo zanurkowałem w kieszeni moich spodni, rozglądając się na wszystkie strony, wydobyłem z niej pierścionek i PLUM! Wrzuciłem go do kieliszka.
Udało się – pomyślałem... I wtedy poczułem uderzenie w policzek i krzyk. Jakieś kobiety nie wiadomo skąd znalazły się wokół mojego stolika, w liczbie przynajmniej ośmiu jednostek i wrzeszczały, machając rękoma niczym wiatrakami, niektóre potrącały mnie, szarpały za bluzę. Kompletnie nie wiedziałem o co chodzi, kiedy jednak któraś z nich wylała mi zawartość Basiowego kieliszka na głowę, wstałem, żeby wydostać się z tego piekła. W tym momencie dostałem w kły od rosłego ochroniarza. Upadłem na ziemię i wykręcono mi ramiona. Koszmar zakończyło dopiero pojawienie się Basi, która przecisnęła wrzeszczące baby i rzuciła się na duszącego mnie goryla.
Paradoksalnie ten chaos skończył się dopiero wtedy, gdy wykrzywiony z bólu ryknąłem: CZY WYJDZIESZ ZA MNIE?!
Ochroniarz mnie puścił, a dziewczyny przestały się drzeć. Rozczochrany, mokry od szampana i brudny od syfu z podłogi, schyliłem się po leżący na ziemi zdeptany pierścionek i wręczyłem go Basi. W tej chwili do wszystkich dotarło, że to nie pigułka gwałtu wylądowała w kieliszku. Dziewczyny oczywiście szybko zwinęły się, nie przepraszając za tę awanturę. Klasę natomiast pokazał goryl, który nie tylko wylewnie pokajał się, ale i przyprowadził szefa lokalu, który w ramach przeprosin postawił nam butelkę najlepszego szampana, zapewnił stolik w sekcji dla VIP-ów, a nawet dał mi koszulkę z logo klubu, abym mógł się przebrać.
Cóż, nie tak wyobrażałem sobie moje zaręczyny, ale przynajmniej zapamiętamy je na całe życie...

* * * * *

Moja dziewczyna jest pedantką. Ale taką kliniczną. Jej mania sprzątania doprowadziła do poważnego kryzysu w naszym związku, mimo że nie chcąc jej prowokować staram się każdego dnia zmywać, prać, ścierać kurze i prasować ubrania.
Dziś napięcie sięgnęło zenitu, gdy zrobiła mi gigantyczną awanturę o śmieci, które „walały się”… w koszu na śmieci.

* * * * *

Jak komentarze ludzi mogą zniszczyć życie.

Byłam w 4 miesiącu ciąży, wracałam z narzeczonym samochodem jedną z głównych ulic dużego miasta, chwila po 22. Ruszając spod świateł rozmawialiśmy o mile spędzonym wieczorze przy pysznej kolacji, kiedy nagle spomiędzy samochodów zaparkowanych przy ulicy wybiegł mężczyzna... nie zdążyłam nawet zacząć hamować. Przeleciał przez maskę, przednią szybę (która wleciała do środka i poraniła mi twarz i ręce) i dach. Pamiętam tylko, że zadzwoniłam pod 112, dalsze losy pamiętam jak przez mgłę.
Była z nim kobieta, która zeznała, że wypili po 2 piwka, gdzie po 3 godzinach od wypadku wydmuchała prawie 2,5 promila!
Mężczyzna zmarł na miejscu, uderzył głową o krawężnik.

Nie potrafiłam sobie z tym poradzić, w końcu zabiłam człowieka, jednocześnie nosząc nowe życie w moim brzuchu.
Ale wiecie co? Nie to mnie pogrążyło, a komentarze ludzi, których nawet tam nie było. Artykuł, który pojawił się w internecie niczego nie wyjaśniał. A komentarze były takie: ''Jechała pewnie 120 po mieście'', "Tak to jest, jak się pisze SMS-a albo gada przez telefon'', ''Pijana wracała z imprezy'', ''Kobieta za kierownicą... kto jej dał prawo jazdy'' itp.
To tylko te bardziej uprzejme skierowane w moją stronę, w które zaczęłam wierzyć. Ponad miesiąc nie wychodziłam z łóżka ani z domu. Dopiero pomoc bliskich i psycholog wytłumaczyli mi, że był to wypadek i pech.

Uważajcie, co piszecie w internecie, bo nie wiecie ile krzywdy można wyrządzić jednym komentarzem.

* * * * *

Mój tata ma na imię Piotr.
Mój chrzestny (bliski wujek) też ma na imię Piotr.
Mój drugi bliski wujek też ma na imię Piotr.

Jak byłam mała (miałam jakieś 5-8 lat), to myślałam, że na każdego mężczyznę, który ma żonę mówi się "Piotrek".

* * * * *

Za dawnych czasów, gdy miałam może 4 lata, a moja siostra 3, bardzo lubiłyśmy się bawić wyimaginowanymi rzeczami. Naszą ulubioną zabawą była zabawa wymyślonym serwisem do herbaty. Wczesnym rankiem, gdy rodzice jeszcze spali, postanowiłyśmy się pobawić w tę jakże wspaniałą zabawę. Podczas zabawy pokłóciłyśmy się. "Zabrałaś mi moją filiżankę" - krzyczałam.

Przyszedł do nas zdenerwowany tata i zabrał nam nasz serwis. Był to duży błąd, bo zaczęłyśmy głośno płakać, czym obudziłyśmy jeszcze mamę. Mama powiedziała tacie, aby oddał nam zabawki, to się sobą zajmiemy i damy im jeszcze trochę pospać... i z wielkim zdziwieniem patrzyła, jak tata oddaje nam... nic.

* * * * *

Mojego męża poznałam w parku - zakręciło mu się w głowie i zemdlał, a ja szybko udzieliłam mu pomocy.

Dwa lata po ślubie przyznał się, że często udawał, że słabnie w miejscach publicznych, żeby poznać jakąś ładną dziewczynę.

* * * * *

Koleżanki bardzo szybko, bo już w pierwszej klasie podstawówki, uświadomiły mi, że dzieci to się raczej z kapusty nie biorą.

Obeznana z tymi tematami stwierdziłam, że więcej niż dwójki rodzeństwa mieć nie chcę, a seks przecież równa się ciąży. Tym sposobem zaczęłam znęcać się nad swoimi rodzicami.

Każdej nocy zasypiałam dopiero wtedy, kiedy usłyszałam głośne chrapanie taty. Gdy tylko działo się między nimi coś więcej (z mojego pokoju było dokładnie słychać, czy ktoś zbytnio się nie wierci u nich na łóżku, bądź o czym rozmawiają) przybierałam smutną minę numer 10 i dreptałam do ich pokoju oznajmić, że znowu miałam koszmary i nie mogę spać sama, bo się boję. Nie zliczę ile razy odskakiwali od siebie w totalnej panice, na szybko naciągając kołdrę pod szyję i z zażenowaniem patrząc, jak ich córka gramoli się idealnie między nich.

Nie pomogły próby usypiania mnie, zakazy oglądania i czytania strasznych rzeczy, ziołowe leki uspokajające czy psycholog. Moja praktyka trwała ponad dwa lata, aż stwierdziłam, że fakt posiadania większej ilości rodzeństwa jest mi w sumie obojętny.

Nikt się nie domyślił prawdziwego powodu, a ja w zaparte szłam, że to chodzi o koszmary.

* * * * *

Mój tato był bardzo szczęśliwy, jak trafił w Dużego Lotka szóstkę. Ze szczęścia tak mu odbiło, że postanowił kupić mi i mamie mieszkanie w bloku i kazał się tam nam wyprowadzić i zostawić go w spokoju, bo nie chce więcej mieć z nami nic wspólnego.

Jego szczęście trwało niecałe dwa lata, ojciec rozpieprzył kasę na panienki i imprezki, a teraz jest gołodupcem, który ledwo ciągnie.

Niby smutne, ale wcale mi go nie żal. No i przynajmniej mamy mieszkanie.

* * * * *

Byłem okropnym bachorem. Dopiero w wieku osiemnastu lat to zrozumiałem.

Kiedy miałem cztery lata, moi rodzice rozwiedli się, ja zostałem z matką. Ojca początkowo widywałem co weekend.
Wiem teraz, że matka robiła co mogła, żeby obrzydzić mi spotkania z ojcem - krytykowała przy mnie jego pracę (kierowca dostawczaka), fakt, że nie jest mistrzem gotowania, że nie skończył studiów itp., no a przede wszystkim pozwalała mi na wszystko. Razem z babcią tłumaczyły mi też, że jeśli ojciec zrobi coś nie po mojej myśli, mam protestować i głośno wołać.
Teraz mi wstyd, że to robiłem, bo ojciec po prostu chciał mnie wychować na ludzi.

Urządzałem dzikie sceny w sklepie, w kinie, restauracji albo na placu zabaw. Wrzaski, płacze, rzucanie się na ziemię... Domyślam się, jak ojcu musiało być wstyd z mojego powodu. W dodatku matka znalazła sobie nowego partnera, który też pozwalał mi na wszystko i powtarzałem ojcu, że mój nowy tatuś jest sto razy lepszy. Pewnego razu, kiedy tata nie pozwolił mi zrzucić jedzenia na podłogę (byłem wściekły, bo nie dostałem lodów przed obiadem), awanturowałem się tak, że aż narobiłem w majtki. Tata bez słowa umył mnie, przebrał i odwiózł matce. Pamiętam, że kiedy wychodził, powiedział jej, że wygrała. Od tej pory płacił alimenty, pamiętał o urodzinach i świętach, interesował się przedszkolem, a potem szkołą. Ale już nie zabiegał o moją uwagę i prawie nie zabierał mnie nigdzie. Nie przeszkadzało mi to.

W przedszkolu i szkole nie byłem lubiany, ale matka utwierdzała mnie w przekonaniu, że winni są wszyscy oprócz mnie.
Traf chciał, że w liceum byłem w klasie z siostrzenicą taty, ale nie zadawaliśmy się ze sobą. Kiedy Magda zapraszała znajomych na osiemnastkę, mnie pominęła. Powiedziała mi, że owszem, mój tata i jego nowa partnerka będą, ale nie ja. Bo aż za dobrze pamięta, jakie cyrki robiłem jako dziecko, a dalej jestem wrednym bachorem i nikt mnie nie lubi.

To był kubeł zimnej wody. Zacząłem się nad sobą zastanawiać i zrozumiałem, że Magda ma rację.
Porozmawiałem szczerze z ojcem i powiedział mi, dlaczego się ode mnie odsunął. Uznał, że szczęśliwszy będę z matką, bez niego, a poza tym bał się, że pewnego dnia nie wytrzyma i mnie uderzy. Wiem, że wielu innych na jego miejscu porządnie zlałoby mi tyłek.
Teraz powoli odbudowujemy naszą relację, a kiedy przestałem zadzierać nosa, to i ludzie zaczęli ze mną gadać.

Matka uważa, że nie zrobiła nic złego, ale ja już nie jestem kochanym synkiem mamusi.
Teraz idę na studia i mam nadzieję, że będzie lepiej.
24

Oglądany: 59112x | Komentarzy: 53 | Okejek: 188 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.10

15.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało