Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Giewont i tragedia, do której musiało dojść? Relacja człowieka, który uniknął burzy

101 268  
860   145  
Użytkownik Sadistic.pl, Nikczemny_Płód napisał: Chciałem tutaj opisać ignorancję ludzi, brak szacunku do gór, oraz może komuś pomóc kiedyś w podjęciu decyzji.


Zeznania turystów były w mediach takie, że burza pojawiła się znikąd. Wiadomo, góry znane są z tego, że pogoda zmienia się błyskawicznie, ale... Burza nie tworzy się w 5 minut, taka jest fizyka tego zjawiska! po prostu. Tak samo prawdę zakłamują media.

Więc jak było naprawdę?

Godzina 6:30 zameldowaliśmy się na Kościelcu wychodząc z Murowańca. Było chłodno, były chmury, ładny wschód. Plan był taki, aby zejść z Kościelca i do 9 zameldować się na Kasprowym. Zadanie trochę ciężkie, bo sprzętu mieliśmy po 15-18 kg na plecach.

Tam mieliśmy podjąć decyzję, czy idziemy na przełęcz pod Kopą Kondracką. Około 1h drogi szybkim tempem. Czyli o 10:30 mieliśmy być na przełęczy i tam zdecydować, czy idziemy:

Kopa -> Przełęcz Kondracka -> Giewont -> Kopa -> Czerwone Wierchy - Schronisko na Hali Ornak czy schodzimy do Kondratowej i tam nocleg.

Dlaczego tyle wariantów? 21.08.2019 sprawdzaliśmy prognozy, pogoda już wtedy się psuła. Prognoza informowała, że między 11-12 (czyli dość wcześnie) mają tworzyć się burze z powodu wymuszania orograficznego w okolicach Czerwonych Wierchów. Przez całą wędrówkę 22.09.2019 sprawdzaliśmy na radarach burzowych aktywność burz.

Radary burzowe o godzinie 9, gdy dochodziliśmy do Kasprowego, pokazywały aktywność burzową już na Słowacji. I tak - lekkie pomruki było słychać!

Około 9:45 na Kasprowym podjęliśmy decyzję o zaprzestaniu dalszej wędrówki i totalną zmianę planów - tzn. zejście do Kondratowej, ale nie po grani przez Suchą Czubę, a... przez Myślenickie Turnie.
Wynikało to z tego, że radary burzowe pokazały burze na Słowacji, których trajektoria jednoznacznie wskazywała na ryzyko burz nad Tatrami po południu. A że burz trochę przeszliśmy w górach, wiemy co to za zjawisko.


Między 8:40 a 10 faktycznie przebijało się słońce i wiele osób mogło wyruszyć spokojnie w góry. Zrobiło się ciepło. Nasza przenośna stacja pogodowa wskazywała 20 stopni Celsjusza.
Wysoka wilgotność.

My o 10 wyszliśmy z Kasprowego. Temperatura powietrza była wysoka. Schodziliśmy szybkim, miarowym tempem. Około 10:30-11 było widać już potężne masywy chmur, jeden ze znajomych twierdzi, że dostrzegł wał chmurowy. Punkt 12 byliśmy na Myślenickich Turniach i było słychać wyraźnie pomruki burzowe w oddali. BYŁO TO SŁYCHAĆ.


Byliśmy mocno spowolnieni przez:

1. Duży ruch na szlaku.
2. Wybijanie ludziom z głowy dalszej wędrówki. Dokonaliśmy kilku prób. W tym 3 rodzinom z małymi dziećmi. W 1 przypadku zjebał nas nawet Janusz z Wąsem, że pogoda jest ładna, dobra na spacer i żebyśmy sobie szli robić jaja gdzie indziej. Aha. Nasz argument o mapie burz został wyśmiany "burzy w górach nie można przewidzieć". Super.


Dwoje turystów, typowych zdobywców Wyższej Grani Krupówkowej, popylało na Kasprowy w sandałach. Około 13 mogliby znajdować się w eksponowanych partiach z ich tempem. Zwróciliśmy im uwagę, pokazaliśmy wskazania detektora burz oraz naszej stacji pogodowej - temperatura spadła do 18 stopni Celsjusza, a to nie zapowiadało niczego dobrego.

Olali nas, bo stwierdzili, że schronisko już niedaleko.

Na Turniach zrobiliśmy przerwę. Sytuacja była dynamiczna, pogoda mocno się zmieniała. Przez pół godziny na Turniach zwróciliśmy uwagę łącznie ponad 10 osobom. NIKT nas nie posłuchał. Każdy taternik wam powie, że między 12:30-14:00 jest najwięcej burz, a potem od 16 do 18.

Jeżeli ludzie byli o 12-12:30 na Turniach, to około 13:30 byliby już na Suchej Czubie lub za nią, czyli na maksymalnej ekspozycji. A stosunkowo daleko od kolejki. Czyli w momencie największych możliwych burz, mieliby jeszcze godzinę w dół, jak i godzinę do góry.

O 12:40 było jasne, że szykuje się burza. Zaczęły się silne podmuchy wiatru, czuć było ozon, oznaczało to, że pierdolnie, i to konkretnie.
Kolega pokazał nam radar burzowy, słychać było grzmoty po stronie słowackiej, nad Giewontem były już ciemne chmury, tak samo nad Kondratową i Czerwonymi. I to było ewidentnie widoczne, że pierdolnie.

Podsumowując ten akapit. Około 12:30 pogoda dawało jasno znać, że będą burze, i to dość szybko. Pomiędzy tragedią a chwilą, kiedy już było wiadomo, że należy zawracać minęło około 45 minut. 45 minut na wycofanie z Giewontu czerwonym szlakiem to sporo czasu na uratowanie - spokojnie można zejść do wysokości 1500 m. Ale nie, tam ludzie wchodzili dalej już po 13:00!

Godzina 13:00, byliśmy już dość dobrze schowani. Oglądaliśmy co się dzieje na niebie. Było już bardzo szaro. Było słychać coraz bliżej burzę. Powietrze bardzo mocno pachniało ozonem, wiatr bardzo silny, bardzo silne ochłodzenie, stacja pokazała u nas 14 stopni Celsjusza.

Schodziliśmy powolnym korkiem w dół, mijaliśmy drugą parę z dwojgiem dzieci, kolega powiedział już wkurwiony:

- Państwo nie widzą, co się dzieje? Już trzeba kategorycznie zawracać, to ostatni moment, zaraz tu będzie sajgon.


Popatrzyli po sobie jakby ducha zobaczyli, coś pomarudzili między sobą, powiedzieli "dzięki" i... poszli w górę! A burza już za naszą granią graniczną była. Z naszej perspektywy było widać wyładowania, chmury i słychać grzmoty.

To co musieli widzieć ludzie na Giewoncie?

Około 13:10-13:20 nastąpiły trzy potężne wyładowania. Słyszeliśmy wyładowanie, które uderzyło w Giewont. Panowie, panie, słyszeliśmy wiele burz, i ta z 22.08 była bardzo przeciętna. Krótka, na małym obszarze polskiej części Tatr. Ale dwa uderzenia pioruna, a w zasadzie pierdnięcia. Ugięły się pod nami nogi, słychać było metaliczny dźwięk - jasne było, że pieprznęło w krzyż. W komórce kolegi doszło do zniekształcenia obrazu i dźwięku (postaramy się dodać materiał). Trzask, dźwięk fali uderzeniowej, krzyk jakiejś kobiety. Znowu trzask, znowu fala. Nie wiedzieliśmy, czy to teraz nad nami grzmotnęło, czy w okolicach Czerwonych Wierchów.


Druga część naszej załogi przebywała wtedy na Nosalu, schodzili do Kuźnic, zawrócili z Liliowych. Widzieli moment uderzenia, mówili, że pierwszy raz w życiu odczuli na sobie efekt uderzenia pioruna i to, jak poruszył powietrze. To musiało być zajebiście mocne wyładowanie, dodatnie.

Fala uderzeniowa była odczuwalna. Po chwili rozległy się dźwięki helikopterów i syreny w Zakopanem. Zaczęliśmy uciekać jak najniżej.

Mijaliśmy po drodze ludzi, którzy nie rozumieli co się stało.

Jeszcze dodam, że uderzenie najmocniejsze brzmiało niesamowicie złowrogo, jak nie z tej ziemi, jak nie dźwięk pioruna.

Gdyby ta burza przeszła w stronę Świnicy, Kasprowego, Orlej, dzisiaj mielibyśmy nie żałobę narodową w Zakopanem, a mogiłę ceprów. Przy wyjściu z Kasprowego mijaliśmy wiele osób, które szły na Świnicę. Dojście od 10 na Świnicę to bite 3 godziny.

To co się stało to i tak mała lekcja pokory - poważnie.

Na dole rozmawialiśmy z kilkoma osobami, w tym z dziennikarzem z Radia Kraków. Na pytanie, czy tragedii można było uniknąć, a takie zadawaliśmy sobie, stwierdzam, że nie. Ludzie, typowi wakacyjni Krupówki turyści ostrzegani przez doświadczoną ekipę nie zawracali.

Według niektórych narracji to krzyż jest winny tragedii - nie, to ludzka buta, arogancja, głupota i brak pokory do gór.

Tatry stają się pełne ludzi, którzy je mylą z morzem i spacerem po molo.

Nie chcę źle wróżyć, ale jak dalej tak będzie to wyglądało, to w tym roku jeszcze doczekamy się paru śmiertelnych wypadków.
3

Oglądany: 101268x | Komentarzy: 145 | Okejek: 860 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

11.12

10.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało