Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Kuracja orgazmem, działka do rozpędzania chmur i leczenie energią orgonów - na "wynalazkach" Wilhelma Reicha nadal wielu biznesmenów zarabia krocie!

49 211  
173   88  
Czy jesteście gotowi na zetknięcie z wiedzą, która sprawi, że całe wasze wyobrażenie o świecie zostanie wywrócone do góry nogami?

Całkiem niedawno aquilaspqr opisał swoje zderzenie z hochsztaplerami „badającymi” zdrowie naiwnych ludzi za pomocą cudownego urządzenia, które to ma skanować ciało i wykrywać wszelkie choroby. Ta leciwa już metoda nabijania ludzi w butelkę jest jedną z wielu pseudomedycznych bzdurek, które dotrwały do naszych czasów i w dalszym ciągu mają się świetnie. Jedną z nich jest życiodajna energia orgonowa zmagazynowana w specjalnych akumulatorach.


Wilhelm Reich urodził się w Dobrzanicy (znajdującej się na ziemiach dzisiejszej Ukrainy). Dużą część młodości spędził w stolicy Austrii, gdzie studiując w Szkole Medycznej Uniwersytetu Wiedeńskiego, poznał swojego późniejszego idola – Zygmunta Freuda. Kontakt z tym człowiekiem i wielka przyjaźń, która połączyła mężczyzn, nie przeszkodziła Reichowi mieć odmienne zdania na wiele tematów. Nie zgadzał się on z odrzucaną przez profesora teorią libido, którą to forsował Carl Gustaw Jung. Według tego ostatniego Freud mylił się twierdząc, że za wszystkie ludzkie zachowania odpowiada popęd seksualny. Mimo tych znaczących różnic w zdaniach Reich i Freud współpracowali ze sobą, a nawet polecali sobie nawzajem pacjentów.


Już po zakończeniu studiów Reich prowadził badania nad onanizmem. Jego obserwacje spisane w formie pracy naukowej do dziś uważane są za rewolucyjne. To w tamtym czasie w głowie Wilhelma narodziła się hipoteza istnienia życiowej energii – tak zwanego orgonu. Uznał też, że samo libido może mieć formę mikroskopijnych cząsteczek (określonych przez Reicha mianem bionów), które to przepływają przez każdy organizm i wpływają na jego funkcjonowanie. Zaburzenia w tej cyrkulacji miały prowadzić do powstawania chorób.
Aby stymulować obieg życiodajnych cząsteczek, uczony sugerował zbudowanie specjalnej maszyny, która miałaby pełnić funkcję orgonowego akumulatora…

Trudno się dziwić, że wśród kolegów śmiałe teorie Reicha nie cieszyły się zbyt dużą popularnością. Podobnie zresztą jak prowadzone przez niego prace, mające na celu zbadanie natury orgazmu. Zszargawszy swą reputację na Starym Lądzie, badacz musiał zdecydować się na emigrację.


Do Nowego Jorku dotarł dosłownie parę dni przed wybuchem II Wojny Światowej. Trafił na dobry grunt – purytańska Ameryka właśnie szykowała się na seksualną rewolucję, którą zaserwował jej Alferd Kinsey swoimi śmiałymi badaniami nad ludzką seksualnością. O ile jednak wnioski Kinseya były podparte nauką, to już przy nim Reich wydawał się wystrzelonym na orbitę kaznodzieją.
W opublikowanej ponad dekadę wcześniej książce, będącej podsumowaniem jego wieloletnich prac nad zjawiskiem orgazmu, Wilhelm twierdził, że cechą wspólną jego pacjentów są problemy z osiągnięciem seksualnego spełnienia. Logiczne więc, że uniwersalnym lekarstwem mogłoby być tylko jedno.
„Nie chodzi jednak o samo pierdolenie, przytulanie się czy stosunek, tylko o prawdziwe emocjonalne doświadczenie utraty własnego ego, całego swego duchowego ja” - głosił Reich.

Te śmiałe twierdzenia sprawiły, że Wilhelm w Europie stał się obiektem drwin. Nazywano go twórcą genitalnej utopii czy wręcz prorokiem większych i potężniejszych orgazmów…
Kiedy uczony był już mieszkańcem USA, Niemcy masowo palili jego książki. On sam był jednak bezpieczny i mógł kontynuować nie tylko tworzenie swoich szalonych teorii, ale i wprowadzanie pewnych koncepcji w życie. To w Stanach Zjednoczonych Reich skonstruował swój pierwszy „akumulator orgonowy”. Była to potężna, drewniana skrzynia zaizolowana stalową wełną. Uczony był zachwycony swym dziełem. Twierdził, że w tym pomieszczeniu pacjenci mogą reperować swoja potencję i tym samym poprawiać ogólny stan zdrowia!
Wilhelm uważał, że drewno ściąga do skrzyni życiodajną energię orgonową, natomiast metalowa izolacja nie pozwala jej ze środka uciec, czego rezultatem jest wytworzenie się wewnątrz efektu orgazmowej szklarni…


Urządzenie sprzedawane przez Reicha stało się bardzo popularne wśród amerykańskich mieszczuchów, a sam jego wynalazca nalegał, aby zbadaniem „akumulatora” zajął się sam Albert Einstein. I takt też się stało – słynny laureat Nagrody Nobla poświęcił aż dwa tygodnie na przyjrzenie się cudownej skrzyni Wilhelma. Genialny fizyk oczywiście nie zostawił na niej suchej nitki. Nie przeszkodziło to jednak karierze domowych „akumulatorów orgonowych”. Te sprzedawały się jak świeże bułeczki, a zachłyśnięci seksualną rewolucją Amerykanie uznali Reicha za jednego z jej głównych liderów! Tysiące bogatych mieszczuchów, celebrytów, aktorów, a nawet polityków zamykało się drewnianych szafach, aby w ich wnętrzu pozbywać się seksualnych blokad i ładować swe ciało orgazmiczną, życiodajną energią.


Zachłyśnięci teoriami Wilhelma „wynalazcy” tworzyli własne skrzynie orgonowe. Wśród nich był na przykład Norman Mailer – pisarz, dziennikarz, reżyser i zdobywca Nagrody Pulitzera skonstruował budkę, która łączyła w sobie cechy Reichowej skrzyni oraz kabiny izolacyjnej według pomysłu Arthura Janova – autora terapii, w której metodą pozbycia się lęków i traum miał być dla pacjenta tzw. pierwotny krzyk oraz głośny płacz. Mailer nie tylko więc ładował swe ciało orgonicznym „paliwem”, ale i do tego donośnie szlochał i darł się wniebogłosy.
Pod koniec życia zdrowie psychiczne Reicha mocno podupadło. Uczony miał urojenia, twierdził, że świat jest celem ataków kosmitów, a jednym ze skuteczniejszych sposobów zapewnienia sobie azylu przed nimi jest, jakżeby inaczej, ukrycie się w drewnianym „akumulatorze”.


Jednocześnie jednak Wilhelm pochłonięty był tworzeniem nowego wynalazku. Tym razem było to… orgoniczne działo , czyli tak zwany „cloudbuster”. Za jego pomocą można było nie tylko zmieniać pogodę, odpędzać chmury i przeganiać huragany, ale i… bronić się przed inwazją obcych agresorów. Można by rzec, że tym razem mieliśmy do czynienia z takim „odwróconym” pudłem – w tym wypadku nie chodziło bowiem o pozyskiwanie energii orgonowej, ale o emanowanie nią.


W 1954 roku badania, publikacje i sprzedawane przez Reicha wynalazki trafiły pod pilną obserwację amerykańskich władz (które zresztą już od dawana miały uczonego na oku, bo ten podczas swojego krótkiego pobytu w Niemczech w latach 30. wstąpił do partii komunistycznej). Uznano, że ich autor jest oszustem, który zarabia pieniądze na zdesperowanych osobach cierpiących z powodu nowotworów. O co chodziło? Ano o pewne „odkrycie”, które to badacz opublikował w 1948 roku. Wilhelm twierdził, że w komórkach nowotworowych zauważył kumulowanie się nieznanych mu wcześniej bionów – tym razem były to szkodliwe i niebezpieczne odmiany tych cząsteczek. Reich doszedł do wniosku, że z czasem dochodzi do tzw. degradacji bionicznej, która prowadzi do powstawania raka. Uczony znalazł jednak lekarstwo! Były nim… częste stosunki seksualne z młodymi kobietami!


Twórca genitalnej utopii trafił na dwa lata za kratki, a jego niesprzedane „akumulatory” i książki zostały spalone. Więzienia Reich nigdy nie opuścił – w 1957 roku zmarł na zawał serca.
Wcześniej jednak Agencja Żywności i Leków, która wyłożyła na śledztwo w jego sprawie prawie 2 miliony dolarów, wydała oświadczenie, że Reich był schizofrenikiem i pozbawionym moralnych hamulców oszustem.
Na tym sprawa seksualnego guru i cynicznego biznesmena powinna się skończyć. Niestety, tak się nie stało. Od śmierci Reicha minęły 62 lata, a jego „dokonania” nie tylko fascynują osoby związane ze środowiskami ezoterycznymi, ale i są przez wielu ich przedstawicieli traktowane z absolutną powagą.
Nie tylko zresztą przez nich. Działka orgonowe właśnie przechodzą swój renesans. A to dzięki teoriom spiskowym na temat tzw. chemtrails, czyli rzekomych toksycznych obłoków zrzucanych na ludzi z samolotów. Stworzone zgodnie z pomysłem Reicha urządzenia mają służyć do odpędzania trujących chmur. Jeśli nie wierzycie w to, że ktoś może robić biznes na takich „wynalazkach”, to zapraszam do poszukania sobie ich w Google – Internet aż ugina się od ofert sprzedaży miedzianych rurek „napędzanych” akumulatorami orgonitowymi, które mają formę zatopionych w żywicy minerałów, metalowych wiórków i brokatu!


Świetnie rozwija się też geszeft związany z obrotem samymi orgonitami, czyli wspomnianą żywicą, która wypełniona kryształami górskimi i garścią świecidełek wygląda całkiem pstrokato i bardzo ładnie prezentuje się na meblościance. Takie domowe odpromienniki ściągają ponoć „złą” energię i produkują w jej miejsce tę „dobrą”.

Posłowie:

Tak sobie myślę – mimo że zarabianie na czyjejś naiwności uważam za niewybaczany grzech, za który wypadałoby delikwenta powiesić na drzewie za sznur przywiązany do moszny, to nie mam prawa śmiać się z tego, że ktoś wierzy w cudowne działanie jakiegoś błyszczącego kamyka, drewnianej skrzynki wyłożonej stalą, figurki brodatego faceta przybitego do krzyża czy wody, nad którą pomodlił się jakiś dziadek w sutannie. Twoja wiara – twój problem, tym bardziej że efekt placebo to „lek” starszy niż historia medycyny. Jeśli utwierdzenie w przekonaniu, że kawałek żywicy polepszy twoje libido i poprawi perystaltykę jelit ma ci pomóc, to bardzo się z tego cieszę i szczerze życzę powodzenia w takiej terapii! :)


Źródła: 1, 2, 3, 4
19

Oglądany: 49211x | Komentarzy: 88 | Okejek: 173 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.10

18.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało