Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Oszukali nas! - oto 5 największych kłamstw, jakie wciskano nam w dzieciństwie

92 851  
291   93  
Do biegu, gotowi… start! - odstawiony od cyca zawodnik wrzucony zostaje na głęboką wodę życia i zamiast gnać do przodu niczym wojownik przygotowany do stawienia czoła dorosłej rzeczywistości, szybko potyka się o własne nogi. To nie tak miało być! Rodzice mimo wielkich starań przedstawili nam wizję świata, która bardzo różni się od tego, z czym przyszło nam się spotkać.

Jedz marchew! Będziesz miał lepszy wzrok!

Chyba nie tylko według moich starców marchew była cudownym środkiem leczącym krótkowzroczność, dającym możliwość widzenia nocą i strzelania laserami wprost ze spojówek. Tak w każdym razie mówili mi za każdym razem, gdy krzywiłem się na widok tego pomarańczowego świństwa na talerzu. Żarłem więc tę cholerną marchew, cierpliwie czekając na efekty jej działania. Te jednak nigdy nie przyszły. Zdałem sobie sprawę, że zostałem oszukany, w dniu kiedy mając po -8 dioptrii w każdej patrzałce, zapisywałem się na zabieg laserowej korekcji wzroku…


Dopiero wiele lat później dowiedziałem się, że mit łączący marchew z okiem narodził się podczas II Wojny Światowej, kiedy to brytyjscy uczeni skonstruowali wyjątkowo czuły radar, za pomocą którego z łatwością namierzano samoloty nieprzyjaciela. Jednocześnie też puszczono w obieg plotkę, jakoby niezwykłe sukcesy podczas nocnych bitew piloci zawdzięczali specjalnej diecie, której głównym składnikiem była marchew. Pogłoska ta szybko rozprzestrzeniła się po świecie. Najbardziej ucierpiały na tym miliony gówniaków zmuszanych do jedzenia tego korzenia o wątpliwych walorach smakowych…

Pieniądze szczęścia nie dają!

Oczywiście, że nie dają szczęścia. Za to całkiem uszczęśliwia na przykład dom z basenem, własna farma z alpakami albo wycieczka do Disneylandu. Ja wiem, że w czasach, w których żyjemy, za wszystkie te rzeczy zabulić można uśmiechem bombelka, ale w dalszym ciągu głównym środkiem płatniczym w naszym kraju jest poczciwy pe-el-en. Aby zdobyć środki na zapewnienie sobie szczęścia, musisz zdrowo się napocić. Tym bardziej że za standardową pensję spełnisz co najwyżej marzenia o trzydniowym, ekonomicznym urlopie w Uniejowie.
Powiedzmy sobie jasno – pieniądze dają w ch#j szczęścia, a mówiąc swojemu purchlakowi, że jest inaczej, awansujesz do miana kłamliwego sukinsyna!


W twoim wieku nie robiłem takich głupot!

No pewnie, że nie. Robiłeś za to znacznie gorsze rzeczy. Nie ma nic gorszego niż rodzic, który wmawia swej pociesze, że będąc na jej etapie rozwoju, zachowywał się niczym książkowy przykład wzorowego pacholęcia. Mój potomek już za kilka lat będzie w wieku, w którym ja wysadzałem w powietrze zabawki, wdrapywałem się na słupy wysokiego napięcia, eksplorowałem korytarze kanałów ściekowych i strzelałem z procy mirabelkami w tyłki osób z nadwagą, bo uważałem, że nie ma zabawniejszego widoku niż wściekły grubas usiłujący przejść ze swego ślimaczego marszu w tryb szalonego galopu.


Bachory tak mają – zazwyczaj wpadają im do głowy głupoty, o robieniu których nie przyznają się przed nikim, a jednocześnie wspinają się na szczyt hipokryzji, tworząc przed własnym dziecięciem swój krystalicznie czysty, przkłamany obraz.

Kim chcesz być, kiedy dorośniesz?

Po usłyszeniu takiego pytania większość z nas – szczeniaków zaczynających przygodę z podstawówką – deklarowało chęć zostania pilotem myśliwca, kierowcą wyścigówki, astronautą, brutalnym barbarzyńcą w piekle nimfomanek, zamaskowanym superbohaterem, zabójcą na zlecenie. Niektórzy potem przez całe lata wierzyli w hasełka typu „Możesz być kim zechcesz!” czy „Podążaj za swoimi marzeniami!”. Taki ch#j!


Dziś hipotetyczny pracownik stacji kosmicznej tyra w punkcie ksero, usiłując spłacić rozłożony na 30 lat kredyt, który wziął na mieszkanie dosłownie parę miesięcy przed tym, jak jego żona puściła się z pewnym zamożnym kierowcą Ubera. Jego rówieśnik, który planował karierę jako zawodowy zapaśnik, pracuje na czarno w sortowni śmieci i cieszy się, bo w ubiegłym miesiącu na jego konto wpłynęło pierwsze pięćset złotych ofiarowane mu "na dziecko" przez miłościwie panujących… Ja natomiast nigdy nie wiedziałem, kim chcę zostać, kiedy dorosnę. Dorosłem. I kurde, ciągle nie wiem.

Pierwsza działka jest zawsze za darmo!

Odkąd pamiętam, podczas szkolnych pogadanek o narkotykach pojawiał się wątek tajemniczego dilera przypominający szpiega z Krainy Deszczowców, który to czaił się w zacienionych miejscach, krzakach i innych chęchach. Stamtąd nawoływał swoich potencjalnych klientów. Zgodnie z tym, co nam opowiadano – ten paskudny typ szczególnie dużo wysiłku wkładał w to, aby swoimi towarami zainteresować dzieci, które jeszcze nigdy nie bawiły się narkotykami, ale ich ciekawość miała sprawić, że nieświadome zagrożenia sięgały po swoją pierwszą działkę. A ta miała być… za darmo!


Zgodnie z tą procedurą diler dawał małolatowi marihuanę za absolutną darmoszkę. Młodzieniec jeszcze tego samego wieczora uzależniał się i już następnego dnia wracał do sprzedawcy z kasą na szprycę oraz na zestaw powyginanych igieł maczanych w wiadrze z HIV-em. Wcześniej taki świeży klient miał zanieść do lombardu połowę rodzinnego dobytku, ukraść emeryturę babci oraz sprzedać siostrę ruskiej mafii zajmującej się czerpaniem hajsu z nierządu.

Nawet nie wiecie, jak bardzo chciałem spotkać tego legendarnego dilera, dostać od niego worek przedniego jarania i zniszczyć sobie życie! A tu lipa – handlarze dragami nie tylko nie oferują darmowych „pierwszych razów”, ale i nie zgadzają się na rabaty, a nawet nie prowadzą żadnych programów lojalnościowych... Wstrętne psie wentyle! Nikt nigdy tak bardzo mnie nie oszukał!

Oglądany: 92851x | Komentarzy: 93 | Okejek: 291 osób