Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Aerosmith - ci goście wspólnie zarażali się chorobami wenerycznymi i wciągali koks nawet na scenie!

57 462  
130   29  
To jeden z tych zespołów, których członkowie z racji na prowadzony przez siebie, szaleńczy tryb życia, już dawno powinni stanowić pokarm dla cmentarnego robactwa. Z jakiegoś jednak powodu grupa Aerosmith nadal istnieje, koncertuje, a muzycy może i wyglądają niczym mumie zakonserwowane kilogramami kokainy, ale w dalszym ciągu dają oznaki życia!

Prawie pół wieku na scenie

Zespół założony został w 1970 roku. Początkowo, przez krótki czas na gitarze grał niejaki Ray Tabano, jednak już w 1973 roku jego miejsce zajął Brad Whitford. To on jest pomysłodawcą nazwy kapeli, która jeszcze w tym samym roku nagrała swój debiutancki album.


Rolę wokalisty pełnił Steven Tyler, który zanim do zespołu doszedł Joey Kramer, był perkusistą grupy. Mimo że muzyk ten już za młodu wyglądał jak wyniszczony amator heroiny, to zanim muzyk ten wybrał ścieżkę gwiazdy rocka, miał sporą szansę na zaistnienie w świecie sportu. Tyler należał do szkolnej drużyny gimnastycznej i uważany był za bardzo obiecującego zawodnika.

Tyler szybko stał się żywą encyklopedią środków psychoaktywnych

I nie – nie chodzi wcale o wiedzę z zakresu używek, ale o potężną wręcz praktykę. Tyler w dzikich ilościach pochłaniał xanax, valium, kokainę, heroinę, metamfetaminę, LSD, opium oraz całą masę dziwacznych substancji, których nazwy prawdopodobnie nic wam nie powiedzą...


Nie tylko wokalista miał słabość do narkotyków. Inni członkowie Aerosmith również nie odmawiali sobie przyjemności z konsumowania wszelkiego typu polepszaczy nastroju. Gitarzysta Joe Perry najbardziej skłaniał się ku kokainie, którą wciągał nawet podczas występów przed publicznością. Zespół zatrudnił specjalnego członka ekipy, którego jedynym obowiązkiem było przygotowywanie działek narkotyku dla członków Aerosmith. Podczas koncertów Perry zawsze mógł dyskretnie wymknąć się za scenę, gdzie czekały na niego szklane fiolki z kokainą i słomkami do jej wciągania. Natomiast Tyler miał swój mały schowek w bębnie na scenie. Trzymał tam dwa papierowe kubeczki – jeden z koksem, drugi zaś z Jackiem Danielsem i colą.

Muzycy, będąc w trasie, uprawiali też dużo seksu

Dla członków zespołu zdradzanie żon i narzeczonych podczas tras koncertowych nie stanowiło zbyt dużego problemu. Tym bardziej, że ilość dziewczyn gotowych oddać się każdemu z nich była tak liczna, że panowie czuli się niczym bogate dzieciaki w sklepie z zabawkami. Seksowne groupies zawsze więc towarzyszyły grupie podczas tournée.


Muzycy mieli jednak pewną bardzo ważną zasadę, której starali się przestrzegać. Na dziesięć dni przed końcem trasy artyści narzucali sobie ścisły celibat. Robili to po to, aby przed powrotem do swych rodzin w pełni zregenerować swoje libido i uśpić podejrzenia czekających na nich w domach wybranek serca.

https://www.youtube.com/watch?v=sZfZ8uWaOFI

Tyler dzielił z Perrym kobiety oraz choroby przenoszone drogą płciową

Rozpasani do granic możliwości muzycy podczas swoich wielotygodniowych tras koncertowych żyli na najwyższych obrotach nie odmawiając sobie narkotyków oraz seksualnych uniesień w towarzystwie chętnych pań. Czasem dochodziło do sytuacji, kiedy artyści wymieniali się kobietami, albo wręcz dzielili nimi podczas wspólnych orgii. Podczas jednej z takich libacji Tyler i Perry wylądowali w jednym łóżku z dwoma dziewczynami. Po nocy zarwanej na bezeceństwach, muzycy obudzili się i odkryli, że obaj zarażeni zostali bliżej nieokreśloną chorobą weneryczną…


Jeśli chodzi o wokalistę Aerosmith, to nie tylko dragi były dla niego ciekawym polem do prowadzenia eksperymentów. W swojej biografii przyznał się on, że będąc nieco młodszym przespał się z mężczyzną, aby sprawdzić, czy ten rodzaj zbliżeń może być „fajny”.
„Gejowski seks nie jest dla mnie” - podsumował - „Jakoś mnie to specjalnie nie wciągnęło”.

Członkowie ekipy technicznej zdecydowanie nie przepadali za Aerosmith

Wiecznie naćpani, bzykający co popadnie muzycy musieli bardzo działać na nerwy swojej ekipie technicznej. Jej członkowie mając dość obcowania ze swoimi pracodawcami potrafili w wyjątkowo obleśny sposób obejść się z zespołem. Po latach dopiero jeden z technicznych przyznał się, że za każdym razem, gdy muzycy wkurzyli swoją ekipę, jej pracownicy podcierali sobie tyłki jedzeniem przeznaczonym dla artystów. Najwyraźniej gwiazdy były tak bardzo zaaferowane występami i „znieczulone” prochami, że żadna z nich nie zorientowała się, że ich codzienne posiłki pełnią funkcję recyclingowanego papieru toaletowego...


Mało brakowało a Sammy Hagar zostałby wokalistą Aerosmith

W 2009 roku doszło do poważnego konfliktu między artystami. Podczas koncertu w jednym z miast Południowej Dakoty Tyler spadł ze sceny i złamał sobie obojczyk. Trzeba było wówczas odwołać resztę trasy koncertowej. W tym samym czasie wokalista, w tajemnicy przed resztą grupy zatrudnił nowego menadżera, co mocno wkurzyło pozostałych muzyków. Wisienką na torcie napięć wewnątrz grupy był moment, w którym Tyler w tajemnicy przed swoimi kolegami podpisał umowę ze stacją Fox i został jurorem programu American Idol.


W tym momencie zespół był o krok od podjęcia decyzji o zmianie swojego frontmana. Wybór padł na, znanego z długoletniej współpracy z Van Halen, Sammy’ego Hagara. Na szczęście muzykom w porę udało się dojść do porozumienia, a Tyler po terapii odwykowej pokazał, że mimo swojego dość zaawansowanego już wieku, potrafi pełnić obowiązki zarówno gwiazdy popularnego programu rozrywkowego, jak i lidera Aerosmith.


Największy hit zespołu nie został wydany na żadnym albumie grupy

Aerosmith ma na koncie całe mnóstwo rewelacyjnych numerów, jednak żaden z nich nie odniósł takiego sukcesu, jak dość przeciętna, ograna do porzygu ballada z 1998 roku. Mowa oczywiście o „I Don’t Want to Miss a Thing” - kawałku, który powstał specjalnie na potrzeby ścieżki dźwiękowej katastroficznej wydmuszki pt. „Armageddon”. Zespół nawet nie jest autorem tej kompozycji. Napisała ją Diane Warren – znana kompozytorka muzyki country i pop. Utwór ten długo okupował listy przebojów, ale nigdy nie znalazł się na jakimkolwiek albumie Aerosmith. Wydany został natomiast w formie singla, który oczywiście szybko stał się najlepiej sprzedającym się tego typu wydawnictwem w historii całej kariery grupy.


Zespół doczekał się własnego rollercoastera w Disneylandzie

Rock 'n' Roller Coaster – tak nazywa się atrakcja do niedawna jeszcze czekająca na gości parków rozrywki Walta Disneya. To dość ekstremalna jazda – wagoniki rozpędzały się do prędkości 92 km/h w czasie niecałych 3 sekund, serwując uczestnikom „przejażdżki” przeciążenie w okolicach 5 G! Głównym motywem muzycznym podczas zabawy na tej kolejce górskiej była oczywiście twórczość Aerosmith. Na potrzeby Rock 'n' Roller Coaster zespół nagrał nieco zmienioną wersję swojego hitu pt. „Love in an Elevator”, gdzie zamiast tytułowej frazy padają słowa „love in a roller coaster”.


Zespół Aerosmith doczekał się też swojej edycji gry Guitar Hero. Nie była to jednak pierwsza przygoda grupy ze światem wirtualnej rozrywki. Już w 1994 roku autorzy „Dream on” byli głównymi bohaterami gry Revolution X!


I na koniec taka ciekawostka. Kojarzycie kawałek „Janie’s Got a Gun”? Za kamerą teledysku do tej kompozycji stanął sam David Fincher – facet, który trzy lata później zadebiutował, jako reżyser trzeciej części „Obcego”, a dziś znany jest jako twórca takich hitów, jak „Siedem”, „Social Network”, czy „Podziemny Krąg”!

https://youtu.be/RqQn2ADZE1A
Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
3

Oglądany: 57462x | Komentarzy: 29 | Okejek: 130 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało