Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Zanim Niemcy założyli obozy koncentracyjne, zbudowali komory gazowe i rozpoczęli produkcję "ludzkiego" mydła - wszystkie te wynalazki były już dawno znane

66 423  
194   87  
Zwykło się uważać, że w swoim okrucieństwie i sadyzmie Niemcy w czasie II Wojny Światowej wykazali się niebywałą wręcz kreatywnością. Tymczasem wcale tak do końca nie było – w rzeczywistości germański najeźdźca skorzystał z kilku sprawdzonych już rozwiązań i na ich bazie stworzył podzespoły potężnej maszyny zagłady.

Obozy koncentracyjne

Słysząc tę nazwę, przed oczami stają nam bramy udekorowane okrutnie ironicznym napisem „Arbeit macht frei”. W niemieckich obozach o życie walczyło 18 milionów osób. Walkę tę przegrało 11 milionów. I chociaż mogłoby się wydawać, że tylko nazistowski okupant byłby skłonny wpaść na pomysł tworzenia miejsc ostatecznego wyzysku i masowego mordowania ludzi, to pierwsze obozy koncentracyjne tworzyli już dawni Inkowie i Asyryjczycy.

Natomiast po raz pierwszy nazwy „campo de reconcentración” użyli Hiszpanie, którzy w 1895 roku tłumili wybuch rebelii w swej kolonii na Kubie. Wówczas to Valeriano Weyler – hiszpański generał i późniejszy zarządca Kuby – został tam wysłany, aby stłumić bunt. I trzeba przyznać, że robił to wyjątkowo skutecznie, niejednokrotnie posuwając się do aktów skrajnego okrucieństwa. Złapanych rebeliantów, ale także i cywili, na rozkaz Weylera zamykano w obozach koncentracyjnych, gdzie z racji na fatalne warunki, niedożywienie i choroby, tysiące z nich straciło życie.


Niedługo potem w podobny sposób Amerykanie potraktowali krnąbrnych mieszkańców Filipin – kraju, który w 1898 roku USA zdobyło angażując się w tłumienie powstania przeciw hiszpańskiemu okupantowi. Obozy koncentracyjne założono na wyspach Marinduque i Mindanao. Trafiali tam zarówno partyzanci, jak i sympatyzujący z nimi obywatele. I podobnie jak w przypadku Kuby, tak i tu śmiertelność była bardzo wysoka.

Zanim pomysł tworzenia takich miejsc podchwycili Niemcy, obozy koncentracyjne zakładali też Brytyjczycy podczas II wojny burskiej. Burowie byli potomkami holenderskich, niemieckich, belgijskich i francuskich osadników, którzy osiedlili się w południowej Afryce. W XIX wieku musieli oni zmagać się z napływem brytyjskich przybyszów, którzy ostatecznie „wypchnęli” protestanckich kolonistów ze swoich ziem. Ci rozpoczęli długą wędrówkę, podczas której podbijali tereny należące do afrykańskich ludów. Ostatecznie osadnicy stworzyli trzy państwa – Transwal, Oranię oraz Natal. Jako że tereny te były bogate w diamenty i złoto, szybko nowymi ziemiami Burów zainteresowali się Brytyjczycy. Doszło do dwóch zbrojnych konfliktów.
W 1900 roku anglojęzycznym najeźdźcom udało się zaanektować Oranię. I chociaż formalnie kraj ten był w ich rękach, to ponad 15 tysięcy potomków protestanckich osadników utworzyło partyzanckie komanda i nie zamierzało złożyć broni. Aby zgromadzić Burów w jednym miejscu, Brytyjczycy zaczęli tworzyć obozy koncentracyjne dla cywilów.


Trafiły tam dziesiątki tysięcy osób, które zostały skazane na życie w nieludzkich warunkach. Jako że brytyjskie wojska paliły pola uprawne, aby odciąć buntowników od zapasów jedzenia, szybko klęska głodu dotarła do przeludnionych obozów. Z niedożywienia i chorób zmarło tam prawie 30 tysięcy Burów – w większości kobiety i dzieci.

Komory gazowe

W praktyce stosowane przez Niemców komory gazowe były niczym innym jak rozwinięciem pomysłu stosowanego już prawie dwie dekady wcześniej przez Amerykanów. A wszystko to za sprawą niejakiego Gee Jona – członka chińsko-amerykańskiej organizacji mafijnej, który został skazany na śmierć za zabójstwo członka innego gangu. Początkowo usiłowano zabić Gee poprzez wpuszczenie do jego celi śmiercionośnej chmury gazu z cyjankiem.
Pomieszczenie to nie było jednak szczelne - skazaniec nawet się nie obudził, a toksyczna substancja szybko przestała być groźna, rozszedłszy się w promieniu kilkunastu metrów. Na potrzeby kolejnej próby uśmiercenia Jona zbudowano niewielką szczelną kabinę z malutkim okienkiem wbudowanym w drzwi i krzesłem stojącym pośrodku pomieszczenia. Po dwóch minutach od wpuszczenia gazu Gee stracił przytomność. W komorze przesiedział jednak dodatkowe 30 minut zanim upewniono się, że skazaniec wyzionął ducha.


Ten rodzaj komory gazowej w dalszym ciągu jednak nie służył do masowego uśmiercania skazańców. Autorem bardziej wydajnego i do tego również mobilnego urządzenia do gazowania ludzi był… Żyd. W 1936 roku Isay Berg – głowa Departamentu Administracyjno-Ekonomicznego NKWD – kazał zmodyfikować furgonetki Forda (konkretnie – tworzonych na jego licencji GAZ-ów AA) w taki sposób, aby rura wydechowa wchodziła do środka szczelnej kabiny.

Pojazdy te nazwano Duszegubkami i stały się one idealnym narzędziem „grupowych” mordów w okresie tzw. Wielkiej Czystki, czyli politycznego terroru w ZSRR. Skazańcy rozbierani byli do naga i wrzucani do naczepy. Po kilkunastu minutach jazdy do miejsca masowego pochówku, większość z nieszczęśników była martwa, a zwłoki wprost z pojazdów trafiały do dołów.


Duszegubki z zewnątrz udekorowane były w taki sposób, aby przypominać pojazdy, którymi rozwożono chleb. Zanim w obozie zagłady w Chełmnie Niemcy zbudowali pierwszą komorę gazową, sięgnęli po sprawdzony w ZSRR sposób i początkowo ich ofiary zabijano taką właśnie metodą.

Mydło z człowieka

Legenda o produkcji mydła z tłuszczu wytopionego z ciał ofiar Holokaustu powtarzana była przez ponad 60 lat, aż do 2006 roku, kiedy to Instytut Pamięci Narodowej potwierdził tę nieprawdopodobną historię – w gdańskim Instytucie Anatomii podczas II Wojny Światowej chemicy pod okiem członka NSDAP Rudolfa Spannera używali ludzkiego tłuszczu jako podstawowego surowca do produkcji mydła. Zwłoki, które trafiały do instytutu były wygotowywane w specjalnym roztworze potasu i wodorotlenku sodu - w ten sposób z nieboszczyków wydobywano masę tłuszczową, którą to następnie poddawano kolejnym procesom, aby uzyskać w pełni funkcjonalne mydło.


Niemcy nie byli jednak pierwszym narodem, który wpadł na pomysł zamieniania człowieka w środek czystości. W 1780 roku we Francji wprowadzono zakaz pochówków na przepełnionym paryskim Cmentarzu Niewiniątek, a już pięć lat później rozpoczęto proces ekshumacji zwłok i przenoszenia ich do katakumb. Oczywiście taki zaszczyt trafił się jedynie umrzykom, których szczątki dotrwały do tego dnia. Łącznie od XII wieku na cmentarzu tym spoczęło ponad 2 miliony Francuzów.

W 1786 roku podczas ekshumowania ciał odkryto, że niektóre ze szczątków pokrywają dziwne grudy. To efekt procesu nazywanego saponifikacją. Dochodzi do niego zazwyczaj w warunkach bardzo ograniczonego dostępu tlenu i dużej wilgoci i polega na przeobrażeniu się tłuszczu w ciele nieboszczyka w twardy tłuszczowosk. Te brunatne bryły nie trafiały do katakumb. Zbierano je, a następnie wyrabiano z nich mydła oraz świece!


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6
16

Oglądany: 66423x | Komentarzy: 87 | Okejek: 194 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.10

21.10

20.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało